Devil May Cry 4 (Xbox 360)
Premiera Świat - 31 styczeń 2008 Premiera Polska - 8 luty 2008
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Capcom Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Capcom
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Bijatyka, Strzelanka Cechy gry: TPP
Game market
zgłoś tę grę
-
grem : 150
- GamerTag:
- grem83
- Liczba osiągnięć:
- 12
-
Gigaman : 110
- GamerTag:
- GigamanPL
- Liczba osiągnięć:
- 10
-
ReV1752 : 110
- GamerTag:
- ReV1752
- Liczba osiągnięć:
- 10
-
quaz : 100
- GamerTag:
- quaz9
- Liczba osiągnięć:
- 9
-
Spox2 : 10
- GamerTag:
- Spox2
- Liczba osiągnięć:
- 1
-
Kapitan Zgroza : 0
- GamerTag:
- Kapitan Zgroza
- Liczba osiągnięć:
- 0
Na tę platformę mamy: 85 screenów, 13 video, 1 recenzji, 12 newsów,
Niejeden diabeł zapłacze z radości
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
My name is Burning Rom. Nero Burning Rom.
Nową twarzą Devil May Cry został Nero, którego miano może kojarzyć się zarówno z programem do nagrywania płyt jak i cesarzem rzymskim, ale trzeba przyznać, iż nie jest to złe imię. Co prawda bohater jest teoretycznie nowy, ale tak naprawdę nie różni się specjalnie od starego. Lubi zarówno przerośnięte miecze, jak i przesadnie dużą broń palną. Jak Dante. W jego żyłach ludzka krew miesza się z demoniczną i ma srebrzyste włosy. Jak Dante. Jest arogancki, nie cierpi autorytetów i nie przystępuje do walki bez paru sarkastycznych odzywek. Jak Dante. Nawet ubierają się podobnie i gdyby nie różnica wieku oraz kilka innych szczegółów mogliby być bliźniakami.
Twórcy gry chcieli mieć nowego bohatera, ale wyraźnie nie chcieli odmiennego łowcy demonów. Zderzenie takich twardych, aroganckich charakterów musi zaowocować konfliktem i od tego właśnie zaczyna się fabuła Devil May Cry 4. Nero należy do społeczności ludzi, która uważa Spardę, demona-ojca Dantego i obrońcę ludzkości, za boga i oddaje mu cześć. Podczas mszy pojawia się Dante i zabija najwyższego kapłana, co dość szybko prowadzi do konfliktu między nim a wkurzonym Nero. Po wstępnej potyczce starszy z łowców demonów decyduje się ewakuować, a młodszy wyrusza za nim w pościg.
Fabuła nie należy do najbardziej oryginalnych, ale opowiadana jest na tyle umiejętnie, iż potrafi wciągnąć, a nawet zainteresować. Poza pościgiem jej elementami okażą się też miłość, lojalność, zdrada, tajemnice ukryte pod niewinną maską spokojnej społeczności oraz dorastanie głównego bohatera. Możemy też liczyć na końskie dawki sarkazmu, które nawet najstraszniejsze demony przemieniają słowami w śmierdzące, głupie i żenujące paskudy. Ciężko jest bać się stworów, które nasi bohaterowie tak arogancko komentują.
Ślicznie uzębione paszcze demonów
Jeśli miałbym mówić o grafice Devil May Cry 4, to musiałbym rzec, iż poraża ona nerwy wzrokowe, wydłubuje oczy i rozdeptuje gałki oczne. I robi to nie tyle technologią, lecz głównie stylem, choreografią, klimatem i projektem. Największe wrażenie robią modele postaci oraz ich animacje, gdyż otoczenia wydają się być o klasę gorzej wykonane co jednak nie kłuje w oczy. Potęgę grafiki najlepiej widać podczas przerywników filmowych, które chyba są generowane na silniku gry. Chyba, gdyż wyglądają identycznie jak gra, a przy tym wyglądają naprawdę świetnie i nawet jeśli były prerenderowane, to nie byłem w stanie zobaczyć jakichkolwiek oznak, świadczących o tym, iż oglądam odtwarzany plik video. W każdym razie przerywniki są tak świetnie dopasowane do samej rozgrywki, iż nie sposób wizualnie odróżnić tych dwóch elementów.
I właśnie te przerywniki filmowe są tym, co pcha gracza dalej i dalej, nie pozwala przerwać przechodzenia gry. Przesadzona choreografia, dynamiczna praca kamer, nieznaczna dawka lekkiego humoru oraz wybuchy przerośniętego dramatyzmu. Jeśli tylko lubicie taką konwencję, to będziecie bawić się świetnie nie tylko grając, ale i oglądając Devil May Cry 4.
Złego słowa nie mogę też powiedzieć o warstwie dźwiękowej. Muzyka składa się z mieszanki pompatycznej symfonii oraz industrialnego rocka i chociaż ten drugi może się nie podobać to trzeba przyznać, iż świetnie pasuje do klimatu gry. Głosy podkładane przez aktorów pod nierzadko idiotyczne i przerysowane postaci także są bardzo dobre. Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z aroganckim, młodym Nero, czy jąkającym się, gniewnym naukowcem o szerokiej szczęce - głosy dopasowane są do nich świetnie, ożywiają postacie i czynią z nich bohaterów, których trudno będzie nam zapomnieć. Demoniczne wrzaski oraz wszelkie odgłosy walki niczym się nie wyróżniają, ale są na odpowiednim poziomie.
Kombosem go, kombosem
Walka nie różni się specjalnie od tego, co miłośnicy serii znają z poprzednich odsłon. Nadal będziemy redukować populację szeregowych demonów i znajdować słabości licznych bossów, a rzeź dokonywana będzie za pomocą jak najdłuższych i możliwie najbardziej zróżnicowanych kombosów. Podobnie jak we wcześniejszych częściach gra ocenia nasze działania pod kątem stylu, więc ważne jest, abyśmy cięli wroga różnorodnie i nie otrzymując przy tym obrażeń. Za stylową jatkę na koniec każdej misji otrzymujemy tak zwane Dumne Dusze, za które można uczyć naszych wojaków nowych umiejętności oraz kombinacji ciosów.
Właśnie, wojaków. Będziemy sterować poczynaniami nie tylko Nero, ale też ponownie wcielimy się w postać Dantego. Obydwaj mają nieco odmienne pomysły na prowadzenie walki. Nero posługuje się demoniczną ręką, którą może chwytać, przyciągać i rzucać przeciwnikami, a do tego posiada miecz, skrzyżowany z motocyklem, który może podkręcać, rozgrzewać i dzięki temu wykonywać ciosy, zadające więcej obrażeń. Dante tymczasem przez cały czas rozgrywki będzie kolekcjonował nowe bronie, a ponadto, podobnie jak w Devil May Cry 3, umie posługiwać się kilkoma stylami walki, które tym razem może zmieniać w dowolnym momencie, podczas walki. Umieszczenie w grze dwóch grywalnych postaci w połączeniu z rozwojem postaci, różnymi broniami oraz przyprawiającą o zawrót głowy liczbą kombosów czyni rozgrywkę naprawdę różnorodną.
Pewną dysproporcję można zauważyć w długości czasu gry każdą z postaci oraz ich możliwościami. Władzę nad postępowaniem Dantego będziemy mieli jedynie przez jakieś 30% gry, a ten właśnie bohater posługuje się licznymi broniami i posiada kilka stylów walki. To aż dziwne, że w tej około jednej-trzeciej rozgrywki upchnięte jest najwięcej możliwości i różnorodności, a przez pozostałych 70% gry walczymy bohaterem o znacznie mniejszym zasobie technik walki. Dante posługuje się swoim mieczem o nazwie Rebellion, walczy przy użyciu Lucifera, przebijającego wrogów materializującymi się dookoła ostrzami, miażdży przeciwników uderzeniami pancernych rękawic i butów o nazwie Gilgamesh. Do tego perforuje przeciwników parą pistoletów, strzelbą oraz przemieniającą się w wyrzutnie rakiet i obrotowe działka Walizką Pandory. Dodajmy jeszcze do tego cztery style walki. Jak przy tym wygląda Nero z jego podkręcanym mieczem, dwulufowym pistoletem, demoniczną ręką i brakiem możliwości zmiany stylów walki? Co nie znaczy, że walka Nero jest mało różnorodna, ale dysproporcja w porównaniu do Dantego jest spora.
Lek na frustrację wywołaną DMC3
Pamiętacie jak trudną grą było Devil May Cry 3? Nawet na zwykłym poziomie trudności tytuł ten potrafił przemienić niejednego wyjadacza we frustrata, a przejście całej gry wymagało nie tylko niesamowitej cierpliwości, ale też odrobiny masochizmu. DMC4 jest tytułem, który został dostosowany do nieco szerszego grona odbiorców, także takich, którzy chcieliby dla odprężenia poćwiartować nieco demonów, a nie męczyć się okrutnie ze śmiertelnie niebezpiecznymi zastępami piekielnymi. Na najłatwiejszym poziomie trudności najnowsza odsłona serii jest wręcz... łatwa. Ale prawdziwi hardkorowcy nie muszą załamywać rąk, gra zawiera też takie poziomy trudności, które wykończą nie tylko Was, ale też połamią nogi i przestrzelą kolana Waszej rodzinie. Maniacy i masochiści nie powinni mieć powodów do narzekania, a i normalni gracze mogą się tym tytułem uraczyć.
Niestety nowy Devil May Cry ma też swoje wady. Przede wszystkim gracz zostaje zmuszony do powtarzania tego samego podczas przechodzenia gry. Do połowy fabuły sterujemy działaniami Nero, a kiedy do naszego kontrolera podłączony zostaje Dante, musimy ponownie przemierzyć te same lokacje, co młodszy łowca demonów, ale w odwrotnej kolejności. Oznacza to te same miejsca z nieco tylko inaczej rozmieszczonymi przeciwnikami oraz tych samych bossów, poddanych nieznacznym modyfikacjom. Nawet końcowy powrót do postaci Nero zapewni nam serię pojedynków, które już wcześniej wygraliśmy. Zabijanie tego samego bossa trzeci raz to już zdecydowana przesada. Takie podejście do konstrukcji rozgrywki jest mocno irytujące.
Dla fanów Dantego na pewno wadą będzie to, iż otrzymuje on drugoplanową rolę w najnowszej odsłonie serii, a do tego jego żarty nie są specjalnie zabawne. Chociaż nie jest to duża wada, gdyż styl całej gry wywołuje na twarzy grającego permanentny uśmiech lekkiego rozbawienia.
Pierwsze przejście Devil May Cry 4 zajmuje od około 8 do 10 godzin, ale każdy miłośnik serii wie o tym, że tych gier nie przechodzi się jednokrotnie. Odblokowanie wszystkich poziomów trudności oraz zdobycie wszystkich umiejętności, zajmuje o wiele więcej czasu i przynosi sporo rozrywki tym, którzy takie kolekcjonerskie podejście do rozgrywki lubią. Brakuje trochę multiplayera, zarówno sieciowego jak i takiego, rozgrywanego przy użyciu jednej konsoli, a przecież wspólne ćwiartowanie demonów mogłoby być naprawdę przyjemne. DMC4 wykorzystuje Xbox Live jedynie do przechowywania, prezentowania i porównywania najlepszych wyników ukończenia poszczególnych misji. To miły dodatek, ale niezbyt znaczący.
Devil May Cry dobry jak zawsze
Nowy DMC oferuje to wszystko za co miłośnicy serii ją kochają. Jest tu zarówno przerysowana stylistyka, niekończące się kombosy, zapadające w pamięć walki z bossami (chociaż szkoda, iż utrwalane są w naszej pamięci także tym, iż się powtarzają) oraz ciągle grywalny model walki. Tym razem tytuł posiada szerszy dobór stopnia trudności, co umożliwia grę także mniej zapalonym graczom, a wizualnie dorasta do tego, czego można by oczekiwać od nowych generacji konsol. Nie pozostaje mi nic innego jak dać grze bardzo mocne 8/10, a fanom serii polecić, aby doliczyli sobie jeden punkt do tej oceny.
Niechaj piekielne zastępy giną pod naporem Waszych niekończących się kombosów.
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ przerysowana konwencja
+ świetna oprawa wizualna
+ symfonia z industrialnym rockiem w tle
+ dopasowane głosy postaci
+ różnorodność stylów walki
+ sporo kombosów i stopni trudności do odblokowania
+ prosta, ale wciągająca opowieść
+ dwie, wprowadzające różnorodność postacie grywalne
+ ciągle świetny model walki
+ Dante rządzi!
+ Nero też nie da sobie w kaszę dmuchać
− ponowne przechodzenie tych samych lokacji
− powtarzane walki z bossami
− za mało Dantego
− dysproporcja czasu gry i zdolności postaci
− brak jakiegokolwiek multiplayera
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 80%
Kostek: Walcząc z jaszczuroludami... (Xbox 360)
Kostek: Pewność siebie (Xbox 360)
Kostek: Łuskowaty potwór ;p (Xbox 360)
Kostek: Ale zębiska... (Xbox 360)






