Call of Duty: Modern Warfare 3 (PS3)
Premiera Świat - 8 listopad 2011 Premiera Polska - 8 listopad 2011
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Infinity Ward Dystrybutor: Licomp Empik Multimedia Wydawca: Activision Blizzard
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Wojenna, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Platformy:160.0 zł
Na tę platformę mamy: 24 video, 1 recenzji, 59 newsów,
Odgrzewany Kotlet Osiem
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Mamy końcówkę roku, więc czas na kolejnego żołnierza idącego w naszą stronę z okładki gry. Tak, oto kolejna militarystyczna strzelanka pierwszoosobowa. Call of Duty: Modern Warfare 3 nadchodzi aby udowodnić nam, że Rosjanie nadal sprawdzają się w roli czarnych charakterów.
Oto kotlet. Za chwilę wsadzę go do mikrofalówki i odgrzeję. Kolejny raz. Zobaczymy czy nadal jest jeszcze smaczny.
Pamiętacie irytujący cliffhanger na końcu Modern Warfare 2? Pamiętacie tamtą absurdalną fabułę o ataku terrorystycznym, który sprowokował inwazję Rosji na Stany Zjednoczone? Pamiętacie stojącego za wszystkim terrorystę o smacznie brzmiącym nazwisku Makaron. Umm, tzn. Makarow.
Nasz miłośnik produktów mącznych i wywoływania konfliktów zbrojnych na skalę światową posuwa się o krok dalej i wikła w wojnę także Europę. Szczerze rozbawiło mnie jak w Europie inwazja zostaje zauważona dopiero po dotarciu do Niemiec. Przez Polskę przeszli chyłkiem? A przepraszam, zapomniałem, że przecież w głowach Amerykanów zapewne cały czas należymy do bloku wschodniego i jakieś śmieszne współuczestniczenie naszych wojsk w konflikcie w Iraku nie ma szans zmienić tej mentalności. Ech...
Nadal dzieją się tutaj rzeczy całkiem absurdalne i nieprawdopodobne, czyli... MW3 jest spójne z drugą odsłoną Modern Warfare. Epickość i rzucanie nami po całym świecie jest tu na porządku dziennym. Stany, Europa, Afryka czy zadupie Rosji - twórcy nie mają problemów z tym, aby miotać nami gdzie popadnie. Powracają wszelkie klisze. Prezentowanie śmierci z pierwszoosobowej perspektywy, zmienianie bohaterów jak rękawiczki, setki wybuchów, walących się budynków. Ba, mamy tu nawet szturm na plażę i, oczywiście, Kapitana, którego zarost na twarzy jest tak epicki, że aż kule się go nie imają.
Infinity Ward udowodniło już nie raz, że potrafią robić kampanie tak wypełnione różnorodnymi miejscówkami, skryptami i akcją, iż nie sposób się nudzić. Nie inaczej jest tym razem. Udowodnili też znowu, że potrafią robić krótkie kampanie na jakieś 5-6 godzin zabawy. Chyba największą zaletą tej kampanii jest to, że jej zakończenie jest satysfakcjonujące. Tak, trylogia Modern Warfare nareszcie się tu sensownie kończy i to dość mocnym akcentem. Nie dostajemy kolejnego cliffhangera. Chociaż jest jeden hanger, ale co mam na myśli... Cóż, powiedzmy, że to takie mrugnięcie do tych co grali i wiedzą.
Ale single player w Modern Warfare 3 ma jeden poważny problem. Tym problemem nie jest Battlefield 3, który dopiero uczy się jak podrabiać epicką kampanię rodem z Call of Duty. Tym problemem jest coś o wiele bliższego. Treyarch i stworzony przez nich Black Ops, które to rok temu pokazało, że gra z serii CoD może mieć naprawdę interesującą, wciągającą fabułę z przyzwoitym zakrętem fabularnym i masą klimatu. Na tle ubiegłorocznego dzieła Treyarch MW3 wypada dosyć blado. A co gorsza brakuje tu nawet takich zapadających w pamięć scen jak masakra na lotnisku w MW2, o misji w Prypeci z pierwszego Modern Warfare nie mówiąc. Co miłe, najnowsze Call of Duty nawiązuje do tamtych scen w całkiem udanych retrospekcjach, ale to też pokazuje słabość tej gry skoro musi przypominać tamte wydarzenia, gdyż nie ma własnych silnych akcentów. No, może strzelanina w samolocie trochę robi wrażenie.
Technologia nowego Call of Duty to wciąż ten sam Infinity Ward Engine, czyli mocno zmodyfikowany silnik Quake III Arena. Pamiętacie kiedy to wyszło? W ubiegłym tysiącleciu. Tak, MW3 chodzi na antyku z muzealnej gablotki. Ale nie można jednoznacznie stwierdzić, że Modern Warfare 3 jest brzydkie. Owszem, wiele modeli wygląda archaicznie, a ostrzejsze tekstury niejeden z nas uzyskał w życiu wymiotując, ale MW3 broni się różnorodnymi projektami lokacji i animacjami postaci. Nie ma tu nudy, bo co chwila odwiedzamy inną część świata i oglądamy inne akcje w wykonaniu bohaterów.
Silną stroną oprawy jest też epicka muzyka symfoniczna oraz naprawdę niezłe głosy postaci, a wszystko to sprawia, że ta przestarzała technologicznie gra nadal robi niezłe wrażenie. Ale te czasy powoli się kończą i nie wiem czy za rok lub dwa będziemy jeszcze chcieli tolerować taką jakość. Z drugiej strony ulepszanie takiego starego, prostego silnika ma swoje zalety. Gra na konsoli chodzi w stałych 60 klatkach na sekundę. Trudno tego nie docenić w dzisiejszych czasach kiedy to nawet konsolowe tytuły potrafią się ciąć gorzej niż nastoletnie emo wyposażone w paczkę żyletek.
Jest jeszcze jedna zaleta tego sędziwego silnika. Gra umożliwia zabawę na podzielonym ekranie, a to coś co może przydać się we wszystkich trybach dla wielu graczy jakie oferuje Modern Warfare 3. A już w szczególności w kooperacyjnych Operacjach Specjalnych. Tak, znany z MW2 tryb Spec Ops powraca i chociaż można w niego grać po sieci to jednak chyba najwięcej zabawy daje na split-screenie. Znowu będziemy dwuosobowo przebijać się przez trudniejsze remiksy misji z kampanii dla pojedynczego gracza, które pozwalają oglądać te same lokacje z nieco innej perspektywy.
I znowu jest to wyśmienita zabawa. Spec Ops było dla mnie najlepszą składową MW2 i nie inaczej jest w MW3, a tutaj doszedł jeszcze niezwykle oryginalny, dodatkowy tryb o nazwie Przetrwanie. I kiedy piszę niezwykle oryginalny to strzykam jadem sarkazmu z klawiatury. To oczywiście kolejna podróba tego co najlepiej znamy z Gears of War jako Horda, a więc walka z postępującymi po sobie falami coraz trudniejszych przeciwników przerywanymi chwilą na zakup uzbrojenia za walutę uzyskiwaną podczas zabijania tychże wrogów. Podróba? Jasne, ale całkiem smaczna i o dziwo grywalna nawet w pojedynkę.
Szkoda, że wszystkie kooperacyjne tryby dostępne są tylko dla jednego lub dwóch graczy, ale jak dla mnie to najlepsza część gry i o wiele lepsza od zombiaczych trybów z Black Ops i World at War, które wypadają bardzo blado w oczach każdego kto grał w Left 4 Dead. I ta coopowa część sama z siebie może zabrać o wiele więcej czasu niż kampania dla pojedynczego gracza. A przecież pozostaje jeszcze multiplayer rywalizacyjny, który oferuje prawie to samo co wszystkie współczesne Call of Duty.
Są tu wszystkie te deathmatche samodzielne i drużynowe, walki o punkty na mapie, flagi, atakowanie i ochrona obiektów itd. Największą nowością jest chyba likwidacja potwierdzona, w której drużyna dostaje punkty nie tyle za zabicie przeciwnika co za podniesienie upuszczonego po śmierci nieśmiertelnika. Mapy mają klasyczną, korytarzową strukturę, która daje mało pola do popisu snajperom, ale to też nic nowego. Call of Duty już od dawna opiera się strzelaniu na krótkim dystansie i na szybkości reakcji. Tutaj nic się nie zmieniło.
Niemniej twórcy chcieli zadbać trochę o balans rozgrywki, więc usunięto sporo przegiętych perków, rzucanie się szczupakiem na ziemię, a do tego killstreaki zostały zastąpione streakami opartymi na punktach, więc możemy otrzymywać różne pomoce w zabijaniu nie tylko za mordowanie wroga, ale też za wykonywanie zadań takich jak kradzież flagi czy podłożenie bomby. Czy Call of Duty stało się elegancko zbalansowaną grą?
Bez żartów. Ale czuć, że jest nieco lepiej i niektóre przesadnie upierdliwe taktyki zostały wymazane. Oczywiście do czasu aż sprytni gracze wynajdą nowe sposoby psucia innym zabawy.
No i teraz wszystko i wszędzie się tu leveluje. Oddzielnie zdobywamy poziomy w Spec Opsach odblokowując uzbrojenie i dodatki, oddzielnie levelujemy w rywalizacyjnym multiplayerze, a jeszcze oddzielnie rośnie nasze doświadczenie w posługiwaniu się każdą sztuką oręża. Jak widać twórcy poszli tu podobną drogą co DICE w Battlefield 3. Ale tak jak multiplayer BF3 jest nieco urealistyczniony, otwarty, wymaga taktyki i wykonywania zadań pojazdami na otwartych przestrzeniach tak w Modern Warfare 3 nadal mamy tę szybką rąbankę, którą miło sobie odpalić po męczącym dniu na kilkadziesiąt minut. Każda z tych gier jest dobra w swojej klasie.
Trochę zawiedziony byłem przesunięciem tych bardziej wymyślnych trybów rozgrywki, jak np. zabawa bronią, w której za każde zabójstwo dostawaliśmy lepszą spluwę, do sfery prywatnych rozgrywek przez co możemy w to zagrać tylko ze znajomymi. Nie podoba mi się też to, że tryb odtwarzania i nagrywania replayów z rozgrywek został tu tak ograniczony względem Black Ops. Tam mogliśmy reżyserować nagrania tworząc ścieżki dla kamery, a tutaj możemy jedynie ręcznie nią sterować. To krok wstecz.
Oczekiwanym i oczywistym dodatkiem jest Call of Duty Elite, czyli Facebook dla CoDa, w którym możemy się uspołeczniać i przeglądać statystyki. I oglądać gdzie najczęściej giniemy na poszczególnych mapach. To fajny pomysł.
I takie jest całe Modern Warfare 3. Przyzwoite rozwinięcie tego co oferowało MW2, ale krok wstecz względem Black Ops, które kilka rzeczy zrobiło moim zdaniem lepiej, a już na pewno jedną z nich jest fabuła. Jeśli lubicie CoDy to na pewno warto zagrać, ale niezależnie od tego jakie rekordy sprzedaży pobije ta gra - jej jakość dzisiaj już nie powala i nie jest to żadna rewelacja. Niemniej jest to wciąż jeszcze dobra gra.
Udanego zabijania szarżujących bezmyślnie Rosjan. Game on!
recenzja dodana przez:
quaz
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ rozrywkowa, choć krótka kampania
+ sensowne zamknięcie fabuły trylogii Modern Warfare
+ nadal solidny, szybki multiplayer
+ świetny, kooperacyjny tryb Operacji Specjalnych
+ bardzo grywalna podróbka trybu Hordy
− słabsze od Black Ops, szczególnie fabularnie
− pewne ograniczenia multiplayera względem Black Ops
− wciąż starzejący się silnik
− to ponownie taki sam, odgrzewany kotlet
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 70%
Dźwięk 80%
Gameplay 80%












