Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Assassin's Creed: Brotherhood (Xbox 360)

Lubię to! 4

Premiera Świat - 4 kwartał 2010

Ocena użytkowników: bardzo dobra

3 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Ubisoft Montreal Dystrybutor: Ubisoft Wydawca: Ubisoft

 

Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Skradanka Cechy gry: TPP

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 17 video, 2 recenzji, 36 newsów,

Braterstwo Skrytobójców

[ zobacz inne recenzje 2 ]
Najlepsza recenzja dodana przez quaz quaz
Pierwszy Assassin's Creed ze swoim świetnym parkourem, pięknym światem i historycznym klimatem był pozytywnym zaskoczeniem, ale nie uniknął monotonii powtarzanych do znudzenia zadań pobocznych. Assassin's Creed 2 poprawił błędy poprzednika, ale czegoś tam zabrakło. Uświadomiłem sobie to dopiero grając w trzecią odsłonę serii, ale o tym później. Assassin's Creed Brotherhood nie ma trójki przy tytule, wyszedł ledwo rok po poprzedniku, korzysta z identycznego silnika graficznego i ma tego samego, renesansowego bohatera - Ezio Auditore da Firenze, czyli znanego Edzia Audytora z Florencji. Czy jest to więc haniebne odcinanie kuponów? A może ciąg dalszy opowieści o Ezio zasługuje na to, aby być uznawanym za pełnoprawny sequel?

Zobacz videorecenzję quaza!


Opowieść o Ezio i jego potomku, Desmondzie, podejmowana jest w Brotherhood dokładnie w tym momencie, w którym zakończyła się w Assassin's Creed 2. O dziwo gra, pomimo początkowych sugestii, nie jest spin-offem głównej opowieści, bo jeśli chodzi o fabułę współczesną akcja bardzo poważnie posuwa się tu naprzód.

Desmond nie tylko pozna dzięki nowoczesnej technologii zapisane w swych genach wspomnienia przodka, renesansowego asasyna o imieniu Ezio, ale będzie miał tym razem szansę samodzielnie poskakać po współczesnych wersjach lokacji, które odwiedzał jego prapra- do potęgi n dziadek. I chociaż na koniec gry we współczesności dzieją się znowu rzeczy trudne do wyjaśnienia, tajemnicze i mające silne znamiona cliffhangera to samych etapów z Desmondem za wiele nie ma.

Zamiast tego mamy ciąg dalszy opowieści o Ezio z mistrzowskim wykorzystaniem i przetworzeniem faktów historycznych. Intrygi, w których uczestniczą Rodgio, Cezar, Lukrecja i Juan Borgia, Katarzyna Sforza, Nicollo Makiavelli, Bartolomeo d'Alviano czy Leonardo da Vinci to smakowity kąsek dla miłośników historii, nawet jeśli nie wszystko zgadza się tu w prawdą historyczną. Tym razem lwia część akcji toczy się w Rzymie, co czasem przerywane jest drobnymi epizodami osadzonymi w innych lokacjach. Powiadają, że nie od razu Rzym zbudowano, ale Ubisoft Montreal zdołał zrobić to w rok. Oto żywe, ogromne i piękne miasto.

Brotherhood używa tego samego silnika co Assassin's Creed 2 i chociaż technologia trochę się starzeje to nadal świetne animacje i niesamowita architektura czynią tę grę jedną z najładniejszych na rynku. Tylko nie patrzcie na pola i trawiaste połacie. Są puste jak Polska rodem z wizji Kononowicza - niczego tam nie ma. Na szczęście świetne udźwiękowienie, barwne głosy postaci i wyśmienita muzyka Jesper Kyda świetnie uzupełniają oprawę audiowizualną.

Rozgrywka to praktycznie to samo co znamy z Assasin's Creed 2, ale otwarta przestrzeń Rzymu oferuje jeszcze więcej rzeczy do zrobienia. Nadal będziemy biegać po dachach i ulicach za pomocą świetnie zrealizowanego modelu parkour, dokonywać skrytobójczych ataków i prowadzić otwartą, widowiskową walkę.

Misje dodatkowe oferują gildie wojowników, złodziei i kurtyzan... i nie, te ostatnie nie oczekują od Ezio kupczenia swoim ciałem, a raczej obijanie twarzy narowistym klientom. Wiecie, pozytywne alfonsowanie. Będziemy też przeszukiwać podziemne miejsca kultu Romulusa, zbierać pióra i flagi, kolekcjonować specjalne przedmioty dla sklepów i niszczyć wynalazki Leonarda da Vinci, które mogłyby okazać się zbyt potężną bronią w rękach papieża i jego armii.

Ponadto Ezio zajmie się uwalnianiem miasta spod wpływów Borgiów mordując ich kapitanów i podpalając wieże. Monumenty w wyzwolonej dzielnicy wykupujemy i remontujemy, akwedukty odbudowujemy, a puste budynki obsadzamy swoimi poplecznikami. System finansowy został tu o wiele lepiej przygotowany i nareszcie jest na co wydawać zdobyte floreny.

Walka wręcz została nieco rozbudowana. Możemy teraz przebijać się przez gardę adwersarza kopniakami w krocze, a zamordowanie wroga pozwala nam rozpocząć taniec śmierci, w którym skaczemy od jednego do drugiego oponenta i zabijamy ich jednym ciosem. Tak, walka nadal jest tu zbyt łatwa, ale przynajmniej oferuje więcej możliwości niż tylko stosowanie kontry śmierci.

Możemy też rekrutować swoją drużynę asasynów co pozwala nam ich przyzwać raz na jakiś czas, aby wyskoczyli znikąd niczym hiszpańska inkwizycja i wymordowali wskazanych delikwentów lub też sypnęli gradem strzał na okolicznych strażników. Można ich też wysyłać na misje do różnych części Europy, aby zdobywali doświadczenie, a potem rozwijać ich umiejętności. Nie jest to jakaś ogromna innowacja w mechanice gry, ale świadomość istnienia stada zakapturzonych postaci, które wyłonią się z mroku, aby na nasze skinienie wysłać do świata cierpień kilka osób, daje radość znaną dotychczas jedynie hersztom bojówek nacjonalistycznych. Tutaj można tego doznać w domowych pieleszach i bez tatuowania sobie swastyki na czole.

Ezio ma kilka nowych zabawek, ale większość jego umiejętności i ekwipunku pochodzi z poprzedniej odsłony. Bomby dymne, pistolet, trucizna, noże do rzucania, broń krótka i długa, ostrza nadgarstkowe. Jest tylko jedna różnica względem Assassin's Creed 2. W Brotherhood to wszystko się naprawdę przydaje. O tym mówiłem na początku - twórcy przypomnieli sobie, że jednym z najlepszych elementów przygód Altaira było skradanie się i ciche mordowanie wrogów. Druga odsłona Assassin's Creed praktycznie w ogóle do tego nie zmuszała, wszystko można było załatwić siłowo i otwarcie.

W Brotherhood skrytobójstwo znowu jest skrytobójstwem i chociaż nadal będziemy sporo walczyć to wiele misji będzie nakłaniać nad do skradania, a niektóre nawet kończą się porażką w razie wykrycia. Dla niektórych może to być irytujące, ale mnie się to podoba. Skradanie wycieka nawet do sandboxowej części rozgrywki, bo do zabijanych między misjami kapitanów Borgiów też trzeba się nierzadko podkradać, gdyż na nasz widok wskakują na konia i galopują w siną dal. Tchórzliwe bydlaki, czemu tak boją się faceta, który wymordował już setki im podobnych? Za grosz odwagi!

Stopień trudności nie zwiększył się wyraźnie, ale teraz prawie wszystkie misje mają dodatkowe, nieobligatoryjne warunki, których spełnienie potrzebne jest do osiągnięcia 100% ukończenia gry. Może to być wykonywanie zadań w określonym czasie, nie otrzymywanie obrażeń czy... pozostawanie niewykrytym! Gra umożliwia też teraz wracanie do każdej misji i podchodzenie do niej ponownie.

Sama linia fabularna oferuje kilkanaście godzin zabawy, a ze wszystkimi zadaniami pobocznymi i wyzwaniami gra może wyrwać nam z życiorysu nawet kilkadziesiąt godzin. Więc tak, Assassin's Creed: Brotherhood jest najlepszym Assassin's Creedem, ale czy zasługuje, aby nazwać go pełnoprawnym sequelem, a nie tylko paczką misji? Czy jest tu jakaś innowacja? Tak, multiplayer.

Zaraz, multiplayer? Jeszcze jakiś co-op bym zrozumiał, ale rywalizacyjny tryb dla wielu graczy w Assassin's Creed? Po co? Cóż, okazuje się, że można to zrobić naprawdę ciekawie.

Oto na określonym wycinku miasta pojawia się do 8 morderców. Każdy dostaje kontrakt na kogoś innego, więc każdy jest w tym polowaniu zwierzyną i myśliwym. Próbujemy znaleźć i zabić jednego gościa, ale nie możemy zapomnieć od oddechu jakiegoś innego maniaka na naszym karku. Wiemy jak wygląda nasza ofiara, a kompas wskazuje nam z grubsza gdzie należy jej szukać, ale rzecz w tym, że po mieście kręci się pełno identycznych modeli postaci, które są cywilami. Zabijemy niewłaściwego delikwenta - tracimy kontrakt.

No dobra, ale co powstrzyma graczy przed szaleńczymi biegami i skakaniem sobie na plecy niczym banda wściekłych króliczków z ostrymi jak sztylety zębami? Otóż bieganie w polu widzenia ofiary ujawnia naszą pozycję, a mordując po cichu i podchodząc do zwierzyny powoli możemy dostać nawet kilka razy więcej punktów niż za głośne zabójstwo. I oto gracze spacerują po mieście udając kolejnego, sterowanego przez sztuczną inteligencję, cywila, starają wmieszać się w tłum identycznych modeli postaci, prowadzą pościgi po dachach i dźgają się cichcem w zaułkach.

Mamy tu popularny ostatnio system rozwoju postaci z odblokowywanymi umiejętnościami, które oferują tymczasowe szybsze bieganie lub zmianę wyglądu, a kilka trybów gry pozwala polować w pojedynkę, drużynowo lub w grupach zamieniać się rolami morderców i zwierzyny. Co prawda czasami mecze przemieniają się w serie dźgających się jeden po drugim asasynów, w których dźgający jest sekundę później dźganym, ale większość czasu zabawa jest naprawdę niezła i mniej chaotyczna niż można by sądzić.

Brotherhood ma najciekawszy i najbardziej oryginalny multiplayer jaki napotkałem od dawna. Ostatni raz coś takiego pokazał Splinter Cell: Pandora Tommorow ze swoimi najemnikami i szpiegami. Zaraz, to też był pomysł Ubisoftu! Nie boją się eksperymentować. Do tego trzeba mieć jaja!

I oto jak wyglądają nowe przygody Ezio. Sądziłem, że Assassin's Creeda nie da się zrobić lepiej od dwójki, ale na szczęście się myliłem. Brotherhood jest lepszy, bardziej rozbudowany i we wspaniałym stylu przypomniał sobie, iż powinien być też skradanką. Dołączenie oryginalnego multiplayera sprawia, że nie można tej gry podejrzewać o odcinanie kuponów. Nie tylko jest to pełnoprawny sequel, ale też i jedna z najlepszych gier 2010 roku. Ode mnie otrzymuje potężne, skrytobójcze 10 na 10.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: quaz quaz który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  jak AC2, ale lepiej
+ piękny Rzym!
+ jeszcze więcej nawiązań historycznych
+ większy nacisk na skradanie
+ innowacyjny multiplayer
+ rozbudowany model walki

Minusy

  wciąż trochę za łatwa

dlatego quaz
ocenia tę grę na:

10

Grafika 90%

Dźwięk 90%

Gameplay 100%

Ocena wszystkich
recenzentów

10

Grafika 90%

Dźwięk 95%

Gameplay 100%

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka