Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Rise of the Argonauts (Xbox 360)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 12 grudzień 2008 Premiera Polska - 12 grudzień 2008

Ocena użytkowników: dobra

0 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Liquid Entertainment Wydawca: Codemasters

 

Gatunek: RPG, Akcja/Arcade

Tematyka: Fantasy,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 33 screenów, 5 video, 1 recenzji, 3 newsów,

Trzystu Argonautów

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Ingmar Ingmar
Mitologia w grach wideo jest tematem wręcz dziewiczym. W ostatnich latach dostaliśmy wspaniałego God of War oraz kilka niezbyt udanych hack'n'slashy, których nie warto nawet wymieniać po tytule. Dlatego też ucieszyłem się na wieść o pracach nad Rise of the Argonauts. RPG napędzany Unreal Engine 3, poruszający nader ciekawą tematykę, garściami czerpiący z "300" oraz Mass Effect. Miał wejść i pozamiatać...

Adam "Ingmar" Jank

Król Jazon z Jolkos


Jazon z Jolkos nie należał do najbardziej aktywnych ludzi. Jego jedynym marzeniem było życie u boku małżonki - pięknej Alceme. Życie spokojne i przyjemne, takie, jakie wiedli poprzedni władcy idyllicznej krainy. Los miał jednak inne plany.

W dniu zaślubin zamek został zaatakowany. Napastnicy poruszali się z niezwykłą precyzją, bez problemu omijając straże i docierając do głównej komnaty. Świst cięciwy łuku. Strzał. Krew. Ułamek sekundy wystarczył, by życie zmieniło się w koszmar. Alceme zginęła. Jazon jednak nie porzucił nadziei. Rozpoczęła się wyprawa po złote runo.

Od strony fabularnej Rise of the Argonauts stanowi luźną interpretacją legendy o złotym runie. Jeśli do poduszki czytałeś Parandowskiego i Kubiaka, to znajdziesz tu jedynie "herezje" - elementy nowe, które zastąpiły kanon. Wiele wątków pominięto, inne przeszły daleko idącą metamorfozę. Nie jest to jednak problemem, gdy spojrzymy na tytuł, jak na rasowego RPG-a. Dostaliśmy solidny scenariusz, spajający wątki wielu mitologicznych bohaterów. Możliwość spotkania Achillesa, Herkulesa czy Prometeusza nie trafia się każdego dnia, a co ważniejsze - tematyka naprawdę daje radę! Jazon nie rusza, by zbawiać światy i ratować dziewice. Walczy z przeznaczeniem, walczy w imię miłości. Więcej takich opowieści!

Jeśli miałbym się czepiać - padłoby na sposób przedstawiania wydarzeń. Równolegle do historii Jazona poznajemy losy zakapiorów. Wyprawa nie zdąży się na dobre rozkręcić, a gra zaprezentuje nam filmik, ukazujący skład drużyny negatywnej, włączając imć big bossa. Po co raczyć gracza wiedzą, uśmiercając możliwość wprowadzenia zwrotu akcji? Nie mam pojęcia.

Wywód o niczym


Czterej boscy patroni postanowili wesprzeć nasze dążenia: Ares, Atena, Hermes i Apollo. Odpowiadają im cztery drzewka umiejętności, cztery narzędzia mordu, cztery wyspy i wreszcie czterej towarzysze, którzy zaoferują nam pomoc. Jeśli miałbym przedstawić RotA jedną liczbą - na pewno byłaby to czwórka. Przechodząc do konkretów: czeka nas dużo rozmów i jeszcze więcej walki. Do dzieła!

System dialogów został żywcem pochwycony z Mass Effect, a następnie poddany lekkiemu liftingowi. Podobnie jak w produkcji BioWare nie wybieramy gotowych linijek, a jedynie charakter, jaki ma mieć wypowiedź. W Rise of the Argonauts jest to o tyle dobrze wykonane, że każde zdanie odpowiada konkretnemu bóstwu, wspiera rozwój postaci. Chcesz po mistrzowsku wywijać buławą? Bądź równie brutalny w słowach, co w trakcie jatki. Co ważniejsze - postać rozwija się dzięki dialogom, więc całe to mielenie ozorem nie idzie na marne. Nie wspominałem jeszcze o tym? Gra, a w szczególności pierwsza lokacja, jest strasznie przegadana. Czy to problem? Pewnie, że tak! Potokowi słów nie towarzyszy treść. Nic, pustka, panie! Możemy spędzić pół godziny na wysłuchiwaniu biadolenia miejscowych, dowiadując się, że "bardzo im przykro" i "pogoda jest ładna". Potwierdza się stara prawda - "dużo" wcale nie oznacza "dobrze".

Za Jolkos i Spartę!


Czas na trochę walki! Do dyspozycji dostaliśmy trzy rodzaje broni oraz morderczą tarczę, stanowiącą czwarte narzędzie zniszczenia. Tak w zasadzie obowiązują zasady znane z gry papier-kamień-nożyce. Miecze świetnie sprawdzają się w starciu z włóczniami, ale nie zdadzą się na nic w spotkaniu z maczugą, zaś włócznik zwycięży chłopa z buławą itd. Walka wymaga zapamiętania paru zależności, a następnie skrupulatności w korzystaniu z nich. Co nie oznacza, że jest kiepska. Nie, wręcz przeciwnie, to jedna z mocniejszych stron tytułu. Po pierwsze - potyczki są zabawą typowo zręcznościową, w dużym stopniu przypominającą Ninja Gaiden 2. Jazon, niczym Ryu, dysponuje atakami silnymi i szybkimi, blokiem, unikami, kontrowaniem oraz możliwością ładowania ciosów specjalnych. Z wytrzymałością przeciwników również jest podobnie - do piachu możemy ich posłać za pomocą dwóch, trzech celnych uderzeń, a problem stanowi samo trafienie. Tu mamy pierwszą różnicę - wojownicy w RotA używają tarcz.

Jak więc walczymy? Dobieramy odpowiednią broń, a następnie przebijamy się przez zasłonę oponenta. Dodatkowym urozmaiceniem są boskie moce, będące odpowiednikiem typowych czarów, oraz możliwość widowiskowego dobijania wrogów. Powalenie na ziemię jest "OK", ale dopiero odcięcie ręki i rozłupanie czaszki pozwala poczuć się jak heros! Spowolnienie tempa akcji, krwawa chmura, błysk ostrza - widać, że panowie z Liquid nie jedną noc spędzili nad "300".

Przejdźmy do mniej przyjemnych aspektów. Na początek - towarzysze. Łącznie dysponujemy kwartetem, lecz jedynie dwójkę możemy zabrać na stały ląd. W trakcie dialogów ujawnia się pierwszy problem - nie mają osobowości. Mają jedną, przerysowaną cechę, która ową osobowość zastępuje. Herkules jest silny, Pan - przemądrzały, a Achilles to dupek. I tyle. W czasie rozmów praktycznie nie odczuwamy ich obecności, a w czasie walki... cóż, niestety, podobnie. Stoją z tyłu i kogoś tam biją. Ze skrajnie niską efektywnością. Następna przeszkoda to czysta klasyka gatunku. Zły bilans pomiędzy walką, a robieniem czegokolwiek innego, wypadający fatalnie pod koniec rozgrywki. Ostatnie etapy to nic innego jak masakra 24/7; wybijanie masy z niewielką chęcią do bitki. Idziemy i szatkujemy tłumy. Nuda.

Kończąc nasze spotkanie z przeciwnikami - system rozwoju postaci. Nie będę się rozpisywał, bo nie bardzo jest o czym. Mamy cztery drzewka umiejętności, za pomocą których wykupujemy skille. Punkty zaś dostajemy dzięki dialogom i... osiągnięciom. W Rise of the Argonauts nie uświadczysz typowego zbierania doświadczenia, awansowania postaci. Miast tego gra ma własny system achivmentów, które możesz poświęcać bogom, zyskując wieczną chwałę i większy damage. Ciekawostką jest, że liczą się również osiągnięcia z dziedziny eksploracji. Chodź raz opłacalnym jest włóczenie się po okolicy, oglądając starocie.

Huśtawka wrażeń


Nie wiem, z której strony ugryźć ocenę wrażeń wizualnych. Ta gra jest po prostu niespójna. Obok ładnych i dopracowanych lokacji występują przykłady typowego olania klienta, miejscówki jak z zeszłej epoki. Co gorsza - tak właśnie prezentuje się początek! Jolkos wygląda fatalnie, niczym lekko ulepszony średniak z PS2. Nieciekawe tekstury, wtórność pomieszczeń i niewidzialne ściany w najbardziej okazałej formie, odcinające dojście do bocznych kondygnacji. Do tego co rusz napotykane zwolnienia, spowodowane doczytywaniem tekstur. Kpina! A dalej? Cóż, dalej jest... znacznie lepiej! Kolejne wyspy prezentują się nieźle, a jeden z finałowych etapów jest wręcz wspaniały. Coby jednak nie mówić - wszystkie lokacje są mało rozbudowane.

Mieszane uczucia towarzyszą również animacji. O ile bitewne ruchy Jazona i spółki stoją na naprawdę wysokim poziomie, o tyle gesty, wykonywane w trakcie dialogów, czy sposób, w jaki nasz bohater porusza się na schodach, wołają o pomstę do nieba. Heros zmiennym jest: raz akrobata, raz drewno.

Oprawa dźwiękowa prezentuje się... dziwnie. Za ścieżkę dźwiękową odpowiedzialny był kompozytor "300" i widać, a raczej słychać, tego efekty - podniosła, epicka, klimatyczna. Kawał dobrej, bitewnej muzyki. Efekt psuje voice-acting, poziomem przypominający niektóre polonizacje. Wszystkie kwestie są mówione, aktorów mamy niewielu, więc bardzo szybko odczuwamy znużenie. Jednak prawdziwą katorgą jest samo słuchanie postaci. Kilka osób się starało i włożyło w swoją pracę nieco serca, ale obok nich występują postaci brzmiące fatalnie, sztucznie. To nie jest czytanie z kartki. Trzeba się starać, żeby tak "dobrze" oddać brak emocji. Gratulacje, udało się! Jest źle...

Trzystu Argonautów


Jak łatwo zauważyć - największym problemem Rise of the Argonauts są dialogi. Brak konkretnej treści, wspierany drętwą animacją i równie nieciekawym voice-actingiem. Kiedy przychodzi do bitki - poziom przyjemności gwałtownie wzrasta. Dobry, intuicyjny system walki, którego jedyną skazą są zachwiane proporcje ilościowe w trakcie ostatnich etapów. A propos kończenia - grę można przejść w ciągu 12 godzin. Wynik przeciętny, ni grzeje, ni ziębi. Podobnie jak sami Argonauci.

Niemniej wiele dialogów można ominąć, a do niedoróbek technicznych - przywyknąć. Solidny scenariusz, ciekawy system rozwoju postaci, satysfakcjonujące potyczki. Rise of the Argonauts znalazł swoją małą, tematyczną niszę. Siódemka. Na szynach.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Ingmar Ingmar który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Przyjemny system walki
+ Solidny scenariusz
+ Ciekawy system rozwoju postaci
+ Animacje "bitewne"
+ Ścieżka muzyczna
+ Rzadko spotykana tematyka

Minusy

  Zły bilans między walką, dialogami, a eksploracją
 Wygląd lokacji, szczególnie początkowych
 Dialogi bez treści
 Fatalny voice-acting
 Spowolnienia płynności

dlatego Ingmar
ocenia tę grę na:

7

Grafika 60%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.0

Grafika 60%

Dźwięk 70%

Gameplay 70%

[ + dodaj screen ]

Doombek: Ach te nocne zamieszki na pradze (Xbox 360)

Doombek: On tego chyba już nie przeżyje (Xbox 360)

Doombek: Trzeba być twardym jak słoik musztardy (Xbox 360)

Doombek: Zimna zima jest zła (Xbox 360)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka