Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Resistance 2 (PS3)

Lubię to! 3

Premiera Świat - 7 listopad 2008 Premiera Polska - 28 listopad 2008

Ocena użytkowników: bardzo dobra

3 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Insomniac Games Dystrybutor: Sony Computer Entertainment Polska Wydawca: Sony Computer Entertainment

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 27 screenów, 8 video, 1 recenzji, 14 newsów,

« Powrót do listy recenzji

Pełna rehabilitacja

[ + dodaj własną recenzję ]
Recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Tego właśnie oczekuję, zasiadając do FPS-a lansowanego na absolutnego hiciora, za którym stoi ogromny budżet i jeszcze większa kampania reklamowa. Nie chcę przełomu, artyzmu i sztuki przez duże S. Wiem, że niewiele tytułów będzie mi w stanie to zapewnić. Spodziewam się jedynie wodotrysków, adrenaliny, nieustannej akcji, wielkich spluw i jeszcze większych bydlaków po drugiej stronie celownika.

Eugeniusz Siekiera

Jedynka w tym względzie zawodziła, przynajmniej oceniając ją przez pryzmat przedpremierowych obietnic. Nie chodziło rzecz jasna o to, by wyznaczała nowe standardy i wprowadzała rewolucje, których tropem podąży reszta branży. Zależało mi jedynie na rozmachu, który wgniecie mnie w fotel i sprawi, że poczuję moc nowej generacji konsol. Tego mi brakowało w pierwszej części. Z ulgą donoszę, że kontynuacja miażdży ją pod każdym względem.

Śladami Chimery


Nie popełniono tych samych grzechów, a ze starych błędów wyciągnięto odpowiednie wnioski. Jedynka długo nie potrafiła należycie się rozkręcić, a w trakcie pierwszych epizodów serwowała nam wciąż tych samych przeciwników. Nowy Resistance wyraża zgoła odmienną filozofię w żonglowaniu emocjami. Zgodnie ze starą hitchcockowską zasadą zaczyna się od trzęsienia ziemi, a później już tylko napięcie wzrasta.

Nasza historia rozpoczyna się dokładnie w tym samym miejscu, w którym została przerwana. Ponownie przyjdzie nam wcielić się w Nathana Hale'a, który pomimo zainfekowania, wciąż wydaje się całkowicie odporny na efekty działania wirusa Chimery. Na szczęście nie jest już bezoosobową kukłą bez wyrazu, jak w pierwszej odsłonie. Jego twarz w końcu wyraża jakieś emocje, a nie kompletne zobojętnienie. W czasie gdy walczył z najeźdźcą na brytyjskiej ziemi, inwazja dotarła do jego ojczyzny. Po akcji w Londynie przenosimy się więc za ocean, tu zaś na dzień dobry nasza maszyna zostaje zestrzelona i w pierwszej, pełniącej rolę tutoriala misji przyjdzie nam stanąć w szranki z gigantycznym Goliathem. A to dopiero przedsmak zabawy.

Kamera, akcja!


Akcja nie zwalnia ani na moment. Nawet chwile względnego spokoju to klasyczna cisza przed burzą i umiejętne budowanie napięcia. Idziesz pogrążonym w mroku tunelem, potykasz się co chwila o wraki samochodów, światło latarki pozwala wyłonić kształty majaczące najwyżej metr, dwa przed tobą. Słyszysz tylko przytłumiony oddech kompana i dziwny, metaliczny dźwięk dochodzący gdzieś z przodu. Nagle kokony pękają i z każdej strony zaczyna zalewać was fala krwiożerczych istot. Strzelasz na oślep, drzesz się w niebogłosy, kumpel pada przywalony rozszalałym tłumem, a tobie właśnie kończy się ostatni zapasowy magazynek. Zapytasz, czy to aby wciąż ta sama gra? Dokładnie tak, ale dzięki scenom niemal żywcem przeniesionym z 28 tygodni później, Resistance z mdłej strzelanki przerodził się w niezwykle mięsistego shootera z elementami horroru.

Chwilę później walczysz z przerośniętym insektem na szczycie górującej nad okolicą wieży. Po to tylko, by po kilku godzinach lotu buszować po zdewastowanych ulicach Chicago, powalić giganta rywalizującego wzrostem z najwyższymi drapaczami chmur, wyskoczyć na kilka godzin na Islandię, a później złowić grubszego zwierza na mokradłach Luizjany. Wcześniej zdążyłeś już brodzić we mgle unoszącej się nad leśnym poszyciem, a w przerwie na papierosa zaliczyć najważniejsze pokłady statku powietrznego Chimery, posyłając go wraz z załogą do stu diabłów.

Nie ma przerwy na złapanie oddechu. Lokacje zmieniają się jak w kalejdoskopie, a ty z wypiekami na twarzy przesz do przodu, niemal zawsze z kompanami u boku (nie padają już tak szybko jak Angole w pierwszej odsłonie). Gra tętni akcją i co rusz zaskakuje kolejnym zwrotem, nową miejscówką czy jakimś olbrzymim paskudztwem. Bo i tego tym razem nie zabrakło; wielkich bydlaków, w obliczu których czujemy się niczym Dawid, stojący naprzeciw Goliata. Jedyny zawód w tej materii tyczy się finałowego starcia. Liczyłem na coś, co zapadnie w pamięć, a na tle poprzednich pojedynków końcówka wypada dość średnio.

Jest epicko!


Zresztą owi bossowie doskonale wyrażają filozofię, jaka przyświecała ekipie podczas prac nad drugą częścią. Koniec z plądrowaniem biednych kamienic, koniec z bojami toczonymi na dziesięciu metrach kwadratowych. Zróbmy to z należytym rozmachem i przytupem. Zróbmy to tak, by widza zatkało. Wrzućmy sceny, które sprawią, że zatrzyma się na moment, gapiąc jak urzeczony. Takich momentów tu nie brakuje. Pierwszy atakuje już na samym początku, gdy przemykamy cichaczem tuż obok gigantycznego mecha przytłaczającego swymi rozmiarami. To i tak nic w porównaniu do końcowych partii etapu rozgrywanego w San Francisco, gdzie jesteśmy świadkami, jak na tle słynnego Golden Gate majestatycznie przelatuje flota okrętów wojennych Chimery. Statki suną leniwie, zasłaniają niebo aż po horyzont, a most i brzeg po drugiej stronie rzeki już płoną, dając do zrozumienia, że zamieszki dotarły do miasta. Po prostu miazga. Takie sceny przechodzą do historii.

Nawet gdy lądujemy na jakimś wygwizdowie, nie zapominamy o epickości omawianego tytułu. Nie pozwalają na to wspomniane okręty majestatycznie zwieszające się nad połacią lasu. A i sam las zrywa skórę z głowy. Gra nawet nie próbuje udawać, że oferuje swobodę znaną z Crysisa czy Far Cry'a (poruszamy się w niewidzialnych tunelach podobnie jak w ostatnim Turoku), ale wygląd flory nadrabia te ograniczenia. Zresztą wspomniana liniowość nie przeszkadzała tak jak w przypadku jedynki. R2 jest o wiele zgrabniej wyreżyserowany. To skomasowana, niezwykle intensywna jazda bez trzymanki, a brak przestojów sprawia, że nawet nie ma czasu, by zastanowić się nad alternatywną drogą do celu.

Usprawnienia są w cenie


Jak na klasyczną kontynuację przystało, powracają na tapetę stare zabawki. Obok znanych z jedynki pukawek, pojawiło się również kilka nowych cacuszek, z których na pewno warto wspomnieć o minigunie. Pożera zapasy amunicji w zastraszającym tempie, pozostawiając za sobą prawdziwą symfonię zniszczenia. Chętnie wróciłem również do starych klamotów (siła przyzwyczajenia). Większość z nich przeszła dobry lifting, ale wszelkie wprowadzone zmiany należy zaliczyć na plus. Z podstawowymi karabinami maszynowymi ponownie przyjdzie nam zaliczyć większość kampanii, ale i pozostałym zabawkom nie sposób odmówić strzeleckiej przydatności. Strzelba ma konkretną siłę ognia, więc idealnie nadaje się na zbitą grupę kilku mniejszych przeciwników. Nie mogło też zabraknąć fenomenalnego Augera pozwalającego na strzelanie przez ściany. W tej odsłonie znacznie ulepszono tego gnata; podświetla automatycznie wszystkie cele (nawet stojące za osłoną), więc zdejmowanie z jego pomocą ukrytych przeciwników jest niczym odebranie dziecku lizaka. Warto nadmienić, że tym razem możemy taszczyć ze sobą jedynie dwie flinty, ale na brak porozrzucanego sprzętu nie można narzekać, więc co rusz zmieniamy wyposażenie.

Gra jest wyraźnie łatwiejsza, ale i sensowniej zaprojektowana. Ogromne brawa należą się za przyjazny system checkpointów, który w jedynce był koszmarnym nieporozumieniem. Tutaj program zapisuje się często i gęsto, więc nawet w razie niepowodzenia nie przyjdzie nam przez dziesięć minut przebijać się przez znane już lokacje, tłukąc przeciwników nieustannie wyskakujących z tych samych miejsc. Powszechne oskryptowienie potrafi obnażyć całą sztuczność programu, jeśli każe się nam kilkukrotnie przechodzić przez te same fragmenty. Na szczęście to pieśń przeszłości, która dwójki w żaden sposób nie dotyczy. Zrezygnowano również z apteczek. Tym razem wystarczy schronić się gdzieś na kilka sekund, by odzyskać pełnię sił. Nie zawsze jest to możliwe, ale na pewno wygodniejsze od nieustannego przeczesywania okolicy w poszukiwaniu zbawiennych medykamentów. Zmiany dotknęły także trybu sieciowego. Teraz na jednej mapie stanąć może aż 60 wojowników, zaś tryb kooperacji oferuje dodatkowe scenariusze dla ośmiu graczy.

Kontynuacja idealna?


Poprawa jakości oprawy graficznej również jest znaczna. Bogatsze w detale otoczenie (pomieszczenia zamknięte nie rażą już taką sterylnością) i bardziej dopracowane modele ludzi i potworów to wyraźny znak, że ekipa nie próżnowała i doskonaliła swe umiejętności w próbach okiełznania mocy drzemiących w PS3. Nawet kolorystyka jest zupełnie z innej bajki. Pierwsza odsłona zaskakiwała stalowo-szarą tonacją, przypominającą filmy dokumentalne utrwalone na starej zniszczonej taśmie filmowej. Pozostając w strefie kinematograficznych porównań, Resistance 2 jest niczym Dzień Niepodległości w Full HD. Obraz jest żywy, barwy nasycone, a błękit nieba tak wyrazisty, że nagłe spojrzenie w nieboskłon niemalże rani oczy. Gra może nie wygląda tak zjawiskowo, jak najnowszy hicior z konkurencyjnej platformy, czyli Gears of War 2, ale graficy z Insomniac Games to też nie ułomki. Odwalili kawał porządnej roboty i naprawdę nie mają powodu do wstydu.

Kompletną metamorfozę zaliczyły nawet przerywniki filmowe. Nudne i przegadane cut-scenki serwowane w formie statycznych plansz zastąpiono dynamicznymi, efektownymi i przede wszystkim niezwykle sprawnie wyreżyserowanymi filmikami hulającymi na silniku gry. Jest w końcu ciekawie i dzieje się coś nawet w trakcie przerwy na rozprostowanie kości.

Nie ma przełomu, nie ma rewolucji. Jest za to kawał dobrej, intensywnej rozgrywki. Soczystej, szybkiej i krwawej, a do tego okraszonej bardzo dobrą oprawą. Jeśli tego właśnie oczekujesz po FPS-ie XXI wieku, nie powinieneś się zawieść. To jeden z tych tytułów, który z radością powitałbym na PC. Pierwszorzędny shooter czerpiący pełnymi garściami z gatunkowych standardów. Nie wnosi co prawda nic w zamian, ale żongluje sprawdzonymi pomysłami tak dobrze, że można mu brak oryginalności wybaczyć. Koniec końców nie każda gra musi być od razu BioShockiem. Chciałoby się za to, żeby każda była tak piekielnie grywalna, jak Resistance 2.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  nie powtarza grzechów poprzedniczki
+ niesamowicie grywalna
+ akcja nie zwalnia ani na moment
+ stworzona z epickim rozmachem
+ znacznie poprawiona grafika
+ świetne przerywniki

Minusy

  krótsza niż jedynka
 i wciąż liniowa
 finałowa walka nie urwała mi głowy (a powinna)

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

9

Grafika 90%

Dźwięk 90%

Gameplay 90%



Komentarze   0

Podaj kod z obrazka: odśwież
 
brak komentarzy

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka