Grand Theft Auto IV (Xbox 360)
Premiera Świat - 29 kwiecień 2008 Premiera Polska - 29 kwiecień 2008
Ocena użytkowników: bardzo dobra
15 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu:60
Deweloper: Rockstar North Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Rockstar Games
Gatunek: Akcja/Arcade Cechy gry: Free Roam
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 42 screenów, 27 video, 2 recenzji, 122 newsów,
Grand Theft Adventure
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Liberty City Blues
Poznajcie Niko Bellica - serbskiego imigranta, który przybywa do Liberty City odmienić swoje wypełnione wojnami i mrocznymi tajemnicami życie. Niko nie jest kolejnym typowym bohaterem GTA, to nie jest jeszcze jeden psychopata, który z radością pociąga za spust i próbuje sobie wszystkich podporządkować. Nasz imigrant to człowiek, którego pragnieniem jest prowadzić normalny, spokojny żywot, ale niestety piętno tragicznych wydarzeń wojennych mu w tym nie pomaga. Pomimo tego Niko to człowiek inteligentny, nierzadko cyniczny i niezwykle świadomy tego, co się wokoło niego dzieje. Często będziemy słyszeć jego nadzwyczaj trafne komentarze na temat tego, co go spotyka i jak postępują ludzie dookoła. Wydaje się czasem najnormalniejszą postacią w grze, ale pomimo tego jest on socjopatą, który zabija ludzi bez mrugnięcia okiem. Wyróżnia się jednak tym, iż wcale nie daje mu to satysfakcji.
Grand Theft Auto IV spoważniało. Fabuła tutaj nie jest już tylko pretekstem do zabijania, okradania i pościgów. Ci którzy przeszli misję That Special Someone wiedzą, iż mieli do czynienia z jednym z najbardziej dramatycznych momentów fabularnych we współczesnych grach komputerowych. Do tego należy dorzucić fakt, iż od czasu do czasu zmuszeni jesteśmy dokonywać wyborów, a nie należą one do łatwych. W GTA IV decyzje są zawsze złe i ciężko jest nawet ocenić, które zło jest większe. Dawno już gra nie zmusiła mnie do odłożenia pada na bok i głębokiej refleksji nad tym, co powinienem zrobić. Najzabawniejsze jest to, iż spora cześć z tych decyzji nie ma bardzo dużego wpływu na dalszą rozgrywkę. Tak naprawdę wybory te są znaczące na poziomie emocjonalnym dla gracza, a gra stara się ich nie oceniać jako dobrych lub złych, nie nagradza, ani nie gani. Brawo dla Rockstar za stworzenie opowieści, która z taką siłą oddziałuje na psychikę.
Ogromne znaczenie ma tutaj prezentacja. Celowo nie używam słowa grafika. Grafika w GTA IV jest naprawdę dobra, ale technicznie nie dogania takich produkcji jak Crysis czy Assassin's Creed. Nie ma to jednak znaczenia, gdyż jest ona tylko elementem całościowej prezentacji, a ta zwala z nóg. Liberty City to żywe miasto, a przynajmniej taką iluzję po mistrzowsku generuje. Zmiany pory dnia, pogody, zachowania mieszkańców, muzyka, stacje radiowe, wiadomości w radiu oraz Internecie - wszystko to łączy się z rzeczywistością gry. Wyobraźcie sobie - usłyszeć w radiu reklamę jakiegoś programu telewizyjnego, zobaczyć billboard tejże produkcji, sprawdzić stronę internetową w jednej z kafejek internetowych Liberty City, a potem włączyć telewizor i go obejrzeć. GTA IV posiada spójny świat, składający się z wielu powiązanych elementów i to jest właśnie siłą tej prezentacji. Zresztą wystarczy przejechać się nocą taksówką po mieście w deszczu, słuchając muzyki jednej ze stacji radiowych, aby zrozumieć, o czym mówię.
Dźwięk także robi wrażenie. Z jednej strony muzyka, stacje radiowe i DJ-eje (w tym np. Iggy Pop w radiu Liberty Rock) oraz reklamy, z drugiej niesamowicie napisane oraz wykonane dialogi. Niby wśród głosów nie ma tu znanych aktorów, a postacie są generowane przez silnik gry, ale kilka przerywników jest na Oskarowym poziomie. Nie ma mowy o postaciach zlewających się z innymi, gdyż każda z nich ma swoją wyrazistą osobowość, swoje obsesje i swoją rolę w opowieści, nawet jeśli spora część z nich tworzona była w dużej mierze w oparciu o jakiś stereotyp. O muzyce można by mówić długo, ale są stacje rockowe, stacje grające elektronikę, punka, reggae, rap, a także audycje nie zajmujące się muzyką, wypełnione społeczno-polityczną paplaniną. I ani chwili nudy, bo - pomimo spoważnienia fabuły - GTA nadal atakuje końskimi dawkami aluzyjnego humoru. Humoru nabijającego się z dzisiejszej rzeczywistości i wyolbrzymiającego ją do absurdu. A kiedy przestajemy się śmiać, zaczynamy rozumieć, że prawdziwy świat jest właśnie taki idiotyczny, tylko nieco lepiej się maskuje.
Grand Theft Auto IV jest w warstwie fabularno-klimatycznej słodko-gorzkie. I właśnie dlatego jest wspaniałym doświadczeniem.
Ale przecież fabuła nie jest tu najważniejsza. Poprzednie gry w serii w ogóle nie przykładały do niej uwagi, a też były całkiem grywalne, więc przyjrzyjmy się rozgrywce.
Euforia otwartego miasta
Pierwsze wrażenia są niesamowite. Silnik fizyczny Euphoria animuje postacie w naturalny sposób, pokazując jak się chwieją i przewracają, będąc pod wpływem alkoholu, jak próbują złapać równowagę, kiedy otrze się o nie samochód, jak zataczają się po postrzale. To jedna z rzeczy, które sprawiają, iż model strzelania nareszcie daje radość w tej odsłonie serii. Twórcy GTA IV podpatrzyli też ostatnie trendy z trzecioosobowych strzelanek i zaimplementowali w grze system chowania się za obiektami. Wszystko może być osłoną przed ostrzałem, róg budynku, płotek czy samochód. Autoaim pozwala przyklejać celownik do przeciwników, a kiedy już mamy namierzony cel, możemy lekkimi ruchami analoga wymierzyć w głowę, nogę czy rękę, podobnie jak w Scarface. System się sprawdza, ale nie jest niestety idealny. Przede wszystkim to chyba pierwsza gra z chowaniem się za osłonami, w której nie można się wychylić i nie strzelać. Naciskasz spust to rozpoczyna się animacja wychylenia i Niko zaczyna strzelać kiedy ją zakończy. Puszczasz spust, a nasz bohater od razu zacznie się chować. Oznacza to, iż przed każdym strzelaniem zza osłony następuje krótka chwila na wychylenie się zanim zaczniemy prowadzenie ognia. Nie muszę chyba mówić, iż często w tym czasie nasz cel już schowa się ponownie za jakimś obiektem z powodu tego opóźnienia. Jestem zaskoczony, iż coś, co praktycznie każda strzelanina z osłonami ma zrealizowane prawidłowo, tutaj zostało tak źle wykończone. Niedoróbka ta praktycznie nie stanowi kłopotu w rozgrywce dla jednego gracza, ale w trybie dla wielu graczy czyni system przyklejania się do osłon o wiele mniej użytecznym.
Gra posiada też nowy model walki wręcz i jest on nawet sensowny, umożliwia zadawanie kilku ciosów, wykonywanie uników i kontr, ale tak naprawdę w GTA IV zdarzyło mi się pobić pięściami, kijem do bejsbola i nożem może z pięć osób. Mało okazji, a wroga z bronią palną nie należy tak atakować. Fajnie, że jest to ulepszony element, a z drugiej strony dziwne, iż nie zaniknął, gdyż jest zupełnie nieużywany.
Model jazdy samochodami jest tymczasem bez zarzutu. Jego podstawową zaletą jest to, iż czuć w nim fizykę pojazdów, która ginęła gdzieś w poprzednich odsłonach. Zawieszenia bujają się, pojazdy wpadają w poślizgi, koziołkują i rozpadają się. Niby było to już wcześniej, ale teraz wygląda naturalniej i generuje przyjemniejsze odczucia. Poza tym dzięki Euphorii wylatywanie przednim oknem po zderzeniu z twardym obiektem i przejeżdżanie przechodniów stało się naprawdę zabawne. Mniam. Słyszałem opinie, iż GTA IV przesadza z realizmem zachowania pojazdów i psuje przez to zabawę seriami poślizgów, nieoczekiwanych wiraży i innych dezorientujących zdarzeń. Co mogę powiedzieć ludziom z takimi opiniami? Nauczcie się porządnie prowadzić samochody.
Tuning rozgrywki
Wybór pojazdów jest - jak zawsze - ogromny, różnorodny, a przy tym różnice w sterowaniu różnymi samochodami oraz motocyklami są wyraźnie odczuwalne. Poza zwyczajnymi środkami transportu pojawiają się też helikoptery oraz łodzie motorowe. Brakuje niestety samolotów czy występującego we wszystkich wcześniejszych odsłonach czołgu, ale mnie osobliwie najbardziej brakowało San Andreasowego roweru, którym można było sobie skakać po okolicy.
Warto wspomnieć, iż Grand Theft Auto IV poprawiło kilka drobniejszych grzeszków poprzednich osłon. Przede wszystkim, jeśli nie uda się wykonać poprawnie jakiejś misji, Niko dostaje SMS-a na swoją komórkę z pytaniem, czy chce spróbować ponownie, a pozytywna odpowiedź od razu przenosi go na początek spartaczonego zadania. Nie ma potrzeby jechać znowu do miejsca, gdzie misję dostajemy. Ponadto, jeśli ktoś nie lubi jeździć wszędzie samochodem, istnieje możliwość złapania taksówki, którą można dojechać w prawie każde miejsce za drobną opłatą. Ponadto, da się dopłacić jeszcze trochę i pominąć oglądanie całej drogi, więc taksówki pełnią tu rolę płatnych teleporterów, wspomagających poruszanie się po mieście. Oczywiście, gra nie zabrania poruszać się na własną rękę, ale to ulepszenie naprawdę docenia się, kiedy trzeba kolejny raz przebyć tę samą drogę.
Udoskonalony został także model zachowania ścigającej nas policji. Nadal kolejne stadia poirytowania służb porządkowych przedstawiane są gwiazdkami, ale teraz - jeśli gliniarze się wkurzą - na mapie pojawia się okrąg dookoła naszej pozycji. Aby uciec, musimy zniknąć panom w niebieskim z oczu, a następnie wydostać się z okręgu niezauważonym. Jeśli jakiś policjant nas dostrzeże, okrąg automatycznie centruje się na naszej pozycji, co sprawia, iż znowu mamy daleko do jego krawędzi. Im wyższy poziom zaalarmowania stróżów prawa, tym okrąg większy. Ogólnie uciekanie przez niebieskimi jest w GTA IV trudniejsze, ale też i o wiele bardziej satysfakcjonujące, a nowy model policji czyni pościgi oraz korzystanie podczas nich z bocznych uliczek sensowniejszymi. Szkoda tylko, że przy sześciu gwiazdkach nie pojawia się wojsko, a jedynie więcej gliniarzy i oddziałów specjalnych.
Dodatki do dania głównego
Seria znana była zawsze z niesamowitych ilości elementów, takich jak podmisje, ukryte obiekty, ubrania, mieszkania i domy do kupienia. Jak wygląda sprawa długości i różnorodności rozgrywki w nowym Grand Theft Auto? Główna linia fabularna zajmuje ponad 20 godzin, jeśli skoncentrować się na niej, ale gra oferuje sporo dodatkowych odwracaczy uwagi. Dostarczanie paczek, jeżdżenie taksówką, uliczne wyścigi, kradzież samochodów na zamówienie, a nawet walka z kryminalistami. Kiedy jednak policzyć te dodatkowe zadania, okazuje się, iż GTAIV jest uboższe względem San Andreas. Nie ma kursów TIR-ami czy misji strażackich oraz przewożenia rannych karetką do szpitala. Gdyby jednak przyjrzeć się temu z bliska, okaże się, iż po prostu wyleciały te podmisje, które i tak nie dawały zbyt wiele radości.
Większość z wspomnianych zadań zwiększa stan konta głównego bohatera. I tutaj ukazuje się słabość ekonomii GTA IV. Tak naprawdę, nie ma na co wydawać zarobionych pieniędzy. Jasne, można kupić broń, ubrania, których jest sporo mniej niż w poprzednich odsłonach, płaci się za zmartwychwstanie w szpitalu oraz jazdę taksówkami, ale jeszcze przed połową gry pieniądze przestają być problemem i trzeba by było naprawdę mocno się postarać, aby się skończyły. Przydałaby się możliwość kupowania nowych mieszkań oraz domów, a nawet interesów, generujących dochód jak w poprzednich odsłonach gry. Tutaj niestety zdobywanie pieniędzy w ogóle nie satysfakcjonuje, gdyż nie mają zbyt wielu zastosowań.
Mocno rozbudowanym elementem jest spotykanie się z przyjaciółmi oraz randki. Same randki właściwie nie różnią się od tych z San Andreas poza tym, że większość dziewczyn poznajemy przez Internet - poza dwiema, które są integralną częścią głównej linii fabularnej. Istotniejsi są jednak przyjaciele, którzy chcą, aby zabierać ich na popijawę, bilard, do klubu ze striptizem i innych przybytków rozrywki. Każde takie wyjście sprawia, iż lubią nas bardziej, a kiedy naprawdę się do nas przyzwyczają, oferują swoją pomoc w różnych sprawach. Można od nich tanio kupować broń, mieć darmowy transport taksówką, a nawet helikopterem, otrzymać bombę do podłożenia pod samochód i tym podobne. Niestety przyjaciółmi musimy zajmować się regularnie, bo inaczej zaczną do nas sami dzwonić, domagać się spotkania, a kiedy ich zignorujemy, ich sympatia do Niko zacznie zanikać. To chyba jedyny element GTA IV, który bardziej mnie nużył niż bawił. Minigry podczas gry w bilard, rzucania strzałkami w tarczę czy wracanie po pijaku do domu są zajęciami zabawnymi, ale przy pierwszym czy drugim podejściu. Potem zajęcia te zamieniają się w męczący obowiązek. Mechanika przyjaciół z pewnością wydłuża czas przechodzenia gry, ale nie wiem, czy ją naprawdę wzbogaca. Na szczęście, można całkowicie zignorować ten element rozgrywki, gdyż gra nie wymaga od nas, aby przyjaciele lubili Niko, a ukończenie jej jest nadal możliwe nawet wtedy, gdy zupełnie za naszym bohaterem nie przepadają.
Przestępczość grupowa
Zanim jednak przestraszycie się, że GTA IV nie jest tak dużą grą jak jej poprzednicy, powinniście pamiętać o jednej rzeczy. Nowe Grand Theft Auto ma tryb dla wielu graczy i to nie byle jaki. Każda rozgrywka toczy się w otwartym mieście i nawet jeśli w ustawieniach gospodarz serwera ograniczył teren działań do jakiegoś mniejszego skrawka metropolii, to nie znaczy, iż gracz nie może go opuścić. Wyznaczona strefa jest po prostu miejscem, w którym respawnują się walczący i toczy się cała akcja. Do tego, w mieście podczas rozgrywki sieciowej może być normalny ruch samochodowy, pieszy, a nawet policja, która każdym graczem interesuje się oddzielnie, więc każdy z walczących może mieć inny poziom zaalarmowania służb porządkowych. Wszystkie te elementy można oczywiście wyłączyć, podobnie jak AutoAim, pokazywanie przeciwników na mapie i tak dalej. Pełna konfiguracja.
Trybów gry jest kilkanaście. Klasyczne deathmatche, także w wersji drużynowej. Wykonywanie zadań pojawiających się na mapie za kasę, czyli Mafiya Work oraz kradzież samochodów na zamówienie zwane Car Jack City, obydwa także w wersji drużynowej. Wyścigi oraz wyścigi z możliwością używania broni, która sprawia, iż przegrywający nierzadko rezygnują z pościgu koncentrując się na wykańczaniu pozostałych. Drużynowa walka o kontrolę nad określonymi punktami na terenie miesta, czyli Turf War. Cops n' Crooks, w którym jedna drużyna to uciekający do określonego miejsca kryminaliści, a w skład drugiej wchodzą policjanci, którzy mają za zadanie powstrzymać tych pierwszych. Do tego dołożyć należy trzy misje co-opowe, w których gracze wspólnie uciekają przed policją, wysadzają statek oraz wymieniają ogień z wrogim gangiem. Ponadto gra oferuje tryb dowolny, w którym gracze mogą robić razem cokolwiek tylko sobie wymyślą. Wykonywać skoordynowane sztuczki, walczyć z policją, odtwarzać sceny pościgów ze znanych filmów.
Wszystkie te tryby w połączeniu z otwartością miasta oraz rozgrywki, nową fizyką i ogólnym szaleństwem, jakie potrafi wygenerować ta gra, sprawiają, iż GTA IV było dla mnie jednym z najlepszych, multiplayerowych doświadczeń, jakie mi się przytrafiły w ostatnich latach. Jedyna rzecz, jaka mi czasem przeszkadzała, to ten nieszczęśliwy system chowania się za obiektami, ale można nauczyć się z niego korzystać tylko w pewnych sytuacjach i wtedy się sprawdza. Niemniej nie spodziewałem się, iż Grand Theft Auto IV dostarczy mi takiej dobrej zabawy po sieci i trzeba przyznać, że z łatwością przeskoczyło wszelkie moje oczekiwania.
Żyć i umrzeć w Liberty City
Czy GTA IV faktycznie jest tym genialnym cudem elektronicznej rozgrywki? Czy miażdży konkurencję na każdym kroku i zasługuje na najwyższe oceny? Cóż, wbrew pozorom nie jest to gra pozbawiona drobnych wad, ale ideały chyba nie istnieją. Istotne jest to, iż nie miałem poczucia, aby jakikolwiek z wymienionych mankamentów naprawdę obniżał poziom doświadczanej radochy. Nawet drobne problemy optymalizacyjne wpływające czasem na płynność były nieważne. Problemy giną w oceanie grywalności. Jeśli lubicie sandboxową zabawę, dobrą fabułę, szybkie pościgi i krwawe strzelaniny to podczas tej gry będziecie mieli wielokrotny grygazm. Pozostaje tylko wystawić ocenę końcową i wrócić do grania. 10/10. Jedna z najlepszych gier w jakie grałem w ostatnich latach.
Gangsterskie życie jeszcze nigdy nie było jednocześnie tak słodkie i równie gorzkie.
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ żywe, otwarte miasto
+ nowa fizyka postaci oraz pojazdów
+ wciągająca fabuła z dramatycznymi scenami
+ grafika tworząca niesamowitą prezentację
+ Oskarowe głosy aktorów
+ muzyka i świetne stacje radiowe
+ ogromna ilość elementów rozgrywki
+ nowy system strzelania
+ rozbudowany, świetny multiplayer
− niemożność wychylania się zza osłony bez strzelania
− nieco mniejsza ilość elementów rozgrywki niż w SA
− drobne problemy optymalizacyjne
Ocena wszystkich
recenzentów
10
Grafika 85%
Dźwięk 100%
Gameplay 100%
OsaX Nymloth: Eh, a było pierw łup wyjąć... (Xbox 360)
OsaX Nymloth: Dobry, my z ZUSu (Xbox 360)
OsaX Nymloth: Zabawa w snajpera (Xbox 360)
OsaX Nymloth: Run, run for it! (Xbox 360)
Postacie [3]
- Nazwa: AK-47
- A.K.A.: AK47, Kałasznikow, KBK AK, Kałach
- Typ: Broń
- Nazwa: Niko Bellic
- Typ: Osoba
- Nazwa: Desert Eagle
- Typ: Broń











