Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Yakuza 3 (PS3)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 26 luty 2009 Premiera Polska - 12 marzec 2010

Ocena użytkowników: dobra

0 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

PEGI 18 Przemoc Wulgarny język Hazard

Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Sega

 

Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 20 screenów, 5 video, 1 recenzji, 8 newsów,

Egzotyka na wyciągnięcie ręki

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Z poprzednimi częściami Yakuzy nie miałem do czynienia, więc moje oczekiwania w stosunku do odsłony debiutującej na nowej generacji sprzętu były żadne. Co więcej, japońskie klimaty ni ziębią mnie, ni grzeją, a informacji o samej grze wcześniej nie śledziłem, więc zasiadając przed telewizorem byłem niczym tabula rasa.

Eugeniusz Siekiera

Yakuza 3 nazywany jest przez niektórych japońskim GTA, co prawdę mówiąc jest porównaniem krzywdzącym dla obydwu tytułów. Z jednej strony patrząc, z Yakuzy taki sandbox, jak ze mnie ministrant. Etapy rozgrywane w mieście, choć wyglądają naturalnie, oferują bardzo ograniczone pole manewru, niezwykle mały, hermetyczny świat i szereg niewidzialnych ścian. Tu byle barierka, kosz na śmieci czy nawet sięgająca do kolan trawa stanowi granicę nie do przekroczenia, co trąci archaizmem charakterystycznym dla starych survivali i nijak ma się do współczesnych, sandboxowych produkcji, gdzie nie tylko ziemia, ale i powietrze stoi przed nami otworem.

Po wtóre schematy, wedle których ulepiono rozgrywkę, zupełnie rozmijają się z klasycznym ujęciem tematu prezentowanym przez dzieła Rockstara i tym podobne produkcje. Yakuza 3 jest grą rdzennie japońską, co wyraża się nie tylko w fabule i związanej z nią otoczce, ale przede wszystkim w filozofii zabawy. Dla graczy zaznajomionych z poprzednimi odsłonami cyklu nie będzie to żadna nowość, ale nieobyci w temacie mogą się od tej gry boleśnie odbić. Japończycy mają swój pomysł na rozgrywkę, diametralnie różny od tego, co serwuje zachód i może się to podobać lub nie, ale siadając przed konsolą warto wziąć to pod uwagę. To gra dla wybranych i istnieje duże prawdopodobieństwo, że statystyczny Europejczyk zaśnie podczas pierwszej godziny. Na czym ta odmienność i egzotyka polega?

Yakuza 3 jest produkcją skrajnie przegadaną. Proporcje między akcją a paplaniną są mocno zachwiane. Tutaj kilku, a czasem kilkunastominutowe przerywniki filmowe przerywane są... kolejną porcją dialogów, które dla odmiany trzeba przeklikać i przeczytać, bowiem nie postarano się o dubbing (dziwnie prezentuje się ten archaizm w dzisiejszych realiach, ale można przywyknąć). Tu nawet przepychanki słowne i strojenie groźnych min przed walką trwają dłużej, niż sam pojedynek. Teoretycznie mogliśmy się tego spodziewać, bo wykorzystany schemat nie wykracza poza standardy obowiązujące w przypadku wielu innych japońskich dziwadeł, gdzie mamy do czynienia bardziej z interaktywnym filmem (ale nie w stylu Heavy Rain, bo to jeszcze inna kategoria) niż grą w sensie ścisłym.

Gracze spragnieni wrażeń zbliżonych do wspomnianego wielokrotnie GTA powinni ostudzić zapał, bowiem Yakuza 3 jest czymś skrajnie odmiennym. To zarazem tytuł stworzony przede wszystkim z myślą o tych, którzy chłoną kulturę japońską, żyją nią, pasjonują się, najogólniej rzecz ujmując siedzą w temacie. Ci znajdą tutaj kapitalnie opowiedzianą historię, wzbogaconą o wprost niewyobrażalną ilość wątków pobocznych, czasem zupełnie zbędnych i niepotrzebnych, ale jednak budujących w jakiś sposób unikalny klimat opowieści.

Rozbudowany wątek fabularny był zawsze silną stroną Yakuzy. Dla graczy rozpoczynających swoją przygodę z serią przygotowano dość dokładne streszczenie poprzednich perypetii głównego bohatera, więc spokojnie można się w tym wszystkim odnaleźć. Jeśli zaś o bohaterze mowa, ponownie jest nim Kazuma Kiryu, który zrywa z burzliwą przeszłością i dla odpokutowania dawnych win obejmuje pieczę nad wychowankami sierocińca na Okinawie. Wiele czasu poświęcono, by przedstawić relacje Kazumy z dzieciakami, podczas pierwszych godzin częstokroć rozwiązujemy proste dziecięce spory i problemy. Jest sielankowo, jednak historia lubi się powtarzać, a gdy stare, pogrzebane demony powracają, trzeba zakasać rękawy i walczyć o swoje. Zwłaszcza, że teren, na którym stoi sierociniec jest niezwykle cenny, tam zaś, gdzie pojawiają się kwestie polityczne i finansowe, interes najuboższych nikogo nie obchodzi. Zgodnie z tradycją serii, oprócz głównego wątku fabularnego jest tu cała masa misji pobocznych (często groteskowych i zabawnych), którymi można zająć się w wolnych chwilach, odrywając się na chwilę od podstawowego nurtu opowieści.

No dobrze, wiemy o absurdalnie długich cut-scenkach, niekończących się dialogach i zgłębianiu wielowarstwowej fabuły. Ale na czym właściwie skupia się właściwa rozgrywka? Ciężko powiedzieć, bowiem z pominięciem może sekwencji walki, nie ma tu tak naprawdę jednego, wyróżniającego się elementu, który wyrywałby się przed szereg i nadawał właściwe tempo opowieści. Yakuza 3 jest bowiem zbiorem wszelkiej maści mini-gierek. To wprost niewyobrażalna kopalnia pomysłów, nieraz absurdalnych, często zbędnych, ale podobnie jak fabularne niuanse, w jakiś dziwny, pokrętny sposób stanowią o sile i oryginalności tego programu. Łowienie ryb, gra w golfa, bilard, rzutki i gros innych, pomniejszych pierdółek zajmuje nam masę czasu, będąc ciekawą przystawką do głównej osi scenariusza.

Pozostaje jeszcze wspomniana walka, element chyba najbardziej "normalny", najmniej dziwny w tym kulturowym tyglu. System prania się po pyskach jest intuicyjny i może nawet trochę zbyt uproszczony, ale wystarczająco efektowny, by zapewnić odpowiednią dawkę frajdy. Cieszy też, że w bitce można posłużyć się gratami z najbliższego otoczenia. Przywalić drabowi rowerową ramą bądź nawet całym biurkiem - bezcenne. By kolejne starcia (zwłaszcza z trudniejszymi, wyjątkowo odpornymi przeciwnikami występującymi w charakterze bossów) były odpowiednio emocjonujące, zaimplementowano prosty system rozwoju. Zdobyte punkty doświadczenia inwestujemy w kilka podstawowych współczynników, dzięki czemu nasz heros uczy się nowych ciosów, dysponuje z czasem coraz większym paskiem życia etc. Dziwne w tym wszystkim tylko to, że choć walcząc odprawia prawdziwe balety, podczas normalnej eksploracji nie potrafi podskoczyć na wysokość niewielkiego schodka.

Oprawa graficzna może się podobać. W pamięć zapadają zwłaszcza fantastyczne modele postaci (co widać szczególnie na wszelkiej maści cut-scenkach), nieźle prezentują się również ulice miasta, choć jak już wspomniałem, dostępny teren jest stosunkowo niewielki. Tym niemniej cieszy przywiązanie do detali - charakterystyczny dla japońskich metropolii rozgardiasz, tłok, mieniące się setką kolorów neony, stragany uginające się pod ciężarem najrozmaitszych towarów i tak dalej. Jest nieźle, choć sztuczność wynikająca z niewidzialnych ścian i totalnie olanej fizyki nieco rzutuje na ostateczny wydźwięk. Ciężko zatopić się w świecie, który na każdym kroku przypomina o swych ograniczeniach.

Nieco gorzej wypada audio. Najnowsza Yakuza oferuje wyłącznie japoński dubbing, co nawet pozytywnie wpływa na odbiór opowieści (są na szczęście angielskie napisy), jednakże mamy z nim do czynienia jedynie w trakcie przerywników. W przypadku pomniejszych rozmów, na które składa się tysiące, być może nawet setki tysięcy słów, oszczędzono nam voice-actingu, więc na każdym kroku obserwujemy popisy mimów. Nie mówcie, że płyta Blu-ray nie zmieściłaby dodatkowych nagrań, lenistwo i tyle. Dobrze, że całkiem przyzwoicie prezentuje się ścieżka dźwiękowa, choć zabrakło w tym przypadku charakterystycznych, zapadających w pamięć motywów, które towarzyszyłyby mi na długo po zakończonej kampanii.

Ciężko o finalny werdykt w przypadku tak nietypowej produkcji. To tytuł, którym się zachwycisz bądź go znienawidzisz, w zależności, jak podchodzisz do japońskiej kultury czy nawet gier tam powstałych. To prawdopodobnie najtańszy sposób, by zakosztować w klimacie, w specyfice Kraju Kwitnącej Wiśni bez ruszania się z domowego fotela. Jednakże przy całym graficznym splendorze i monstrualnie rozlazłej kampanii gra ma sporo naleciałości charakterystycznych dla produkcji powstających jeszcze na poprzednie generacje konsol, co z całą pewnością nie każdemu przypadnie do gustu. Nie ukrywam, że mnie ta gra po prostu zmęczyła, choć naturalnie doceniam jej potencjał, wiem też, że miłośnicy azjatyckich klimatów połkną ją bez popitki. I oni mogą spokojnie dodać punkt (a nawet dwa) do oceny.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  ciekawa, wielowątkowa fabuła
+ niezłe modele postaci
+ prawdziwe zatrzęsienie mini-gierek
+ prosty, ale efektywny system walki
+ klimat Japonii wylewa się z ekranu

Minusy

  dla przeciętnego Europejczyka może wydać się zbyt dziwna
 zbyt dużo bezsensownej paplaniny
 miasto pełne niewidzialnych ścian
 fizyka leży, podobnie z interakcją
 masa archaizmów

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

7

Grafika 70%

Dźwięk 60%

Gameplay 70%

Ocena wszystkich
recenzentów

7.0

Grafika 70%

Dźwięk 60%

Gameplay 70%

[ + dodaj screen ]

E. Siekiera: Co to ja miałem... (PS3)

E. Siekiera: Dobrze czasem się rozerwać (PS3)

E. Siekiera: I po ząbkach (PS3)

E. Siekiera: Leżeć! (PS3)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Tym, którzy lubią tę grę, podoba się też:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka