Resident Evil 5 (PS3)
Premiera Świat - 13 marzec 2009 Premiera Polska - 13 marzec 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
3 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Capcom Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Capcom
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Survival Horror Cechy gry: TPP
Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 70 screenów, 15 video, 1 recenzji, 54 newsów,
Ile Residenta w Residencie?
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Na temat mechanizmów rządzących rozgrywką Capcom chwalił się na długo przed premierą, a licznie prezentowane zwiastuny skutecznie rozwiewały wszelkie wątpliwości i nadzieje na kolejną rewolucję. Pozostała kwestia jakości samego programu, tu jednak można było bezpiecznie założyć wysoki poziom z uwagi na doświadczenie producenta i nazwiska stojące za omawianym projektem.
I faktycznie, zaskoczenia nie ma. Nowy Resident okazał się dokładnie taki, jak obiecywano. Złośliwcy, którzy twierdzą, że otrzymaliśmy czwórkę w nowych plenerach i rozdzielczości HD, wcale nie są dalecy od prawdy. Bo choć mamy do czynienia z produkcją doszlifowaną w każdym calu, ogólne założenia to suma rozwiązań wykorzystanych przy wcześniejszym projekcie z tej serii. Dziwnym nie jest, wszak Resident Evil 4 okazał się jedną z najlepiej ocenianych gier w historii, a skoro coś się raz sprawdziło, dlaczego by nie popłynąć na tej fali kawalątek dalej?
Akcja przenosi nas tym razem do Afryki. Starym zwyczajem nic nie zapowiada nadchodzącego kataklizmu. Chris Redfield, jedna z najlepiej kojarzonych postaci z uniwersum Residenta, powraca, tym razem jako wysłannik B.S.A.A., grupy zajmującej się zwalczaniem bioterroryzmu. Wraz z nim powracają też inni starzy znajomi, w tym Albert Wesker, który od ostatniego spotkania najwyraźniej zbyt często oglądał Matrixa, gdyż dość karykaturalnie naśladuje Neo. Przebiegły blondas w okularach to nie jedyny ukłon w stronę miłośników świata RE; pojawia się jeszcze ktoś, jednak w tym temacie pozwolę sobie zachować milczenie, nie chcąc psuć ewentualnego zaskoczenia. By nie zrobił się nam z tego klasyczny zjazd rodzinny, w szalonej eskapadzie przez spieczoną afrykańską ziemię towarzyszy nam zupełnie nowa postać, niejaka Sheva Alomar. To właśnie z nią związana jest największa atrakcja najnowszej odsłony, czyli chwalony na długo przed premierą tryb kooperacji.
Nie trzeba mówić, że rozgrywka z kumplem winduje rozgrywkę na wyżyny grywalności, choć i zabawa solo zapewnia solidną porcję wrażeń. Bez względu na to, jak gramy, całą kampanię zaliczamy u boku ciemnoskórej piękności. Jako że co-op jest esencją programu, największe obawy dotyczyły sztucznej inteligencji, odpowiadającej za zachowania naszej partnerki. Oczywiście, zawsze mogłoby być lepiej, ale na szczęście obyło się bez większych zgrzytów i doprawdy nie ma na co narzekać (o ile nie gramy na najwyższym poziomie trudności, tu bowiem wymagana jest modelowa współpraca i praktycznie nie ma miejsca na błędy). Nasza kompanka celnie strzela, chętnie oddaje nam amunicję do spluw, z których sama nie korzysta, a pozostawiona samopas (w wielu miejscach każdy z bohaterów ma nieco inne zadanie i ich drogi na krótki moment się rozchodzą) doskonale sobie radzi z aktualnym zadaniem. Jedyne, do czego można się w tym miejscu przyczepić, to zbyt duże marnotrawstwo amunicji i medykamentów z jej strony (strzela nawet wtedy, gdy można uniknąć zagrożenia, ratując się ucieczką).
Pomijając powyższą nowość, piątka zapożycza gros rozwiązań z poprzedniej odsłony. Kamera, animacje ruchu (zarówno pary głównych bohaterów, jak i przeciwników), liczne wstawki Quick Time Events, hermetyczne małe mapy pełne niewidzialnych ścian i możliwość wykonania danej akcji tylko w ściśle określonych miejscach. Nawet takie drobiazgi jak skrzynie czy beczki, w których znajdujemy amunicję i mamonę, wydają się żywcem skopiowane z wcześniejszej części.
Choć Chris i jego nowa partnerka wyraźnie kroczą ścieżką wydeptaną przez Leona, w przypadku piątki jeszcze bardziej daje się nam we znaki zjawisko, które pozwolę sobie określić dość niezgrabną frazą "niewielkiej zawartości Residenta w Residencie". Pierwsze poziomy przypominają z grubsza wioskę odwiedzaną przez Kennedy'ego. Tyle, że tam była noc i wieśniacy z widłami, tu zalana słońcem afrykańska mieścina. Klimat jakby osłabł. Patrząc na rosnące zastępy wrogów i topniejące zapasy amunicji dalej pocą się nam dłonie, w których dzierżymy pada, ale w ogólnym rozrachunku natężenie emocji trochę zelżało. Co gorsza, później, gdy na horyzoncie pojawiają się przeciwnicy z karabinami i trzeba korzystać z prowizorycznego systemu osłon, naprawdę zaczynamy się zastanawiać, czy nie wrzuciliśmy do napędu złej płyty. Mieszane uczucia budzą również same miejscówki. Pogrążona w całkowitych ciemnościach kopalnia czy tajne laboratoria badawcze nieźle wpisują się w realia serii, ale już starożytne, nadgryzione zębem czasu świątynie pasowałyby bardziej do Tomb Raidera.
Z rasowego survivalu, który w śladowych ilościach był obecny w poprzedniej części, nie ostało się praktycznie nic, a o przynależności do kultowego uniwersum przypominają nam chyba już tylko przerośnięci bossowie (stara szkoła Capcomu, wyjątkowo wielcy i paskudni), postać głównego bohatera i drobne nawiązania fabularne do poprzednich odcinków sagi. W obliczu powyższego nie bardzo rozumiem, dlaczego wciąż obowiązują stare, skostniałe rozwiązania, szczególnie że ekipa coraz śmielej eksperymentuje i uwspółcześnia pewne elementy rozgrywki.
Zrezygnowano z maszyn do pisania. Wzorem wielu innych gier akcji zastąpiono je klasycznymi checkpointami. W końcu też doczekaliśmy się mini-mapy z prawdziwego zdarzenia (wygodnej i praktycznej), a broń wybieramy w czasie rzeczywistym, co odpowiednio podnosi napięcie. Z drugiej jednak strony wciąż oplatają nas macki skostniałej formuły, więc nadal nie można strzelać w ruchu. Niby tradycja, niby schemat obowiązujący od początków historii serii, ale jakby nie patrzeć, czas biegnie do przodu i może warto byłoby (chociażby w formie dodatkowej opcji) umożliwić graczom coś, co w innych tytułach jest już od dawna normą. Oczywiście trzymanie się starych przyzwyczajeń ma swoich zwolenników, którym nie sposób odmówić pewnych racji. Gdy od śmierci dzieli cię krok, wrogowie niczym szarańcza wylewają się z każdego zakamarka, a ty tracisz cenne sekundy na przeładowanie spluwy nie ruszając się na krok z miejsca, poziom adrenaliny wzbija pod sufit.
Innym mankamentem jest system ekwipunku, wciąż równie denny, jak dziesięć lat temu. Walizki w czwórce nie były szczytem marzeń, ale odpowiednio rozbudowane miały wystarczającą pojemność. Obecnie przypada 9 slotów na każdą z postaci, co wielokrotnie okazuje się po prostu niewystarczające i prowadzi do wielu kuriozalnych sytuacji. Ileż razy zakląłem pod nosem, gdy okazało się, że nie mogę podnieść amunicji do broni, pomimo że stan zapasów wynosi okrągłe zero. Tyle że nim załadujemy flintę, najpierw trzeba mieć ten jeden nieszczęsny slot, by podniesiona paczka miała gdzie wylądować. Podobnych absurdów nie brakuje.
Obok trybu kooperacji najjaśniejszą stroną programu jest oprawa. Engine graficzny znany z Lost Planet czy Devil May Cry 4 wciąż potrafi zaskoczyć i to właśnie nowy Res najdoskonalej pokazuje jego potęgę. Choć świat gry zwyczajowo pocięto na szereg mniejszych lokacji, poszczególne miejscówki ociekają detalami, a modele głównych bohaterów to absolutne wyżyny dzisiejszych możliwości i jedne z najlepiej wykonanych postaci w historii gier video. Trzeba także pochwalić bazujące na silniku gry cut-scenki. Perfekcja w każdym calu, która wielokrotnie prowadzi do… nieoczekiwanych zgonów, gdyż łatwo się zagapić i zapomnieć o pojawiających się w najrozmaitszych momentach wstawkach QTE.
Czy warto zaprzyjaźnić się z nową odsłoną tej wiekowej już serii? Jak najbardziej. Wiele rozwiązań, jak też i pewna wtórność mogą irytować, ale ostatecznie mamy tu kawał doskonale wyreżyserowanej gry akcji, od której trudno się oderwać. Nowy Resident to tak naprawdę stary Resident w nieco ładniejszym opakowaniu. Ale wciąż smakuje nieźle, bo tradycyjnie oferuje spory zastrzyk adrenaliny, emocjonujące walki w wąskich alejach, zatrważające fale wrogów i spluwy cierpiące na chroniczny niedobór amunicji. Czego chcieć więcej?
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ wypalająca oczy grafika
+ niesamowicie grywalna
+ kapitalne przerywniki
+ tryb kooperacji
+ tradycyjnie sporo bonusów do odblokowania
+ animacja
+ w charakterze gry akcji sprawdza się rewelacyjnie
− trzymanie się skostniałych schematów
− niewiele zmian w stosunku do poprzedniczki
− kiepsko przemyślany ekwipunek
− z klasycznego horroru ostało się niewiele
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 100%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
Woland: W ramach przeprosin za rasistowskie sceny domagamy się buzi! (PS3)
Woland: Może czasem coś wybuchnie... (PS3)
Woland: Poszedł murzyn pracować w kopalni węgla i tyle go widzieli. (PS3)
Woland: Cisza, spokój, nawet żaden Blackhawk z nieba nie spadnie... (PS3)















