Resident Evil: Umbrella Chronicles (Wii)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka, Survival Horror Cechy gry: FPP
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 6 video, 1 recenzji, 2 newsów,
Zombiaki na celowniku
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Resident Evil to kura, która znosi złote jaja już grubo ponad 10 lat. W tym czasie na świat przyszło kilkanaście odsłon, nie zawsze w stu procentach wpisujących się w sztywne ramy konwencji survival horroru. Takim wybrykiem, swoistym skokiem w bok jest właśnie recenzowany dziś tytuł. The Umbrella Chronicles to celowniczek, a więc reprezentant gatunku, którego szczyty popularności przypadają na czasy dominacji ośmiobitowców i osiedlowych salonów gier. Czy w erze Crysisa i Gears of War tak trywialna, przyprószona siwizną formuła, jest w stanie przyciągnąć na dłużej do ekranu? O dziwo tak, trzeba tylko zadbać o kilka kluczowych elementów - ciekawe uniwersum, wybór odpowiedniej platformy i stojącą na odpowiednio wysokim poziomie realizację.
The Umbrella Chronicles nie opowiada nowej historii. Jest to produkcja o tyle charakterystyczna, że pozwala raz jeszcze przeżyć znane już scenariusze, uzupełniając stare wątki o wiele nowych ciekawostek i informacji. Biorąc pod uwagę niuanse fabularne, jakie w ostatnim dziesięcioleciu narosły nad światem spod szyldu Biohazard, spośród wszystkich japońskich horrorów omawiane uniwersum wydaje mi się najlepszą bazą dla tego rodzaju projektu.
Otrzymaliśmy tym samym produkt skierowany przede wszystkim dla oddanych fanów serii, którzy będą w stanie przetrawić skostniałą formułę i z niekłamaną przyjemnością powrócą na stare śmieci, odkrywając liczne smaczki. W ramach wspominek trafiamy m.in. do pociągu z RE: Zero, by w skórze Rebecci Chambers i Billy’ego Cohena raz jeszcze spenetrować wagony opętane przez truposzy. Nie mogło zabraknąć ponurej posiadłości z jedynki, a więc miejsca, gdzie wszystko się zaczęło; tu rzecz jasna przejmujemy kontrolę nad Jill Valentine i Chrisem Redfieldem. Kolejny rozdział opowieści rzuca nieco światła na epizod w Raccoon City z trzeciej odsłony. Wcielając się tym razem w Jill i Carlosa zawitamy między innymi na posterunek policji, by stanąć w szranki z pamiętnym Nemesisem, a po wszystkim wybieramy się z wycieczką na daleką mroźną północ, by oczyścić tajną bazę Umbrelli z pałętającego się tam ścierwa i twórczo przyczynić się do upadku korporacji. Z powyższych epizodów jedynie ostatni przedstawia sporo nowych, nieznanych wcześniej faktów.
Obok bohaterów i charakterystycznych miejscówek, powracają również stare maszkarony. Rola mięsa armatniego przypadła zwyczajowo wszelkiej maści zombiakom, ale nie mogło zabraknąć innych, równie dobrze nam znanych paskudztw. W takcie kilkugodzinnej eskapady stajemy w szranki między innymi z wyrośniętymi tarantulami, rozwścieczonymi psami, Lickerem czy Hunterem. Niezwykle zróżnicowana paleta przeciwników, ich animacja i wykonanie to zarazem najjaśniejszy punkt w temacie oprawy graficznej. Same tła wydają się już niestety dość nierówne, a tekstury w wielu miejscach są brzydkie i rozlazłe.
Jak na reprezentanta skrajnie trywialnego gatunku, The Umbrella Chronicles jest grą szalenie rozbudowaną. Kampania składa się z czterech opisanych powyżej scenariuszy, a w ramach każdego z nich pozostają jeszcze bonusowe misje do odblokowania, w których wcielamy się w dodatkowych bohaterów, jak choćby Alberta Weskera, który w przedstawionej opowieści odgrywa ogromną rolę i praktycznie przez całą grę przewija się gdzieś w tle. Na zaliczenie całej kampanii potrzeba około 7-8 godzin, co jest wynikiem dość imponującym, zważywszy na to, z jakiego rodzaju programem mamy do czynienia. Nieodłącznym elementem każdego poziomu są również wstawki Quick Time Events (szybko wciskamy wyświetlane przyciski bądź machamy kontrolerem) i walki z bossami. Ci ostatni są na ogół niezwykle wymagający, przez co starcia bywają długie, wyczerpujące, ale i piekielnie emocjonujące. Okazjonalnie pojawiają się również rozgałęzienia i możliwość wybrania jednej z dwóch ścieżek, co skłania do tego, by do danego rozdziału ponownie powrócić.
Decyzja o wydaniu gry wyłącznie na Wii wydaje się konceptem słusznym. Charakterystyczny sposób kontroli nadaje grze dodatkowego posmaku i sprawia, że to, co na klasycznym padzie mogłoby być mordęgą, w przypadku dzierżenia w łapach Wiilota staje się czystą przyjemnością. Choć zwyczajowo nasza rola ogranicza się jedynie do plucia ołowiem po okolicy, w przeciwieństwie do innych rail-shooterów, możemy nieznacznie poruszać kamerą (służy do tego Nunchuk), co przydaje się przy dokładniejszym przeczesywaniu okolicy w poszukiwaniu życiodajnych roślinek i amunicji.
Spluw mamy prawdziwe zatrzęsienie (strzelby, pistolety maszynowe, wyrzutnie rakiet, a nawet kultowe magnum), choć poszczególne egzemplarze odblokowujemy w trakcie zaliczania kolejnych epizodów, zaś na linii startu lądujemy jedynie z marnym pistoletem i jedną wybraną wcześniej bronią. Zgodnie z tradycją serii amunicja bywa towarem deficytowym, a w ostatnich rozdziałach opowieści zombiaki atakują dosłownie całymi hordami, dlatego też kwestią decydującą o naszym być lub nie być jest celne oko. Nie bez znaczenia jest również umiejętne dobieranie broni do aktualnego zagrożenia, a także korzystanie z granatów i wybuchowych przedmiotów znajdujących się w najbliższej okolicy. Pozytywnie zaskakuje interakcja w świecie gry. Sporą część obiektów można zdemolować, co ma nie tylko wymiar czysto estetyczny, jest to bowiem jedna z głównych metod pozyskiwania ukrytych dokumentów i inne drogocennych precjozów.
The Umbrella Chronicles jest produkcją zaskakująco dobrą, ale trudno nie odnieść wrażenia, że stworzoną wybitnie dla fanów serii. To swego rodzaju ukłon w stronę najbardziej oddanych maniaków. Odkrywanie smaczków i ponowne przeżywanie znanych doskonale przygód z nieco innej perspektywy zapewnia solidną dawkę emocji, będąc przy okazji ciekawym powrotem do przeszłości. Z drugiej strony można łatwo się zniechęcić dość ubogą oprawą graficzną, solidnie wyżyłowanym poziomem trudności i archaiczną formułą programu. Ja bawiłem się świetnie, ale jeśli świat korporacji Umbrella, zombiaków i rozprzestrzeniającego się wirusa nigdy nie był dla ciebie interesującym miejscem, możesz spokojnie odjąć punkt od oceny.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ przyjemny powrót na stare śmieci
+ zaskakująco rozbudowana
+ zabawa w stylu retro
+ gratka dla fanów
− czasem zbyt trudna
− rozlazłe tekstury
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 70%
Dźwięk 80%
Gameplay 80%
Postacie [6]
- Nazwa: Jill Valentine
- Typ: Osoba
- Nazwa: Carlos Oliveira
- Typ: Osoba
- Nazwa: Albert Wesker
- Typ: Osoba
- Nazwa: Billy Coen
- Typ: Osoba
- Nazwa: Rebecca Chambers
- Typ: Osoba
- Nazwa: Chris Redfield
- Typ: Osoba















