The Club (PS3)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 13 video, 1 recenzji, 2 newsów,
Zabawa w zabijanie
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
No właśnie, czas. Czas i celne oko. To jedyne, czym tak naprawdę musisz się martwić, rozpoczynając sesję z The Club. Gra może wydać ci się prosta i banalna, bo taka jest w istocie. Ale przez ową prostotę właśnie dziwna i inna. To tytuł, w którym albo zakochasz się od pierwszego wejrzenia, albo rzucisz go w kąt po godzinie zabawy, by już nigdy do niego nie wracać. Jak w żadnej innej produkcji wydanej w ostatnich latach, w The Club liczy się refleks i celność. I tylko to.
Fabuła nie należy do szczególnie wyszukanych. Jest, powiedziałbym, szczątkowa, a wątki poszczególnych postaci zarysowano niezwykle oszczędnie, zamykając opis w paru zdaniach i dość skąpej animacji kończącej tryb turniejowy. Ale, ale... Czym właściwie jest tytułowy Klub? Niezwykle potężną organizacją, której członkowie lubią sporty ekstremalne. Przy czym mowa o konkurencjach, w których prym wiedzie ostra amunicja, a większość zawodników kończy zgonem. Ośmiu zwerbowanych siłą uczestników, ośmiu kandydatów do pierwszego miejsca. Każdy inny, każdy na swój sposób wyróżniający się na tle pozostałych.
To pierwszy wybór, jakiego dokonujemy, wyruszając w krwawy bój. Pomijając czynniki czysto estetyczne, poszczególne persony różnią się od siebie wytrzymałością, szybkością i siłą. Wcielając się w jednego z współczesnych gladiatorów, przyjdzie nam spróbować sił w serii zawodów pucharowych. Osiem zróżnicowanych tematycznie lokacji (od nieczynnej huty stali, starego frachtowca czy więzienia aż po zaułki Wenecji), każda oferująca kilka potyczek, w których najważniejszy jest wynik końcowy.
Bo chodzi o punkty właśnie. To one decydują, które miejsce zajmiesz po ukończonej sesji. Otrzymujemy je za każdego odstrzelonego wroga, naturalnie liczy się w tym momencie rodzaj przeciwnika, dystans, a także styl i sposób rozwałki, bowiem za bezbłędnego headshota z większej odległości zgarniemy znacznie większą pulę niż prując ogniem ciągłym po nogach. Do tego warto nabijać licznik combo, co jest absolutną koniecznością, jeśli mamy zamiar odnosić jakiekolwiek sukcesy w tym sporcie. Dzięki wspomnianej opcji za naszą kolejną ofiarę otrzymamy sumę punktów przemnożoną przez liczbę wcześniej odstrzelonych patafianów. Oczywiście, kluczowy znów okazuje się czas, bowiem widoczny na ekranie wskaźnik szybko topnieje, by więc utrzymać wysoki mnożnik, należy nie przestawać w mordowaniu.
Biorąc pod uwagę twórców programu, styl rozgrywki preferowany w The Club nie powinien nikogo dziwić. Wszak Bizarre Creations to również ojcowie kapitalnej serii Project Gotham Racing. Faktem jest, ze na grunt trzecioosobowej strzelanki udało im się przeszczepić zadziwiająco wiele elementów charakterystycznych dla klasycznych gier wyścigowych. Poszczególne konkurencje podzielono na pięć kategorii, aczkolwiek niektóre są tak bliźniaczo podobne, że wprowadzanie dodatkowej nazwy wydawać się może nieco mylące. Podstawowym, najczęściej występującym wyzwaniem jest sprint. Polega po prostu na dobrnięciu do mety. Następna konkurencja wprowadza drobne urozmaicenie w postaci ograniczenia czasowego, w którym należy się zmieścić. Kolejną wariacją jest coś w rodzaju wyścigu. Zasady podobne jak wcześniej, tyle że miast prostego odcinka z punktu A do B, ganiamy po okrążeniach, zaliczając daną miejscówkę kilka razy. Dodatkowo za odstrzał przeciwników i specjalnych znaków otrzymujemy kilkusekundowe bonusy czasowe. Dla odmiany ostatnie dwie konkurencje nie wymuszają na nas sprinterskich popisów - tu po prostu wystarczy przeżyć w wyznaczonej strefie określoną ilość czasu. Wróg wylewa się z każdej strony, my zaś po przekroczeniu zakreślonego terenu mamy pięć sekund na powrót, w przeciwnym razie zaliczymy szybki zgon.
Dziwnie zbalansowano poziom trudności. Wyniki przeciwników na najniższym są tak absurdalnie małe, że z zajęciem miejsca na podium większych problemów nie miałby prawdopodobnie nawet mój kot, i to po ostrej imprezie. Zabrakło płynnego przejścia, gdyż następny poziom stanowi już całkiem uczciwe wyzwanie i zdystansowanie konkurencji wcale takie oczywiste nie jest. Kolejne dwa są już raczej przeznaczone dla hardcorowców przechodzących poszczególne etapy na pamięć, którzy mają rozeznanie w mapach i znają rozmieszczenie wrogów, co pozwala osiągać niebotycznie wysokie mnożniki punktów (tu już wyniki idą w grube miliony). Kuleje również sztuczna inteligencja, jednakże w przypadku The Club nie ma sensu narzekać na pozbawionych instynktu, tępych przeciwników. W grze, gdzie liczy się tempo, nie ma wszak miejsca na zabawę w kotka i myszkę czy inne tego rodzaju podchody. Strzelamy do nich jak do ruchomych tarcz, bo tym są w istocie.
Oprawa gry nie należy do szczególnie urodziwych, a modele wrażych jednostek nie rażą przesadnym uszczegółowieniem. Prawdę mówiąc jednak nie bardzo jest czas i miejsce, by się takim detalom przyglądać. Gnasz na złamanie karku, a wygląd mięsa armatniego nie ma większego znaczenia - liczy się ono tylko jako suma punktów, które możesz uzyskać dzięki strzeleniu mu prosto w czerep. Najjaśniejszym punktem wizualnej strony programu są z pewnością modele głównych bohaterów, pozytywnie wyróżniają się na tle przeciętnej reszty.
The Club bazuje na bardzo prostym, może trochę zbyt prostym pomyśle. To z kolei skutkuje znużeniem, które wkrada się po dłuższej sesji z programem. W zasadzie jest to tytuł dla miłośników bicia rekordów, graczy lubujących się we wszelkiej maści rankingach. Obawiam się, że tylko tacy są w stanie dostrzec sens przebijania się po raz któryś przez rażąco schematyczne poziomy i wybijania skretyniałych przeciwników na czas. To fajna, podnosząca adrenalinę zabawa, ale jej potencjał wypala się nim dobrniemy do połowy bardzo krótkiej kampanii. Bo w gruncie wystarczy zaliczyć pierwszy turniej, by odkryć wszystkie karty. Do samego końca, poza otoczeniem, nic się już nie zmienia.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ szybka, dynamiczna, inna
+ świetna jako relaksator w krótkich dawkach
+ dobry pomysł wyjściowy
− szybko nuży
− poza biciem rekordów ma niewiele do zaoferowania
− szczątkowo zarysowana fabuła
− średnia oprawa
Ocena wszystkich
recenzentów
6.0
Grafika 60%
Dźwięk 60%
Gameplay 60%
Dragov Trailer
przez
Mystique
Renwick Trailer
przez
Mystique
Instruktaż
przez
Woland

