Grand Theft Auto: Vice City Stories (PSP)
Premiera Świat - 31 październik 2006 Premiera Polska - 10 listopad 2006
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Rockstar Leeds Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Rockstar Games
Gatunek: Akcja/Arcade Cechy gry: Free Roam
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 40 screenów, 5 video, 1 recenzji,
Welcome back, Vice City!
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Szychu
Szychu
Vice City Stories, bo tak nazwana została druga z gier osadzonych w tytułowym mieście kobiet z palemką i drinków w bikini (czy jakoś tak), to produkcja zespołu Rockstar Leeds, której doświadczyć mogą niestety tylko posiadacze PlayStation 2 oraz PSP. Mnie dane było przetestować ją na kieszokonsolce Sony i już teraz, bez wahania, mogę powiedzieć, że miniaturowy wymiar w żaden sposób nie ujmuje jej chwały, charakteryzującej całą serię. To kolejna pełnoprawna odsłona GTA ze wszystkimi tego konsekwencjami (oczywiście pozytywnymi - czy Rockstar kiedykolwiek nas zawiódł*?)
Fabularnie VCS jest prequelem i osadzona została w 1984 roku, a więc na dwa lata przed wydarzeniami z oryginalnego Vice City. Tym razem przychodzi nam wcielić się w rolę dwudziestoośmioletniego Victora Vance’a, który oprócz bycia żołnierzem US Marine jest... tak, tak... bratem Lance’a Vance’a. Tego samego Lance’a, który odegra potem (niejedną) ważną rolę w życiu Vercettiego. Ale to nie młodszy z braci gra tutaj pierwsze skrzypce, choć w dużym stopniu ma wpływ na rozwój akcji. Historia skupia się przede wszystkim na Victorze, jego życiu i jego problemach. Ten zaś, na skutek nieszczęśliwego zbiegu okoliczności oraz (nie)skromnego udziału w incydencie swojego przełożonego, zostaje zwolniony z wojska i z niczym trafia na ulicę. Zanim cokolwiek osiągnie, będzie musiał nauczyć się praw rządzących Vice City, a droga ta nie będzie łatwa.
Historia zaserwowana nam w VCS absorbuje. Naprawdę wystarczy kilka godzin, by znów wsiąknąć w ten świat, poczuć ten klimat. Czy to za sprawą barwnego głównego bohatera i nie mniej kolorowych postaci pobocznych? Zapewne, wszak do tego zdążył przyzwyczaić nas R*. Nie jeden raz przyłapałem się na tym, że z niekłamanym zaangażowaniem śledzę losy Vica, utożsamiając się z nim i przeżywając to, co on. Nareszcie trafia nam się bohater, który nie jest przestępcą czy gangsterem z natury - koleje losu zmuszają go, by postąpił tak, a nie inaczej. A jako, że prequel zobowiązuje, oprócz świetnego protagonisty dostajemy prawdziwą galę dobrze znanych osobistości. Powraca lubujący się w broni Phil Cassidy (choć tym razem nieco ważniejsza będzie jego siostra), szef kubańskiego gangu i właściciel kafejki Umberto Robina, rezydujący w willi na Starfish Island - Ricardo Diaz oraz wielu innych. To za ich sprawą jesteśmy w stanie wykrzyczeć: "Tak! Właśnie do tego Vice City chciałem/am powrócić!".
Sama rozgrywka prezentuje się zacnie. Bardzo dużo misji osi fabularnej i cała masa pobocznego contentu pozwalają na dobrą zabawę przez długie godziny. Będziemy kraść, jeździć, niszczyć, wysadzać, eskortować i zastraszać. R* nie pierwszy raz zadbał, by poszczególne zadania nie raziły powtarzalnością, a co za tym idzie - by nie wkradała się monotonia. I choć główny wątek da się ukończyć w kilkanaście godzin, wspomniane przeze mnie dodatki zdrowo wydłużają żywotność produkcji. Misje karetką, wozem strażackim, czy radiowozem to klasyka, lecz zadania fire-copter i air ambulance to całkowita nowość. Nowy jest także tryb Empire Building, który pozwala nam przejmować różne biznesy w mieście i generować z nich przychód. Jak dla mnie to duży skok w porównaniu do tych kilku zarabiających dla nas miejsc z oryginalnego VC (tutaj na szczęście nie trzeba samodzielnie zbierać pieniędzy, automatycznie wpadają na nasze konto każdego dnia), ale niekoniecznie w dobrą stronę. Bo o ile samo przejmowanie budynków i lokali może sprawiać frajdę, to nieustanna ochrona interesu i ataki wrogich grup w najmniej oczekiwanym momencie nieco frustrują. Na szczęście nie jest to specjalnie do szczęścia potrzebne, więc ja, mając już jako takie zaplecze finansowe, najzwyczajniej w świecie sprawę z EB olałem.
Jeśli chodzi o inne nowości to wprowadzono do gry wiele pomniejszych, ale znacząco wpływających na rozgrywkę innowacji (patrząc głównie przez pryzmat Vice City). Dla przykładu, teraz po śmierci, czy aresztowaniu mamy możliwość wykupienia za niewysoką kwotę posiadanej przez nas broni, która w innych częściach przepadała bezpowrotnie. Victor Vance potrafi też pływać, czego na pewno brakowało w VC. Mamy dostęp do skuterów wodnych, nowych broni i (chyba jedna z ważniejszych i w sumie już nie taka mała rzecz) trybu multiplayer. Tego niestety nie dane było mi przetestować, także z recenzenckiego obowiązku odnotowuję tylko, że jest i zapisuję grze na plus.
O oprawie słów kilka, grafika zaliczyła bowiem sporo zmian i szlifów. Dodano mnóstwo neonów, zmodyfikowano wygląd niektórych miejsc, poprawiono efekt wody, a przede wszystkim wschodów i zachodów słońca. Miasto nabrało żywszych kolorów i jeszcze bardziej przypomina słoneczne Vice, jakie chętnie zobaczylibyśmy w prawdziwym świecie. Różni się też od oryginalnego VC układem części budynków (zdarza się, że zamiast dobrze znanej nam miejscówki jest... plac budowy), ale nie są to zmiany kolosalne. Dużo ładniej z kolei wyglądają przemodelowane samochody, motocykle (zmieniony system jazdy jednośladem cieszy), helikoptery. Grę wzbogacono także o wiele nowych animacji (sam Victor dla przykładu potrafi nieźle dokopać i to na różne sposoby, będąc nieuzbrojonym). Można by rzec, że to stare Vice City na naprawdę konkretnych sterydach i nie odbiec zbytnio od prawdy.
Co więcej, same przerywniki filmowe to istny majstersztyk, choć nie jest to już (przynajmniej nie w całości) zasługa oprawy. Dość powiedzieć, że animacje bohaterów całkiem dobrze współgrają z genialnymi dialogami i przemyślanym scenariuszem, a my otrzymujemy mieszankę, która bawi i pomaga wsiąknąć w klimat. Zresztą nie nazywałoby się to GTA, gdyby gra nie epatowała ukrytym humorem, licznymi gagami i smaczkami. Cóż, esencja twórczości panów z R*.
A audio?! Paaanie, przecie to Rockstar. Klasa sama w sobie. W Vice City Stories powracają znane z oryginału stacje radiowe zapełnione całkiem nową i odświeżoną tracklistą. Usłyszymy takich wykonawców jak Scorpions, Depeche Mode, Foreigner, Dio, a nawet Phila Collinsa. Jakby tego było mało, podczas gry osobiście spotkamy się ze wspomnianym muzykiem, by odegrać krótki epizod związany z jego koncertem w Vice (kolejny smaczek od R*). Inną fajną i godną uwagi sprawą są, hm... jakby to nazwać - misje audio-skryptowane :P O co chodzi? Konkretnej misji/pościgowi/ucieczce towarzyszy konkretny utwór, który w przeciwieństwie do losowo wybranej piosenki z radia, nadaje zadaniu rozmachu i filmowości. Warto zwrócić na to uwagę, niby nic, a sprawia frajdę (choć pojawia się tylko w kilku ważniejszych misjach). Nie chce mi się jakoś bardzo rozwodzić nad wspaniałością oprawy muzycznej, bo to nic innego, jak wypracowana przez lata marka. Powiem tylko, że w mym osobistym przekonaniu (zresztą jak prawie w każdej części GTA) zasługuje ona na osobne wyróżnienie. Tu szczególnie, za znakomite podtrzymywanie klimatu lat 80tych. I’m a Lance Vance Dance, baby!
Jeżeli chodzi o technikalia (jako, iż cały czas mówimy o wersji na PSP), jestem pod dużym wrażeniem dla pracy ekipy z Rockstar Leeds. Choć zaznaczyłem to na początku, chętnie się powtórzę. Gra mieszcząca się w naszej kieszeni może śmiało stanąć w szeregu z pozostałymi częściami serii. Możliwości PlayStation Portable zostały wykorzystane w maksymalnym stopniu, co z dumą widać i... niestety widać. A skąd to niestety? Cóż, rozmach oprawy osiągnięto kosztem płynności, także zdarzają się trwające ułamki sekund zawiaski, klatkowanie i doczytywanie tekstur (krótkie, ale dosyć częste). Nie przeszkadza to zbytnio w rozgrywce, nie jest też specjalnie uciążliwe. Ot, cena za sposobność pogrania w pociągu czy tramwaju. Oczywiście prawdziwy maniak GTA nawet nie zwróci uwagi, ale dla pozostałej części graczy drobny niesmak pozostaje.
Chyba pora na podsumowanie. Otóż Vice City Stories to doskonały prequel historii opowiedzianej w VC i równie świetna gra, jako osobny produkt. Pozycja obowiązkowa dla każdego posiadacza PSP i na pewno godna zaliczenia przez prawdziwego fana serii. Znajdziemy tu wszystko, za co wielbimy Rockstar i jeszcze trochę. Przyjemną, nienużącą, wielogodzinną rozrywkę, jaką znamy i kochamy. Więc jeśli oddalibyście wiele, by ponownie trafić do Vice, nie ma nad czym się zastanawiać i rozwodzić. Łapcie się za VCS - nie tylko przeżyjecie TO na nowo, ale może rozbudzicie w sobie dawną miłość na tyle, że nie będzie dla was niespodzianką, gdy w GTA V ponownie traficie do... ;)
* pecetową konwersję GTA IV i brak takowej w przypadku RDR pomijamy milczeniem, a z wypowiedziami na temat Maxa Payne'a 3, poczekajmy do premiery :D
recenzja dodana przez:
Szychu
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Powrót do Vice City!
+ Fabuła
+ Klimat
+ Cała plejada znanych postaci
+ Soundtrack
+ Multiplayer
+ GTA "w kieszeni"
− Spadki płynności
− Tryb Empire Building
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 80%
Dźwięk 100%
Gameplay 90%
m461k: To jest życie! (PSP)
m461k: -Ja rezerwuję nerkę, - [głos z za kulis] A ja wątrobę! (PSP)
m461k: Vice city downtown (PSP)
m461k: Idę się utopić (PSP)











