Marvel: Ultimate Alliance (Xbox 360)
Premiera Świat - 24 październik 2006
Ocena użytkowników: dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Raven Software Wydawca: Activision
Gatunek: Akcja/Arcade
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 20 screenów, 2 video, 1 recenzji,
Marvel: Siecz'n'Rąb
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Ingmar
Adam "Ingmar" Jank
"Are we fighting supermodels this time? ", Spider-Man*
Dlaczego piszę o X-Menach, skoro recenzja dotyczy Marvel: UA? Z prozaicznego powodu. Omawiany tytuł jest zwyczajnym sequelem, ukrytym pod inną marką. Otrzymaliśmy zestaw usprawnień typowy dla kontynuacji: doszlifowaną rozgrywkę, ulepszoną oprawę wizualną oraz "nową, epicką opowieść". Zacznijmy od tego ostatniego.
Fabuła Marvel: UA całymi garściami czerpie z bogatego zaplecza komiksowego. Ba! Samemu świetnie się weń wpasowuje. Historia jest infantylna i przerysowana. Jaki globalny kryzys mamy w rozkładówce na ten tydzień? Ano Dr. Doom i koledzy postanowili połączyć siły. Stworzyć grupę Mistrzów Zła. Motywacja? A kogo to interesuje?! Cel? Przejąć władzę nad światem! Rzuconą rękawicę podnoszą herosi. Konkretniej - nieco ponad dwudziestka superbohaterów, dowodzonych przez pana Nicka Fury'ego. Przyjdzie nam wybić dziesiątki Doombotów, przeszukać kilka wymiarów i rozwikłać niejeden problem. Za pomocą siły mięśni, rzecz jasna!
Scenariusz nie zachwyca. Tak właściwie, nie bardzo trzyma się kupy; stanowi zbór luźno połączonych elementów. Ale spełnia swoją rolę. Oferuje możliwość pokierowania grupą największych twardzieli świata i odwiedzenia miejscówek, znanych z komiksów Marvela. Jak dla mnie - wystarczająco wiele, by brnąć głębiej.
"Oh, yeah! I'm the best at what I do!", Wolverine
Marvel: UA jest konsolowym hack'n'slashem. Co to oznacza? Dużo przeciwników, naciskania klawiszy oraz elementy RPG. Niemniej z klasyczną grą fabularną M:UA ma niewiele wspólnego. Jest system rozwoju postaci, konieczność zarządzania ekwipunkiem, wybieranie opcji dialogowych i tak dalej. Uproszczone i potraktowane jako ciekawostka. Taka miła odskocznia od wybijania ząbków.
Pierwszą, "fabularną" decyzją jest dobór czterech członków drużyny. Chcę pochwalić twórców - przygotowali naprawdę porządne zaplecze superheroiczne. Dostajemy ponad dwudziestu nadludzi: zaczynając od Kapitana Ameryki, Iron Mana i Thora, poprzez całą Fantastyczną Czwórkę, a kończąc na postaciach mniej popularnych, jak Moonknight, Czarna Pantera czy Spider-Woman. "Dla każdego coś miłego", operując tanim sloganem.
Następnie wkraczamy do świata matematyki; miejsca, w którym królują tabelki i procenty. System rozwoju postaci został poważnie zmieniony, patrząc pod kątem serii o X-Menach. Nie mamy wpływu na statystyki bohaterów; każda zdolność jest jednocześnie atakiem specjalnym. O mocach pasywnych należy czym prędzej zapomnieć. Na co mamy wpływ? Co ciekawe - na strój herosa. Ciuszki są opisane za pomocą trzech statystyk i podlegają płatnej modyfikacji. Oczywiście, pełnią również rolę estetyczną. Cztery skórki dla każdego bohatera - miło!
Pozostała nam jeszcze jedna nowinka. System rozwoju drużyny. Już wcześniej dobór odpowiednich postaci wiązał się z pewnymi profitami. Teraz wszystkiego mamy "więcej" oraz "lepiej". Działając pod szyldem supergrupy zdobywamy reputację. Po uzyskaniu 100 punktów "szacunu" otrzymujemy specjalny punkcik, który możemy wydać na moc o zasięgu grupowym. Przykłady? Zwiększona ilość HPków, szybsza regeneracja ataków ekstremalnych, dodatkowy slot na bohatera. Kończąc przyjemnym akcentem: skład grupy możemy określić samodzielnie! Wybierasz czterech ulubionych herosów i rozpoczynasz epicką wędrówkę. To jest esencja Marvel: Ultimate Alliance!
"It's clobberin' time!", The Thing
Dobra, koniec z nudzeniem o tabelkach i dialogach. Nie dla nich tu jesteśmy. Chleba i igrzysk! Marvel: UA oferuje naprawdę przyjemny model rozgrywki. Beztroską nawalankę, nie wymagającą od gracza taktycznego zacięcia. Zapewne grę można przejść klikając tylko jeden przycisk. Zapewne. Ale przecież nie oto chodzi! Liczy się styl. Walczymy używając dwóch przycisków: ataku szybkiego oraz silnego. Za pomocą prostych kombinacji łączymy je w combosy. To podstawa. Pierwszym urozmaiceniem są ataki specjalne. Aktywnie korzystamy z czterech: dwóch bezpośrednich, wzmocnienia oraz ciosu specjalnego, ładowanego osobnym paskiem i zadającego potężne ilości obrażeń. Pod szyldem owych ataków kryją się unikatowe zagrywki danej postaci. Kapitan Ameryka rzuca swoją tarczą, Iron Man strzela rakietami, Wolverine kręci się wokół własnej osi. Załapaliście? To jedziemy dalej.
Środowisko gry zostało wyposażone w konkretne ilości "użytecznych" przedmiotów: beczki, skrzynki, rury, komputery, a nawet niektóre ściany. Wszystkie mogą ulec zniszczeniu, a co lepsze - możemy nieco zmienić ich położenie. Przesuwając w kierunku przeciwnika. Oczywiście, chwytanie samych wrogów jest również dozwolone. Ach, nie ma jak to podnieść jakiegoś badassa i beztrosko okładać go po mordzie. Satysfakcja gwarantowana.
Coś jeszcze? Tak, skakanie. Każda postać może chwilowo przebywać w powietrzu, zaś niektóre potrafią latać. Niestety, liniowa konstrukcja map i masa niewidocznych ścian sprawia, iż lot kontrolowany lepiej wygląda na papierze niż w praktyce. Poważniejszym problemem jest odczuwalna wtórność rozgrywki. Okładanie wrogów sprawia przyjemność przez dwie, trzy godziny. Następnie staje się uciążliwe. Twórcy próbowali przełamać monotonną bitkę innymi czynnościami, ale uzyskany efekt nie zadowala. Czym jeszcze parają się herosi? Zmieniają wystrój wnętrz. M:UA wzbogacono o element... logiczny. Okej, ale o co chodzi? Ano musimy przesuwać skrzynie, by aktywować prastare zamki i inne cuda techniki antywłamaniowej. Ekstra! Nie, serio, ja naprawdę wolałbym poświęcić ten czas na anihilację jakiegoś bossa.
Tak przy okazji: szefowie są znanymi personami z uniwersum Marvela, a ich obecność stanowi jeden z podstawowych atutów tytułu. Naturalnie, fani komiksu pewnie doszukają się kilkunastu objawów "niekanoniczności". Trudno. Dla mnie to po prostu fajny dodatek.
"Quick! Somebody take a picture!", Deadpool
Premiera omawianego tytułu miała miejsce w 2006 roku. Od tamtego okresu standard graficzny gier podniósł się znacząco, a logo "Unreal Engine 3" widnieje niemal na każdym pudełku. Mówiąc prościej: Marvel: Ultimate Alliance nie zachwyca wizualnie. Najpierw strony pozytywne. Autorzy włożyli sporo pracy w design postaci. Otrzymujemy cztery wariacje wyglądu dla każdego herosa, a każda wygląda dobrze. A już na pewno lepiej niż otoczenie: puste i wewnętrznie wtórne. Na szczęście, miejscówki zmieniamy często, więc powtarzalność nie doskwiera.
Wracając do tematu: gra oferuje parę widowiskowych, filmowych przerywników. Płynna animacja, dobre ujęcia kamery i zadowalająca ilość akcji. Niestety, cut-scenki wykonane na silniku gry nie prezentują się tak dobrz... wróć! Wyglądają fatalnie! Tekstury są paskudne, modele kanciaste, całość rozmazana. Dawno nie widziałem, by cut-scenki i grę właściwą dzieliła taka różnica jakościowa. Na korzyść gry, goddamnit!
Oprawa dźwiękowa spisuje się poprawnie. Kawałki może nie należą do najbardziej rozpoznawalnych, ale są przesiąknięte odpowiednią dawką patosu z domieszką superbohaterskiego kiczu. Otrzymaliśmy również sporo tekstu mówionego, więc nie zabraknie oceny zdolności aktorskich. Nie przeglądałem listy płac, ale odnoszę wrażenie, iż widnieją na niej sami imitatorzy, a nie posiadacze "filmowych" głosów. Ogółem jest nieźle, choć wrażenie psują ludzie-drewna: Ghost Rider i połowa pomagierów Dr. Dooma. Panowie, życia trochę, werwy!
"I claim this victory for Asgard!", Thor
Przejście kampanii Marvel: Ultimate Alliance zajmuje około 14 godzin. Wynik niezły, ale nie powalający. Na szczęście, autorzy zadbali o możliwość przedłużenia rozgrywki. Przebijając się poprzez kolejne etapy odblokowujemy dyski z misjami. Owe etapy dzielą się na dwie kategorie: zadania komiksowe, dotyczące jednego herosa i jego przeszłości oraz "potyczki", w których dręczymy konkretnego bossa wraz z pokaźnymi ilościami obstawy. Wyzwania zasługują na swoją nazwę. Poziom trudności wyraźnie się podnosi. Kampania to beztroska nawalanka, a tu trzeba czasem pomyśleć, lub wykazać się potężną dawką cierpliwości.
Kolejnym przedłużeniem rozgrywki jest tryb multiplayer. Dostajemy standardowego co-opa, oferującego zabawę nawet czterem osobom jednocześnie. A ponieważ każdy dzierży własnego pada - z dobraniem wygodnych ustawień nie ma problemów. Nowością jest tryb "Arcade", w trakcie którego gracze rywalizują ze sobą, prześcigając się w ilości zabitych wrogów oraz zdobytego doświadczenia. Może nie zastępuje to bezpośrednich walk między bohaterami, ale stanowi niezły substytut współzawodnictwa.
Marvel: Ultimate Alliance jest przyjemną pozycją. Widać, iż seria zmierza w dobrym kierunku. Jeśli trend uda się utrzymać - w przyszłości dostaniemy prawdziwego killera. Obecnie to kawał porządnej, rzemieślniczej roboty. Gra przemyślna i konsekwentna. Czas połączyć siły. Przywdziać kostiumy, zacisnąć pięści. Terror Dr. Dooma dobiega końca. Drużyno, odmaszerować!
*Cytaty pochodzą z gry.
recenzja dodana przez:
Ingmar
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Przyjemna, beztroska rozgrywka
+ Ponad 20 superbohaterów
+ Możliwość niezłej interakcji z otoczeniem
+ Tryby arcade i co-op
+ Dodatkowe, komiksowe misje
− Zauważalna po pewnym czasie monotonia
− Podstarzała grafika
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 70%
Dźwięk 70%
Gameplay 80%
Ingmar: It's clobberin' time! (Xbox 360)
Ingmar: Niezła sztuka! (Xbox 360)
Ingmar: Z katany go, Blade! (Xbox 360)
Ingmar: W parku rozrywki (Xbox 360)

