Grand Theft Auto IV: The Ballad of Gay Tony (Xbox 360)
Premiera Świat - 29 październik 2009 Premiera Polska - 29 październik 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Rockstar Games Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Rockstar Games
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Platformy:GTA IV: The Ballad of Gay Tony - Princess Robot Bubblegum
GTA IV: Episodes from Liberty City - "There's Always a Girl" Trailer
GTA IV: The Ballad of Gay Tony - Meet Luis Lopez
GTA IV: The Ballad of Gay Tony - Meet Armando & Henrique
GTA IV: The Ballad Of Gay Tony - Weazel News Special Report: Guns In Liberty City
GTA IV: The Ballad of Gay Tony - videorecenzja
Grand Theft Auto: Episodes from Liberty City - Sprunk Presents: Extreme Basejumping Competition
GTA IV: The Ballad of Gay Tony - Trailer
Meet Tony Prince - GTA IV: The Ballad of Gay Tony Trailer
Na tę platformę mamy: 14 screenów, 11 video, 1 recenzji, 9 newsów,
Bezsenność w Liberty City
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Żeby nie było wątpliwości, ujęcie "partnera biznesowego" w cudzysłów nie miało na celu sugerowania, jakoby Luis był partnerem Tony'ego w tym cielesno-nocnym znaczeniu. Sęk tkwi w tym, że pan Lopez zajmuje się bardziej fizyczną częścią przedsięwzięcia. Shit, to też nie brzmi dobrze. OK, ujmę to wprost - Luis łamie palce. I to właśnie w niego się wcielimy.
Sprawy nie mają się dobrze dla "Geja" Tony'ego. Jego facet go wykorzystuje, ładuje w niego dragi (i nie tylko, ekhm) w takich ilościach, że uszami wychodzą, a do tego sprzedał jeden ze swoich nocnych klubów dwóm różnym inwestorom. Jak to podsumował Luis: "Jest naprawdę źle, jeśli ład i spokój do codziennego życia wprowadza nawiązanie kontaktów z rosyjską mafią". Tak się mają sprawy, gdy zaczyna się nasza przygoda z Balladą. Przez kilka do kilkunastu godzin będziemy mieli za zadanie na przemian pilnować Tony'ego, żeby gdzieś mu się nie umarło, oraz być chłopcem na posyłki jego wierzycieli (co też wpływa pozytywnie na szanse przeżycia "Geja").
Tak jak "czwórka", tak i Ballada kładzie na łopatki dialogami i wiarygodnie zarysowanymi postaciami. Z jednej strony wszystko jest w znacznie luźniejszych klimatach, a większość konwersacji wprost ocieka specyficznym humorem. Rzeczywistość bardziej niż lukrowa, jest jednak słodko-gorzka. Na pierwszy plan wysuwa się relacja między Luisem i Tonym. Wbrew pozorom, pod wszystkimi tymi warstwami "biznesu" i "zleceń" kryje się również specyficzny rodzaj męskiej przyjaźni, bez żadnych podtekstów. Nie zabrakło też miejsca na zarysowanie sytuacji rodzinnej i przeszłości Lopeza, któremu przejść z kobietami zdecydowanie nie brakuje. Cała Ballada jest przesycona scenami uniesień raczej wątpliwej jakości, "na szybko", w toalecie, którymi Luis zdaje się kompensować sobie pracę dla człowieka o takiej, a nie innej orientacji seksualnej. Kilka zadań pobocznych pokazuje zaś, jakie skutki takie chwile relaksu mają po roku czy dwóch.
Warto dodać, że nie tylko główne postaci zapadają w pamięć. Praktycznie każdy z epizodów okraszony jest taką plejadą indywiduów, że pod koniec gry można recytować ich imiona z pamięci. W szczególności wyrył mi się w mózgu - i to naprawdę ciężkim dłutem - niejaki Yusuf, syn arabskiego potentata naftowego, który ma obsesję na punkcie rzeczy, których ludzie nie chcą mu sprzedać. I czasem paraduje po swojej posesji w samych majtkach, śpiewając "We gettin Arab money". Z tego też powodu (zainteresowań, nie bielizny) właśnie od niego dostaniemy wszystkie najciekawsze zlecenia. Będzie tu skakanie z dachu wieżowca (tak, do łask wróciły spadochrony) czy kradzież uzbrojonego po zęby śmigłowca prosto spod nosa handlarzy śmiercią. Bezkonkurencyjnym zleceniem jest jednak podprowadzenie policyjnego wozu bojowego, który - w ramach utrudnienia - jest akurat podczepiony pod helikopterem, kilkaset metrów nad Liberty City.
Jak widzicie, Ballada jest znacznie bardziej pojechana od GTA IV. To jazda raczej w klimatach San Andreas czy Saint's Row, choć nadal z zachowaniem pewnych reguł i zasad fizyki z podstawki. Po prostu nadwyrężono ideologię przyświecającą przygodom Nico Bellica do granic rozsądku, zachowując jednak ramy i tworząc przy okazji coś naprawdę genialnego. W zakresie zmian pojawiły się też dwa nowe rodzaje broni: zdalnie detonowane, samoprzylepne ładunki wybuchowe oraz - moja nowa ulubiona broń - shotgun z wybuchową amunicją. Ten drugi gadżet oczywiście od naszego nowego kolegi, Yusufa. Galerię nowości uzupełniają minigry - raczej średnio ciekawy golf, taniec w nocnych klubach, na ogół kończący się w łazience (czyli bardzo ciekawy), oraz skakanie ze spadochronem (też ciekawe, ale bez erotycznych akcentów). W szczególności ta opcja ostatnia zadowoli ortodoksyjnych fanów San Andreas.
Czasem ciężko nie odnieść wrażenia, że napompowane po brzegi adrenaliną misje są przetykane przegadanymi cutscenkami. Gdy odpalają się niektóre przerywniki - nawet przed misją poboczną - spokojnie można odłożyć pada na bok, wyciągnąć nogi do przodu i przez kilka minut oglądać. Co ważne - oglądać z przyjemnością. Jako się rzekło, dialogi ponownie są na najwyższym poziomie, dzięki czemu każdy z filmików jest prawdziwą ucztą. Proporcje między graniem a oglądaniem są jednak na tyle specyficzne, że po prostu warto je odnotować.
Mimo że mamy do czynienia z DLC, i tak jest powód do poświęcenia odrobiny miejsca na grafikę. Moją uwagę po prostu natychmiast przykuły projekty nowych wozów, którymi będzie okazja się przejechać głównie przy okazji zadań dla - jakże mogłoby być inaczej - Yusufa. Gabloty zostały naprawdę dopracowane i w chwilach wolnych od spłacania wierzycieli Tony'ego, właśnie na nie polowałem, by chwilę pojeździć po Liberty City. Co się tyczy ich prowadzenia, to i w tym wypadku czuć klimat Ballady. Wszystkie są szybkie, opływowe, kolorowe, a część ma nawet nitro. Nie da się też nie zauważyć, że znacznie częściej niż w przypadku "czwórki" przychodzi korzystać z helikopterów. Są takie momenty, że co druga misja wymaga podziwiania LC z lotu ptaka.
Na deser został soundtrack, który - jak w każdym GTA od czasów "trójki" - jaśnieje jako ta latarnia, wskazująca drogę innym developerom. Łącznie pojawiło się dobre kilkadziesiąt nowych utworów w klimatach różowych lat '70. Zdecydowanej większości z nazwy w ogóle nie kojarzyłem, ale jak się okazało w trakcie zabawy - rytmy były znajome. Warto tu nadmienić, że część muzyki dostępna jest tylko w przypadku, jeśli zakupiliście Liberty City Stories, w którego skład wchodzi również pierwsze DLC, The Lost and Damned.
W ogólnym rozrachunku The Ballad of Gay Tony wychodzi po prostu rewelacyjnie. Nie dość, że bije rekordy długości w kategorii DLC, to na dodatek dostarcza taką jakość, na jaką wszyscy liczyli. Czego bym nie wymienił, doczepiłbym do tego epitet pokroju "genialne". Jak o mało którym dodatku, mogę powiedzieć, że Ballada jest warta swojej ceny. Nie potrafię powiedzieć o niej złego słowa i tylko ze względu na fakt, że nie jest aż tak epicko powalająca, jak "czwórka", na konto Rockstara leci "jedynie" mocna dziewiątka - z plusem, gdyby tylko się dało go na Gaminatorze dostawić. To jeden z tych exlusive'ów, dla których warto mieć Xboxa 360.
recenzja dodana przez:
KoZa
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ tak powinno wyglądać każde DLC
+ grywalność
+ fabuła
+ postacie...
+ ...a Yusuf w szczególności
+ dialogi
+ nowe gabloty
+ spadochrony
+ wybuchowy shotgun
− brak
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 80%
Dźwięk 100%
Gameplay 100%
ravael: If he's not gay then who is? (Xbox 360)
ravael: Woops, exposion! (Xbox 360)
Doombek: W końcu dostajemy spadochrony! (Xbox 360)
Doombek: Tak nisko to chyba nie wolno helikopterom latać w terenie zabudowanym (Xbox 360)

