Saints Row (Xbox 360)
Premiera Świat - 28 sierpień 2006 Premiera Polska - 14 czerwiec 2007
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Volition Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: THQ
Gatunek: Akcja/Arcade
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 25 screenów, 3 video, 1 recenzji, 2 newsów,
Święci ze Stilwater
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Atak klona
Gry takie jak Crackdown czy True Crimes sięgają po pewne rozwiązania wykreowane przez GTA i budują przy ich pomocy własną rozgrywkę. Saints Row nie ma takich ambicji, nawet nie udaje, że chce być czymś innym niż tylko klonem. Twórcy omawianego tytułu dokładnie przyjrzeli się największej w tamtych czasach odsłonie Grand Theft Auto, czyli San Andreas, i skopiowali prawie wszystko. Podobny jest nieco uproszczony model jazdy, strzelanie, personalizowanie wyglądu bohatera, wojny gangów o terytoria, stacje radiowe prezentujące utwory odmiennych gatunków muzycznych i przerywniki filmowe na silniku gry utrzymane w specyficznym stylu. Saints Row nie obyło się nawet bez klimatów kojarzących się z afroamerykańskimi, rapującymi gangsterami, którzy nie potrafią chodzić ani mówić normalnie, a do tego czują się zmuszeni przez konwencję do ukazywania swojej bielizny poprzez noszenie spodni wyjątkowo nisko.
Akcja Szeregu Świętych toczy się w dość dużym mieście, powierzchnią zbliżonym do Vice City, a otwarta struktura rozgrywki i znaczna przestrzeń sprawia, iż dużą rolę w grze odgrywa poruszanie się pojazdami. Dlatego też istotna jest jakość modelu jazdy, który w omawianym tytule jest przyzwoity, ale nic ponadto. Saints Row na pewno nie dostarczy nikomu wrażenia faktycznego jeżdżenia samochodami, ale z drugiej strony ta, nieco uproszczona, mechanika jazdy sprawdza się dobrze. Co prawda czasem ciężko jest wyraźniej poczuć różnice między poszczególnymi pojazdami, które niezależnie od masy i gabarytów prawie zawsze potrafią rozwijać całkiem wysokie prędkości.
Pewnym zawodem oraz krokiem wstecz względem konkurencyjnego San Andreas jest wachlarz dostępnych środków transportu. Co prawda gra oferuje spory wybór samochodów, ale o motocyklach, helikopterach, samolotach, łodziach czy nawet czołgach nie ma co marzyć.
O wiele lepiej prezentuje się model sterowania pieszego, które przypomina klasyczną kontrolę ze strzelanek pierwszoosobowych i to pomimo faktu, iż omawiany tytuł jest grą prezentującą akcję z trzecioosobowej perspektywy. Podczas strzelania celownik nie przykleja się do przeciwników, ale za to tkwi sztywno w centrum ekranu wymagając od gracza dość precyzyjnego celowania. W dzisiejszych czasach brakuje nieco systemu chowania się za osłonami, który stał się ostatnio tak popularny w trzecioosobowych strzelankach, ale nie jest to wada poważnie naruszająca radość z grania.
Lepimy sobie golema... Ekhem, to znaczy bohatera
Zabawę zaczynamy od wizualnej kreacji naszego bohatera i trzeba przyznać, iż stworzone do tego narzędzie ma całkiem spore możliwości. Od rasy, przez ułożenie, kolor i długość włosów, aż do określenia tuszy, umięśnienia oraz cech twarzy. Posługując się suwakami unosimy lub opuszczamy kości policzkowe, osadzamy oczy bliżej lub dalej od siebie, manipulujemy rozmiarem oraz kształtem nosa i tak dalej. Co prawda uzyskanie określonego efektu może wymagać sporo cierpliwości, ale możliwości są spore.
Kiedy już stworzymy wizerunek swojego gangstera rozpoczynamy grę od filmiku wstępnego, który - jak wszystkie przerywniki - generowany jest na silniku gry i chociaż kładzie to pewne ograniczenia na ich wygląd, to świetna animacja postaci nadrabia wszelkie słabości.
Opowieść rozpoczyna się w momencie, w którym główny bohater trafia w sam środek starcia kilku gangów i ledwo uchodzi z życiem... A właściwie uratowany zostaje przez tytułowych Świętych, którzy oferują mu przyłączenie się do ich organizacji. Świeżo ulepiony oraz uratowany od zatrucia ołowiem z pistoletu przyłącza się do Saints Row i pomaga im wykończyć gangsterską konkurencję oraz przejąć władzę nad miastem. Oponenci oczywiście przeciwstawiają się tym próbom uświęcenia miasta Stilwater, co kończy się licznymi pościgami, strzelaninami oraz wybuchami samochodów.
Fabuła i rozwałka
Misje fabularne są dokładnie tym, do czego przyzwyczaiła nas seria Grand Theft Auto. Pojedź, ścigaj, wystrzelaj, eskortuj, wysadź w powietrze i tak dalej. Każde zadanie ma swoje przerywniki filmowe wypełnione mniej lub bardziej udanym humorem, a same misje trzymają poziom, ale nie są niczym oryginalnym. Niemniej sporo lepszy system strzelania od tego znanego z San Andreas sprawia, iż piesze fragmenty zadań są zdecydowanie przyjemniejsze od tych, którymi raczyło nas GTA:SA.
Aby móc wykonywać kolejne misje fabularne potrzebny jest szacunek, który zyskuje się wykonując zadania dodatkowe, a że każdy kolejny punkt fabuły wymaga od gracza zdobycia pewnej ilości wspomnianego respektu, grając jesteśmy zmuszeni do brania udziału w tych pozafabularnych zajęciach przez całą długość gry. Koncepcja sama w sobie nie jest zła, ale z czasem te formy aktywności mogą stać się nieco nużące.
Na szczęście nie następuje to zbyt szybko, gdyż wśród owych zadań znajdują się jedne z najlepszych pomysłów jakie mieli twórcy gry. Podkradanie prostytutek stręczycielom, co nierzadko zmusza gracza do zastrzelenia wrażych alfonsów. Eskortowanie kurtyzany do znanego klienta, a potem unikanie wszędobylskich reporterów, aby nie zrobili oni kompromitujących fotografii parce zabawiającej się na tylnym siedzeniu. Wysadzanie wszystkiego na mieście na czas, aby nabić odpowiednią kwotę na liczniku strat finansowych. Jazda na miejscu pasażera ze sprzedawcą narkotyków i osłanianie go ogniem podczas, gdy sprzedaje on prochy swoim klientom.
Aktywności jest bardzo wiele, ale moją ulubioną jest wyłudzanie ubezpieczeń. W tej mini-grze naciśnięcie przycisku zamienia bohatera w ucieleśnienie ragdolla, a zadaniem gracza jest rzucanie się pod pędzące ulicami samochody, aby wyłudzić jak największe ubezpieczenie w określonym czasie. Kwoty mnożone są jeśli odbijemy się od większej ilości samochód za jednym zamachem, polecimy wysoko lub szczególnie daleko, będziemy mieli pieszych świadków i tak dalej. Pomysł wydaje się absurdalny, ale już dawno nie bawiłem się równie dobrze katując fizycznie protagonistę i będąc jeszcze za to nagradzanym. Duże brawa dla twórców za ten pomysł.
Plastikowy świat, żywe radio
Wizualna strona Saints Row jest przyzwoita, ale niestety zdążyła się ona zestarzeć przez te dwa lata od premiery. Omawiany tytuł wygląda o wiele lepiej od bezpośredniej konkurencji, czyli stareńkiego San Andreas, ale dzisiaj wydaje się on nieco zbyt plastikowy, wygładzony, a modele budynków oraz samochodów są trochę zbyt proste. Dużym plusem grafiki Saints Row są naprawdę niezłe animacje postaci oraz zaimplementowanie systemu fizycznego, który czyni przejeżdżanie pieszych oraz wpadanie pod koła wyjątkowo zabawnym. Wszystkie obiekty też całkiem przyjemnie reagują na siebie, a mnie szczególnie rozbawiło, jak zupełnie przypadkiem mojego bohatera zwaliła z nóg urwana i wystrzelona z wybuchającego samochodu przednia maska.
Nie można narzekać na udźwiękowienie omawianej gry. Głosy postaci dobrze charakteryzują, nierzadko humorystycznie stereotypowe, sylwetki bohaterów, a samochody i większość uzbrojenia wydają całkiem przyzwoite, poza kilkoma drobnymi wyjątkami, odgłosy.
Podobnie jak w GTA sporą rolę pełnią radia zamontowane w samochodach, które odtwarzają muzykę licznych gatunków oraz stacje z mówionym programem. Być może dobór oraz różnorodność nie jest tak duża i dobra jak w konkurencyjnym produkcie, ale bogactwo ścieżki dźwiękowej Saints Row i tak jest olbrzymie. Usłyszymy hip-hop, rock, metal, reggae, a nawet muzykę poważną, która o dziwo całkiem dobrze pasuje do wybryków oglądanych na ekranie. W grze znajdziemy nawet sklepy muzyczne, które umożliwiają kupowanie utworów i słuchanie samodzielnie ułożonych list odtwarzania zarówno podczas jazdy samochodem jak i wycieczek pieszych.
Gang Bang
Sporą nowością wśród klonów GTA, którą zaprezentowało w swoim czasie Saints Row, był wbudowany tryb multiplayer. Niestety, zamiast przemienić on omawiany tytuł we wspaniały sukces, okazał się on źródłem dużego zawodu. Zamiast oferować otwartą rozgrywkę, dorównującą doświadczeniom generowanym dla pojedynczego gracza, dostarcza on kilka ograniczonych trybów osadzonych na niewielkich, zamkniętych mapach, na których samochody grają dość marginalną rolę.
Pomysły na tryby gry są nawet niezłe. Oprócz klasycznych deathmatchy mamy interesującą odmianę kradzieży flag, w której ginący gangsterzy upuszczają złote łańcuchy, czyli ziomalską biżuterię, którą każda drużyna musi zbierać i zanosić do, regularnie zmieniającego położenie, punktu na mapie. Mamy też eskortowanie szefa, pod postacią alfonsa, do celu i chronienie go przed przeciwną drużyną. Ostatni tryb polega na drużynowym zdobywaniu pieniędzy poprzez wybijanie wroga oraz tuningowaniu za nie drużynowego samochodu, a następnie, kiedy osiągnie on określony poziom wizualnego wypasu, doprowadzenie go do określonego punktu na mapie.
Pomysły są ciekawe, a sama zabawa nie jest najgorsza, ale zdecydowanie ta forma sieciowej rozgrywki nie jest tym, czego można by oczekiwać po takiej grze. Problemem są też kłopoty z opóźnieniami wynikające ze średniego kodu sieciowego oraz, w dwa lata po premierze, pewne trudności ze znalezieniem graczy chętnych do multiplayerowej zabawy w Saints Row.
Upadek techniczno-moralny
Omawiany tytuł nie ustrzegł się też kilku błędów technicznych, a głównym problemem są nieoczekiwane i niczym nieuzasadnione spadki płynności, które nie wydają się czymś poważnym, ale samo ich pojawienie się jest dość irytujące. Czasami w oczy rzucają się też problemy z pionową synchronizacją, które od czasu do czasu potrafią sprawić, że dwie części obrazu nie do końca do siebie pasują, ale jest to mankament na tyle drobny, iż nie warto się nim przejmować.
Największą wadą Saints Row jest jednak ten etyczny upadek, jaki charakteryzuje twórców zdeterminowanych skopiować San Andreas. Kilka niezłych pomysłów i słaby tryb sieciowy to za mało, aby uratować omawiany tytuł od stania się niezłą, ale jednak bezczelną, podróbką konkurencyjnego produktu. Miejmy nadzieję, że kontynuacja pójdzie inną drogą, kreując własne, niepowtarzalne doświadczenia.
Potencjał ustalony
Niestety, zarówno grafika, jak i rozgrywka zestarzały się znacząco przez te dwa lata co sprawia, iż dziś nie mogę dać Saints Row więcej niż 7/10. Prawdopodobnie w okolicach premiery oceniłbym ten tytuł o jeden punkt wyżej, ale dzisiaj ograniczony zasób środków transportu, średni model jazdy, plastikowa grafika oraz niezbyt satysfakcjonujący tryb sieciowy uniemożliwiają mi przyznanie wyżej noty.
Niemniej Saints Row pokazuje, iż twórcy wiedzą, jak stworzyć porządny produkt, mają w sobie potencjał, więc można z nadzieją oczekiwać kontynuacji. Niedługo znowu odwiedzimy Stilwater, aby przekonać się, jakie zmiany zaszły podczas naszej nieobecności.
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ niezła, szalona i przerysowana rozgrywka
+ model fizyczny
+ ciekawe zajęcia dodatkowe
+ animacja postaci
+ czasami humor
+ porządny model walki pieszej
+ spory wybór muzyki
+ kreacja wizualna bohatera
− bezczelna kopia San Andreas
− brak pojazdów innych niż samochody
− średni model jazdy
− okazjonalne problemy z płynnością
− słaby vertical sync
− niesatysfakcjonujący multiplayer
− słaby kod sieciowy
− plastikowa, podstarzała grafika
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 60%
Dźwięk 80%
Gameplay 70%
quaz: No co, przecież Mikołaj jest jednym ze Świętych (Xbox 360)
quaz: Typowy konflikt między pieszymi oraz zmotoryzowanymi użytkownikami ulic (Xbox 360)
quaz: Siwe afro robi wrażenie (Xbox 360)
quaz: Wybuchy pod wiaduktem (Xbox 360)

