Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

WWE Smackdown Vs. Raw 2011 (PS3)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 26 październik 2010 Premiera Polska - 29 październik 2010

Ocena użytkowników: dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Yuke's Media Creations Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: THQ

 

Gatunek: Sportowa Podgatunek: Bijatyka

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 8 screenów, 1 recenzji, 1 newsów,

Obijanie mordy nadal cieszy!

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez KaDaNeR KaDaNeR
Pomimo niezbyt ciepłego przyjęcia w naszym kraju, śmiało i bez wahania mogę przyznać, że najnowsza odsłona gier traktujących o uwielbianym w Stanach Zjednoczonych (i nie tylko) świecie wrestlingu o tytule: WWE Smackdown vs RAW 2011 jest grą dobrą, nawet bardzo dobrą. Jednak z wielu względów daleka jest ona od ideału i dostania się na wyżyny. Dlaczego tak się stało? Przeczytajcie sami.

Powiew świeżości jaki obiecywali nam twórcy miał wnieść do gry wiele dobrego, przy okazji poprawiając błędy poprzednika. Łączna liczba 70 grywalnych postaci, z których każda miałaby mieć własny zestaw ciosów, 20 robiących wrażenie aren, ponad 100 różnorakich rodzajów meczy, w których moglibyśmy zabawić się trochę z naszymi oponentami, zachwycający tryb fabularny "Road to WrestleMania", a także WWE Universe - połączenie naszych pojedynków z losowo wykreowaną opowieścią, w tym sojuszami, jak i utarczkami z innymi zawodnikami oraz to, co w dzisiejszych czasach jest podstawą długiej żywotności gry - poprawiony tryb sieciowy. "This is your moment" - takim hasłem kończy się udostępniony w sieci trailer gry.

Większość z tych "obietnic" została spełniona, co można bardzo szybko zaobserwować podczas pierwszego rozegranego przez nas pojedynku. Wszystkie postacie, a w tym takie gwiazdy jak: John Cena, The Undertaker, Triple H, Big Show, Batista, CM Punk, Edge, Randy Orton i wiele innych, prezentują się fantastycznie. Większość ruchów przekazywana jest naturalnie, nie ma tutaj mowy o żadnych przycinkach. Podczas wzajemnego wyniszczania się widnieją na ich skórze nie tylko siniaki, ale również niewielkie ilości krwi, co wnosi do rozgrywki nieco realizmu. Podczas długich biegów i pod koniec pojedynków walczący poruszają się znacznie wolniej ze względu na otrzymane wcześniej obrażenia i zwyczajne zmęczenie. Największą zabawę daje chyba obijanie się stalowymi krzesłami.

Wszystkich trybów udostępnionych nam w czasie gry jest 100, od zwykłych pojedynków, poprzez ucieczkę z metalowej klatki, a na walkach o ściągnięcie zawieszonej w powietrzu walizki kończąc. Sama liczba robi ogromne wrażenie na początkujących graczach, jednak po bliższym przyjrzeniu się im można stwierdzić, że ponad połowa sprowadza się do tego samego zmieniając jedynie liczbę zawodników (od minimum 2 do maksimum 30 w Royal Rumble), tudzież kilka zasad tak, aby częściowo zmylić grającego. O dziwo, sztuka sprawdza się znakomicie, a w szczególności podczas imprezek u kumpla czy trybu sieciowego. Rożnica między 3 a 4 zawodnikami jest ogromna. W większości z meczy trzeba zmęczyć przeciwników i przypiąć do maty lub unieszkodliwić poprzez subbmision jednego z nich. Zadanie jest na tyle trudne, że w każdym momencie inny wrestler może do nas podbiec i udaremnić nasze zamiary, co prowadzi często do frustracji i chęci zemsty, często w sposób nienaturalny i okrutny, sam często wsadzałem głowę wrogów między odnogi krzesełka... wystarczy jeden przycisk i znowu zaczynasz żyć, no chyba że uda mu się skutecznie zablokować.

Reversale i ataki z kontry to tutaj chleb powszedni, bo tak naprawdę bez nich jesteśmy skazani na łaskę naszego oponenta. Z początku w miarę szybko udaje nam się wstawać z maty co stwarza dogodną szansę do spróbowania "jeszcze raz", jednak w późniejszym czasie walka staję się tak zażarta, iż nie sposób wygrać jej bez opanowania "magicznego bloku" pokazującego się podczas nacierania naszego przeciwnika, w ten sposób nie tylko nie dostaniemy żadnych obrażeń, ale i czasowo unieszkodliwimy innych graczy lub SI (kto co woli). Kto kiedykolwiek myślał, że grając w tą grę łatwo przyjdzie mu (chyba, że na poziomie Easy) rozbijanie stołów głowami wrogów niestety grubo się mylił.

Skoro o stołach mowa: warto wspomnieć (nie wspomnieć byłoby zbrodnią), że prawdopodobnie największej zmianie w stosunku do poprzedniczek uległa fizyka obiektów. Teraz aby rozbić stół nie musimy bawić się w nabijanie finishera (akcji kończącej) i wdrapywanie się na drewniany blacik. Mnie udało się to zrobić tylko za pomącą zwykłego chwytu (prawy analog). Drabiny nie są już tak stabilne i bardzo łatwo je wywrócić, zarówno jak krzesła, można je doprowadzić do stanu nieużytku. Kosze na śmieci zmieniają się w aluminiowe placuszki, gitary i kule (nie te do kręgli) łamią się w pół. Można by powiedzieć, że programiści odwalili kawał dobrej roboty. Prawda jest jednak inna. Szybko wprowadzone nowości, równie szybko stają się wrogiem publicznym numer 1. Nie raz zdarzyło mi się zawisnąć w powietrzu podczas spadania z drabiny, obijać się między dwoma przeciwnikami nie trafiając w żadnego, przykleić się do przedmiotu niczym rzep do psiego ogona i ślizganie się z nim niczym po lodowisku i magiczne rozdwojenie się jednej drabiny i miganie niczym Yoshimitsu w Tekkenie. Śmiechu przy tym oczywiście co niemiara, ale żarty na bok. Każda walka, w której owy bug lub jeszcze nie odkryty wystąpi doprowadza najczęściej do restartu lub wyłączenia gry.

Czymże jest Road to WrestleMania? Odpowiem, że swoistą kampanią, a właściwie kampaniami poświęconymi kilku postaciom, w której pną się one na sam szczyt, a w uniwersum wrestlingu oznacza to oczywiście największą galę ze wszystkich - tytułową WrestleManię. Po wybraniu pierwszego (warto ukończyć każdą historię, bo są świetnie przedstawione) protagonisty jesteśmy rzuceni w jego świat i panujące w nim warunki. Każdy ma innych przyjaciół, ale i wrogów, każda walka może przynieść nieoczekiwane skutki, a przegranie jej w wielu przypadkach uniemożliwia nam dalszą karierę. Niekiedy właśnie to skrypty są naszym największym wrogiem i cokolwiek byśmy robili i tak nie damy rady zrobić tego co zamierzaliśmy. Trochę to sztuczne i nie zawsze dla nas korzystne, ale trzeba to jakoś przeboleć. Warto zapamiętać, że poprzez podejmowanie niektórych wyborów możemy wpłynąć na zakończenie historii lub przebiegu jej zdarzeń. Nie wszystkie zakończenia muszą być takie same. Fanom na pewno się to spodoba.

Pomiędzy pojedynkami możemy troszeczkę poszaleć. Sprowadza się to jednak głównie do wędrowania po hali znanej z przerywników pomiędzy pojedynkami w telewizji, tych prawdziwych. Możemy porozmawiać z menadżerem, zajrzeć do zaprzyjaźnionego lekarza i rozdać zdobyte punkty umiejętności na rozpakowanie własnych umiejętności takich jak wielkość zadawanych obrażeń, wytrzymałość, szybsze napełnianie paska finisherów itp. Całkiem ciekawy bajer, nie ma może wielu możliwości customizacji naszego podopiecznego, ale daje rade. Do naszej dyspozycji pozostaje jeszcze telefon komórkowy (centrum dowodzenia) i możliwość pojedynkowania się z losowymi, akurat przechodzącymi zawodnikami jeśli mamy taką ochotę. Rozmowy w porównaniu do cutscenek i naprawdę niezłych rockowych i metalowych dźwięków wypadają naprawdę słabo. Postaci poruszają się sztucznie, brak im energii. Niektóre zadania wypadają równie dziwnie co rozdwajająca się drabina. Kolekcjonowanie latających duchów i walka z "zagubionymi duszami"?! Więcej wole nie mówić, łowcy spoilerów już czyhają.

WWE Uniwerse pojawia się w serii chyba po raz pierwszy. Nowinka ta ma za zadanie zastąpić średnio wypadający tryb kariery pojawiający się w poprzednich częściach. Z początku wydawał mi się on czymś świeżutkim i z pewnością wartym uwagi. Po szczegółowym przeanalizowaniu stwierdzam, że nie różni się on zbyt wiele od tego co twórcy zaserwowali nam w części poprzedniej, prócz kilku ważnych aspektów. Po pierwsze - wszystkie nadchodzące gale, także te specjalne możemy obserwować w specjalnym kalendarzu, także te na których już się wcześniej pokazywaliśmy. Po drugie - w zależności którego zawodnika wybraliśmy (dowolny z pośród 70 dostępnych) będziemy zaskakiwani przez losowych przeciwników i nierzadko atakowani od tyłu (bez skojarzeń proszę) podczas wchodzenia na arenę, bici jeszcze po zakończonych pojedynkach i nienawidzeni, oczywiście sami też możemy wmieszać się w pojedynek kogoś innego i napsuć mu nerwów. Podczas czytania brzmi to wszystko świetnie, jednak kiedy opcja ta załączona jest kiedy mierzymy się z kumplami i przed właściwym starciem zostajemy brutalnie pobici i obezwładnieni bez szansy na obronę może to doprowadzić do nerwicy i złości nawet najspokojniejsze osoby. Najlepiej byłoby po prostu z niego nie korzystać, chyba że tak nam się akurat podoba.

Na zakończenie chciałbym powiedzieć kilka słów o trybie multiplayer. Daje nam do dyspozycji prawie takie same tryby jakie zaprezentował tryb single. Nie ma mowy tutaj o żadnych zmianach poza ograniczeniem liczby uczestników Royal Rumble. Głównie ze względu na ograniczenie lagów do minimum, co akurat twórcom nie do końca się udało. Nierzadko połączenie się do jakiegokolwiek meczu trwać będzie długie kilkanaście - kilkadziesiąt minut, a o przycinaniu w trakcie batalii już nie wspomnę. Na skarcenie zasługuje liczba spamujących dzieciaków. Spam może i nie nabija paska ze względu na powtarzanie, jednak skutecznie uniemożliwia grającemu poruszanie się. Plusem na korzyść gry jest możliwość dzielenia się ze światem stworzonymi przez siebie fighterami (i nie tylko). Edytor postaci nie tylko pozwala nam określić jej wygląd i efektowne "wejście", ale i listę ruchów, wrogów i sojuszników. Sam pomysł i jego wykonanie nawet mi się spodobał.

Autorzy wyraźnie cenią sobie omijanie szerokim łukiem używanych produktów. Każde pudełko z grą zawiera specjalny, jednorazowy klucz uprawniający do grania przez sieć i pobranie pierwszego DLC "za darmo". Jeżeli nie posiadamy owego klucza możemy nabyć go za pośrednictwem PS Store lub Xbox Live w zależności od tego, jaką konsolę posiadamy. Zatem jeśli nie będziecie uważać, zostaniecie zmuszeni do dodatkowych wydatków. Cena samej gry nie jest jakoś szczególnie zachęcająca, głównie ze względu na brak polskiego wydawcy. W momencie wydania wynosiła ok. 250 zł. Na dzień dzisiejszy to już znacznie mniej, miejmy nadzieję, że tak zostanie...

Podsumowując : WWE Smackdown vs RAW 2011 zasługuje na szczególną uwagę nie tylko przez fanów bijatyk, ale i wszystkich graczy. Jeśli lubisz się wyżyć i nie przeszkadzają Ci wszędobylskie bugi i (rzadko występująca) potrzeba restartowania gry śmiało możesz po niego sięgnąć. Tytuł świetny na okazjonalne imprezki (w 6 każdy na każdego?) nie wymagający długiego trudzenia się z opanowaniem sterowania. Dla każdego fana uniwersum WWE jest to pozycja obowiązkowa. Jeżeli będzie się cierpliwym, gra z pewnością nam się odwdzięczy ukazując jej największe zalety.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: KaDaNeR KaDaNeR który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  mnogość dostępnych postaci, trybów i aren
+ idealna na potyczki z kumplami
+ radocha
+ Road to WrestleMania

Minusy

  mnogość bugów
 frustracja po nierównej walce
 grafika zaskakuje w niektórych momentach, niestety negatywnie
 spam

dlatego KaDaNeR
ocenia tę grę na:

8

Grafika 70%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 70%

Dźwięk 80%

Gameplay 90%

[ + dodaj screen ]

KaDaNeR: WWE Smackdown Vs. Raw 2011 - Będzie bolało (Xbox 360,PS3)

KaDaNeR: WWE Smackdown Vs. Raw 2011 - 619 (Xbox 360,PS3)

KaDaNeR: WWE Smackdown Vs. Raw 2011 - Jericho (Xbox 360,PS3)

KaDaNeR: WWE Smackdown Vs. Raw 2011 - Leci! (Xbox 360,PS3)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka