Fallout 3 (PS3)
Premiera Świat - 28 październik 2008 Premiera Polska - 31 październik 2008
Ocena użytkowników: bardzo dobra
3 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 10 video, 1 recenzji, 92 newsów,
Wędrując po Pustkowiach
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Walczę uporczywie ze szwankującą pamięcią, próbując sobie przypomnieć, która kontynuacja w ostatnich latach przyczyniła się do powstania tylu kontrowersji i sprzecznych opinii, co Fallout 3. Coś musi być na rzeczy, skoro prasa branżowa jak jeden mąż pieje z zachwytu (średnie ocen powyżej 90% w skali globalnej nie biorą się z sufitu, a przy tak olbrzymiej liczbie pozytywnych recenzji od razu można wykluczyć kwestię łapówkarstwa czy ogólnoświatowej ślepoty), podczas gdy fani na rozmaitych forach po dziś dzień roztrząsają problem i ronią gorzkie łzy nad rozlanym mlekiem. Zatem które podejście jest bardziej racjonalne? Wymazać wspomnienia, czy może kierować się zgubnym sentymentem? Nową odsłonę epickiej sagi porównywać ze starymi odsłonami, czy raczej, z uzasadnionych względów, zestawić ją z Oblivionem? Ot, zagwozdka. Jakby na problem nie spojrzeć, zawsze ktoś będzie pokrzywdzony.
Dorastanie
Powiedzmy sobie szczerze - historia przedstawiona w grze nie zachwyca. Rozgrywka wciąga jak lotne piaski, niektóre questy są naprawdę interesujące, ale w ogólnym rozrachunku przy ekranie nie trzyma nas główna oś fabularna, a sam świat i najrozmaitsze detale, które stanowią o jego oryginalności i wiarygodności. Dlaczego zaś w ogóle przychodzi nam do głowy tak szalony krok, jak opuszczenie bezpiecznego schronienia, jakim jest Krypta 101? Z powodu ojca, który pewnego dnia daje w długą, my zaś, kierowani naturalną potrzebą wyjaśnienia całej intrygi, wyruszamy w ślad za nim.
Nim jednak staniemy się postrachem na dzielnicy i zajrzymy pod każdy kamień Stołecznych Pustkowi, czeka nas rozbudowany etap kreacji bohatera i nauka podstaw poruszania się w świecie gry. To, co w grach fabularnych jest częstokroć smutnym obowiązkiem, tu opracowano wręcz modelowo. Wszystko rozpoczyna się w dniu naszych narodzin. Wtedy też wybieramy płeć, imię, a także określamy przyszły wygląd. Narzędzie służące do rzeźbienia twarzy przypomina z grubsza to, które wykorzystano w Oblivionie, a liczba najrozmaitszych suwaków czy chociażby paleta dostępnych fryzur daje nam olbrzymie pole manewru. Kolejne etapy rzucają gracza w najrozmaitsze okresy wieku młodzieńczego. Roczek to dobra okazja by opanować sztukę chodzenia i - korzystając ze znanego z poprzednich odsłon systemu S.P.E.C.I.A.L. - rozdysponować punkty pomiędzy siedem głównych atrybutów, definiując tym samym podstawowe kryteria określające naszą postać. Na dziesiąte urodziny otrzymujemy Pip-Boya 3000, odpowiadającego za wszelkie kwestie związane z ekwipunkiem, mapą, charakterystykami etc., zaliczamy również szybkie szkolenie z posługiwania się bronią. W wieku lat szesnastu przychodzi nam zdać specjalny egzamin, który pozwoli właściwie przydzielić punkty umiejętności, wybierając trzy nadrzędne. Szkoda tylko, że same umiejętności mają relatywnie mniejszy wpływ na przebieg rozgrywki, niż miało to miejsce w poprzednich odsłonach, ale taka już cena postępu (i licznych uproszczeń).
Świat u twoich stóp
Warto nadmienić, że podczas opuszczania Krypty wszystkie wcześniejsze wybory można jeszcze cofnąć, a podjęte pochopnie decyzje skorygować. Uważny czytelnik dostrzeże podobieństwa do Obliviona, który również wprowadzał podobne udogodnienia. To nie jedyna płaszczyzna łącząca Fallouta 3 z wcześniejszym dziełem Bethesdy. Sam motyw wyjścia na powierzchnię jak żywo przypomina ucieczkę z podziemnego labiryntu rozpościerającego się pod Imperial City. W jednym i drugim przypadku sporo czasu tracimy na przebijanie się przez ciemne, wąskie nory, ale może właśnie dzięki temu pierwszy kontakt ze światem zewnętrznym jest tak piorunujący. Stołeczne Pustkowia to olbrzymia połać terenu i choć wydawać by się mogło, że sceneria po atomowym kataklizmie będzie wyjątkowo nudna i nieciekawa, krajoznawcze wycieczki to jeden z największych walorów nowego Fallouta. Podróż przez wyniszczone jałowe tereny, odwiedzanie prowizorycznych osad czy wędrówki po ulicach obróconego w ruinę Waszyngtonu - gdziekolwiek bym nie trafił, co krok przystawałem na moment, podziwiając z rozdziawioną gębą olbrzymi kunszt grafików. Jedyne, co w tym przypadku nudzi, to ciągnące się kilometrami tunele metra, które z oczywistych przyczyn wyglądają tak samo, a eksplorację utrudnia dodatkowo brak mini-mapy.
To jeden z podstawowych zarzutów pod adresem omawianej produkcji. Na otwartym terenie do pełni szczęścia wystarczy prowizoryczny kompas, który zaprowadzi nas do celu aktualnie wybranej misji bądź własnoręcznie naniesionego znacznika, ale pod ziemią to nie wystarcza. Eksploracja krętych tuneli aż prosi się o jakąś podręczną ściągę, która nie zmuszałaby nas do nieustannego przywoływania Pip-Boya. Jak już wspomniałem wcześniej, z poziomu owego urządzania załatwiamy również wszystkie sprawy związane ze statystykami postaci czy ekwipunkiem. Co prawda zabawka wygląda stylowo i utrzymano ją w duchu serii, jednak w praktyce bywa niewygodna, a przebijanie się przez stosy zebranych gratów to zbyt trywialny element, by marnotrawić przy nim tyle czasu.
Uproszczenia są w cenie?
Questy zwyczajowo dzielą się na główny wątek opowieści i szereg zadań dodatkowych, które najczęściej przyjmujemy od napotkanych osób. Wydaje się, że podobnie jak w Oblivionie, scenarzyści nieco większy nacisk położyli na zlecenia poboczne. Samych questów jest znacznie mniej niż we wcześniejszej produkcji Bethesdy, nie są też jakoś specjalnie oryginalne czy wyszukane, jednakże nadrabiają złożonością. Rzeczą dyskusyjną są natomiast same dialogi; teoretycznie dają radę, a współczynniki związane z retoryką czy karmą mają istotny wpływ na pojawiające się kwestie dialogowe i to, jak postrzegają nas bohaterowie niezależni. Tyle tylko, że gros wyborów sprowadza się do czystej kosmetyki i nie ma realnego przełożenia na konsekwencje dla naszej postaci. Owszem, wiele spraw można załatwić na kilka różnych sposobów, a przejście gry bohaterem postępującym zgodnie z nakazami sumienia to zupełnie odmienne doświadczenie od wcielenia się w niehonorowego gbura, który wali po pysku każdego jak leci. Tym niemniej pod względem skomplikowanej siatki zależności i możliwości Fallout 3 pozostaje daleko w tyle za wcześniejszymi odsłonami serii.
Doprowadzanie poszczególnych questów do szczęśliwego finału to nasze główne źródło doświadczenia. Jednakże zdobyć je można na wiele innych sposobów. Odkrycie nowego miejsca, hackowanie komputerów, rozpracowanie zamka czy wreszcie sama walka - niemalże wszystko przekłada się na potrzebne do dalszego rozwoju doświadczenie. Po osiągnięciu określonego pułapu awansujemy na kolejny poziom, wtedy też otrzymujemy kolejną porcję punków do rozdysponowania pomiędzy poszczególnymi umiejętnościami, możemy również wybrać jeden profit z puli dostępnej dla danego poziomu (wcześniej perki przysługiwały co trzy poziomy). Wszystko po to, by rozmowy szły gładko, a makówki przeciwników pękały z większą łatwością.
Nikt ci nie podskoczy
Ano właśnie, walka. Świat po nuklearnej zagładzie nie jest zbyt przyjaznym miejscem, o czym często przekonujemy się na własnej skórze. Tyle tylko, że satysfakcję z wygranych starć psuje nieco żenujące SI przeciwnika, który poza nadnaturalną odpornością na ołów (a i to nie zawsze) nie ma żadnych innych atutów. Brakuje naprawdę trudnych i emocjonujących starć, a na grupę supermutantów wystarczy rozlatująca się śrutówka, opcjonalnie winkiel, za którym można się schować (wróg sam przyjdzie poprosić o kulkę). Dla odmiany pochwalić trzeba system V.A.T.S., który zgrabnie łączy ideę aktywnej pauzy ze stylem rozgrywki typowym dla FPS-a. Rzecz jest prosta i intuicyjna, ale w pewien sposób jeszcze bardziej upraszcza i tak banalne starcia. Gdy świat zamiera i można wybrać miejsce trafienia, headshoty wykonują się niejako same. Paradoksalnie największy problem leży w pukawkach, które zaskakująco szybko się psują (jak zresztą wszystko, czego używamy). Naprawy u miejscowych złotych rączek sporo kosztują, ale mimo to warto się wykosztować (względnie zainwestować punkty w odpowiednie umiejętności), bo zdezelowana spluwa nie tylko traci na wartości, ale i sile ognia.
Wersja na PS3 cieszy się złą sławą z uwagi na rozmaite niedociągnięcia techniczne. Spodziewałem się rozszalałej wichury z piorunami, na szczęście skończyło się przejściową mżawką. Albo miałem niewiarygodnego farta, albo też diabeł nie okazał się tak straszny, jak go przeciwnicy czarnuli malowali. W stosunku do edycji pecetowej doskwierają przede wszystkim sporadyczne spadki płynności, dłuższe loadingi i nieco gorzej prezentująca się oprawa graficzna z uwagi na brak antyaliasingu. To w zasadzie wszystko w tym temacie. Animacje i fizyka również prezentują są średnio, ale ten problem tyczy się wszystkich platform.
Czy warto polecić Fallouta 3? Jak najbardziej. Zwłaszcza posiadaczom PS3, choć wersja PC wydaje się być bardziej dopracowana. Tym niemniej na blaszakach o dobry RPG nietrudno i nie ma problemu ze znalezieniem ciekawej alternatywy. A wszelkim malkontentom proponuję nabrać dystansu i czasem spojrzeć na problem z innej perspektywy niż koniec zadartego nosa. Kontynuacja nie jest tak rozbudowana i dojrzała jak wcześniejsze odsłony, to pewne. Ale nie jest też złą grą, jak chcieliby tego niektórzy zaklinacze rzeczywistości. Najwyższa pora pogodzić się z tym, że 10 lat to w tej branży niemal epoka, a w tym czasie oprócz wymagań sprzętowych i możliwości technologicznych zmieniają się również sami gracze.
Przeżarty zgnilizną świat. Martwy, bez wyrazu. Ponury jak listopadowe niebo. Na starych gruzach wyrośnie kolejne pokolenie. Kiedyś odrodzą się miasta. Za sto, może tysiąc lat, z pustynnego pyłu na nowo wyłonią się strzeliste wieże. Lśniące pomniki ludzkiego geniuszu, niezłomności i wiary w lepsze jutro. Spadkobiercy wymarłej cywilizacji w końcu się zmobilizują, w końcu wezmą się w garść. Zaczną udawać zgrane społeczeństwo. Wtedy też wybiorą nowe idee i przyjmą je za pewnik, by w razie potrzeby mieć za co walczyć i w imię czego ginąć. Gleba jest cierpliwa i spragniona, niczym sęp kołujący uparcie nad polem bitwy. Za sto, może tysiąc lat, będzie wysuszona i gotowa na przyjęcie świeżej krwi. Odrodzona cywilizacja powstanie i znów upadnie, bo pewne rzeczy się nie zmieniają.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ wielki, sugestywny świat
+ świetna oprawa
+ niesamowity klimat
+ intuicyjny system rozwoju
+ wciąga, pomimo wszelkich uproszczeń
− określenie "Oblivion ze spluwami" nie jest bezzasadne
− fabuła nie porywa
− brak mini-mapy
− średnio przejrzysty ekwipunek
− AI do wymiany
− technicznie gorsza od wersji PC
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 90%
Dźwięk 80%
Gameplay 80%






