Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 
Felieton: Burnout - historia pewnego króla

Playtest

Felieton: Burnout - historia pewnego króla
dodane: 2009-01-11 23:48:24
przez: Weaver Weaver

Wszystko ma swoją, mnie lub bardziej burzliwą, historię. Swoje początki, następnie wzloty i upadki, a w efekcie uznanie bądź pogardę. Ten - być może nieco prozaiczny - schemat ......

Data polskiej premiery
25 styczeń 2008

Felieton: Burnout - historia pewnego króla 4

dodany: 2009-01-11 23:48:24 |
przez: Weaver Weaver
Wszystko ma swoją, mnie lub bardziej burzliwą, historię. Swoje początki, następnie wzloty i upadki, a w efekcie uznanie bądź pogardę. Ten - być może nieco prozaiczny - schemat tyczy się również gier, które wraz z kolejnymi odsłonami albo zachęcają graczy do produktu, i to ze zwielokrotnioną siłą, albo z równie wielką mocą odrzucają ich od niego.

Seria arcade'owych wyścigów samochodowych, okraszona wiele mówiącym tytułem Burnout, stanowi natomiast najlepszy przykład na to, że wcale nie trzeba szargać się na rewolucje wraz z każdą kolejną odsłoną gry, tylko po to aby zyskać sobie uznanie odbiorców. Szeroko pojmowaną przyjemność można bowiem uzyskać i bez tego. Ponadto, istotnym jest aby ową dozować, a także serwować wyłącznie z najciekawszymi dodatkami. Tak, aby każdy mógł ukoić swoje zmysły, rozpłynąć się w błogiej ekstazie i pomyśleć w duchu, że to samo danie na różnych talerzykach - o dziwo - smakuje coraz lepiej. I Burnout, jako saga, spełnia te oczekiwania! Nie od razu jednak Rzym zbudowano. Dlatego też zapraszam wszystkich fanów serii, a także arcade'owych samochodówek w ogóle, do podróży w czasie. Do momentu, w którym narodziła się historia... Burnout!

Burnout - Burnout - Burnout - Burnout -




Burnout - Pierwsze lody


Jak to mówią - "do odważnych świat należy". Gdyby jednak nie zapał ludzi, którzy swego czasu kierowali się właśnie tą maksymą, nie byłoby dziś wielu firm, którym zawdzięczamy cały szereg znakomitych tytułów. Produkcji wręcz kultowych. Takich, którymi cieszą się nawet młodsze pokolenia. Takich, jak Burnout. Gra, która w czystej teorii miała przyćmić blask serii Ridge Racer - ówczesnego lidera w gatunku arcade'owych wyścigów samochodowych, którego najpoważniejszym rywalem okazała się saga Need for Speed. Jednak zadanie nie było łatwe. Ba, było wręcz karkołomne. Ale pomimo tego niewielu znana grupka Brytyjczyków, kryjąca się pod nazwą Criterion, postanowiła zdetronizować wymienione wyżej serie. Pomóc zaś miały w tym dwa elementy. Pierwszym była stuprocentowa uwaga poświęcona dynamizmowi rozgrywki. Drugim natomiast grywalność, która dzięki paru przemyślanym pomysłom idealnie wypełniła lukę, powstałą w wyniku uśpienia uwagi - ścigających się do miana najlepszego - EA oraz Namco. A jak wiadomo, gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta...

Burnout - Burnout - Burnout - Burnout -




Pierwsza część Burnouta zadebiutowała w listopadzie 2001-ego roku - jako exclusive na PlayStation 2. Gra bardzo szybko zyskała sobie uznanie zarówno wśród recenzentów, jak i samych graczy. Głównym tego powodem było zaś, wymienione wcześniej, lekkie podejście do gatunku wyścigów samochodowych. Ponadto, panowie z Criterion postanowili pójść o krok dalej i zaserwowali nam mechanikę rozgrywki polegającą na... Rozbijaniu się autem, dosłownie, po konkretnych trasach. Oczywiście, Burnout w dalszym ciągu stanowił wyścigi same w sobie, gdyż w każdym kolejnym etapie chodziło o to, aby dojechać do mety jako pierwszy. Sęk w tym, że zdobycie pierwszego miejsca niekoniecznie musiało nastąpić w sposób godny nazwania fair play. W grze możliwe było bowiem bezkarne spychanie przeciwników na nadjeżdżające z naprzeciwka auta, które choć nie zasuwały równie szybko jak użytkownik czy jego rywale, skutecznie uniemożliwiały dotarcie konkurentów gracza do mety. Oczywiście, w identyczny sposób starali się postępować sami przeciwnicy, co naturalnie cieszyło podwójnie. Zwłaszcza, że prędkości rozwijane przez co lepsze pojazdy, w połączeniu z pędem tych nadjeżdżających z przeciwnej strony, dawały początki naprawdę widowiskowym kraksom. Czyli czemuś, czego tak bardzo brakowało w wymienionych wcześniej dziełach EA oraz Namco. Oprócz tego, producenci Burnouta jednoznacznie stwierdzili, że przejście całego trybu kampanii raczej nie zajmie wiele czasu amatorom zawrotnych prędkości. Dlatego też postanowiono wpakować do gry tryb multiplayer, który idealnie wręcz uzupełnił niedosyt pozostały po zakończeniu single'a. A że wszystko działo się na SplitScreenie... Cóż, jeszcze lepiej.

W telegraficznym skrócie, ludzie z Criterion zwyczajnie postanowili dać graczom możliwość posadzenia zadka za kółkiem, wciśnięcia gazu do dechy i gnania na złamanie karku, przy jednoczesnej demolce otoczenia. Oprócz tego do sukcesu Burnoutaprzysłużył się fakt, że - jak już wcześniej wspomniałem - prędkość naprawdę było czuć! Samochody dosłownie w sekundę śmigały tuż obok pojazdu kierowanego przez gracza, zaś natężenie ruchu - nierzadko naprawdę gęste - sprawiało, że adrenalina skakała jak szalona. Oczywiście, będąc napiętnowaną przez podświadomą chęć gracza, nakazującą dotarcie do mety w jednym kawałku. I tym właśnie, wbrew pozorom prostym, sposobem Burnout wkroczył do elitarnego grona gier, które po dziś dzień określane są mianem "must have"! Niektórzy w trakcie rozgrywki wypowiadają też frazy typu "jeszcze jeden raz... ostatni etap... jeszcze pięć minut... itd.".

Innowacje: Burnout jako całość

Burnout 2 - Burnout 2 - Burnout 2 - Burnout 2 -




Burnout 2 - Comeback!


Po ogromnym sukcesie Burnouta nadszedł czas na potwierdzenie tego, że korona przypadła odpowiedniemu pretendentowi do jej miana. Jak się okazało, Criterion nie zawiódł! Burnout 2: Point of Impact sprostał oczekiwaniom wszystkich tych, którzy zawierzyli słowom autorów. Stwierdzeniom traktującym o tym, że w "dwójce" pojawi się wszystko to, co najlepsze z części pierwszej. I faktycznie - tak też się stało. Mało tego, producenci dorzucili do sequela kilka elementów, które sprawiły, że w Burnout 2: Point of Impact grało się jeszcze przyjemniej niż w pierwowzór.

Najważniejsze zmiany dotyczyły trybu kariery, a konkretnie rzecz ujmując paru nowych rodzajów rozgrywki oraz kilku pomniejszych usprawnień. Te zaś, de facto, wprowadziły do Burnout 2: Point of Impact spory powiew świeżości, przy jednoczesnym zachowaniu ogromnej frajdy płynącej z rozgrywki. Oprócz tego, grę usprawniono również pod względem audiowizualnym. Wspomniane novum natomiast, bezpośrednio powiązane z rozgrywką, dotyczyło modułu Crash Mode oraz zgoła innego, umożliwiającego branie udziału w pościgach samochodowych. Malkontenci, fakt, trochę kręcili nosami odnośnie tychże trybów. Ale to tylko dlatego, że po prostu nie posmakowali tego, co tak naprawdę w nich drzemało. Crash Mode bowiem okazał się naprawdę wciągający, gdyż polegał na tym, że gracz lądował w samym środku zakorkowanej autostrady, albo dość szerokiego odcinka trasy, który w bardzo niewielkim stopniu umożliwiał manewrowanie między wszystkimi wehikułami. W całym tym gąszczu kół chodziło zaś o jedno - rozpędzenie auta maksymalnie mocno, a następnie uderzenie w jakikolwiek pojazd, który stając się ofiarą poważnej kolizji "kasował" kolejne wozy. Tryb ten od samego początku był nie tylko nastawiony na robienie totalnej zadymy, ale również na bicie rekordów. A jak wiadomo, nic nie motywuje do działania bardziej niż wynik kolegi, który pobił nasz rekord zaledwie o kilka punktów. Zamysł producentów był natomiast taki, aby wydłużyć żywotność gry do maksimum.

Burnout 2 - Burnout 2 - Burnout 2 - Burnout 2 -




Drugą ciekawostką, która skutecznie urozmaiciła zabawę, był tryb w którym gracz zasiadał za kierownicą radiowozu, a następnie stawał przed zadaniem dorwania uciekającego przed nim oponenta. Było to o tyle rajcujące, że czas na złapanie "zwierzyny" był niewielki - przynajmniej w porównaniu z ruchem ulicznym, w jakim przy okazji uczestniczył zarówno "policjant", jak i "złodziej". Oprócz wyżej opisanych elementów, Burnout 2: Point of Impact mógł pochwalić się niezmienioną mechaniką jazdy, która w "jedynce" sprawdziła się wręcz idealnie. To zaś dlatego, że autorzy gry ograniczyli funkcje auta do minimum - stawiając wyłącznie na frajdę z jazdy, w trakcie której wymagane było jedynie pokonywanie zakrętów, przyspieszanie oraz hamowanie. A i to nie za często... Summa summarum, Burnout 2: Point of Impact okazał się godnym następcą swojego poprzednika, a także przykładem na to, że nowych opcji nie musi być dużo. Najważniejsze, aby było one TRAFNE, i aby identyfikowały się z ogólną strukturą gry!

Innowacje: kilka ciekawych modułów podnoszących, i tak wysoki, gameplay; usprawnienia audiowizualne; jeszcze większe poczucie prędkości; różne drogi prowadzące do mety

Aż Iskry lecą.Piękne widoczki.Blacharz będzie miał dużo roboty.Burnout 3 -




Burnout 3 - Król rośnie w siłę


Na "trójeczkę" Criterion kazał nam poczekać jednak troszkę dłużej, aniżeli miało to miejsce w przypadku drugiej części gry. Z drugiej strony, można to usprawiedliwiać faktem, że Electronic Arts przejęło od firmy Acclaim prawa do serii Burnout. A jak wiadomo nie od dziś, załatwianie formalnych kwestii potrafi wyciągnąć z życiorysu kilka tygodni, a nawet miesięcy. Tym bardziej jeśli chodzi o rzecz, która rokuje znacznie większe profity na przyszłość niźli do tej pory. Naturalnie, pomimo iż i tak były one bardzo duże.
Co by jednak nie mówić, Criterion wszedł pod skrzydła EA i jako jeden z wielu trybów ogromnej machiny chciał dać do zrozumienia, że zainwestowanie w taki "podzespół" nie było posunięciem złym.

Ojcowie Burnouta, w trakcie planowania zawartości Burnout 3: Takedown, pomyśleli, że i tym razem nie będą robić z graczy królików doświadczalnych, i zaserwują im największe smakołyki z poprzednich odsłon serii. Oczywiście, identycznie jak to miało miejsce w "dwójce", dodając kilka ciekawych bajerów, które jeszcze bardziej spotęgowały wrażenia z - i tak hardcore'owej - jazdy. Zaczynając jednak od początku, jedną z najważniejszych zmian względem poprzedników było wprowadzenie do Burnout 3: Takedown trybu umożliwiającego toczenie rozgrywek przez Internet. I do tego aż sześciu użytkownikom jednocześnie! Jasne, dziś wydaje się to rzeczą zabawną. Trzeba jednak pamiętać o tym, że w roku 2004 - kiedy to ukazała się "trójka" - było to coś naprawdę niesamowitego. Czego bowiem chcieć więcej? Jeden tor, korek uliczny oraz sześciu żądnych wrażeń a także zawrotnych prędkości maniaków, którzy aż ślinią się na myśl o tym, którego by teraz oponenta skasować. Ot, choćby, za sprawą nadciągającej z naprzeciw ciężarówki. Lub też przy użyciu słupa, na który wpada rychło zepchnięty przez nas przeciwnik. I do tego jeszcze te powtórki w zwolnionym tempie! Mmm...

Burnout 3 - Burnout 3 - Burnout 3 - Burnout 3 -




Wracając jednak do tematu, Burnout 3: Takedown przeistoczył się w swego rodzaju lidera serii. Naturalnie, jak na rok 2004, a także zważywszy na fakt, że była to już trzecia odsłona serii. Gra bowiem, prócz trybu online'owego, wprowadziła fajny patent do trybu Crash Mode, znanego z Burnout 2: Point of Impact. Żeby nie było - sens zabawy pozostał ten sam. Jednak autorzy dodali coś, co określili mianem "aftertouch". Był to moduł, który - już po dokonaniu kolizji, oraz zapoczątkowaniu szeregu kolejnych - umożliwiał graczowi sprawowanie pewnej kontroli nad autem. Dzięki temu użytkownik mógł "wciągnąć" w wypadek jeszcze więcej pojazdów, tym samym zarabiając znacznie więcej punktów i sprawiając, że każda kolejna próba była jeszcze bardziej ekscytująca. To wszystko to jednak nic w porównaniu z tym, że "aftertouch" można było zastosować również w trakcie zwykłego wyścigu. Wyobrażacie sobie zawistnego gracza, który samemu rozwaliwszy auto, jeszcze kolibie się na środek jezdni, tym samym stając się przeszkodą niemal nie do ominięcia? Nie wiem co, ale jest coś w tym, że ogromne prędkości - oraz rychłe kraksy - kręcą. I momenty związane z "aftertouch" dowodzą tego w stu procentach. A jakby tego było mało, w grze pojawił się też taki instrument jak "crashbreaker". Szczerze powiedziawszy, wykorzystywanie go było już chyba szczytem chamstwa. Funkcja ta umożliwiała bowiem, chwilę po rozbiciu auta, momentalne jego zdetonowanie. Przykładowa sytuacja - delikwent przejeżdża, widzi grata na jezdni, a tu nagle BUM! I obydwaj kończą wyścig - jeden z uśmiechem na twarzy, drugi z otwartą kosą w kieszeni. Czysty fun!

Twórcy Burnout 3: Takedown postanowili również dodać obsługę komunikacji głosowej, która okazała się wzmagać emocje jeszcze bardziej. Oczywiście, głównie w trybie multi. Niby błahostka, ale jednak cieszyła - w końcu Internet to ocean możliwości, których wykorzystanie zależy wyłącznie od pomysłodawców. Oprócz tego, Burnout 3: Takedown zachował wszystko to, co cieszyło rzesze graczy w poprzednich odsłonach sagi. Dlatego też nawet ci, którzy nigdy wcześniej nie przepadali za wyścigami samochodowymi, wzdychali z zachwytu. Dodawszy zaś ulepszoną grafikę, która dzięki kilku efektom nadawała jeszcze większej dynamiki rozgrywce, można było się po prostu w grze zakochać. Krótko mówiąc, Burnout 3: Takedown okazał się najbardziej dopracowaną, oraz najbardziej grywalną, z wszystkich dotychczasowych odsłon!

Innowacje: rozgrywka online; komunikacja głosowa; świetne połączenie kolejnych ciekawych pomysłów (aftertouch, crashbreaker) z głównymi trybami; bajery graficzne jeszcze bardziej uwydatniające poczucie prędkości; ulepszony system kolizji oraz interakcji

Burnout 4 - Burnout 4 - Burnout 4 - Burnout 4 -




Burnout 4 - Apogeum?


Nadejście kolejnej części Burnouta, po oczywistych sukcesach odniesionych przez poprzednie odsłony, było w zasadzie formalnością. Nikt bowiem nie zarzyna kury znoszącej złote jajka. Tym bardziej, jeśli owe smakują coraz bardziej. Zatem, mamy rok 2005 oraz premierę Burnout Revenge. Pojawiły się kolejne ciekawostki urozmaicające gameplay, nowe klasy aut, parę pomniejszych trybów, a także jeszcze bardziej rozbudowane trasy. Naturalnie, to najważniejsze zmiany. Nie liczę bowiem kolejnych usprawnień czy to wizualnych, czy też tych dotyczących sztucznej inteligencji przeciwników, a także systemu kolizji oraz ogólnej interakcji. Które to, zresztą, z jednej odsłony na drugą przeradzały się w klasę samą w sobie.

Burnout Revenge zdobył sobie ogromne uznanie z wiadomego już powodu. Zachował wszystko to, co najlepsze! Gracze chcieli jednak czegoś nowego, gdyż Criterion po prostu przyzwyczaił ich do tego, że wraz z każdą kolejną odsłoną gry pojawiało się parę bajerów urozmaicających zabawę.
Może nie najważniejszym, ale za to najciekawszym, pomysłem okazał się podział aut na różne klasy. We wcześniejszych częściach bowiem wozy były z góry dopasowane do rodzajów wyścigów, w których to sprawowały się możliwie najlepiej. "Czwórka" jednak wprowadziła możliwość dokonania dobrowolnego wyboru, który padał albo na szybkie auta sportowe, albo znacznie wolniejsze, ale za to masywniejsze pojazdy. Nie trudno się domyślić, że dzięki temu znacznie mniej podatne na rozmaite kolizje. Wszystkie jednak łączyła odpowiednia charakterystyka, skupiająca w sobie informacje o dopalaczu, wadze wozu oraz jego sposobności do "crashbreak'owania". Ciekawym pomysłem okazał się również tryb Eliminator, który polegał na tym, że w trakcie wyścigu - co trzydzieści sekund - był deklasowany zawodnik, który aktualnie jechał jako ostatni. I tak cały czas, aż ostał się jeden - zwycięzca.

W związku z ogromną popularnością online'owych trybów w Burnout 3: Takedown, panowie z Criterion postanowili nieco zmienić system rankingów w Burnout Revenge. W "czwóreczce" kwestia ta wyglądała bowiem w ten sposób, że oceniano nie tylko ilość wygranych wyścigów, ale również ilość skasowanych przeciwników, a także sposoby jakich użyto do osiągnięcia tego celu. Nie powiem, było to dobre rozwiązanie z tego tytułu, że taki Kowalski - przestudiowawszy osiągnięcia gracza, z którym miał stanąć w szranki - czuł po prostu respekt, bądź totalną pogardę dla takiego "lamera". Ponadto, dzięki opisanemu rankingowi każdy mógł sam ocenić, z kim warto się ścigać aby szanse były wyrównane.

Burnout Revenge zyskał sobie uznanie nie tylko dzięki wymienionym wyżej elementom, a także przeniesieniu wszystkich tych, które sprawdziły się w poprzednich częściach gry. Design torów bowiem również odegrał ważną rolę. Powiedziałbym nawet, że tchnął pewien powiew świeżości w ten element programu. Jak się okazało, producenci postanowili dać graczom nieco więcej swobody w pokonywaniu kolejnych odcinków. A dokonali tego dzięki umieszczeniu wszelkiego rodzaju skrótów, skoczni, oraz ukrytych ścieżek, które w efekcie pozwalały nawet jadącym na końcu walczyć o jedno z pierwszych miejsc na mecie. Ponadto, takie podejście do struktury torów pozwalało graczom dłużej cieszyć się danym etapem, co z kolei przekładało się na większą żywotność produktu.
Zatem, reasumując, Burnout Revenge nie był już tak innowacyjny, jak jego poprzednik, ale niczym też nie urągał starszym braciom, dostarczając jednocześnie mnóstwo frajdy tym, którzy zdecydowali się na zakup gry.

Innowacje: nowe klasy pojazdów; zmieniona struktura tras; ulepszona sztuczna inteligencja; zmodernizowana mechanika rankingu online

Burnout 5 - Burnout 5 - Burnout 5 - Burnout 5 -




Burnout 5 - Ostatni na current-geny


Wraz z nadejściem roku 2007 przyszedł czas na ostatnią odsłonę serii, która miała pojawić się jeszcze na current-geny, czyli między innymi na PlayStation 2. A chodzi tu, rzecz jasna, o Burnout Dominator. Od razu zaznaczam jednak, że gra w zasadzie powiela wszystko to, co zostało do tej pory wykorzystane we wcześniejszych odsłonach sagi. Co więcej, Burnout Dominator nie wprowadza żadnych innowacji względem poprzedników, gdyż ta odsłona miała za zadanie zwyczajnie zapełnić lukę czasową, która dzieliła Burnout Revenge od znajdującego się wówczas w produkcji Burnout Paradise. Oczywiście, nie oznacza to, że Burnout Dominator okazał się produktem złym. Wręcz przeciwnie! Jednak biorąc pod uwagę zagorzałych zwolenników serii, gra bardziej skierowana była do tych, którzy nie mieli wcześniej do czynienia z żadnym Burnoutem, a chcieli poczuć pewien zastrzyk adrenaliny. I Burnout Dominator to zapewniał. Było dynamicznie, było bardzo ładnie, było wieloosobowo, były różnego rodzaju fury, była świetna rockowa muzyka. Ale nic poza tym. I jak się okazało, zmienione trasy, nowe fury, sporo nietypowych skrótów oraz ten sam rewelacyjny gameplay wystarczyły, aby użytkownicy na całym świecie pokusili się o zakup Dominatora.
Bo w końcu, skoro Burnout Revenge został już ukończony na wszelkie możliwe sposoby, to trzeba było czymś niedosyt uśmierzyć, prawda? Swoją drogą, Burnout Dominator był tworzony bardziej pod kątem PSP niż PS2 - ale o tym później.

Innowacje: zauważalnych, raczej brak; gra jako całość była kompilacją wszystkich pomysłów, które wcześniej wymyślono, i które sprawdziły się w kolejnych odsłonach

Wruuuum!i 300 na licznikuJak widać Burnout, to nei tylko nowe wozyTrochę tu pusto...




Burnout 6 - Jest jedna racja!


I tym oto sposobem dotarliśmy do aktualnej części Burnouta, wydanej pod koniec stycznia 2008-ego i noszącej tytuł Burnout Paradise. Każdy zainteresowany dobrze wie, że akuratnie o samej tej odsłonie można by napisać równie duży artykuł, jak ten który właśnie kończycie czytać. Gra bowiem nie tylko przeniosła wszystkie pomysły, które zdały egzamin w poprzednich odsłonach, ale wprowadziła całe mnóstwo kolejnych. Począwszy od struktury rozgrywki, która umożliwia śmiganie po w pełni otwartym mieście - niczym w Need for Speed Underground 2, czy NFS: Most Wanted - przez ogrom zróżnicowanych opcji wyścigów oraz trybów rozgrywki, zaś na oprawie wizualnej i mnóstwie pomniejszych elementów bezpośrednio wpływających na radochę z zabawy skończywszy.

Burnout Paradise to po prostu gra, która zdetronizowała nie tylko wszystkie arcade'owe wyścigi samochodowe do kupy wzięte, ale również pokonała każdego ze swoich poprzedników. Ba, Burnout Paradise zwyczajnie wprowadził całkowicie nową jakość do gatunku! Nie ma bowiem na rynku gry, która mogłaby choćby w najmniejszym stopniu zaszkodzić najnowszej odsłonie sagi Burnout. Gra jest świetna pod każdym względem, a w zasadzie to stanowi przykład idealnych wyścigów, które dają wszystko to, czego można oczekiwać po tego typu produkcji. Jest piekielnie szybko, są rozmaite fury, jest mnóstwo przestrzeni, ukrytych przejazdów, ramp, zakorkowanych ulic... I tak dalej. Zresztą, można by wymieniać bez końca. Ja byłem zachwycony. Gra oczarowała mnie do tego stopnia, że po pracy grałem dzień w dzień - przez ponad dwa tygodnie - do drugiej, trzeciej nad ranem. Szczerze powiedziawszy, nie wiem jak wyglądałem następnego dnia w pracy, bo nikt mi nic nie chciał powiedzieć, ale chyba nie było źle - jakoś się trzymałem. Ale tylko i wyłącznie dzięki myśli, że po powrocie znów będę mógł wjechać na ulice Paradise City i gnać przed siebie, aż mi powieki trzasną o podłogę!

Zresztą, zapraszam wszystkich do przeczytania recenzji Quaza, który w maksymalnie treściwy sposób postarał się przekazać to, co czuje się w trakcie zabawy z Burnout Paradise. Jeśli zaś ktoś cierpi na nieodparty wstręt do słowa pisanego, polecam obejrzeć wideorecenzję, również autorstwa Quaza. Gwarantuję, że po zapoznaniu się z zaproponowanymi materiałami zapragniecie wbić się do Paradise City. A teraz uwaga - wszyscy ci, którzy niestety nie mają ani Xboxa 360 ani PlayStation 3, otrzymają szansę spróbowania swoich sił w tej niesamowitej grze. To natomiast za sprawą Burnout Paradise: The Ultimate Box, edycji specjalnie przygotowanej dla komputerów osobistych, która zawierać będzie pełnowartościowego Burnout Paradise oraz wszystkie dodatki zaoferowane wcześniej konsolowcom. Ostatnią dobrą nowiną jest zaś to, że Burnout Paradise: The Ultimate Box zadebiutuje na rynku już 3-ego lutego. Akuratnie na ferie!

Wycieczka wśród drzewKolejna brawurowa stłuczkaDuży karambolWgniecie nas w fotel




Burnout Podręczny


Saga Burnout, o czym mieliście okazję przekonać się na własnej skórze, zyskała taką popularność, że EA postanowiło przenieść licencję także na handheldy. Pierwszym tytułem z serii, który pojawił się na akuratnie święcącą triumfy PSP, był - wydany w 2005 roku - Burnout Legends. Gra, owszem, spotkała się z ciepłym przyjęciem, ponieważ... kumulowała w sobie wszystko to, co najlepsze z pierwszej, drugiej oraz trzeciej części Burnouta. I to posiadaczom konsolek PSP w zupełności wystarczyło. Mogli oni bowiem, w dowolnym miejscu na Ziemi, cieszyć się szaleńczymi wyścigami, połączonymi z szerzeniem ogólnie pojmowanej zadymy na zakorkowanych ulicach. Ponadto, bardzo ciekawie przygotowano tryby rozgrywki multiplayer, które pozwalały ścigać się aż sześciu graczom jednocześnie! Nawiasem mówiąc, jestem pełen podziwu dla producentów serii, gdyż potrafili oni przenieść na kompletnie inną platformę całą tą dynamikę, frajdę, prędkość, po prostu to "coś", co nakazywało posiadaczom stacjonarnych konsol zarywać kilka nocy z rzędu. Brawo!
Warto również wspomnieć o tym, że Burnout Legends pojawił się także na Nintendo DS. Jednak ten akuratnie port nie przypadł odbiorcom szczególnie do gustu. To natomiast głównie przez kwestie techniczne, które zwyczajnie zabijały ducha gry.

Teraz można jechaćNiezłe zderzeniePolicja juz nas nie złapieGdzie w dupę!




Jeśli chodzi o handheldy, pojawiła się jeszcze jedna gra z serii Burnout, którą postanowiono przerzucić na konsole przenośne - tym razem wyłącznie na PSP. Tą szczęściarą okazała się Burnout Dominator, która - jako port - stanowiła niemal dokumentną kopię wersji, która pojawiła się na PlayStation 2. I w tym wypadku sytuacja się powtórzyła, ponieważ gra - z uwagi na swój podtytuł - musiała wręcz cechować się bliźniaczo podobną zawartością. Ale w żadnym wypadku nie oznacza to, że była zła czy coś w tym stylu. Wręcz przeciwnie. Burnout Dominator na PSP można określić jako godnego następcę Burnout Legends, który - jak tutaj opisywany - zawierał wszystko to, co rozpoznawalne pod marką Burnout. Tym samym gwarantując, że pieniądze wydane na Burnout Dominator na PSP w żadnym wypadku nie były pieniędzmi wyrzuconymi w błoto. I tym optymistycznym akcentem... dziękuję wszystkim za poświęcony czas. Best regards!


Oceń materiał:

Komentarze 4
Sortuj po: Nowe | od poczatku dyskusji
  • Gam3R Gam3R 1231765917000 2009-01-12


    3 lutego... Panie boże kocham cie mam feriee wtedy :D Paradise City nadchodze :D



    A tekst zarąbiście sie czyta niby długi ale szybko sie czyta :P

    Czy Gam3R gada z sensem?
  • Moskit Moskit 1231757774000 2009-01-12


    Fajny artykulik, miło się go czytało. :)



    Mi samemu było dane zagrać najwcześniej dopiero w Takedown na Xboxie kumpla, ale było warto. Gra mnie zaraziła swoją manią szybkości i destrukcji. Teraz w Revenge'a katuję, ale przeczuwam że niedługo jak zdobędę nowe fundusze(tydzień, może dwa) to zakupię Paradise'a i wtedy zacznie się rzeź niewiniątek. ]:->

    Czy Moskit gada z sensem?
  • Cavool Cavool 1231716071000 2009-01-12

    Długie
    ale to dobrze. Co prawda miałem zamiar napisać coś takiego o Elder Scrolls, ale odkładałem, odkładałem, i oto pierwszym prawdziwym felietonistą na Gami zostaje Weaver. Brawo, bo nie każdemu chce się napisać tak obszerny tekst.

    Czy Cavool gada z sensem?

Newsy

Najlepsze gry

The Elder Scrolls V: Skyrim

gatunek: RPG
Data polskiej premiery
11 listopad 2011

1. Drakensang: The River of Time RPG

Dodatek do staroszkolnego cRPG w niemieckim stylu.

2. Amnesia: The Dark Descent Przygoda

Ambitny projekt, wielkie nadzieje, zapewne kiepska sprzedaż.

3. Dead Rising 2 Akcja/Arcade

Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.

4. Mafia 2 Akcja/Arcade

Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.

5. Sid Meier's Civilization V Strategia

Piąty raz turowo podbijemy świat.

6. StarCraft II: Wings of Liberty Strategia

Powtórka z rozrywki w stylu Blizzard.

1. Dead Rising 2 Akcja/Arcade

Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.

2. Guitar Hero: Warriors of Rock Akcja/Arcade

Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.

3. Kane & Lynch 2: Dog Days Akcja/Arcade

Psychol i ponurak powracają nadzy i skąpani we krwi.

4. Mafia 2 Akcja/Arcade

Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.

5. Super Street Fighter IV Akcja/Arcade

Rozszerzenie podstawowej wersji Street Fighter IV to nowi zawodnicy, areny ...

6. Tom Clancy's H.A.W.X. 2 Symulator , Akcja/Arcade

Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.

1. Demon's Souls RPG , Akcja/Arcade

Genialny klasyczny hack&slash po japońsku.

2. Guitar Hero: Warriors of Rock Akcja/Arcade

Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.

3. Ratchet & Clank Future: A Crack in Time Akcja/Arcade

Kolejna odsłona zwariowanej gierki dla starych i młodych.

4. Yakuza 3 Akcja/Arcade , Przygoda

Kolejna odsłona sagi o japońskiej mafii.

5. Tom Clancy's H.A.W.X. 2 Symulator , Akcja/Arcade

Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.

6. Mafia 2 Akcja/Arcade

Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.

1. N.O.V.A. Akcja/Arcade

Wyobraźcie sobie Halo, ale na iPhone.

2. Dungeon Hunter RPG , Akcja/Arcade

Diablo w wersji Gameloftu.

3. Plants vs. Zombies Strategia

Tower defense z zombiakami w roli głównej.

4. Hero of Sparta II Akcja/Arcade

Druga część przygód xeroboja Kratosa.

5. Street Fighter IV Akcja/Arcade

Mobilna wersja najlepszego mordobicia ostatnich lat.

6. Spore Creatures Akcja/Arcade

Spore Creatures, takie jakie znamy z DSa.

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka