Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

BlazBlue: Calamity Trigger (Xbox 360)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 25 czerwiec 2009

Ocena użytkowników: rewelacja

0 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Arc System Works Dystrybutor: Aksys Games

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Bijatyka Cechy gry: Widok z boku

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 2 video, 1 recenzji, 3 newsów,

Najpiękniejsze szaleństwo w 2D

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Fax Fax
Pierwsze chwile z BlazBlue: Calamity Trigger to niebywały szok, gdyż dopiero po kilku minutach zorientowałem się, że już gram, a nie oglądam przepiękny filmik. Otóż oprawa graficzna tej pozycji nie tylko zgarnia pierwsze miejsce w kategorii gier walki 2D, ale ogólnie może być uznana za mistrzowskie osiągnięcie w branży konsolowej. Nieprawdopodobne projekty postaci, ich genialna animacja ruchów i ciosów oraz doskonale wykonane wraz z dopieszczonymi arenami rzucają na kolana. I nie bez przyczyny zacząłem wstęp od strony wizualnej, bo gdy już ochłoniecie po zachwytach nad grafiką, to szybko okaże się, że BlazBlue nie tylko zabija wyglądem, ale i grywalnością.

Guilty Gear wkracza w XXI wiek


Gdy pierwszy raz zobaczyłem filmiki z BlazBlue: Calamity Trigger, to od razu pomyślałem, że za tym tytułem musi stać producent, który dostarczył nam znakomitą serię Guilty Gear. I tak jest faktycznie. Zespół ARC System Works od lat siedzi w temacie bijatyk, choć kilka ostatnich produkcji tej ekipy można by uznać za odcinanie kuponów od popularności ich najważniejszej i sztandarowej pozycji. Jednak tym razem dostajemy zupełnie nowy tytuł, który choć nadal stawia na walkę w 2D, to jednak dostarcza zupełnie nowych bohaterów, świat i system walki. Zacznijmy więc od samej obsady, ale muszę was z miejsca uprzedzić, że to bardzo, bardzo japońska gra. Bardzo.

Gotyckie dziewczynki i cybernetyczni wojownicy


Noel Vermillion to urocza i z pozoru delikatna dziewczyna, która posługuje się dwoma gigantycznymi pistoletami, a rusza się z nimi tak pięknie, że zawstydziłaby bohaterów filmów Matrix i Equilibrium. Naturalnie jej strój został tak zaprojektowany, żeby przy odpowiednich kombinacjach pokazywać jej tyłeczek. Nie żeby nie było - goły nie jest, biała bielizna musi być. W końcu japońscy gracze uwielbiają takie motywy. Podobnie jak nastoletnie, gotyckie dziewczynki. Rachel Alucard wbrew swojemu wyglądowi jest bardzo, bardzo stara, więc być może dlatego zdziwaczała do reszty i w swoim arsenale ma parasolkę, która tak naprawdę jest kotem. Lub czymś, co przypomina kota. Z kolei Ragna the Bloodedge to typowy japoński bohater, gdyż w walce wykorzystuje gigantyczny miecz w stylu tego, którym posługiwał się Cloud Strife. Ma on również podobną fryzurę. I strój. I charakter. Można więc spokojnie napisać, że Ragna the Bloodedge, to Cloud w nieco bardziej szalonej wersji. Na pewno warto też wspomnieć o bohaterce o imieniu Taokaka. Producent chciał, żeby ta postać stała się maskotką gry, ale to jakby w ubranko kociaka wsadzić stado lwów. Wyróżnia ją ogon, dwa długie warkocze i zabójcze poczucie humoru. Do tego domu wariatów świetnie pasuje także i Litchi Faye-Ling, która kojarzy mi się z nauczycielką, ale jedną z tych... nauczycielek. Po prostu chcielibyście być obecni na wszystkich jej lekcjach, bo jej strój pokazuje praktycznie wszystko, a zasłania w sumie nic, więc jest to idealna kombinacja. Prawdopodobnie pobierał u niej nauki niejaki Carl Clover, czyli dzieciak, który walczy przy wsparciu starszej siostry. Dość napisać, że nosi on cylinder wykonany z kawałków metalu, a jego siostrzyczka ma dwumetrowe ręce i jest prawdopodobnie martwa, ale nikt tego nie potwierdza. Patrząc dalej, widzimy, że Hakumen prezentuje się dość zwyczajnie, gdyż ten cybernetyczny ninja wygląda jak cybernetyczny ninja, choć Raiden, to jednak nie jest. Dlatego zdecydowanie wolę taką postać, jak v-13. Ta mechaniczna dziewczyna ma w świecie gry stanowić o niewinności, gdyż w ogóle nie rozróżnia takich pojęć, jak dobro czy zło i pewnie dlatego nosi w każdej kieszeni po dwa miecze. Naturalnie wymieniłem tutaj tylko część obsady tej produkcji, ale mam nadzieję, że przybliżyłem wam jej szaleństwo. To najdziwniejszy, najbardziej absurdalny zestaw bohaterów, jaki widziałem od lat. Dla mnie to ogromna zaleta, ale jeżeli nie lubicie się z japońskimi dziwactwami, to nie znajdziecie tutaj ani jednego normalnego zawodnika. Tak surrealistyczny świat wymusza naturalnie nieco inny niż w konkurencyjnych grach system walki. I mam nadzieję, że się już domyślacie tego, że nie będzie on zbyt grzeczny i normalny.

Tak prosty, tak skomplikowany


Zacznijmy od tego, że w BlazBlue: Calamity Trigger nie ma miejsca dla graczy ze słabym refleksem. Właściwie tylko jedna postać, występująca w grze, może być uznana za powolną, a cała reszta to demony szybkości. Kombinacje trzeba wyprowadzać w ułamku sekundy, uniki musicie mieć opanowane na poziomie wkuwania wierszy Adama Mickiewicza i do tego należy pamiętać, że walka trwa również w powietrzu. Karkołomne skoki to tutaj chleb powszedni i nieraz trzeba ratować się ucieczką w górę, by przetrwać ataki przeciwników. Te wyprowadza się stosunkowo prosto, bo filar sytemu jest banalny do ogarnięcia. Jednak jego pełne zgłębienie jest, jak dla mnie, niemożliwe. Producent stworzył system, który umożliwia tworzenie - czy też właściwie odkrywanie - coraz to nowych i nowych sekwencji, kończących się specjałami, niszczącymi nasze oczy. W dalszym ciągu czuje się amatorem na tym polu, choć opanowałem już trochę z fachowego słownictwa tej produkcji. Znam już takie określenia, jak Barrier (przydaje się jako dodatkowa obrona), Distortion Drives (ataki specjalne), Astral Finishers (ciosy kończące walkę w ułamku sekundy) czy Rapid Cancel (przerwanie animacji ataku, które może zmylić przeciwnika). Niech jednak nie odrzuca was ten słownik, gdyż pierwsze chwile z tym tytułem, to przede wszystkim świetna zabawa. Podstawowe ataki wyprowadza się lekko i przyjemnie, a dopiero zgłębienie całego systemu stanowi wielkie wyzwanie. I tak to właśnie powinno wyglądać. Każdy może się świetnie bawić z BlazBlue: Calamity Trigger, a fani, którzy zakochają się w Litchi Faye-Ling spędzą z nią długie chwile na... nauce jej ciosów oczywiście. Bardzo ważne są również olbrzymie różnice w stylu walki bohaterów. Na początku wydaje się, że każda postać powinna dostać swoją własną, niezależną grę, bo nic tu do siebie nie pasuje. To nie seria Tekken czy Virtua Fighter, gdzie zachowano pewne ogólne zasady. Tutaj panuje prawdziwy jarmark stylów walki, zawodnicy mają swoje własne specjalności i przez to ścierają się ze sobą tak różne bronie, jak pistolety z mieczami, pazury ze stalowymi rękawicami czy parasolki z... siostrami. Jednak w końcu okazuje się, że ta niebanalna różnorodność gwarantuje niesamowitą zabawę. Także chce się grać i grać.

Ta piękność może być wasza


We wstępie napisałem, że to najpiękniejsza bijatyka w 2D i w ogóle jedna z najpiękniejszych gier, w jakie grałem. Godzinami mógłbym po prostu oglądać walczących w ruchu, bo to poezja animacji. W samych arenach można się również zakochać. Miasta, ogrody, miasteczka, świątynie to tylko określenia, które nie oddają ducha BlazBlue. Tutaj wszystko jest inne, wszystko jest piękne i zachwycające. Momentami jednak rozbłyski i eksplozje wprowadzają taki chaos na polu bitwy, że ciężko odnaleźć własną postać. W takich sytuacja zazwyczaj oznacza to, że właśnie zbieramy solidne lanie. Bardzo dobrze to również słychać, bo i strona dźwiękowa została porządnie dopracowana. Krzyki, jęki i inne przedziwne odgłosy wpasowują się idealnie w charakter rozgrywki, a ścieżka dźwiękowa to połączenie szalonych nut, podniosłych chórów i dynamicznych utworów.

Trybów Ci u nas dostatek


Calamity Trigger dostarcza pokaźny pakiet trybów gry, wśród których nie brakuje treningów, niejako kampanii fabularnej czy rozgrywek w sieci. Dla każdej postaci przygotowano odrębną historię, którą poznajemy poprzez wstawki w stylu anime, rozmowy zawodników i rysunki z opisami. Tutaj muszę was ostrzec, że jeżeli macie alergię na japońską kreskę, to nie przeżyjecie pięciu minut w świecie gry. Tym bardziej, że i podczas walki wyraźnie widać szkołę Kraju Kwitnącej Wiśni. Natomiast dla fanów takich rozwiązań będzie to prezent pod choinkę. A gdy skończycie poznawać historię bohaterów, to z miejsca trzeba odpalić multiplayer i sprawdzić się w walce z przeciwnikami z całego świata. Ten tryb został bardzo starannie dopracowany, nie zabrakło wielu ustawień, opcji, a rozgrywka jest płynna, co stanowi o jej sukcesie. W dodatku przy szaleństwie w projektach bohaterów szybko okazuje się, że praktycznie każda walka jest wyjątkowa, gdyż gracze kombinują z własnymi taktykami i pomysłami. Zaskoczenie to podstawa wygranej, a nieprzewidywalne ciosy i kombinacje to gwarantują. I tak też się czuję po ograniu tej pozycji. Jestem zaskoczony fantastyczną oprawą, genialnymi projektami postaci oraz ich stylami walki. To po prostu jedna z tych szalonych, japońskich gier, w które trzeba choć raz zagrać. I być może okaże się wówczas, że tak jak i ja zakochacie się w niej od pierwszego wejrzenia.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Fax Fax który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Bohaterowie i każdy z nich z osobna mógłby być plusem
+ Przepiękna oprawa graficzna
+ Fantastyczna animacja ciosów
+ Prosty do opanowania, ale głęboki system walki
+ Płynne rozgrywki w sieci
+ Szalony tryb fabularny
+ Bardzo japońskie podejście do gier
+ Szybkość walk

Minusy

  Nie każdy lubi dziwactwa z Japonii
 Momentami chaos na ekranie

dlatego Fax
ocenia tę grę na:

9

Grafika 100%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

9.0

Grafika 100%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Tym, którzy lubią tę grę, podoba się też:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka