Star Wars: The Force Unleashed (Xbox 360)
Premiera Świat - 16 wrzesień 2008 Premiera Polska - 26 wrzesień 2008
Ocena użytkowników: bardzo dobra
5 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: RPG, Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: Wolna kamera, TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer
Platformy:75.85 zł
Na tę platformę mamy: 42 screenów, 10 video, 2 recenzji, 32 newsów,
The Force Unleashed
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Ile to już razy czytaliśmy ten napis na ekranie naszych telewizorów i monitorów. Od roku 1977, czyli premiery "Nowej Nadziei" powstało grubo ponad setka gier w uniwersum Star Wars. Jest to obecnie jedna z najmocniejszych i najbardziej rozpoznawalnych marek w branży gier wideo. Można by rzucić takie tytuły jak Jedi Knight, Knights of The Old Republic czy też Battlefront lub Empire At War, mało kto nie grał w żadną z nich. Świat stworzony przez Lucasa na stałe zadomowił się w elektronicznej rozrywce. Oczywiście Lucas Arts miał swoje wzloty i upadki, lecz nigdy nie były one tak mocne by pogrążyć developera. Zawsze na jakąś słabszą grę przypadały jedna lub dwie bardzo dobre produkcje.
Jednak od dłuższego czasu (a dokładniej od premiery KoTORa 2) Lucas nie wypuścił na rynek, żadnej porządnej gry. Wpłynęła na to z pewnością zmiana generacji konsol, a co za tym idzie, zmiana wymagań graczy. W roku 2007 pojawił się pierwszy trailer nowego projektu zatytułowany "The Force Unleashed" i od razu przykuł on uwagę młodych padawanów. Nie przedstawiał on zbyt wiele, jednak jeden element od razu wywołał burzę komentarzy i domysłów. Było to zdanie wypowiedziane przez Lorda Vadera: "You have done well... my apprentice". Wypowiedź tą poprzedzała scena, w której imperialny gwiezdny niszczyciel został, przy użyciu mocy dosłownie ściągnięty na ziemię.
To właśnie od momentu pojawienia się tego zwiastunu Lucas Arts wyłożył karty na stół, ogłaszając "The Force Unleashed" kolejnym epizodem sagi Star Wars. Atmosfera przy tworzeniu tej gry, była chyba nawet bardziej wyhypowana niż oczekiwanie na "Zemstę Sithów". Twórcy zapowiadali "The Force Unleashed" jako ósmy cud świata, spełnienie wszystkich mokrych snów maniaków ciemnej strony i ich łopoczących na wietrze czarnych płaszczy. To właśnie przez zbyt mocny advertising, gra została bardzo chłodno przyjęta przez krytyków na całym świecie. Lucas Arts popełnił ten sam błąd co Peter Molyneux przy Fable. Gdyby dawkowali informacje zamiast rozdawać je jak cuksy na Halloween gra na pewno została by inaczej odebrana. Porzućmy jednak ten temat, produkcja ta została wydana spokojnie ponad pół roku temu i wszystkie związane z nią emocje dawno już opadły. Wspomniałem o tym, ponieważ pisząc tę recenzję całkowicie odrzuciłem cały ten hype'owy badziew i obietnice ósmego cudu świata. Spójrzmy jeszcze raz na ostatnie dziecko Lucas Arts.
"The Force Unleashed" to gra akcji, a dokładniej slasher czerpiący pełnymi garściami z takich hitów jak "God of War", czy "Devil May Cry". Całość rozgrywa się między epizodem III, a IV (dokładnie dwa lata przed "Nową Nadzieją"). Tuż po wstępie z głównym tematem muzycznym, trafiamy na Kashyyk- rodzimą planetę Wookiech. Wcielamy się w nikogo innego tylko samego Dartha Vadera, najgorszego ze złych, najczarniejszego z czarnych i najbardziej zachrypniętego z zachrypniętych. Mroczny Lord podczas inwazji sił imperium poszukuje jednego z ostatnich Jedi. Po krótkiej ale jakże satysfakcjonującej rzezi dokonanej na kumplach Chewbacci trafiamy na poszukiwanego rycerza. Po krótkiej walce Vader odnajduje syna swojej ofiary. Kilkuletni chłopiec był w stanie wyrwać Lordowi jego miecz świetlny z rąk przy użyciu mocy. Vader bez dłuższego namysłu dobija rycerza Jedi i porywa dzieciaka, by ten stał się jego uczniem. Tym właśnie tajnym uczniem jest Starkiller, główny protagonista "The Force Unleashed". Akcja przenosi się kilkanaście lat w przód. Starkiller już jako dorosły facet zostaje mianowany przez Vadera mianem terminatora i od razu zostaje wysłany na swoją pierwszą poważną misję. Jego pierwszym celem jest wyeliminowanie jednego z ocalałych Jedi - generała Rhama Koty. To tutaj zaczyna się nasza przechadzka po ciemnej stronie mocy. Jako tajny uczeń mrocznego Lorda V. będziemy wykonywać rożnego kalibru zlecenia, od eksterminacji wrogów imperium do niszczenia całych baz kosmicznych. Od razu zaznaczę, że fabuła "The Force Unleashed" jest naprawdę bardzo dobra. Byłem bardzo miło zaskoczony, bo mówiąc szczerze nie spodziewałem się tego w grze akcji. Mamy tu wszystko co powinno się znaleźć w grze z uniwersum Gwiezdnych Wojen: intensywną akcję, motyw zdrady, romans, odkupienie oraz bardzo wiele twistów fabularnych, samo zakończenie zaś przepięknie wpasowuje się w kanon gwiezdnej sagi.
Trochę o grafice i audio. Gra wygląda naprawdę świetnie, nawet po premierze "Gears of War 2" i "Killzone 2" trzyma bardzo wysoki poziom. Mamy tu doskonałe tekstury, przepiękne modele postaci i nie mówię tu o Starkillerze lub innych bohaterach. Chodzi mi o każdą postać napotkaną w grze, czy to zwykły nocnik, przepraszam - szturmowiec, rodianin lub droid. Ich wygląd i design naprawdę przykuwa oko na dłuższą chwilę. Poziomy, mimo tego, że zaprojektowane bez większego polotu (ot standardowe "rynny") wyglądają nieziemsko, bogactwo szczegółów i drobnych smaczków wraz z reżyserią artystyczną powalają. Zwiedzimy takie zakątki galaktyki jak Raxus Primę - planetę złomowisko, Felucię, przepiękną mroczną dżunglę, Bespin - miasto w chmurach, Kashyyk, oraz pewną bardzo znaną stację bojową. Jeśli chodzi o różnorodność poziomów to mam mieszane uczucia. To prawda, że każdy z nich ma swój klimat, jednak prawie każdą z nich zwiedzimy dwukrotnie. Nie mamy tu co prawda backtrackingu ale przydało by się dorzucić jeszcze jakąś fajną miejscówkę. Dostępne jest w sumie dziewięć misji nie licząc prologu Vaderem, każda z nich zajmuje od pół godzinki do sześćdziesięciu minut co jest wynikiem całkiem satysfakcjonującym. Całość gry starcza na około osiem do dziesięciu godzin zabawy. Nie jest to oszałamiający wynik, jednak w dzisiejszych czasach to standard. Wierzcie mi, będzie to naprawdę intensywne dziesięć godzin. Grę obsługują trzy silniki fizyczne, Havok - przedmioty twarde, Euphoria trzyma pieczę nad realistycznym zachowaniem ludzi, oraz DMM, który odpowiada za przedmioty podatne na odkształcenia takie jak metal, czy roślinność. Dawno nie widziałem tak zaawansowanej fizyki w grze. Jest to kolejny duży krok po "Half-Life 2"i zabawie z gravity gunem. Praktycznie wszystko reaguje na prawa fizyki niesamowicie realistyczny, czy to zwykłe skrzynki, drzwi, drzewka, krzaczki na przeciwnikach kończąc. Dzięki tym trzem systemom jesteśmy w stanie dokonać tak realistycznych zniszczeń jak w mało której grze. Jeśli chodzi o audio, to jak zwykle Lucas zarządził. Mamy tu wszystkie znane i lubiane dźwięki Star Wars. Miecze świetlne buczą jak powinny, blastery, pojazdy, obce rasy, nawet otwierane drzwi brzmią idealnie tak jak w filmach. Zasługa to studia Skywalker Sound, odpowiedzialnego za wszystkie efekty dźwiękowe gwiezdnej sagi. Sam soundtrack gry to mieszanka znanych motywów Johna Williamsa i nowych kompozycji Jesse Harlina (Republic Commando) oraz Marka Griskeya (KoTOR 2). Muzyka bardzo płynnie i gładko łączy się w unikalną kompilację nadając grze filmowy i epicki klimat. Co do głosów bohaterów Lucas Arts naprawdę się postarał, zatrudniając profesjonalnych aktorów takich jak Sam Witwer, czy Natalie Cox. Co więcej aktorzy nie tylko użyczyli postaciom swoich głosów, a także swój wizerunek. Każdy z bohaterów opowieści to prawdziwy aktor przeniesiony do wirtualnej rzeczywistości. Muszę przyznać, że efekt jest oszałamiający. Mimika, gesty i emocje postaci stoją naprawdę na wysokim poziomie dodając jeszcze więcej filmowego klimatu samej grze. Niestety Darth Vader nie przemawia swoim oryginalnym głosem, zastąpił go Mat Solan znany z serialu komediowego "Chad Vader". Gość przyłożył się do tej roli niesamowicie, czego efektem jest prawie idealny głos znany z oryginalnej trylogii. Brawo. Wiemy już, że gra wygląda i brzmi bardzo dobrze, zatem czas wziąć się za gameplay.
Rozgrywka w "The Force Unleashed" jak w slasherze przystało polega głównie na walce z kolejnymi zastępami wrogów. Do dyspozycji mamy tu miecz świetlny i wachlarz najróżniejszych mocy ciemnej strony. Sama walka mieczem jest przyjemna, choć całkowicie inna niż w np. serii "Jedi Knight", ponieważ Starkiller korzysta z zupełnie innego stylu walki zwanym Shien. Co to oznacza? Nasz bohater trzyma miecz świetlny w odwrotny sposób. Wielu osobom się to nie spodobało jednak styl bardzo pasuje do dynamicznego i zwinnego sitha, poza tym jest bardziej badass. Starkiller wykonuje bardzo szybkie ciosy połączone z licznymi akrobacjami tym samym zyskując przewagę nad licznymi przeciwnikami. Jest to typowy rodzaj walki dla nowszej trylogii. Walka jest płynna i daje dużo przyjemności, jednak jest to pikuś w porównaniu z mocą, a jest ona w tej grze silna. Starkiller dysponuje takimi mocami jak pchnięcie, chwyt, błyskawice, rzut mieczem, fala uderzeniowa i tarcza. Każda z tych mocy ma trzy stadia rozwoju. Tak, tak w "The Force Unleashed" mamy system rozwoju postaci. Nie jest on może tak rozbudowany jak w "Knights of The Old Republic" ale spełnia swoją rolę. Za pokonywanie przeciwników Starkiller otrzymuje tzw. "force points", czyli doświadczenie. Gdy natrzaska wystarczająco dużo niemilców, awansuje na kolejny poziom doświadczenia i otrzymuje trzy rodzaje tokenów: force powers, force talents i force combos. Gdy uzbieramy kilka tokenów w danej dziedzinie, możemy ulepszyć moce naszego herosa, lub zakupić nowy zestaw ruchów albo zwiększyć jego pasek zdrowia lub mocy. Niestety nie mamy dostępu do wszystkich mocy od samego początku gry, co troszkę ogranicza nasz rozwój, lecz z każdą kolejną misją zyskujemy nowy skill, co motywuje nas do grania dalej. Same moce zostały tak dopracowane, że szczęka opada. Starkiller za pomocą pchnięcia posyła całe gromady przeciwników w powietrze, błyskawice masakrują swoją rozpiętością i siłą, a fala uderzeniowa niszczy wszystko dookoła nas. Mogę śmiało powiedzieć, że jeszcze nigdy nie czerpałem tak dużej przyjemności z posługiwania się mocą. Niestety pojawia się tu lekki zgrzyt. Dokładniej chodzi tu o system namierzania przeciwników i obiektów. By coś podnieść, pchnąć lub rzucić Starkiller musi na to patrzeć, co niekiedy bywa bardzo trudne, ze względu na panujący podczas gry chaos i destrukcję. Wiele razy krew mnie zalewała gdy zamiast przeciwnika Starkiller łapał jakąś skrzynię czy belkę. Na szczęście takie kwiatki zdarzają się rzadko i nie niszczą końcowego efektu. Wiele osób narzekało na walki z bossami, że nie ma w nich nic ciekawego, że wystarczy tylko powtarzać jeden combos i boss sam padnie. Bzdura! Ta strategia działać może na niższych poziomach trudności. Gdy zapuścimy się na Sith Lord, lub Sith Master (bądź przeklęty!) podczas walk z bossami będziemy dwoić się i troić by odnaleźć ich słabe punkty. Muszę też nadmienić, że gra nie należy do prostych. Nawet na normalu zdarzyło mi się parę razy gryźć glebę. Jeśli zaś chodzi o najwyższy poziom trudności, odblokowany po jej ukończeniu... Powiem tak, kto go ukończy ma u mnie wielki szacunek. Podczas gry na Sith Masterze, styl gry całkowicie się zmienia. Gramy bardziej defensywnie, blokujemy prawie cały czas, błagając o kolejny checkpoint. Graczom casualowym, polecam Apprentice, ukończą grę nie denerwując się, natomiast hardcore'owcom zalecam poziom Sith Lord, czyli swoisty hard nie będący zarazem drogą krzyżową jak Sith Master. W grze mamy sporo do zbierania - na każdym z poziomów jest od pięciu do piętnastu Jedi Holocronów, dających dodatkowe doświadczenie, nowe miecze świetlne oraz kostiumy. Oprócz znajdziek mamy też tu sporo sympatycznych achievementów do zdobycia. Nie są one może wielce oryginalne, ale także nie stanowią mega wyzwania. Jedyny, z którym można się namęczyć, to ukończenie gry na najwyższym poziomie trudności.
"The Force Unleashed" to moim zdaniem bardzo dobra gra akcji/slasher, która powinna usatysfakcjonować fanów gwiezdnej sagi, a także tych którzy nigdy ze Star Warsami nie mieli nic wspólnego. Historia opowiedziana w grze jest pełna, bez cliffhangerowego zakończenia i popularnego w dzisiejszych czasach oczekiwania na sequel. Gra ma bardzo ciekawą fabułę, piękną oprawę audio-wizualną i bardzo przyjemną rozgrywkę. Oczywiście posiada kilka błędów, tak jak każda gra. Ważne, żeby wady nie przysłoniły nam zalet, a w przypadku "The Force Unleashed" tych drugich mamy znacznie więcej. Dlaczego więc gra ta została zjechana przez niektóre serwisy internetowe (tak Gametrailers, mówię do was)? Produkcję tę zgubiły niepotrzebne obietnice, nazywanie jej najlepszą grą, która trafi na konsole nowej generacji i kreowanie jej na coś czym nigdy nie miała szans się stać. Gracze w dzisiejszych czasach biorą sobie do serca zapowiedzi developerów i niestety Lucas Arts o tym fakcie zapomniał. Miejmy nadzieję, że przy następnym ich projekcie będą trochę bardziej powściągliwi i zachowawczy.
Mam nadzieję, że recenzja ta pomogła wam spojrzeć na "The Force Unleashed" pod odrobinę innym kątem, i zachęcić tych którzy jeszcze nie zapoznali się z tą pozycją, do sięgnięcia po nią. Jest to naprawdę bardzo dobra gra, strasznie niedoceniona przez wielu graczy.
Daję "The Force Unleashed" talerz z czterema pękatymi i pysznymi ciasteczkami. Było by pięć, jednak długość rozgrywki, oraz kilka drobnych błędów odebrało mi tą możliwość.
Miłego wymiatania mocą i czym tylko się da.
"And remember The dark side is always with You."
recenzja dodana przez:
maciekBWR
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Fabuła
+ Grafika
+ Fizyka
+ Zabawa po ciemnej stronie mocy
− Gra jest krótka
− Drobne błędy i niedoróbki
− Zbyt duży hype wokół gry
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 80%
sir Mik: Pierwsze logo z gry (Xbox 360)
sir Mik: Ale akcja! (Xbox 360)
sir Mik: Auuuuuuć! (Xbox 360)
sir Mik: Do ataku! (Xbox 360)

