No More Heroes (Wii)
Premiera Świat - 1 grudzień 2007
Ocena użytkowników: dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 23 screenów, 7 video, 1 recenzji, 11 newsów,
Mistrz ze świetlówką
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Mimo to nie brakuje śmiałków, a jednym z nich jest Suda51. Znany z osobliwego killer7, japoński twórca gier powraca ze swoim nowym tytułem, exclusivem na Nintendo Wii. Panie i panowie, oto No More Heroes! Artystyczna, niestrawna papka czy wspaniałe dzieło? Przekonajmy się.
Otaku wrestler z wiązkową kataną
Poznajcie protagonistę - Travisa Touchdowna. Mieszka sobie w fikcyjnym, amerykańskim miasteczku o wdzięcznej nazwie Santa Destroy, jest otaku, lubi latynoski wrestling, zbiera karty z maskami wrestlerów i jest... zabójcą.
Został nim po zakupieniu na aukcji internetowej katany wiązkowej (beam katana). Mogliby to nazwać kataną świetlną, ale wtedy Suda51 zadławiłby się na śmierć pozwami od George'a Lucasa. Prawdę mówiąc i tak brak akcji prawniczej ze strony Lucasfilm jest dla mnie zadziwiający, bo owe katany są bardzo podobne do znanych z Gwiezdnych Wojen mieczy świetlnych i nawet wydają zbliżone dźwięki podczas wymachów. Zresztą nawiązań do opowieści o zmaganiach jasnej i ciemnej strony mocy, jak i wielu innych klasyków popkultury, jest w No More Heroes więcej.
Pewnego razu Travis przyjmuje zlecenie zabicia pewnego osobnika, który okazuje się znajdować na dziesiątym miejscu top 10 zabójców w Stanach Zjednoczonych. Po jego pokonaniu nasz zabójca-otaku wskakuje na jego miejsce, a wtedy nie pozostaje mu nic innego, jak piąć się na szczyt rankingu i stać się najlepszym, bo będąc na liście jest narażony na ataki innych zainteresowanych jego pozycją.
No More Heroes jest opowieścią o drodze Travisa do stania się najlepszym zabójcą w Stanach, do zajęcia pierwszego miejsca w tym osobliwym rankingu. Jego kontaktem z organizującym pojedynki Stowarzyszeniem Zabójców jest, nosząca stanik na wierzchu, Sylvia Christel, która od razu wpada naszemu protagoniście w oko, ale jej zimne zachowanie długo trzyma go na dystans.
Brzmi jak dziwaczna, odrealniona fabuła? To mało powiedziane, ale dopiero szczegóły ujawniają, jak osobliwa opowieść kryje się o podstaw No More Heroes.
Mieszanka gatunkowa
Konstrukcja rozgrywki zamknięta jest w powtarzający się cykl. Najpierw zdobywamy różnymi sposobami pieniądze, które należy wpłacić na konto Stowarzyszenia Zabójców. Owo wpisowe pozwala Travisowi przystąpić do pojedynku z osobnikiem, który zajmuje miejsce przed nim w rankingu. Po dokonaniu wpłaty otrzymujemy informację o lokalizacji kolejnego bossa, przebijamy się przez zastępy jego przydupasów, aby nareszcie móc zmierzyć się z nim i zająć jego miejsce. A potem cykl się powtarza, aż do momentu, gdy dotrzemy na szczyt.
Analiza tegoż cyklu pozwoli mniej więcej odpowiedzieć na pytanie z jakim gatunkiem gry mamy do czynienia. Tak naprawdę No More Heroes nie jest ani grą o otwartej strukturze w stylu GTA, ani chodzonym mordobiciem, ani jRPGiem, ani też zbiorem minigier. Jest jednocześnie tym wszystkim i czymś jeszcze. Mieszanka ta jest bardzo osobliwa, ale czyni to NMH grą jedyną w swoim rodzaju i możecie mieć pewność, że nie graliście jeszcze i nie zagracie w nic, co byłoby podobne do omawianego tytułu.
GTA: Santa Destroy
Santa Destroy jest otwartym miastem, po którym możemy się dowolnie poruszać przerośniętym motocyklem Travisa oraz pieszo. W pierwszej chwili nasuwa się skojarzenie z grami w stylu Grand Theft Auto, ale jest to asocjacja dość błędna. Tak naprawdę na terenie samego miasta nie dzieje się nic ciekawego, a motocykl jest jedynie metodą przemieszczania się z lokacji do lokacji, gdyż o jakichkolwiek pościgach czy wyścigach możemy zapomnieć.
Zresztą nie dziwne, bo model jazdy oraz kolizji jest zwyczajnie żenujący. Motocyklem steruje się nie najlepiej, wszystkie obiekty są fizycznie wielkimi sześcianami, więc nierzadko zahaczamy się o nie chociaż powinniśmy ledwo się otrzeć. A do tego Travis dość łatwo spada ze swojego stalowego rumaka, co kończy się zawsze taką samą, komiczną i przydługą animacją upadku oraz wstawania.
Dodatkowo Santa Destroy jest wyjątkowo mało interesującym miejscem z bladą, nieciekawą architekturą i brakiem jakichkolwiek charakterystycznych cech. Tak naprawdę momentami żałowałem, że twórcy nie zastąpili tego jeżdżenia po mieście listą lokacji, z której wybieralibyśmy, gdzie chcemy się udać i po jej określeniu automatycznie docieralibyśmy do celu. Pokonywanie tych samych tras na terenie monotonnego miasta jest wyjątkowo nudne.
Do roboty, panie zabójco!
Pierwszym krokiem na drodze do uzyskania przychodów jest znalezienie pracy. Travis, jak na prawdziwego zabójcę przystało, wsadza swoją katanę za pasek i... idzie do pośredniaka. Tam czekają na niego liczne, fascynujące zajęcia, które pozwolą mu zgromadzić nieco funduszy. Zbieranie kokosów, tankowanie samochodów na stacji benzynowej, sprzątanie śmieci, rozminowywanie plaży, koszenie trawników, łapanie bezdomnych kotów i wiele innych zajęć, którymi parać się będzie na swej drodze zawodowej profesjonalny morderca. Owszem, ta gra jest dziwna.
Wszystkie te prace przyjmują formę prostych minigier, które w większym lub mniejszym stopniu korzystają z ruchowych możliwości Wiilota. Śmieci podnosimy machnięciem kontrolera do góry, kosiarką sterujemy, wykręcając go na boki, bezdomne koty przyciągamy wabikiem poruszanym ruchami naszej ręki itd. Zabawy te są niestety dość proste i szybko się nudzą, ale na szczęście większość z nich musimy wykonać tylko raz przez całą grę, więc jeśli się nie spodobają, nie ma potrzeby się nimi katować, a przy pierwszym kontakcie jeszcze stanowią urozmaicenie.
Spa, siłownia i producentka katan
Zarobione pieniądze nie służą jedynie opłacaniu wpisowego przed kolejnymi walkami. Możemy też wydać je na treningi, które podniosą współczynniki Travisa, a konkretnie siłę odpowiedzialną za zadawane obrażenia i witalność pozwalającą wytrzymać więcej ciosów ze strony przeciwników. Dwie cechy to niewiele, ale tutaj w pełni wystarczają do tego, aby poczuć rozwój postaci, której skuteczność bojowa zmienia się pod wpływem zmiany tych współczynników.
Ponadto w toku gry mamy możliwość kupować nowe katany wiązkowe oraz ulepszenia do nich. Niestety, broni oraz ich modyfikacji jest niewiele, a zmiana wynikająca z tych zakupów jest najbardziej widoczna w warstwie wizualnej oraz, trochę, w skuteczności bojowej, ale jest to także elementem rozwoju postaci.
Pomniejsze zabójstwa
Po wykonaniu prostych, studenckich w swej stylistyce, prac otrzymujemy możliwość podjęcia się misji polegających na zabójstwach. Jeśli jednak oczekujecie tutaj rozrywki w stylu Hitmana czy nawet Assassin’s Creed to możecie się srodze zawieść. Misje te są raczej czymś w rodzaju wyzwań opartych na walce, które różnią się między sobą jakimiś pojedynczymi zasadami. Zazwyczaj trzeba zabijać przeciwników na czas, w niektórych zadaniach nie wolno otrzymać jakichkolwiek obrażeń, a w innych wrogowie mogą być uzbrojeni tylko w broń palną lub też kamera może ukazywać akcję... do góry nogami. Od czasu do czasu wykonujemy też misję, która może kojarzyć się z faktycznym zabójstwem, gdyż polega na wykończeniu w określonym czasie określonego przeciwnika otoczonego gęstym korowodem uzbrojonych kumpli.
Misje te, chociaż zasadniczo bardzo do siebie podobne, przynoszą sporo satysfakcji, a to głównie dzięki interesującej i przyzwoicie przygotowanej mechanice walki. Przyjrzyjmy się jej bliżej.
Świetlówką po łapkach
Walkę prowadzimy według dość prostych, ale nie całkiem typowych zasad. Przy użyciu przycisków na Wiilocie możemy wykonywać raniące uderzenia kataną oraz ogłuszające ciosy kończynami. Nasza broń sieczna może trafiać przeciwnika atakami niskimi lub wysokimi, co określa się trzymaniem kontrolera skierowanego końcem w górę lub w dół. Nasi przeciwnicy mogą blokować uderzenia na określonej wysokości, więc zmiana postawy nierzadko okazuje się konieczna.
Ataki mogą też być ładowane dłuższym przytrzymaniem stosownych przycisków, co umożliwia zadawanie większych obrażeń oraz zwiększa szansę ogłuszenia. Ogłuszonego przeciwnika można pochwycić w swe ramiona i zrobić mu krzywdę jednym ze znanych Travisowi chwytów wrestlingowych, jeśli tylko wykonamy Wiilotem oraz Nunchakiem wymachy zgodne z kierunkami wyświetlanymi na ekranie.
Przypomina to dość mocno znienawidzone Quick Time Events i trzeba przyznać, iż w No More Heroes jest ich całkiem sporo, ale wyjątkowo tutaj raczej urozmaicają one zabawę. Najczęściej widywanym QTE jest uderzenie końcowe. Kiedy oponentowi Travisa skończy się zdrowie, nasz bohater automatycznie wykonuje cios kończący życie przeciwnika. Aby go użyć, należy machnąć Wiilotem w kierunku wyświetlonym na ekranie, a protagonista wykona cięcie korespondujące ze wspomnianym wymachem.
Niby nic specjalnego, ale o dziwo ciosy zadawane fizycznym wymachem ręki są o wiele bardziej satysfakcjonujące. Ponadto nierzadko uderzenie kończące uśmierca lub powala przeciwników stojących w pobliżu atakowanego przez nas celu, co pozwala zabić wielu wrogów jednym ruchem nadgarstka. Trzeba przyznać, że takie multi-kille są bardzo przyjemne.
Jedna rzecz, która nie wydała mi się zbyt szczęśliwym pomysłem, to losowania jednorękiego bandyty, następujące na dole ekranu (!) za każdym razem, gdy uśmiercimy kogoś ciosem kończącym. Od czasu do czasu takie losowanie może uruchomić chwilowy tryb super mocy, który pozwoli wyciąć wielu przeciwników w kilka sekund. Wprowadzenie tak całkowicie losowej mechaniki do modelu walki nieco podkopuje jej zbalansowanie i odbiera graczowi poczucie, iż jego wyniki w grze naprawdę zależą od jego umiejętności.
Na szczęście te tryby super-mocy są przynajmniej bardzo stylowe i naprawdę dają na kilka sekund wrażenie nieskończonej potęgi oraz władzy nad życiem i śmiercią naszych wrogów. Chyba najbardziej podobała mi się moc nawiązująca do Gwiednych Wojen, o nazwie Ciemna Strona. Kiedy się ona uruchomi, obraz staje się monochromatyczny, a Travis podchodzi do przeciwników i zabija ich jednym, morderczym i niezwykle widowiskowym ciosem.
Wielkie Asasynacje
Kiedy uzbieramy dostatecznie dużo środków finansowych, opłacamy wpisowe i dostajemy namiary persony, która zajmuje miejsce przed nami w rankingu najlepszych zabójców. Potem już tylko musimy przebić się przez stada przydupasów bossa i możemy przystąpić do walki z nim.
Muszę przyznać, że te batalie z bossami to najlepsze, co No More Heroes ma do zaoferowania. Począwszy od przerywników filmowych przed i po walce, a na samym pojedynku kończąc. Suda51 stworzył galerię oryginalnych, barwnych i dziwacznych postaci, z których praktycznie każda jest interesująca. Moim ulubionym jest chyba Destroyman - parodia amerykańskiego superbohatera, który wygląda odrobinę jak Kapitan Ameryka, ale walczy przy użyciu wyjątkowo brudnych sztuczek i ma paskudny, kłamliwy charakter. Jak się nad tym bardziej zastanowić, to może to być jakaś złośliwa satyra na politykę zagraniczną USA i ich interesowny styl obrony reszty świata przed złem. Poza tym Destroyman strzela wielkim laserem... z krocza - z takim czymś nie ma żartów.
W całej tej galerii interesujących postaci spotkamy też śpiewającego kowboja z dwoma rewolwerami, bardzo złą dziewczynkę z kijem do baseballa, starszą panią z ogromnym działem laserowym na wózku z hipermarketu, uczennicę szkolną, która uznaje siebie za samuraja i wiele innych barwnych person. Przerywniki filmowe, prezentujące dialogi między Travisem i jego oponentami, są pełne delikatnych żartów, ironii, a czasem nawet dramatyzmu. Sama chęć obejrzenia tych cutscenek oraz zobaczenia kolejnych konkurentów protagonisty do tytułu najlepszego zabójcy popychała mnie do przechodzenia gry.
Same batalie też są świetne. Pomimo dość prostej mechaniki walki każdy kolejny pojedynek jest zupełnie inny, wymaga nauczenia się zestawu ciosów przeciwnika i odnalezienia słabych punktów w jego taktyce działania. Zazwyczaj polega to na poznaniu metod unikania ataków wroga oraz zadawania mu ciosów, kiedy się odsłoni, ale praktycznie każdy napotkany boss generuje dookoła siebie jakieś niezwykłe warunki, które trzeba uwzględnić, jeśli chce się przetrwać. Mogą to być wilcze doły, zdolność teleportacji oponenta czy konieczność chowania się do budynków podczas ostrzału prowadzonego przy użyciu ogromnego działa.
Trzeba przyznać, że walki z bossami nie są ani łatwe ani krótkie, a do tego nierzadko zginiemy wiele razy, zanim odnajdziemy sposób na danego delikwenta. Prawdę mówiąc, zdarza się, iż będziemy ginąć nawet po odnalezieniu właściwej metody, bo wprowadzenie planu w życie nie musi okazać się łatwe. Niemniej No More Heroes nie jest w tej kwestii bardzo frustrujące. Batalie z bossami nazwałbym raczej czymś w stylu satysfakcjonujących wyzwań. Są na tyle trudne, iż zwycięstwo przynosi sporo satysfakcji, ale porażki prawie zawsze uczą nas czegoś o przeciwniku, więc bardziej motywują do kolejnych prób, niż zniechęcają. Oto jak powinno się tworzyć wyzwania w grach.
To Travis, on ma styl
Trzeba przyznać, że grywalność w No More Heroes jest bardzo nierówna. Od totalnie spartaczonego zwiedzania otwartego miasta poczynając, a na świetnych bataliach z bossami kończąc - omawiany tytuł oferuje pełne spektrum jakości rozgrywki. Na szczęście, po słabych momentach zawsze przychodzą te dużo lepsze, więc gracz znajduje w sobie motywację, aby przegryźć się przez te bardziej nużące elementy gry.
Niemniej tam gdzie w NMH zawodzi grywalność, tam wchodzi styl i on zawsze robi wrażenie. Stylistyka całej gry jest naprawdę niesamowita. Świetne projekty postaci, genialne w swej prostocie dialogi, bardzo dobre głosy, wgryzająca się w pamięć muzyka elektroniczna z drobnymi, gitarowymi dodatkami oraz cała masa innych, stylowych smaczków, takich jak, na przykład, projekty katan wiązkowych. Wszystko to tworzy niesamowity, odrealniony klimat i sprawia, iż nie mamy ochoty opuszczać Santa Destroy. Jedyną słabością projektów w grze jest wizualizacja samego miasta, które jest nieciekawe i monotonne.
Fabuła No More Heroes jest dość osobliwym stworzeniem. Sama historia nie trzyma się za mocno kupy, wątki pojawiają się znikąd i to nawet w ostatniej minucie gry, a całość opowieści wydaje się dążyć donikąd. Co nie znaczy, że NMH jest słabe fabularnie. Tak naprawdę prezentowana historia pełna jest ironii i ośmiesza wiele wad, które napotykamy w innych fabułkach, a czasem wprost puszcza oko do gracza, zmuszając bohaterów do burzenia czwartej ściany i przyznawania się na głos do świadomości występowania w grze.
Jest to chyba jedyny tytuł, w którym kończące opowieść zawieszenie akcji w kulminacyjnym momencie w ogóle mnie nie zdenerwowało, a to dlatego, iż obecny tu cliffhanger jest niczym innym, jak żartem z cliffhangerów obecnych w innych grach. Cały ten delikatny, sugestywny humor podany jest w wyjątkowo smakowity sposób, co sprawia, iż bardzo ucieszyłem się na wieść o tym, że Suda51 pracuje już nad kontynuacją No More Heroes.
Smakowita osobliwość z łyżką dziegciu
No More Heroes jest grą nierówną. Bardzo dobre rozwiązania mieszają się w niej z rozwiązaniami wyjątkowo słabymi, ale wszystko to przygotowane zostało z takim smakiem i jest tak pełne klimatu, iż ciężko jest mieć do NMH pretensje o jego błędy. Nie mogąc się zdecydować, czy omawiany tytuł jest chodzonym mordobiciem, klonem GTA, zbiorem minigier czy może grą przygodową - nie potrafię też stwierdzić do kogo właściwie jest skierowana ta produkcja.
Z pewnością mamy do czynienia z tworem osobliwym i jedno jest pewne: jest to rzecz niepodobna do czegokolwiek innego. Chociażby dlatego warto w to zagrać, gdyż jeśli ominiemy ten tytuł to nie doświadczymy już nigdy niczego podobnego.
Za to, że nie mogłem oderwać się od No More Heroes przez 14 satysfakcjonujących godzin, w trakcie których ukończyłem ten tytuł, produkcja Suda51 dostaje ode mnie bardzo mocne 8 na 10. Teraz czekam na kontynujację, która ma nosić podtytuł Desperate Struggle.
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ prosty, ale oryginalny system walki
+ niesamowite projekty postaci
+ wspaniała stylizacja i klimat
+ auto-ironiczna fabuła
+ popkulturowe odwołania
+ jedyne w swoim rodzaju doświadczenie
+ oryginalna mieszanka gatunkowa
− bardzo słaba eksploracja miasta
− bezpłciowy projekt aglomeracji
− średnie minigry
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 80%
Dźwięk 90%
Gameplay 70%
Praca na zlecenie
przez
quaz
Deathmatch 100
przez
quaz
Trailer Japoński
przez
Kaiser
quaz: Ładowanie katany (Wii)
quaz: Travis i jego ciuchy (Wii)
quaz: Którą katanę zabrać ze sobą? (Wii)
quaz: Rzeź ludzi piasku (Wii)
Najlepsze gry
-
1.
Drakensang: The River of Time
RPG
Dodatek do staroszkolnego cRPG w niemieckim stylu.
-
2.
Amnesia: The Dark Descent
Przygoda
Ambitny projekt, wielkie nadzieje, zapewne kiepska sprzedaż.
-
3.
Dead Rising 2
Akcja/Arcade
Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.
-
4.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
5.
Sid Meier's Civilization V
Strategia
Piąty raz turowo podbijemy świat.
-
6.
StarCraft II: Wings of Liberty
Strategia
Powtórka z rozrywki w stylu Blizzard.
-
1.
Dead Rising 2
Akcja/Arcade
Masowa rozwałka zombiaków po raz drugi.
-
2.
Guitar Hero: Warriors of Rock
Akcja/Arcade
Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.
-
3.
Kane & Lynch 2: Dog Days
Akcja/Arcade
Psychol i ponurak powracają nadzy i skąpani we krwi.
-
4.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
5.
Super Street Fighter IV
Akcja/Arcade
Rozszerzenie podstawowej wersji Street Fighter IV to nowi zawodnicy, areny ...
-
6.
Tom Clancy's H.A.W.X. 2
Symulator
, Akcja/Arcade
Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.
-
1.
Demon's Souls
RPG
, Akcja/Arcade
Genialny klasyczny hack&slash po japońsku.
-
2.
Guitar Hero: Warriors of Rock
Akcja/Arcade
Najmocniejsze muzycznie Guitar Hero w historii serii.
-
3.
Ratchet & Clank Future: A Crack in Time
Akcja/Arcade
Kolejna odsłona zwariowanej gierki dla starych i młodych.
-
4.
Yakuza 3
Akcja/Arcade
, Przygoda
Kolejna odsłona sagi o japońskiej mafii.
-
5.
Tom Clancy's H.A.W.X. 2
Symulator
, Akcja/Arcade
Dogfighty i epickie powietrzne batalie spod znaku kropek.
-
6.
Mafia 2
Akcja/Arcade
Sequel świetnego sandboksa w gangsterskich klimatach.
-
1.
N.O.V.A.
Akcja/Arcade
Wyobraźcie sobie Halo, ale na iPhone.
-
2.
Dungeon Hunter
RPG
, Akcja/Arcade
Diablo w wersji Gameloftu.
-
3.
Plants vs. Zombies
Strategia
Tower defense z zombiakami w roli głównej.
-
4.
Hero of Sparta II
Akcja/Arcade
Druga część przygód xeroboja Kratosa.
-
5.
Street Fighter IV
Akcja/Arcade
Mobilna wersja najlepszego mordobicia ostatnich lat.
-
6.
Spore Creatures
Akcja/Arcade
Spore Creatures, takie jakie znamy z DSa.

