Vanquish (PS3)
Premiera Świat - 19 październik 2010 Premiera Polska - 22 październik 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Platinum Games Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Sega
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction,
Na tę platformę mamy: 5 screenów, 6 video, 1 recenzji, 8 newsów,
Szybko, szybciej, Vanquish
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chimaira
Fabuła niby jakaś tam jest, ale - w przeciwieństwie do Bayonetty - kto by się tam tym przejmował. W telegraficznym skrócie - ruscy, pod przewodnictwem niejakiego Zaitseva (potomek jakiś?) robią nader ciekawe „big bada bum” w San Francisco. Przy okazji pojawia się ultimatum - jeśli rząd amerykański nie dokona bezwarunkowej kapitulacji, promienie śmierci za 10 godzin dosięgną i Nowego Jorku. Panowie i panie spod znaku gwiazdek i pasków pod przewodnictwem swej rezolutnej przywódczyni przypuszczają zmasowany atak na stację kosmiczną, gdzie siedzi Ostatni Boss oraz jego armia robotów. To, że w razie ataku mógłby od razu pierdyknąć tym promieniem który - niczym w „Kubusiu Puchatku” - rozpęka ludzi, pomijamy. Wszak nie o to w Vanquish chodzi. Ale zanim przejdziemy do hektolitrów miodu i aluminiowej hekatomby, jeszcze kilka słów o bohaterach.
Naszym protagonistą jest niejaki Sam. Wzorem Solid Snake’a ciągle pali papierochy, nonszalanckie miny to u niego podstawa, zaś jego główną zaletą jest eksperymentalny pancerz, który stanowi podstawę rozgrywki. Do tego ponętna pani „z głośniczka”, której ujęcia w stylu „panty-shot” w połowie gry robią się niemal męczące, Burns - typowy przywódca marines oraz masa statystów, która ginie podczas pięciogodzinnego przejścia gry.
Tak, to jest jedyna - dla niektórych - wada Vanquish. Grę kończymy za jednym posiedzeniem. Wystarczy zasiąść o szesnastej, by spokojnie położyć się do wyrka jeszcze przed ciszą nocną. Tylko, że w tym wszystkim jest jeden feler.
To że gra ma skandalicznie wręcz krótki przebieg jest usprawiedliwione jednym faktem. Vanquish bowiem oddziałowuje podkorowo, oraz na poziomie metabolicznym, a wręcz momentami molekularnym. Gwarantuję wam, że w ciągu tych pięciu godzin zestarzejecie się o co najmniej dwadzieścia lat. Zjecie czterdzieści posiłków, dwa razy tyle wydalicie, wasz puls i tętno wyskoczą poza skalę w aparacie do mierzenia ciśnienia, zaś wytracanie tej prędkości zajmie co najmniej dwa dni. Najgorsze w Vanquish jest to, że po nim na każdego slashera będziecie patrzeć z politowaniem. Bayonetta? Jakieś to takie ślamazarne... Dante’s Inferno? Jak ślimak pod górkę. God of War 3? Błagam... Mucha w smole, a nie Kratos.
Trzeba to powiedzieć wprost: Vanquish to najszybszy, najbardziej dynamiczny, niszczący układ krwionośny slasher jaki w życiu widzieliście. Ta gra jest tak potwornie szybka, że wydaje się wam, że właśnie spędziliście nad nią dwa dni, podczas gdy minęło zaledwie kilka minut.
Słówko o klamotach i zabawkach. Podstawowym atutem Sama jest jego pancerz. Dzięki niemu wytrzymuje to i owo ze strony wroga. Ale to dopiero początek. Dzięki dopalaczom zamontowanym na nogach (plus bajeranckiemu silniczkowi na pleckach) możemy wykonywać fantazyjne wślizgi, by piekielnie szybko przemieszczać się po danym pomieszczeniu. Gdy podczas tej szalonej jazdy na kolanach wciśniemy przycisk odpowiadający za strzał, czas zwalnia i możemy - za pomocą kurczącego się paska energii - władować kilka cudnych headshotów w naszych oponentów. Co ciekawe, ten specyficzny bullet time jest logicznie wyjaśniony - pancerz Sama bowiem zawiaduje także jego gospodarką hormonalną. Stąd odpowiednie dawkowanie serotoniny, adrenaliny, noradrenaliny i (zwłaszcza) dopaminy powoduje taki a nie inny efekt. Efekt spowolnienia możemy wywołać sami, ale gdy dostajemy na cerę krytyka odpala się to w sposób automatyczny dając nam chwilę na schowanie się za osłonę, albo posłanie kilku robotów na złomowisko.
Bronie to typowe futurystyczne pukawki - karabiny, wyrzutnia rakiet, cudowny samonamierzający laser, trochę energetyki czy wyrzutnia dysków. Co ciekawe, każdą z nich możemy ulepszać i to na dwa sposoby. Albo znajdziemy holograficzny „upgrade” albo - gdy mamy pełny magazynek - zbierając taką samą sztukę broni powoli zbliżamy się do jej „awansu”.
Miejscówki jakie odwiedzimy to typowe przestrzenie stacji kosmicznej. Jest trochę hydroponiki, ciasnych korytarzyków, ale i przy okazji nieco bardziej otwarte tereny, czy szalone jazdy kolejkami jednotorowymi. Na nudę po prostu nie sposób narzekać. Przeciwnicy to typowe żelastwo, od zwykłych kapiszonów na jednego headshota, przez spaślaki, na naprawdę pomysłowych i nierzadko epickich bossach skończywszy. Czasem nawet nie myśli się, w co właśnie pompujemy ołów, ważne by to zatłuc i ruszyć dalej.
Graficznie Vanquish jest po prostu zjawiskowe. Nie ze względu na jakieś super wypasione wizualia, aczkolwiek i tutaj czuć posmak wirtuozerii. Wszystko jest niesamowicie wysmakowane, animacje każą się zastanawiać jakiemu mrocznemu Kami deweloperzy składali ofiary, zaś wybuchy i wszelkie efekty świetlne po prostu wypalają oczy. Dodajmy do tego niemal całkowity antyaliasing i mamy grę ostrą jak żyleta. Małym minusem są tu cut-scenki. W porównaniu do tego co generuje engine są nieraz niemal potwornie statyczne i przegadane. Może to po to by złapać oddech?
Muzyka to jedne z najszybszych techniawek jakie w życiu słyszałem. Jest kilku japońskich muzyków tzw. tekkno, których utwory puszczone na metronom spalają to urządzenie na popiół. Mimo, że za aż tak ostrą techniawą nieszczególnie przepadam, muszę przyznać, że idealnie wpasowuje się w klimat całej gry.
Szybkie podsumowanie, w stylu gry (i monologu Molly z „Ulissessa” J.Joyce’a):
vanquish to po prostu świetna gra ktora na nowo definiuje gatunek slasherów jak i prędkości rozgrywki jest nieprzyzwoicie wręcz i diabolicznie szybka grafika wypala oczy antyaliasing jest bezbłędny jedynym mankamentem może być czas rozgrywki ale tak naprawdę nawet po tych kilku godzinach spędzonych na providence jesteśmy zlani litrami potu przykre jest tylko to że od dzisiaj na wszystkie gry chwalące się dynamiką będę patrzył przez pryzmat najnowszego nie boję się tego tak nazwać dzieła platinum games
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ wszystko
− ...poza czasem gry, jakby się uprzeć ;)
− i ewentualnie nieszczególnie frapującą fabułą (ale naprawdę... kogo to obchodzi?! ;))
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 100%
Dźwięk 80%
Gameplay 100%
E3'10 Trailer
przez
Moskit
Story Trailer
przez
Moskit
TGS'10 Story Trailer
przez
Moskit
Gameplay Trailer
przez
Moskit
E. Siekiera: Nawet screeny wydają się dynamiczne (PS3)
E. Siekiera: Pancerz jakby znajomy (PS3)
E. Siekiera: Pod ostrzałem (PS3)
E. Siekiera: Tempo akcji ma być zabójcze (PS3)

