Borderlands (Xbox 360)
Premiera Świat - 20 październik 2009 Premiera Polska - 6 listopad 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
4 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Gearbox Software Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: 2K Games
Gatunek: RPG, Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 12 screenów, 13 video, 1 recenzji, 42 newsów,
We have only two balls...
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Nie oszukujmy się, gdyby szło o kwestie fabularne, to one "próbują być". Mamy bowiem planetę Pandora oraz tajemniczą Kryptę (mówi to coś komuś?), która - jak się w toku rozgrywki okazuje - otwiera się raz na dwieście lat. Zjeżdża się zatem wszelakie tałatajstwo na tę pustynną rubież i próbuje znaleźć rzeczony skarbiec. Skarbiec? No cóż, zakończenie pokazuje, co tak naprawdę kryje się w Krypcie. Warto jednakże wspomnieć o tym, że choć główna ścieżka fabularna specjalnie odkrywcza nie jest, a i przecież nie o to w tej grze chodzi, to już smaczki są wyborne. Co powiecie na walkę z potworem nazwanym Mothrakk? Albo słynnego Nine-Toes (Also, he had three balls). A gdybym wam powiedział, że w pewnym momencie wjeżdżacie na wielką arenę, gdzie pojedynkujecie się w pojazdach z niejakim Mad Melem? Mało? Zagrajcie, a zobaczycie jeszcze więcej. Borderlands jest zwyczajnie przepakowane grą z konwencjami, żartami i nader ciężkim humorem. Ale... Przecież kimś musimy grać, prawda?
Na Pandorę przybywa czwórka bohaterów, a tym samym grywalnych postaci. Mamy tu, że tak powiem, archetypy żołnierza, berserkera (tanka), łowcy i maga. Osobiście, grę ukończyłem niejaką Siren (czyli odpowiednikiem maga), ale tak naprawdę poza głównym atakiem specjalnym oraz niewielkimi bonusami, zbyt wielkiej różnicy między postaciami nie ma, jako że mogą używać tych samych broni. Osobną sprawą są modyfikacje systemu postaci i drzewka umiejętności, ale nie jest to też aż tak dystynktywna sprawa, by stanowiło to jakąś straszliwą różnicę w postaciach. Jedźmy jednak po kolei... Każdy z naszych protagonistów posiada, że tak ładnie powiem, inny design. Jest to sprawa czysto estetyczna. Możemy także czynnie rozwijać jego czy jej umiejętności w posługiwaniu się bronią - czy będą to rewolwery, karabiny, czy też broń eridiańska. Ta ostatnia, swoją drogą, jest cholernie rzadka, acz potężna i ma nielimitowaną amunicję. W obsłudze broni jesteśmy tym lepsi im częściej jej używamy, zatem ten zapożyczony choćby z Dungeon Siege czy Morrowind element sprawdza się tutaj doskonale. Cóż jeszcze? Po osiągnięciu piątego poziomu zdobywamy specjalny atak dla danej postaci. Na ten przykład Mordecai (łowca) wypuszcza swojego sokoła, zaś Lilith (Siren, czyli magini) wkracza w inny wymiar, gdzie nikt nie może jej zaatakować. Moce są całkiem niezłe, choć przydatne tylko w krytycznych sytuacjach. Do tego, co poziom dostajemy punkt umiejętności, dzięki któremu rozwiniemy zdolności, najczęściej pasywne. Możemy zwiększyć sobie szybkostrzelność, ataki elementalne czy choćby wpływ na drużynę. Maksymalny poziom w grze to pięćdziesiąty. Gwarantuję wam jednak dwie rzeczy. Po pierwsze, rewelacje z zachodnich serwisów, jakoby można było grę ukończyć na 17-tym levelu można między bajki włożyć - przeciwnicy będą zwyczajnie za silni. Ale nie jest też tak, że kończymy na 50-tym. Mnie przejście gry zajęło według statystyk internetowych 34 godziny i wierzcie mi, nie było to opierniczanie się. Ominąłem raptem ze trzy misje poboczne, a ukończyłem grę na 37. levelu.
Poza skillami i wspomnianymi wyżej "weapon proficiencies" mamy jeszcze do dyspozycji artefakty. Nie zebrałem ich w ciągu gry zbyt wiele, ale każdy jest na wagę złota. One bowiem modyfikują nasz atak specjalny - poprzez dodanie elementalnych obrażeń czy innych ciekawostek. A skoro już przy tym jesteśmy, czas przejść do broni.
Tych jest po prostu zatrzęsienie! Szczerze powiem, że nie przypominam sobie, bym spotykał dwa egzemplarze z takim samym designem. Nawet wygląd poszczególnych karabinów różni się znacznie, nie tylko samym kolorem. Każda giwera zachowuje się inaczej, zatem poczujemy natychmiast różnicę między strzelaniem z pistoleciku na motylki a wyrzutni rakiet czy karabinu maszynowego. Mało tego, występuje tu przezabawny element pod tytułem celownika optycznego na, dla przykładu, pistolecie automatycznym. Stąd snajperki, mimo oczywistej mocy, tracą nieco na ważności. Oczywiście dobór ekwipunku zależy od preferencji gracza, jednakże niebagatelny wpływ mają na to statystyki danej pukwaki. O cóż chodzi? Ano o szumne "pół miliona broni". Był to tekst iście diabelsko genialny, ale czysto marketingowy. Otóż w Diablo też mieliśmy masę broni. Czy ktoś się tym chwalił? Tutaj jest to samo. Każda giwera posiada swój zestaw statystyk, takich jak obrażenia, szybkość przeładowania, zoom i inne tego typu ciekawostki. Mało tego, niektóre bronie posiadają dodatkową właściwość, czyli taki ot, elementalny atak. Rodzajów tychże jest cztery - corrosive, blast, fire, shock. Blast to typowa rozpierducha i wielkie eksplozje przy okazji strzału z rewolweru, shock szybko pozbawia przeciwnika tarcz, ogień to obrażenia czasowe, zaś corrosive... To prawdziwa poezja przemocy. Shotgun z corrosive x4 to gratka dla każdego psychopaty. Nasi przeciwnicy - dosłownie - rozpuszczają się, gdy tylko dostaną garstkę śrutu na cerę. Stąd też nie dziwię się, że gra ma oznaczenie 18+. Krzyki tych nieszczęśników, gdy są - literalnie - paleni kwasem, mają dość przerażający wydźwięk. A przy okazji, uśmiech sam pojawia się na twarzy.
Osobną kwestią są pojazdy. Obszar gry, choć posiada "szwy", jest mimo wszystko dość duży i człowiek by zgłupiał, gdyby miał łazić na piechotę. Stąd - runnery, czyli postapokaliptyczne łaziki. Wszystko byłoby super, gdyby nie jeden mały szkopuł - sterowanie. O ile padologia w przypadku chodzenia na piechotę to sam miód, jeśli idzie o runnery, zgroza. Wyobraźcie sobie bowiem, że przyspieszacie bądź zwalniacie za pomocą analoga lewego, a sterujecie na boki i przy okazji kamerą za pomocą analoga prawego. Koszmar, ale idzie się przyzwyczaić.
Oprawa audiowizualna jest, no cóż, świetna. Na szczęście twórcy zdecydowali się na komiksowy i przerysowany cel-shading, bo w "zwykłym" 3D Borderlands nie wyglądałoby tak fantastycznie. Osobną sprawą jest muzyka. Jeśli ktokolwiek grał w Fallouta, będzie się czuł jak w domu. Takoż i odgłosy wszelakich karabinów i inszych pukawek są jak należy. Nie sposób się do niczego przyczepić.
Borderlands to, jak na pewno czytaliście w newsach, czarny koń tej jesieni. Nikt chyba nie spodziewał się aż takiego sukcesu. I nie jest to tylko sukces marketingowy i PR-owy. To naprawdę świetna gra, która dostarcza rozrywki na długie godziny. Posiada świetną grafikę, gameplay i oprawę muzyczną. Tak na dobrą sprawę właściwie jedynym minusem jest feralne sterowanie pojazdami. Poza tym - sam miód. A raczej kwas, którym topimy kolejnych bandytów.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ wszechobecny humor
+ ciekawy koncept graficzny
+ klimat
+ mnogość ekwipunku
+ całkiem spory "przebieg"
− sterowanie pojazdami!
− mimo wszystko - jest to tylko hack&slash
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Chimaira: Ostra strzelanina (Xbox 360)
Chimaira: Flankowanie? Wohoho... (Xbox 360)
Chimaira: Ach, zielono... (Xbox 360)
Chimaira: Co to za spaślak po lewej? (Xbox 360)

