Heavy Rain (PS3)
Premiera Świat - 23 luty 2010 Premiera Polska - 26 luty 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
6 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Quantic Dream Dystrybutor: Sony Computer Entertainment Polska Wydawca: Sony Computer Entertainment
Gatunek: Przygoda
Rozgrywka: Singleplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 31 screenów, 7 video, 1 recenzji, 59 newsów,
Emocjonalny rollercoaster
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Wszelka tragedia swą banalność wlecze."
Tadeusz Miciński
Dziennikarka cierpiąca na bezsenność, prywatny detektyw na tropie seryjnego mordercy, młody agent FBI i zdesperowany ojciec gotowy na największe poświęcenie, byle tylko uratować syna. Ich drogi po raz pierwszy splotły się w lutym bieżącego roku, gdy na światło dzienne wyjrzał jeden z najbardziej przejmujących tytułów w historii wirtualnej rozrywki. Czterech zróżnicowanych bohaterów, śledztwo, emocje, cierpienie. I naturalnie strumienie posępnego, rzęsistego deszczu.
Eugeniusz Siekiera
To nawet dobrze, że choć wiosna puka do drzwi, paradoksalnie za mym oknem pada. Gdy nad światem zwisają tłuste, burzowe chmury, budzą się demony. To idealna pora, by zanurzyć się w najbardziej filmowej produkcji ostatnich lat. Bo filmowy ton recenzowanej dziś opowieści jest wymowny tak bardzo, że po ukończonej przygodzie przychodzi czas na refleksję. Czy to aby na pewno jeszcze gra? Czy może raczej nowa forma, hybryda łącząca dwie, do tej pory niezależne dziedziny sztuki?
Uncharted 2 i Heavy Rain. Co je łączy, poza tym, że są wybitne i zostały wydane wyłącznie na PS3? Absolutnie nic. Dlaczego więc wspominam o produkcji Naughty Dog? Dla kontrastu, był to bowiem tytuł, który w sposób absolutnie perfekcyjny scalił całą spuściznę gatunkową, tworząc niejako nową jakość. Niewiarygodne perypetie Nathana Drake'a zebrały w jednym miejscu wszystko, co najlepsze i najgłośniejsze gry akcji próbowały nam sprzedać w ostatnich latach. Heavy Rain leży na przeciwległym brzegu tej rzeki. W tym przypadku nie wzorowano się na innych, darmo tu szukać jakichkolwiek podobieństw czy zapożyczeń; można mówić co najwyżej o podążaniu szlakiem wytyczonym przed laty przez Fahrenheita. Jednak w porównaniu do poprzedniego dzieła Quantic Dream Heavy Rain idzie zdecydowanie dalej. W sposobie prezentowania opowieści, narracji i próbie przedstawienia gry w formie interaktywnego filmu mamy do czynienia z zupełnie nową jakością.
Słowo seans w przypadku obcowania z omawianą produkcją jest jak najbardziej trafne, bo do pełnej symbiozy z kinowym fotelem brakuje chyba tylko popcornu. Można go co prawda przygotować w domowych warunkach, jednak ręce są nam mimo wszystko potrzebne. Nie tyle do kierowania postacią (choć i to należy do naszych obowiązków), co bardziej wykonywania prostych czynności posuwających fabułę do przodu. Heavy Rain bazuje na patencie wykorzystanym już wielokrotnie, a rozpropagowanym między innymi przez serię God of War. Mowa naturalnie o quick time events, które czasem łączą się w skomplikowane sekwencje, częściej jednak występują w formie najprostszych, pojedynczych gestów czy ruchów. Do tego dochodzą określone wychylenia czy szarpnięcia samym kontrolerem, co tym samym daje nam tytuł, w którym po raz pierwszy na taką skalę wykorzystano czujniki ruchu zaimplementowane w SIXAXISie.
Interakcja w świecie gry jest dość osobliwa. Z jednej strony środowisko jest betonowe i nie sposób użyć jakiegoś przedmiotu, o ile nie przewidzieli tego sami twórcy, z drugiej zaś wykonujemy tu nawet tak prozaiczne czynności, jak mycie rąk, zębów, przygotowywanie jajecznicy czy gaszenie pragnienia łykiem ożywczego napoju wyjętego z lodówki. W tym miejscu rzuca się w oczy pierwsza, nietypowa cecha charakteryzująca ten tytuł. W grach na ogół nie skupiamy się na wykonywaniu najprostszych, często więc trywialnych czynności. Tymczasem tutaj całe spektrum zachowań posłużyło za pretekst, by zmusić gracza do konkretnej interwencji, a tym samym by wczuł się w odgrywaną postać, co z czasem pozwala w pełni utożsamić się z bohaterem.
Celowo nie piszę o tym, co w przypadku Heavy Rain najważniejsze - o fabule. Ta jest bowiem skonstruowana dość zmyślnie i należy do kategorii opowieści, które najlepiej przeżyć samemu, w ciszy i skupieniu. Każdy szczegół czy detal, każdy zdradzony niuans byłby w tym przypadku zbrodnią przeciw graczom lubującym się w smakowaniu historii, które zdolne są poruszyć w człowieku najwrażliwszą strunę. Nie raz i nie dwa przyjdzie ci zastanowić się nad losem postaci (również drugoplanowych), będziesz analizował kolejne kroki, mając na uwadze konsekwencje swych czynów. To zaleta ogromnego wręcz kalibru. W grach komputerowych raczej nie zastanawiamy się przed pociągnięciem za spust. W tym przypadku nie mamy ku temu wielu okazji, ale każda taka sytuacja to gra na emocjach, wyrzuty sumienia i spojrzenie na potencjalnego denata jak na czującą, myślącą osobę, nie zlepek polygonów. Takich chwytających za sumienie momentów jest tu zresztą prawdziwe zatrzęsienie.
Dochodzimy tym samym do kolejnego, kto wie czy nie najciekawszego patentu omawianego programu. Rozwarstwiający się scenariusz, który w swej strukturze przypomina koronę drzewa, poprzez dokonywane wybory prowadzi nas nieco inną ścieżką do jednego z wielu możliwych zakończeń (dla każdej z głównych postaci przygotowano kilka wariantów). Co najciekawsze, również na tym gruncie gra jak żywo przypomina obraz filmowy. Śmierć niektórych bohaterów wcale nie oznacza końca rozgrywki. Po prostu zamykane są jedne wątki, otwierane kolejne, bez cofania się do momentu, w którym możemy wszystko naprawić. Jak w życiu, wybory, decyzje czy błędy mają swe konsekwencje, te zaś rzutują w oczywisty sposób na dalsze działania i zdarzenia. Naturalnie, jest to temat niezwykle grząski i przy dzisiejszych środkach (a także ograniczeniach technologicznych) raczej nie da się stworzyć takiej historii, która w 100% spełniałby powyższe założenia. Wiele wyborów jest tylko pozornych i niezależnie od naszej decyzji prowadzą nas dalej tym samym torem, nie zmienia to jednak faktu, że scenarzyści odwalili tu kawał niewiarygodnej, kapitalnej roboty.
Czyżby zatem ekipa Quantic Dream spełniła wszystkie obietnice, dając nam produkt doskonały? Nie do końca. Owszem, jest to tytuł przemyślany, ambitny i konsekwentnie rozwijający ideę wielowątkowej, poruszającej opowieści, której zalążki mogliśmy obserwować w Fahrenheicie. Co więcej, tym razem obyło się bez ponadnaturalnych wkrętów. Jest nastrojowo, sugestywnie i ponuro, a końcowego wydźwięku nie psują sceny rodem z taniej podróbki Matrixa. Dlaczego więc ostatecznie nie ma dychy?
Z kilku powodów. Choć pod względem technicznym mamy do czynienia z najwyższą ligą (modele postaci to mistrzostwo świata, choć często poruszają się zbyt sztywno), dało się zauważyć wyraźne spadki płynności w pewnych momentach. To akurat najmniej istotne, dużo trudnej pogodzić mi się z decyzją o zaimplementowaniu tak nie intuicyjnego systemu poruszania się w świecie gry. Dlaczego u diabła czynimy to na modłę samochodówek, czyli "puszczając w ruch" postać za pomocą jednego z przycisków? Czemu nie oparto się tylko i wyłącznie na analogu? Inna bolączka to praca kamery. Co prawda, w każdej chwili można przełączyć się na alternatywny widok, nie mamy jednak nad nią pełnej kontroli, przez co eksploracja środowiska nie zawsze jest tak prosta, jak być powinna.
Również sam scenariusz, choć w ogólnym zarysie świetnie skonstruowany, ma kilka luk czy słabszych wątków. Jedną z nich jest scena erotyczna pod koniec przygody. Dość kiepsko wyreżyserowana i średnio pasująca do opowieści oraz samej sytuacji, w której znaleźli się nasi protegowani. Przypominało to kiepskie filmidła klasy B, gdzie bohater, wysyłając w diabły pół miasta i szwadron wojska, ma jeszcze czas na zaliczenie panienki, nie przejmując się szczególnie odniesionymi obrażeniami i siedzącą mu na karku policją. Ostatnia, już niejako wydumana na siłę kwestia, tyczy się ewentualnego replayability programu. W grze, której wizytówką jest kilkanaście różnych zakończeń i wielowątkowy, rozgałęziający się scenariusz chęć powrotu po jednokrotnym ukończeniu przygody wydaje się czymś oczywistym. Czy jednak na pewno?
Naturalnie doceniam gigantyczny wkład pracy ekipy, nie jest to jednak tytuł, do którego chcę wracać. Jeszcze nie teraz. Poznałem jedną z możliwych wersji wydarzeń, innych mogę się jedynie domyślać, jednak nawet najlepiej sprzedany kryminał przy drugim podejściu nie będzie już tak emocjonującym doświadczeniem, choćby z uwagi na to, że znamy tożsamość mordercy. Innymi słowy, to, co za pierwszym razem będzie wyborną ucztą, przy powtórce z rozgrywki może okazać się co najwyżej odgrzanym daniem, a tego chciałbym uniknąć. Wolę pozostać przy wrażeniach, które zaserwował mi ten niebanalny projekt podczas pierwszego spotkania. Przerażenie, smutek, żal czy chwilowa radość przeradzająca się szybko w zwątpienie - Heavy Rain to niewiarygodny emocjonalny rollercoaster, który zabierze cię w pełną niebezpieczeństw, szalenie porywającą przygodę. Po jej ukończeniu przez długi czas każda inna produkcja może wydać ci się trywialna i pozbawiona charakteru.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ sugestywny, posępny klimat
+ nietypowe podejście do sprzedania fabuły
+ wielowątkowość scenariusza
+ gra na emocjach
+ modele postaci, mimika
+ genialna muzyka
+ przyzwoita polonizacja
− nie do końca przemyślane sterowanie
− praca kamery
− okazjonalne spadki płynności
− momentami swoboda jest tylko pozorna
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Moloknaar: Przez życie z wysoko uniesioną głową... (PS3)
Moloknaar: Czy te oczy mogą kłamać? (PS3)
Moloknaar: No to jadziem (PS3)
Moloknaar: Nigdy nie opierajcie się o barierki (PS3)

