Alan Wake (Xbox 360)
Premiera Świat - 14 maj 2010 Premiera Polska - 14 maj 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
3 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Remedy Entertainment Dystrybutor: Microsoft Game Studios Wydawca: Microsoft Game Studios
Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Survival Horror Cechy gry: TPP
Game market
zgłoś tę grę
-
Primoza : 1150
- GamerTag:
- PrimozaPL
- Liczba osiągnięć:
- 56
-
grem : 680
- GamerTag:
- grem83
- Liczba osiągnięć:
- 41
-
icepopo : 645
- GamerTag:
- icepopo
- Liczba osiągnięć:
- 38
-
Noizz : 630
- GamerTag:
- mortal52
- Liczba osiągnięć:
- 36
-
Kemer : 605
- GamerTag:
- Kemer00
- Liczba osiągnięć:
- 34
-
Spierek : 580
- GamerTag:
- Spierek
- Liczba osiągnięć:
- 37
-
quaz : 545
- GamerTag:
- quaz9
- Liczba osiągnięć:
- 32
-
szafolud : 440
- GamerTag:
- szafolud
- Liczba osiągnięć:
- 29
-
jakubek120 : 440
- GamerTag:
- jakubo120
- Liczba osiągnięć:
- 27
-
Zwirz : 75
- GamerTag:
- Zwirz
- Liczba osiągnięć:
- 6
Na tę platformę mamy: 10 screenów, 15 video, 2 recenzji, 55 newsów,
Spóźnione przebudzenie Alana Wake'a
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Chimaira
Alan Wake jest, jak to się ładnie w nowej łacinie mawia, "story driven". Pisarz w długim okresie niemocy wraz z żoną przyjeżdża do sennego miasteczka Bright Falls. Niewiele później małżonka znika, zaś nasz bohater zaczyna samotną peregrynację w celu znalezienia swojej Alice. Wokół tego wszystkiego mamy nieco ciapowatego managera Alana (typowy rozweselacz), panią szeryf, tajemniczego agenta FBI z problemem alkoholowym, lekarza psychiatrę, który prowadzi nieopodal miasta klinikę dla artystów z problemami, dwóch heavymetalowców z imionami nordyckich bogów oraz kilka innych osób. Jeśli chodzi o wydarzenia, za dnia spacerujemy po mieście, czasem pogadamy, czasem zwiejemy przed kimś. Nocą zaś walczymy ze sługami Mroku oraz usilnie próbujemy rozwiązać zagadkę zniknięcia Alice. Odwołamy się też do przeszłości Alana, jego raczej paskudnego charakteru, zaś wszystko spowite będzie oparami lekkiego szaleństwa oraz wymieszania fikcji z rzeczywistością. Miejsca jakie zwiedzimy to między innymi słoneczne (i też mroczne) ulice Bright Falls, szpital psychiatryczny, labirynt z żywopłotu, kopalnię, wszelakie górskie szlaki Oregonu (przepiękne!), tamę, ba – nawet kawałeczek starej bazy wojskowej... Czy jest coś czego do cholery w tym mieście nie ma?!
Czy wyraziłem się dostatecznie jasno? Jeśli nie, dla mniej bystrych: W paszczy szaleństwa (przede wszystkim), Ukryte Okno, Madhouse, Lśnienie, Manitou, Strefa Mroku, etc. etc. Alan Wake jest naładowany do granic możliwości wszelakimi horrorowymi konwencjami i kliszami. Poważnie rzecz biorąc, pomysłami, które zawarto w grze można by obdzielić kilka osobnych produktów. Zważywszy zarówno na tempo rozgrywki, jak i czas samej zabawy, nie da się nie odnieść wrażenia, że pędzimy kolejką górską. Nie da się niczego konkretnie zobaczyć, przyjrzeć czemukolwiek, zaś jedyne uczucie jakie nami targa pod koniec tego rajdu to odruch wymiotny. Paradoksalnie zatem, fabuła może być dla niektórych najsłabszą stroną Alana Wake'a. Jeśli ktoś kompletnie nie kojarzy tej konwencji, nie wyłapie nawet dziesięciu procent smaczków jakie przygotowali twórcy. Z drugiej strony, wielbiciel horroru będzie nieco zawiedziony i choć warstwa fabularna to istna wirtuozeria, można się domyślić "co i jak" zanim zostanie nam to przedstawione w czwartym i piątym odcinku.
Odcinki? Ano tak, Alan Wake hołduje filmowej konwencji. Szczerze mówiąc, czułem się nieco jakbym oglądał "Lost" – scenarzyści co chwila podsuwają fałszywe tropy, mylą nas, motają, a wszystkiemu pikanterii dodaje rękopis najnowszej książki Wake'a, której strony zbieramy podczas gry. Na nich bowiem zapisana jest historia samej rozgrywki, tyle że różnie umiejscowiona w czasie. Możemy być w odcinku drugim i spokojnie zabijać stwory Mroku, gdy natkniemy się nagle na zapis przyszłych wydarzeń. Są owe noty na tyle enigmatyczne, że tylko przykuwają bardziej do telewizora. Świetny pomysł!
Pomijając misz-masz konwencji, który może zmęczyć, dwie rzeczy szczególnie trafiły w mój gust. Po pierwsze "Night Springs" – program nadawany w telewizji. Otóż raz na jakiś czas natrafimy na odbiornik, który możemy włączyć i obejrzeć krótki filmik z wyżej wymienionej serii. Podobieństwo do legendarnego "Twilight Zone" wyczai nawet ktoś niezmiernie niewinny intelektualnie. Trzeba przyznać, że same filmiki są świetne, korzystają z dokładnie tego schematu co "Strefa Mroku", a są przy tym niesamowicie zabawne, jak choćby "Kwantowe Samobójstwo". Druga rzecz to wizyta w szpitalu psychiatrycznym. Napotykamy tam pacjenta, który jest... deweloperem gier komputerowych. Doktor z przekąsem stwierdza, że choć to nie dziedzina sztuki, to jednak wymaga minimum kreatywności. Brawo Remedy za autoironię.
Mimo jednak silnego akcentu fabularnego, sporo czasu spędzimy na tępieniu wszelakiej ciemności. Zastosowano tu dość ciekawy patent, mianowicie tak naprawdę korzystamy z dwóch broni. Najpierw musimy osłabić danego wroga latarką, a gdy stanie się wrażliwy na konwencjonalne argumenty, załatwić z jakiejś pukawki. Samych źródeł światła mamy kilka, od najsłabszej latareczki do całkiem mocnego "szperacza". Broń palna zaś to rewolwer, strzelba, shotgun karabin myśliwski oraz rakietnica. Ta ostatnia jest tak potężna, że z powodzeniem stanowi odpowiednik RPG w shooterach. Nieco przeszkadzać może brak konkretnego celownika, ale z drugiej strony – mamy latarkę i tam gdzie wskazuje promień światła, polecą i śmiercionośne strzały. Nieco gorzej jest natomiast z uchylaniem się. Choć samo w sobie nie jest złe, zostało przyporządkowane pod niemal tę samą kombinację co bieg w jakimś kierunku. Stąd niejednokrotnie zdarza się, że gdy biegniemy to najpierw uchylimy się "w przód". Niby pierdoła, ale nieco irytuje.
Różnorodnością w kwestii potworów Alan Wake nie grzeszy. Z drugiej strony, wszystkie są uzasadnione fabularnie, więc nie ma sensu robić czegoś na siłę, prawda? Głównie spotkamy wszelakie wariacje na temat "jestem opętany" – od noży i siekier po piłę mechaniczną. Do tego emanacje Mroku czyli wszelakie lawiny, spadające z nieba autobusy (sic!), czy moje ulubione – nawiedzony buldożer, z którym zmierzymy się kilka razy podczas gry. Choć brzmi to kretyńsko, te wszystkie opętane przedmioty są tak naprawdę najbardziej wkurzającymi wrogami. Ciężkie do spacyfikowania, niezmiernie szybkie i jak walną, to raz a porządnie. Powyższe nie dotyczy oczywiście buldożeru, gdyż ten jest dość ospały i zdobycie achievementa "Heavy Metal" to kaszka z mleczkiem.
Poza poruszaniem się per pedes będzie nam dane obsługiwać i pojazdy czterokołowe. Generalnie rzecz biorąc zasiądziemy za kierownicą jeepa, kilku niby SUVów, pikapów oraz poczciwego kombiaka. Całe szczęście, że etapy jeżdżone są dość sporadyczne, gdyż model jazdy to syndrom balonika. Nasz samochód nic nie waży i przy każdym zakręcie jego tyłeczek robi co najmniej 180 stopni. Kolejny bzdet, ale to z nich składa się lekkie poirytowanie wynikające z grania w Alan Wake.
Jeśli chodzi o sprawy wizualne, pamiętam jak cmokaliśmy z zachwytu te kilka lat temu nad grafiką Alan Wake. No cóż, to było kilka lat temu. Teraz jest ładna, ale nic ponadto. Oczywiście same tereny są przedstawione z niesamowitym smakiem, a w nocy, gdy chmury wściekle pędzą przez niebo, zaś wiatr targa koronami drzew można poczuć się nieswojo. Animacja postaci także jest całkiem niezła, tzw mo-cap zdjęty jest świetnie. Właściwie jedynym zastrzeżeniem jest mimika twarzy. Ta woła o pomstę do nieba, na szczęście Remedy przy okazji jakiegoś DLC obiecuje poprawić przy okazji lip-sync i inne wizualne ciekawostki naszych bohaterów. W warstwie dźwiękowej jest super. Sugestywnie, mrocznie i odpowiednio mocno, kiedy trzeba. Wystrzały, wizg mroku, bulgotliwe gadanie opętanych – to wszystko spisuje się na medal. Do tego wyśmienity soundtrack z licencjonowanymi kawałkami takich tuzów muzyki jak choćby David Bowie (konkretnie Space Oddity). Niestety, jedna rzecz mnie zniesmaczyła. O ile zabawne reklamy stylizowane na iPhone są w porządku, to bezczelna promocja zespołu Poets of the Fall już mierzi. Nie dość że puszczają to pedalskie brzdąkanie w lokalnym radio, to jeszcze zapraszają ich do talk show z udziałem Alana Wake'a! Zgroza... Naigrywam się oczywiście, to nie wpływa w ogóle na ocenę gry, ale osobiście poczułem lekki niesmak.
Na Alana Wake'a czekaliśmy bardzo długo. Gdy gra w końcu się ukazała, ciężko jest o niej myśleć jak o dziele sztuki. Na pewno jest w pewien sposób ambitna, osadzona w fajnej stylistyce, a przy tym – cholernie dobrze poprowadzono fabułę. Graficznie także nie dołuje, z wyjątkiem mimiki twarzy, zaś udźwiękowienie to majstersztyk. Psują Alana głównie bzdety – nieznaczne problemy z celowaniem, unik-bieganie czy fatalny model jazdy samochodem. Nie są to rzeczy, które przeważają w grze, ale w kategorii przyprawy, zdecydowanie nie pasują do tego dania. Nie jest też Alan Wake tym El Dorado, na które wielu graczy czekało. Naturalnie nie mam na myśli wygórowanych oczekiwań, bo takie są przy każdej grze – chodzi raczej o ten subtelny smak. Niby jest, niby zjemy, po czym poklepiemy się z zadowoleniem po brzuchu... Ale niestety nie zapamiętamy do końca życia.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ fabuła poprowadzona z prawdziwą wirtuozerią
+ całkiem ładna grafika
+ trzyma w napięciu
− animacja twarzy
− model jazdy samochodem
− to po prostu "tylko" fajna gra
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 85%
Gameplay 90%
E3 2006 Trailer
przez
Kaiser
E3 2005 Trailer
przez
Kaiser
X10 Trailer
przez
Moskit
2008 trailer
przez
Cavool
Chimaira: Szaro, buro i ponuro (Xbox 360)
Chimaira: Walka - przypuszczalnie - z nawiedzonym kontenerem (Xbox 360)
Chimaira: Ci dwaj po lewej to Odyn i Thor ;) (Xbox 360)
Chimaira: W stronę słońca... (Xbox 360)

