Medal of Honor: Heroes (PSP)
Premiera Świat - 23 październik 2006 Premiera Polska - 24 listopad 2006
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: EA Canada - Team Fusion Wydawca: Electronic Arts
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Wojenna, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 8 screenów, 1 recenzji,
Losy wojny w twoich rękach
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Wieki temu ukazał się cudak o nazwie MoH: Underground na GBA. Byśmy się dobrze zrozumieli - tak, to też był FPS. Prezentowany przezeń poziom pominę łaskawie milczeniem (średnia ocen w Sieci oscylująca w granicach 50% mówi sama za siebie). Bez obaw jednak, PSP i możliwości, jakie oferuje, to zupełnie inna bajka. Tu prawdopodobieństwo stworzenia dobrego, grywanego i w dodatku ładnego FPS-a jest naprawdę spore.
Szybko
Heroes oferuje rozgrywkę podzieloną na 3 kampanie. Teatrem naszych zmagań są Włochy, Holandia i Belgia. Na każdy z wyżej wymienionych przypada po 5 misji. Łatwo więc policzyć, że otrzymujemy 15 odrębnych zadań. Czy to dużo? Niestety nie. Choć początkowo gra może wydać się rozbudowana, szybko dochodzi do nas, że większość misji zaliczamy w góra kilkanaście minut. Inaczej zresztą się nie da, bowiem w wielu przypadkach musimy się zmieścić z wykonaniem zadania w sztywno określonym limicie czasowym. W ogólnym rozrachunku całą grę można zaliczyć w 3, góra 4 godziny.
Prosto
Mamy tu do czynienia z misjami dwojakiego rodzaju. Pierwsze raczej nikogo nie zaskoczą. Z punktu A udaj się do punktu B, zabierz co trzeba, biegiem do punktu C, podłóż ładunki, a potem kolejno D, E i tak dalej. Standard. Zadań drugiego typu jest więcej i prezentują trochę ciekawsze rozwiązania. Mamy kilka newralgicznych miejsc na mapie, nad którymi trzeba przejąć kontrolę. W określonym punkcie (może to być plac, most, lub wąska uliczka, bez znaczenia) widnieje flaga. Wystarczy postać tam chwilę (określoną przez pojawiający się na ekranie wskaźnik), odeprzeć zmasowany atak przeciwnika i oczywiście przeżyć, a teren zostaje przejęty. I tak do znudzenia, w kilku miejscach na mapie. Te co prawda nie są zbyt rozległe, ale charakteryzują się otwartą strukturą, więc kolejność zaliczania poszczególnych punktów zależy tylko i wyłącznie od własnego uznania. Pamiętać jednak trzeba, że czasem wróg potrafi odbić zdobyty przed chwilą posterunek, więc lepiej nie spuszczać oka z radaru, na którym zaznaczono wszystkie cele misji.
Bywa również, że ganiamy od jednego miejsca do drugiego nawet po kilka razy, gdyż dany punkt trzeba utrzymać przez dłuższy czas, a nie jest to możliwe za jednym zamachem, bo opuszczony przed chwilą posterunek na nowo zostaje zdobyty przez wroga. Trochę zamotałem, ale gwarantuję, że zasady są proste. Może aż nazbyt proste. Za pierwszym, drugim, a nawet trzecim podejściem zabawa jest przednia. Jednak już pod koniec zaliczałem kolejne etapy bardziej z rozpędu niż autentycznego zaangażowania. Zmienia się bowiem tylko teren działań, cała reszta w ogólnym zarysie pozostaje bez zmian. Sytuacji nie ratują również cele podrzędne, gdyż i tych nie brakuje. Ograniczają się jednak do klasycznego "pójdź, zabierz i nie daj się zabić", więc trudno doszukiwać się w nich jakiejś ciekawej alternatywy.
Dynamicznie
Co istotne, w boju zawsze towarzyszą nam inni żołnierze. Co prawda są to skończeni idioci, którzy gubią się niemal na każdym kroku, ale jeśli przypadkowo nie utkną gdzieś z tyłu, czasem nawet potrafią uratować nam tyłek. Tym niemniej nie radziłbym zbytnio liczyć na ich wsparcie, znacznie lepszym i bezpieczniejszym rozwiązaniem jest wzięcie odpowiedzialności we własne ręce i likwidowanie nadbiegających gęsiego wrogów samemu. Inna sprawa, że w szeregach przeciwnika również nie znajdziemy raczej przejawów inteligencji i instynktu samozachowawczego. Wróg pcha się pod celownik aż miło, więc o naszym być lub nie być decyduje jedynie nadmierna liczba wrogów (czasem wysypują się zza winka niczym potwory w Serious Samie) oraz nieco toporne sterowanie. To ostatnie zresztą samo w sobie złe nie jest, po prostu taki już urok grania w FPS-a na przenośnej konsoli. Trzeba się do tego przyzwyczaić i koniec. Jeśli to twoja pierwsza gra tego typu na PSP, zgony mogą być dosyć częste.
A do tego całkiem ładnie
Co jeszcze zostało do omówienia? Warto wspomnieć chociaż w jednym zdaniu o wizualnej stronie programu. Oprawa jest całkiem do rzeczy, choć jakość niektórych tekstur pozostawia wiele do życzenia. Większość map została zaprojektowana ciekawie i jak wspomniałem, w ich obrębie mamy niemal pełną swobodę poruszania się. Co równie istotne, są one także dość zróżnicowane pod względem ukształtowania terenu, a nawet warunków atmosferycznych, czy pory dnia. Czasem walczymy po zmroku, czasem w dzień, raz w pełnym słońcu, innym znów razem okolicę nawiedza ulewny deszcz. Do wyboru, do koloru.
Medal of Honor Heroes z całą pewnością nie jest szczególnie wybitnym osiągnięciem w historii serii. Mogę z miejsca podać choćby tuzin lepszych i ładniejszych zręcznościówek na PSP. Co nie znaczy jednak, że nie warto się tym tytułem zainteresować. Co prawda stosunek ceny do długości oferowanej rozgrywki jest koszmarny, ale przecież na singlu sprawa się nie kończy. Gra oferuje również rozgrywki sieciowe, w których boje toczyć może aż 32 graczy jednocześnie w 6 zróżnicowanych trybach. Jest w czym wybierać.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ przyzwoita oprawa audiowizualna
+ 3 różne kampanie
+ walczymy zawsze w drużynie
+ niezły multi
− szalenie krótka w singlu
− mizerne AI
− wtórność
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 70%
Dźwięk 70%
Gameplay 70%
E. Siekiera: Bodaj jedna z trudniejszych misji (PSP)
E. Siekiera: Boje toczymy również zimą (PSP)
E. Siekiera: Jedno z bardziej urokliwych miejsc w całej grze (PSP)
E. Siekiera: Nocny wypad na plażę (PSP)















