Splinter Cell: Conviction (Xbox 360)
Premiera Świat - 13 kwiecień 2010 Premiera Polska - 15 kwiecień 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Ubisoft Montreal Dystrybutor: Ubisoft Wydawca: Ubisoft
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Skradanka Cechy gry: TPP
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Platformy:Splinter Cell: Conviction - videorecenzja
Splinter Cell: Conviction - E3'09 Gameplay
Splinter Cell: Conviction - E3'09 Trailer
Splinter Cell: Conviction - Co-op Walkthrough
Splinter Cell: Conviction - Developer Walkthrough
Splinter Cell: Conviction - Create A Hero Trailer
Na tę platformę mamy: 2 screenów, 15 video, 1 recenzji, 42 newsów,
Sam Fisher i pomruki Punishera
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Chimaira
Lubię osobiste historie. Nie żeby zaraz obyczajowe, ale osobiste. Oprawa fabularna w poprzednich grach z serii Splinter Cell odrzucała mnie na starcie – teorie spisku, broń masowego rażenia, dziesiątki gałązek organizacji Które Mogą Wszystko i przy okazji zero charakterologicznego rysu postaci... Jeśli ktoś lubi Ludluma i, nomen omen, Clancy'ego, dobrze dla niego. Mimo doskonałej konstrukcji map, świetnej mechaniki oraz całkiem nieźle zaprojektowanego poziomu trudności, w poprzednie Splinter Celle grałem tylko wtedy, kiedy ktoś z Third Echelon przystawił mi pistolet do głowy.
Teraz natomiast Ubisoft, niepomny na to jak mściwym narodem są gracze, postanowił odmienić niemal całkowicie koncepcję swojej flagowej skradanki. Splinter Cell: Conviction jest rewolucją. Mimo że w ogólnych założeniach to nadal gra polegająca na umiejętnym eliminowaniu przeciwników, niemal wszystko zostało dostosowane zarówno do nowych czasów, jak i nowej konwencji.
Krótki rys, gdyż zdradzanie fabuły, w której plot-twistomierz szaleje, mija się z celem. Ogółem, Sam Fisher stracił w wypadku samochodowym córkę, Sarah i rozpoczyna, z dala od Third Echelon, prywatną krucjatę polegającą na obiciu pyska jej mordercy. Jak się bardzo szybko okazuje, nic nie jest takie, za jakie je uważamy, zaś pan Fisher chcąc nie chcąc wplątuje się w znacznie poważniejszą aferę, w której stawką jest życie pani (sic!) Prezydent Stanów Zjednoczonych. Na co warto zwrócić uwagę, to właśnie rozgraniczenie osi fabularnej. Na jednej krawędzi bowiem nadal karmieni jesteśmy political fiction w najlepszym wydaniu. Druga to osobista historia Fishera, rozbitego po utracie jedynej bliskiej osoby. Sprawia to, że klimat gry nie jest płaski, wreszcie można poczuć że steruje się "żywymi polygonami", a nie płaską postacią, która zwisa z rur i łamie karki. Jeśli już przy tym drugim jesteśmy, cechą gry, która być może odrzuci zwolenników Sama jako mistrza subtelności są przesłuchania. Otóż za każdym razem gdy dotrzemy do żywego celu naszej misji, trzeba go odpowiednio przepytać. I tu aż przypomina się całkiem niezły "Punisher". Sprawa wygląda tak, że trzymamy za gardło danego delikwenta i możemy, ujmując to oględnie, korzystać z elementów otoczenia. Oczywiście Fisher może po prostu spuścić manto danemu niemiluchowi, ale czy nie fajniejsze jest rozbicie łba o fortepian? Albo wsadzenie głowy do kopiarki? Do pisuaru? Coś pięknego, zwłaszcza że w kwestii wizualnej gra nie szczędzi nam realistycznych obrazków.
Poza głównym wątkiem fabularnym, w grze dostępny jest także tryb kooperacji, który ma własną historię. Szczerze go polecam, z dwóch powodów. Po pierwsze, zabawa choćby na split-screenie jest niezapomniana. Ustawianie się w odpowiednich miejscach by na "trzy-dwa-jeden" równocześnie zdjąć dwóch gości, wspólny szturm, czy choćby tak ordynarne zabawy jak flankowanie to coś pięknego. Ale drugim powodem jest zakończenie. Pokusiłbym się nawet o stwierdzenie, że jest bardziej piorunujące niźli to z głównego wątku gry.
Mechanika gry to kompletnie nowa jakość. Oczywiście nadal możemy kryć się w cieniu i eliminować przeciwników z zaskoczenia. Ekran robi się wtedy czarno-biały, zaś my po cichutku załatwiamy kogo trzeba. To wizualne rozwiązanie ma swoje plusy i minusy. Kiedy kolory blakną, czasem naprawdę ciężko jest cokolwiek zobaczyć. A w trybie fabularnym gogle "dźwiękowe" są towarem deficytowym... Druga wielka rzecz to tryb mark&execute. Otóż, gdy zabijemy kogoś w walce wręcz, czy obijemy nery z zaskoczenia, mamy dostęp do wyżej wspomnianej funkcji. W zależności od posiadanej broni palnej możemy zaznaczyć od dwóch do czterech celów i jednym przyciskiem zakończyć żywot tychże przeciwników. Jeśli ktoś myśli, że to rozwiązanie jakoś diametralnie upraszcza rozgrywkę, jest w błędzie. Po pierwsze, najpierw trzeba kogoś podejść. Po drugie – podczas otwartej walki ciężko jest skupić się jednocześnie na np. zaznaczaniu celów, pompowaniu ołowiem wrogów i jeszcze na dokładkę stosowaniu taktycznego odwrotu. Dlatego najlepszym wyjściem jest takie, gdy możemy zajrzeć przez szparę pod drzwiami (lusterkiem lub specjalną kamerką), zaznaczyć odpowiednich wrogów, a potem spokojnie otworzyć (bądź wyważyć) przejście do nowego pomieszczenia, od razu eliminując pierwsze zagrożenie.
Arsenał który oddano do naszych rąk jest całkiem niezły i zupełnie przeczy skradankowym ideałom. Mamy masę pistoletów, karabinów, ba - nawet granaty odłamkowe. Do tego kilka gadżetów w stylu "dźwiękowych" gogli, lusterka/kamerki, min zbliżeniowych, wybuchających zdalnie kamer i kilka innych bajerów.
Jest jeszcze jedna cecha gry, która zasługuje na osobny akapit. Jest ona wysoce kontrowersyjna, nawet dla mnie. Otóż, usiądźcie, w Splinter Cell: Conviction nie można ukrywać i przenosić ciał! Zakrawa to na jakiś absurd ale taka jest smutna prawda. Być może jest to kwestia przesunięcia nacisku rozgrywki w stronę akcji, ale bez przesady! I tak większość czasu spędza się na cichym mordzie. Apogeum tego skradankowego idiotyzmu napotykamy podczas misji w siedzibie Third Echelon – nie możemy zestrzelić żadnej kamery, zabić kogoś na widoku, czy nawet obić mu nereczek, bo przecież inny strażnik może to zauważyć i wtedy nici z misji! Przypomina się w tym momencie pamiętne "Schoalsgate Station" z Thiefa drugiego, gdzie na najwyższym poziomie trudności nie mogliśmy nawet dmuchnąć w stronę przeciwnika. Warto wspomnieć także o Sztucznej Inteligencji. Choć generalnie nie jest źle, przeciwnicy unikają naszych strzałów, zachowują się dość naturalnie etc., to w przypadku "ostatniej znanej pozycji" bywa różnie. O cóż chodzi? Ano o to, że gdy zostaniemy wykryci, pojawia się taki "duch" Sama, pokazując, gdzie wrogowie będą zdążać (bo tam ostatnio nas widzieli), dzięki czemu mamy okazję do okrążenia ich i ewentualnego cichego załatwienia. Problem w tym, że często zdarza im się pruć w tego "duszka", mimo że dawno już nas tam nie ma i nie został nawet smrodek po pierdnięciu pana Fishera...
Ostatnia rzecz to achievementy. Nie tylko te do powiększenia sobie e-penisa, mamy bowiem także trójpoziomowy system osiągnięć wbudowany w samą grę. Za każdym razem gdy jakieś zdobędziemy, dostajemy pewną ilość punktów. Te przeznaczamy na ulepszenia broni, czy granatów. Fajna sprawa, bo zmusza do kombinowania, jak tu wyrwać trochę "expa".
Czas na oprawę audiowizualną. Tu jestem nieco rozdarty. Z jednej strony animacja głównego bohatera to iście mistrzowska robota. Fisher (a i panowie z coopa) rusza się niesamowicie, wszystko jest piekielnie realistyczne. Całą sprawę psuje niestety fakt, że wygląd twarzy i jej animacje wołają o pomstę do nieba. Heavy Rain to to nie jest. Samo otoczenie wykonano rzetelnie i całkiem nieźle. Wiadomo, że nie napotkamy widoczków rodem z Unreal, a raczej miejsca dość ponure, oglądane zresztą najczęściej w monochromatycznym obrazie. Niestety, podczas kooperacji, gdy napotkamy jakąś większą rozpierduchę, zdarza się że gra potrafi przyciąć i to nieładnie. Strona audio jest niczego sobie. Wszystkie głosy pasują do postaci, nikt nie denerwuje, zaś okazjonalna muzyka (łup-łup) jest bardziej tłem, niźli pierwszym planem. Gra została poddana kinowej polonizacji, zatem nawet wyświetlane na dowolnym elemencie otoczenia cele misji są po polsku. Błędów nie ma, tylko w multiplayerze czasem "poczekalnia" zamienia się miejscami z "lobby".
Splinter Cell: Conviction to gra, która – przyznaję bez bicia – chwyciła mnie za serce. Oczywiście jest gratką dla fanów political fiction, teorii spisku i tak dalej, ale zyskała mocny, "punisherowy" posmaczek. Brutalne przesłuchania, otwarta walka, porywający coop. Niestety, nie jest przy tym idealna. Animacja twarzy kuleje, zdarzają się przycinki przy co większej rozpierdusze, zaś szczytem wszystkiego jest brak możliwości ukrywania ciał przeciwników. Stąd ósemka. Mocna, ale ósemka. Byłoby więcej, ale załatwienie najważniejszego elementu skradanki czyli przenoszenia wszelakich zewłoków, dyskwalifikuje grę o jeden punkcik.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ bardzo ciekawa fabuła
+ miks akcji i skradanki
+ tryb kooperacji wymiata
− nie można ukrywać ciał (sic!)
− kulejąca animacja twarzy i przycinki w gorących momentach
− niektórych może zdegustować taka diametralna zmiana w konwencji
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 80%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
Chidder: Na litość boską, wyglądasz jak kloszard! (Xbox 360)
Chidder: Washington D.C. (Xbox 360)
Postacie [3]
- Nazwa: H&K MP7
- A.K.A.: MP7 PDW
- Typ: Broń
- Nazwa: Sarah Fisher
- Typ: Osoba
- Nazwa: Sam Fisher
- Typ: Osoba







