Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Dragon Age: Początek (Xbox 360)

Lubię to! 4

Premiera Świat - 3 listopad 2009 Premiera Polska - 6 listopad 2009

Ocena użytkowników: bardzo dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: BioWare Dystrybutor: EA Polska Wydawca: Electronic Arts

 

Gatunek: RPG Cechy gry: Wolna kamera

Tematyka: Fantasy,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 32 video, 1 recenzji, 50 newsów,

Era Smoków, Początki oraz rozterki Hamleta

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Chimaira Chimaira
Czym jest prawdziwe RPG? Czy esencją gry fabularnej w XXI wieku jest rzucanie kostkami, czy raczej radosna rozwałka? Fabuła czy mechanika? Niuanse świata czy proste łażenie po lochach? Choć gry RPG, te papierowe, pochodzą w prostej linii od planszówek w stylu D&D, to już teraz, gdyby komuś o tym powiedzieć - obruszy się i zacznie rzucać tekstami o storytellingu i ogólnym onanizmie teatralnym. W kwestii gier cRPG sprawa jest prostsza, choć równie dyskusyjna. Wszak są ludzie, którzy nazywają Diablo cRPG, a są i tacy, co, zakochani w ADOM, nie uznają innej rozrywki jak ciężka matematyka. Gdzie plasuje się najnowsze dziecko kanadyjskiego studia BioWare? Jak prezentuje się Dragon Age: Początek? I wreszcie - jak to wszystko wygląda na konsoli Microsoftu? Za chwilkę zobaczycie, że gra ta to wymarzony temat do iście hamletowskich rozterek recenzenta.

Chimaira

Falkenbach - Havamal

"Cóż to czytasz, mości książę?
Słowa, słowa, słowa."


Na czas obecny jednym z najważniejszych elementów szanującej się gry RPG jest oprawa fabularna. W tej materii mamy pierwszą rozterkę. Świat, który wykreowano w Dragon Age: Początek, jest niezwykle spójny i pełny. Mamy mocno zarysowane zarówno rasy (elfy, ludzie, krasnoludy), jak i społeczeństwa (Fereldeńczycy, Qunari). Wszystko jest dobrze do siebie dopasowane, zaś widz, czy raczej - gracz, nie ma wrażenia, że ktoś robi z niego idiotę. Wielu opowieści ze świata gry, tak w warstwie geograficznej, jak choćby mitologicznej, dostarczają także wszelakie księgi, notatki oraz po prostu obiekty, które klikamy, by poznać jakąś treść na ich temat. Całość składowana jest w odpowiednim podmenu. Jedyny problem to przewijanie tego menu. I tak, mamy naszych głównych bohaterów, czyli Szarych Strażników. Jest ich całkiem sporo, problem tylko w tym, że podczas wprowadzenia giną wszyscy poza głównym bohaterem oraz niejakim Alistairem. On też będzie naszym pierwszym towarzyszem. Cała oprawa fabularna podana jest dość poważnie, ze szczególnym nakreśleniem walki rasowej (ludzie-elfy), zdrady (Teyrn Loghain), romansu (Morrigan/Leliana albo i Zevran, jeśli ktoś się uprze) oraz kilku innych rzeczy, które w założeniu mają sprawić, że staniemy oko w oko z dark epic fantasy.

Cóż zaś jest powodem rozterki? Sztampa. Wykreowany świat niczym, ale to kompletnie niczym nie zaskakuje. Mamy zakon magów, którzy kontrolowani są przez templariuszy. Są i magowie apostaci, a wręcz źli magowie, czyli Magowie Krwi. Qunari, którego napotykamy, to morderca, ale chętnie zgodzi się z nami podróżować, a nawet - w pewnym momencie - zacznie mieć chrapkę na przywództwo w drużynie. Ktoś jest zły, ktoś dobry. Niby mamy taką zachodnią formę "sapkowszczyzny" (to, wbrew pozorom, nie jest komplement), ale szarość tego świata nie posiada trzystu odcieni, tylko raptem ze dwa. Zdrada także jest prostym zabiegiem, takoż i romanse. No dobrze, ten z Morrigan jest dość ciekawy w prowadzeniu, ale jako żywo przypomina też niejaką Viconię z dawniejszych produkcji BioWare. Cała rzecz zaś, w kwestii fabuły, sprowadza się do ratowania świata.

"Panie, wiemy, czym jesteśmy, lecz nie wiemy, czym możemy być"


Przejdźmy zatem do mechaniki gry. Startowo możemy wybrać spośród trzech ras (człowiek, elf, krasnolud), trzech profesji (wojownik, mag, złodziej) i sześciu form przeszłości bohatera. Oczywiście, nie jest tak, że wszystkie są dostępne jednocześnie. Jeśli tworzymy maga, niezależnie od rasy będzie wychowywany w klasztorze tychże czarowników. Ale już wojownik może pochodzić z plebsu czy szlachetnego rodu. Każde wybrane pochodzenie niesie ze sobą dość ciekawą kontynuację. Po pierwsze, uzyskamy dostęp do zupełnie innego prologu przed wprowadzeniem w grę. Mag będzie na ten przykład pomagał (albo i nie) uciec swojemu koledze przed straszliwym rytuałem Wyciszenia. Z kolei łowca dalijskich elfów zajmie się niefrasobliwym badaniem starożytnych ruin. Tak czy inaczej, spotykamy Duncana i tak przenosimy się do Twierdzy Szarych Strażników, gdzie, no cóż, spotka ich niemal całkowita zagłada.

Sama konstrukcja bohatera wydaje się na pierwszy rzut oka dość prymitywna. Na szczęście, nie jest tak źle. Mimo że profesje opatrzone są cyferką "3", to już ilość zdolności przyprawia o zawrót głowy. Sam mag, w postaci czystej, posiada kilkadziesiąt różnych zaklęć. Do tego dochodzą ogólne talenty oraz specjalizacje. W czym rzecz? Otóż każda klasa posiada cztery takowe. Wojownik może być templariuszem, zaś mag parać się krwawymi zaklęciami czy zmiennokształtnością. Łowca, tudzież łotr, może zaś odbić w stronę skrytobójcy bądź tzw. szampierza. Dostajemy wtedy dostęp do specjalnych umiejętności przynależnych danej pod-profesji. Jest tylko jeden mały szkopuł. Te specjalizacje trzeba wpierw odblokować. Niektórych nauczą nas towarzysze z drużyny, inne pojawią się niejako "po drodze", zaś kolejne - tylko w określonym wyniku i określonej drodze rozwiązania danego questa (Mag Krwi, ktokolwiek?).

Rozterka? No cóż, ilość zdolności oszałamia, to fakt. Na ten przykład zaklęć w przypadku maga jest sporo, są ciekawe i aby odblokować kolejne (np. w linii ognia), trzeba najpierw poznać słabsze bądź inne. O! Właśnie! Mamy niestety zerowy wybór zaklęć w konkretnej ścieżce. Aby na ten przykład mieć kulę ognia, trzeba najpierw odblokować dwa inne czary - wybuch i miecz ognia. Tylko, że... Często takie czary są niepotrzebne i zajmują tylko cenne miejsce na panelu. Być może w wersji PC ta metoda działa, bo można mieć i setkę pasków, jak w WoW, ale w tym przypadku, czyli mechanice Xboxa już tak różowo nie jest. Nie mówiąc o tym, że po prostu zbędne rzeczy są zbędne...

"Słabości, twe imię kobieta!"


Bardzo ciekawie rozwiązane są relacje drużynowe. Nie mamy tu po prostu bandy przypadkowych przechodniów. Każda postać ma swoje ideały, cele w życiu, czasem całkiem niezły rys psychologiczny. Gwarantuję wam, że zapamiętacie je na nieco dłużej niźli tylko pięć minut. Można je polubić, można znienawidzić, można się zachwycić - słowem, na tym polu postarano się całkiem nieźle. Oczywiście dostępna jest także opcja romansu, zarówno z przedstawicielkami płci pięknej, jak i tej brzydkiej (aczkolwiek w przypadku Zevrana wcale nie jestem tego taki pewien...). Oczywiście, sama scena seksu jest ugrzeczniona na maksa, ot, bohaterowie w bieliźnie, tu się obejmą, tu za tyłek złapią... To już Gothic 2 i dziwki w portowym burdelu były bardziej wyuzdane. Nie da się jednak ukryć, że jest to ciekawa opcja - rozwijanie interpersonalnych relacji w drużynie. A i tu nawet nie jest tak źle. Postacie co rusz rozmawiają między sobą, dyskutują, dogryzają sobie (zwłaszcza Morrigan kontra reszta świata), także jest się jak dobrze bawić.

Rozterka? Szkoda że kombinacja rasy i pochodzenia ma tak mały wpływ na grę. Kilka razy tylko zdarzyło mi się, że odczułem realną zmianę w grze podczas pewnych zadań czy sytuacji. Także zdobywanie sympatii bohaterów jest dość mechaniczne, bowiem poza rozmowami, które mogą podnieść poziom "lubjlu tiebia", mamy dostęp do prezentów. Nawet najbardziej nietrafione podarki zwiększają poziom sympatii, więc wystarczy je, że tak nieładnie powiem, grindować, by nam Morrigan czy Leliana wskoczyła pod kołderkę.

"Świat wyszedł z orbit."


Sterowanie... To jest bardzo ciekawa sprawa. Za przenoszenie gry na konsolę Xbox 360 odpowiadało studio Edge of Reality, zatem nie jest ona do końca dziełem BioWare. Rzecz w tym, że jak na taką grę naprawdę nieźle dostosowano kontrolki typowo eRPeGowe do sytuacji. Wszystko jest jasne, przejrzyste, zatem każdy konsolowy gracz (w domyśle - niezbyt rozgarnięty) zrozumie natychmiast niuanse prowadzenia postaci i walki. Rozterką jest fakt, że sama gra została przez to nieznacznie uproszczona. Tam gdzie na PC przypomina momentami niemal taktyczną grę fabularną, tutaj wygląda jak rasowy hack&slash. Postać obserwujemy tylko i wyłącznie zza jej pleców, bo każda ingerencja w ustawienie kamery kończy się marnie. Brakuje aktywnej pauzy (sic!), zamiast tego możemy ewentualnie uruchomić menu, które zatrzymuje grę. Możemy się wtedy przełączać między postaciami i jakoś choć spróbować zaplanować akcję. AI zarówno popleczników, jak i wrogów jest dość konkretne. Co prawda w przypadku tych drugich nie jest tak różowo, bo z reguły rzucają się na nas jako żywo, ale już magowie potrafią być bardziej subtelni w niesieniu niszczenia, także we własnych szeregach. Nasi towarzysze z drużyny to także niezłe ziółka. Na szczęście mamy dwie rzeczy. Po pierwsze, wspomniane już menu, które pauzuje grę. Po drugie zaś - sloty taktyczne. Możemy dowolnie modyfikować zachowania bohaterów, oczywiście w pewnych granicach. Jest kilka standardowych ustawień, ale nic nie stoi na przeszkodzie (a wręcz czasem jest to wymagane), by ustawić własne skrypty zachowań danych postaci.

Oprawa techniczna, cóż... W porównaniu do wersji PC jest biedniejsza, znacznie biedniejsza. Wyblakła kolorystyka, nieco gorszej jakości tekstury... Ale umówmy się, Dragon Age to ostatnia gra, którą podejrzewałbym o chęć imponowania fajerwerkami. Nie da się jednakże ukryć, że na polu graficznym nieco nas bohaterka tej recenzji zawodzi... Muzyka zaś to osobna sprawa. Choć jest - także - totalnie klasyczna i nie zaskakuje, to przy okazji są to idealne wręcz do fantasy rytmy. Takoż i wszelakie efekty, brzęk oręża i tak dalej.

"Reszta jest milczeniem"


Jak zatem podsumować te iście hamletowskie rozterki? Nie da się ukryć, że byłbym niesprawiedliwy, gdybym z całą mocą krytykował Dragon Age: Początek. Chciałem jedynie odbrązowić nieco zachwyt wszelakich erpegowców nad tym produktem. Jest to bowiem świetna gra, ale i przy okazji klasyczna w mechanice. Może być to powiew świeżości, ale przy okazji, gdy pierwszy zefirek przeminie, dopadnie nas zatęchły odór sztampy. Jest masa doskonale rozwiązanych elementów, ale gdyby się wgryźć w bebechy, cóż - okazuje się, że nie jest tak różowo, jakbyśmy się spodziewali. Niemniej jednak, z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i chęcią wystawienia sprawiedliwej oceny, decyduję się na dziewiątkę. Tak, to prawda, wszystkie krytyczne rzeczy, które napisałem, znajdziemy w grze. A być może nawet i więcej. Ale nie zmienia to faktu, że w Dragon Age po prostu fantastycznie się gra. I tyle.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Chimaira Chimaira który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  fajna fabuła (choć sztampowa)
+ ciekawe postacie (choć - jak zwykle - za mało rozwinięte)
+ stylowa oprawa (choć na X360 dość biedna w porównaniu z PC)

Minusy

  sztampowa fabuła (choć fajna)
 za mało rozwinięte postacie (choć ciekawe)
 biedna oprawa graficzna (choć stylowa)

dlatego Chimaira
ocenia tę grę na:

9

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

9.0

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 90%

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka