God of War: Chains of Olympus (PSP)
Premiera Świat - 4 marzec 2008
Ocena użytkowników: bardzo dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Platformy:31.32 zł
Na tę platformę mamy: 14 screenów, 6 video, 3 recenzji, 3 newsów,
Kratos wciąż nie ma sobie równych
[ zobacz inne recenzje 3 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Historia cyklu jest może krótka, ale nie znajdziemy w niej ciemnych kart. I choć do shlasherów specjalnie wiele nowego nie wnosi (jeśli w ogóle), proste i przejrzyste zasady, jakimi rządzi się ten gatunek, wykorzystuje i spaja w niezwykle efektowny, grywany i szokujący swym rozmachem koktajl. Pierwsza część okazała się tąpnięciem na tyle silnym, że nawet ojcowie Dantego musieli poczuć oddech konkurencji na karku. I słusznie, bo zdaniem wielu wraz z nadejściem Kratosa, pojawił się nowy król na tronie. Koronę i berło wytrąciła mu dopiero kontynuacja, zgodnie okrzyknięta przez branżę ostatnią wielką produkcją stworzoną dla odchodzącej na zasłużoną emeryturę konsoli Sony.
Zakapior pełną gębą
Jako, że mamy do czynienia z prequelem, fabuła przedstawiona w najnowszej odsłonie cofa nas niejako do korzeni, będąc zarazem ciekawym uzupełnieniem historii znanej z poprzednich osłon. Główną personą dramatu jest oczywiście Kratos, największy kozak od czasów, gdy do świata gier zawitał Dante. Nie ma jednak większego sensu porównywać tych jegomości. O ile bohater DMC to luzak, typ cwaniaczka, który kpi sobie z wrogów i nawet w chwili robienia szaszłyków z największych bestii nie pozbywa się maski wesołka, tak oblicze Kratosa wyraża już zgoła odmienne emocje. To typ gościa, którego z pewnością nie chciałbyś spotkać w ciemnym zaułku. Wiecznie wkurzony, wiecznie w podłym nastroju, wiecznie skąpany we krwi swoich wrogów.
Nie psuć tego, co jest dobre
Filozofia rozgrywki zanadto się nie zmieniła. Bo i co tu zmieniać? Ma być krwisto, efektownie i dynamicznie, zaś sama walka piekielnie satysfakcjonująca, a zarazem na tyle intuicyjna, by nie sprawić większych problemów nawet tym graczom, którzy odpadali w starciu z Devil May Cry. Przepis wydawałoby się niezwykle prosty, ale historia uczy, że niewielu potrafiło go przekuć w rzeczywisty sukces. Tym razem jednak się udało. Po raz trzeci z rzędu.
Ostrza na łańcuchach nieustannie wirują, Kratos kroi wrogów aż miło, wbija ich w glebę, a to, co odstaje, urywa w akompaniamencie zalewającej ekran posoki. Nasze oczy cieszy niezwykła dynamika, świetna animacja i stężenie brutalności, którego na próżno szukać u konkurencji. A najfajniejsze w tym jest to, że wszystkie te ekwilibrystyczne figury wykonujemy w locie, bez konieczności zakuwania po nocach co trudniejszych combosów. W rolę Kratosa wczuwamy się niezwykle szybko, bo sterowanie jest przemyślane i proste do opanowania. Łatwo odnajdą się tutaj również ci gracze, którzy mają za sobą poprzednie odsłony serii. Pomimo konieczności wprowadzenia kilku drobnych zmian, w kieszonkowego GoW-a gra się niemal tak samo, jak z pomocą konsolowego pada. Największą niedogodnością są chyba uniki, za które odpowiadała prawa gałka analogowa. Tutaj z oczywistych względów trzeba ją było czymś zastąpić.
Jak kończyć, to z przytupem
Nie zmienił się również chyba najbardziej charakterystyczny element serii ? efektowne wykańczanie nawet pomniejszych przeciwników. W przypadku pospolitego mięsa armatniego wystarczy złapać delikwenta, jednakże każda potężniejsza kreatura wymaga nieco większego wysiłku. Gdy już obijemy przeciwnika jak należy, możemy go wykończyć, wykorzystując standardowy wachlarz ciosów, lub skorzystać z kuszącego "kółka", migoczącego nad jego głową. Z jego pomocą uruchamiamy sekwencję, w której w równie krwawy co widowiskowy sposób dobijamy gadzinę.
To samo zresztą tyczy się również bossów (niestety, nie ma ich tutaj zbyt wielu). Walka z takowymi jest dwufazowa - najpierw przystępujemy do rytmicznego obijania mordy (przepraszam za mój francuski), później przychodzi pora na efekciarskie dobijanie dziada. Im silniejsze bydle, tym sekwencja wyświetlanych klawiszy (QTE) jest dłuższa, ale i wieńcząca walkę scenka bardziej widowiskowa. To, co wyczynia Kratos, momentami wypala oczy i, szczerze powiedziawszy, warto przejść grę chociażby dla samych finiszy.
Ewolucja to podstawa
Zgodnie z filozofią poprzednich odsłon, w trakcie swej przygody Kratos nieustannie ewoluuje, ucząc się nowych umiejętności, bądź rozwijając już posiadane. Ta sama zasada tyczy się również broni białej. Co prawda mocno ograniczono dostępny asortyment (większą część gry zaliczamy jedynie z pomocą sławetnych Ostrzy Chaosu), ale, szczerze powiedziawszy, zupełnie mi to nie przeszkadzało.
Zbieramy też orby, które w zależności od koloru, uzupełniają nam utracone punkty zdrowia (zielone) lub pasek energii magicznej (niebieskie), niezbędnej do korzystania ze zdobywanych w trakcie rozgrywki mocy specjalnych. Trzecim rodzajem orbów są czerwone - i te występują w największej ilości. Inwestując zdobyte punkty levelujemy na kolejne poziomy doświadczenia, rozwijając tym samym zdolności bohatera. Dzięki temu rzucony czar ma większą siłę rażenia, zaś z pomocą broni możemy wywijać nowe, bardziej wymyślne combosy. Z wcześniejszych odsłon ostały się również Pióra Feniksa i Oczy Gorgony, które po skompletowaniu wymaganej ilości wydłużają na stałe pasek życia i many bohatera.
Krok naprzód czy raczej wstecz?
Sam nie wiem, czego mi tak naprawdę tu brakowało, bo czegoś na pewno. Choć Chains of Olympus jest jedną z najlepiej prezentujących się gier akcji dostępnych obecnie na PSP, ze starszymi braćmi wydanymi na poczciwą czarnulę tak do końca równać się nie może. ChoO nie jest już tak epicki i monumentalny, chociażby biorąc pod uwagę same miejscówki. Byśmy się dobrze zrozumieli ? wyglądają obłędnie, ale rozmachu, z jakim zostały zbudowane Ateny czy Świątynia Pandory z wiekowej już jedynki darmo tu szukać. Architektura wciąż zapiera dech w piersiach, ale pełni rolę już tylko i wyłącznie tła, bo na planie pierwszym cały czas poruszamy się po etapach zbudowanych wedle stosunkowo prostych schematów. Trochę po macoszemu potraktowano również elementy logiczne, których w poprzednich odsłonach było całkiem sporo i stanowiły świetnie uzupełnienie dla krwawej łaźni. Tutaj miłośnicy kombinowania nie znajdą zbyt wielu okazji do ruszenia głową.
Nie zmienia to rzecz jasna faktu, że wciąż mamy do czynienia z wybornym, niezwykle ostro przyprawionym daniem, od którego wręcz nie sposób się oderwać. I tutaj wychodzi na wierzch największa wada tej produkcji - długość kampanii. Nim na dobre rozsmakowałem się w krwi wrogów, GoW bezczelnie się... skończył. Tak po prostu, po niespełna pięciu godzinach zabawy, z czego sporo zeszło na podziwianie widoczków. Na otarcie łez pozostają nam dodatkowe, dość wymagające wyzwania i kilka pomniejszych, równie sympatycznych bonusów czekających na odblokowanie.
Gdyby nie była to produkcja tak diabelnie wciągająca, być może serwowałbym ją sobie na raty i zabawy wystarczyłoby na dłużej. Jednakże raz odpalona wciąga do tego stopnia, że w ukończeniu gry za jednym posiedzeniem przeszkodzić ci może jedynie wyczerpana bateria. Tym niemniej warto. Każda platforma sprzętowa posiada w swej bibliotece takie pozycje, które po prostu trzeba znać. PSP nie jest tutaj wyjątkiem, czego Chains of Olympus najlepszym dowodem.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ najładniejsza gra na PSP
+ Kratos wciąż nie ma sobie równych
+ proste i intuicyjne sterowanie
+ nie odejdziesz, póki nie ukończysz
+ niezwykle krwawa i satysfakcjonująca rozgrywka
+ dodatkowe bonusy
− skandalicznie krótka
− brak epickości i rozmachu z odsłon wydanych na PS2
Ocena wszystkich
recenzentów
8.7
Grafika 100%
Dźwięk 90%
Gameplay 83%
KoZa: Morderczy wir (PSP)
KoZa: Romantyczny widoczek (PSP)
KoZa: Hm, naprawdę nie chciałem tego podpalić... (PSP)
KoZa: Zaraz ktoś zginie (PSP)
Postacie [1]
- Nazwa: Kratos
- A.K.A.: Ghost of Sparta
- Typ: Osoba







