Battlefield 1943 (Xbox 360)
Premiera Świat - 8 lipiec 2009
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: EA Digital Illusions CE Dystrybutor: EA Polska Wydawca: Electronic Arts
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Wojenna,
-
Primoza : 140
- GamerTag:
- PrimozaPL
- Liczba osiągnięć:
- 9
-
Zwirz : 120
- GamerTag:
- Zwirz
- Liczba osiągnięć:
- 8
-
szokinger4044 : 40
- GamerTag:
- marchewqa2007
- Liczba osiągnięć:
- 3
Na tę platformę mamy: 12 screenów, 5 video, 1 recenzji, 16 newsów,
1943 rok był dobry dla strzelanin!
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Fax
Czy te wyspy naprawdę mają tak wielkie znaczenie?
Posiadacze komputerów dobrze znają produkt zespołu DICE, więc recenzja dotyczyć będzie przede wszystkim maniaków konsol, którzy do tej pory nie mieli okazji zapoznać się z tym tytułem. PCtowcy z miejsca pokręcą głowami, bo 1943 to ubogi krewny oryginalnego tytułu, ale ubrany w szaty funkcjonalności Xbox Live. I w dodatku sprzedawany w całkiem przystępnej cenie 1200 Microsoft Points. Nie przedłużając wstępu, akcja gry przenosi nas w czasy II Wojny Światowej, a miejsce walk, to trzy wyspy. Czwarta mapka została odblokowana po kilku dniach, jako bonus dla graczy, po przekroczeniu 43 milionów zdobytych „fragów”. Jednak Battlefield 1943 to pozycja przeznaczona tylko i wyłącznie do gry w sieci, więc nawet tak mała różnorodność wystarczy do dobrej zabawy. Czy napisałem mała? Mapki, które dostarczył producent są przez wielu fanów serii Battlefield uznawane za najlepsze w historii trybu multiplayer. Ciężko się z takim stwierdzeniem nie zgodzić, gdyż są one doskonale zaprojektowane. Przede wszystkim, są bardzo duże i pełne budynków, lotnisk, bunkrów czy nawet małych wiosek. Jednak tak wyglądają tylko na początku rozgrywki, bowiem producent dodał do gry swój autorski silnik, pozwalający na generowanie zniszczeń w czasie rzeczywistym. Oznacza to, że jeden nalot bombowców całkowicie zmienia warunki na placu boju. Sypią się budynki, walą mosty, cierpi roślinność, a nawet pojawiają się fachowe leje po bombach. Po mniej więcej 20 minutach rozgrywki plansze są już nie do poznania, co zdecydowanie wpływa na atrakcyjność zabawy.
I kogo ja mam wybrać?
Pod względem zawartości ciężko więc pisać o wielkim bogactwie, tym bardziej, że do naszej dyspozycji oddano tylko trzy klasy postaci. Tylko że faktycznie są one różnorodne i mają swoje wąskie specjalizacje, co w wielu innych grach nie jest wcale takie pewne. Snajper to naturalnie postać dla graczy, którzy uwielbiają siedzenie w krzakach i innych zaroślach, by w odpowiednim momencie posłać jeden pocisk w głowę przeciwnika. Karabin snajperski ma ogromny zasięg, jednak jego przeładowanie jest bardzo długie. Precyzja i opanowanie to podstawa. Do tego dochodzi pistolet do wymiany ognia na krótkim dystansie oraz ładunki wybuchowe, które można podkładać np. pod pojazdy i detonować je z bezpiecznej odległości. Kolejny bohater to człowiek od brudnej roboty, uzbrojony w karabin maszynowy i wyrzutnię rakiet. Doskonale sprawdza się on w bezpośrednich starciach oraz stanowi spore zagrożenie dla pojazdów. Jednak z uwagi na bardzo duże plansze, trzeba pamiętać by „respawn” ustawiać obok kolegów, którzy uczestniczą w walce. Inaczej będziemy musieli przebiec kilka kilometrów, a po drodze może nas zastrzelić ktoś z bronią długodystansową. I tutaj mamy trzecią klasę, czyli żołnierza, który daje nam kogoś pomiędzy poprzednimi propozycjami. Jego karabin ma spory zasięg, ale celność jest mniejsza niż w przypadku broni snajperskiej, a przeładowanie jest wolniejsze niż w karabinie maszynowym. Również w starciu z pojazdami ten wojak ma mniejsze szanse. Naturalnie polecam sprawdzenie wszystkich możliwości, bo nadal sam – po kilkudziesięciu meczach – nie zdecydowałem się tylko na jedną klasę. Oczywiście, w grze mamy dwie strony konfliktu, czyli żołnierzy z Japonii i Stanów Zjednoczonych, ale różnice między nimi są tylko kosmetyczne.
Czy leci z nami pilot?
Mapy i opis postaci mamy za sobą, teraz czas na pojazdy, które pełnią ogromną rolę w Battlefield 1943. Gra zazwyczaj zaczyna się na lotniskowcach, które poza działkami przeciw lotniczymi oferują również samoloty i łodzie, którymi można dostać się na brzeg. Na wyspach natomiast można odnaleźć wozy terenowe, czołgi i w niektórych przypadkach samoloty na lotniskach. Obsługa łodzi desantowych to prosta sprawa, ale już nawet samochód wymaga pewnych umiejętności. Wystarczy napisać, że jego osiągi nie pozwalają mu wjechać na strome zbocza, więc trzeba się postarać przy jego prowadzeniu. Czołg natomiast jest powolny i nie grozi nam wypadnięcie z trasy, ale znowu z celowaniem trzeba się polubić, w czym pomaga widok FPP. Na koniec zostawiłem samolot, który jest absolutnym narzędziem chaosu i zniszczenia, ale nauka jego pilotażu trwa dniami. Sam nadal nie opanowałem jej zbyt dobrze, jednak ta maszyna w dobrych rękach to prawdziwa zagłada dla graczy. Zresztą bonusowa mapa została przeznaczona właśnie pod kątem podniebnych starć. Warto również wspomnieć o nalotach bombowców. Żeby je przywołać, trzeba odszukać specjalny budynek na wyspie, a wówczas kamera przerzuca nas do widoku trzech majestatycznych samolotów, którym możemy wskazać miejsce i moment zrzutu. Satysfakcja ze zrównania połowy planszy z ziemią gwarantowana.
Tylko jeden tryb?
Battlefield 1943 to tylko i wyłącznie jeden tryb. Nie mniej, nie więcej. Polega on na zdobywaniu flag, rozmieszczonych na całej wyspie. Im dłużej nasz zespół kontroluje te punkty, tym więcej zdobywamy punktów i ostatecznie mamy szansę na wygraną. Proste? Ba, banalne, ale jakimś cudem to wystarcza do genialnej zabawy. W dodatku, jeśli ktoś myśli o wysokich wynikach za mecz, to musi walczyć o flagi, bo za nie zgarnia się najwięcej do puli. Zresztą tak naprawdę w tej produkcji nie ma mowy o wielkich osiągnięciach, czyli kilkudziesięciu zastrzelonych graczach i kilkanaście trafień to standard. Wielkość map, dostępność pojazdów i wreszcie klasy postaci - wszystko to wpływa na stosunkowo ciężką walkę, w której liczy się precyzja, a nie rzucanie się z bagnetem na przeciwnika, choć i tak można. Po takich seriach jak Halo, Call of Duty i Gears of War byłem zaskoczony, że tak ciężko – nawet nie kogoś zabić – ale w ogóle trafić. Jednak po kilkunastu starciach można ogarnąć techniki walki i świetnie się bawić.
Najbardziej klimatyczny multiplayer?
Gdy na mapie walczy 24 graczy, to można spodziewać się niebywałej rozwałki. Nad głowami przelatują walczące samoloty, bombowce masakrują otoczenie, dochodzi do szturmów na wzgórza oraz umocnienia wroga i w pewnym momencie 1943 wciąga w rozgrywkę tak, jak żaden inny tytuł z trybem dla wielu graczy. Wielka w tym zasługa fantastycznego udźwiękowienia tej gierki. Efekty związane z pojazdami, użyciem broni, wszystkie te najróżniejsze eksplozje dają nieprawdopodobny efekt. Przy dobrych głośnikach będziecie chować głowy, gdy przeleci nad Wami samolot i zrzuci bombę. Dźwięk dosłownie ogłusza i przez moment nie słychać otoczenia. Wspaniały efekt. W przypadku oprawy graficznej nie będę aż tak miły, ale jak na pozycją z Xbox Live Arcade, to prezentuje się ona bardzo dobrze. Wyspy mogą się podobać, pięknie prezentuje się niebo i woda, a jedynie modele postaci mogłyby być bardziej dopracowane. Jednak wystarczy kilka potężnych eksplozji, by przestać zwracać uwagę na momentami słabsze tekstury i zachwycać się wspaniałymi widokami.
Czy przestałem grać w Halo?
I to już odpowiedź na ostatnie pytanie w tej recenzji. Tak, Halo poszło w odstawkę, praktycznie cały zespół, z którym gram, zakupił Battlefield 1943 i nic nie wskazuje na szybki powrót do starych nałogów. Jedynie 1200 MSP, a można grać i grać. Początkowo na siłę doszukiwałem się minusów, bo sporo tu niedociągnięć, czasami widać przenikanie obiektów, innym razem doczyta się kawałek mapy, jednak jako całość to świetny tytuł. Niesamowicie grywalny, ze świetnym dźwiękiem i porządną oprawą. Jedynie gracze nie zawsze dopisują, bo tutaj liczy się zespół, a nie jednostka, z czym niestety dzieciaki nie zawsze sobie radzą. Kradzieże samolotów, niszczenie pojazdów komuś przed nosem, i takie akcje się zdarzają, ale to nie wina gry, ale graczy. Choć producent mógł wprowadzić ujemny punkty za takie niegrzeczne akcje. Mimo to ciężko się oderwać od Battlefield 1943. I kończąc ten tekst, myślę już, kiedy będę mógł wrócić na trzy urocze wyspy. Czwarta na razie pozostaje dla mnie tajemnicą, bo nadal nie opanowałem sztuki pilotażu, jednak przyjdzie i czas na to. Polecam dla wszystkich maniaków gry wieloosobowej, bo to jeden z najlepszych i na pewno najtańszych tytułów w tym gatunku.
recenzja dodana przez:
Fax
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Fantastyczna zabawa w dobrej cenie
+ Projekty map
+ Zniszczenia otoczenia
+ Pojazdy i klasy postaci
+ Efekty dźwiękowe
+ Maksymalnie wciąga
− Drobne niedoróbki i błędy
− Brak ujemnych punktów dla "oszukujących" graczy
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 70%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Iwo Jima Trailer
przez
Doombek
Launch Trailer
przez
garwild
Wake Island Trailer
przez
Marwari
Kirq: Czołg a za nim ognista eksplozja, to musi być końcówka jakiegos filmu. (Xbox 360)
Kirq: Bandyta na szóstej (Xbox 360)
Kirq: Barka desantowa to kiepska platforma strzelecka dla snajpera. (Xbox 360)
Kirq: Łubuduuuu! (Xbox 360)

