The Saboteur (PS3)
Premiera Świat - 3 grudzień 2009 Premiera Polska - 4 grudzień 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Pandemic Studios Dystrybutor: EA Polska Wydawca: Electronic Arts
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka, Skradanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Wojenna, Rozgrywka: Singleplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 21 screenów, 7 video, 1 recenzji, 8 newsów,
Zaskoczenie sezonu?
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Pierwsze, co rzuca się w oczy w przypadku The Saboteur, to nietypowa otoczka fabularna i związane z nią realia, w których osadzona jest akcja gry. Wcielamy się w Seana Devlina, zapalczywego i aroganckiego Irlandczyka, który dochodzi do siebie po tym, jak na jego oczach ginie najlepszy przyjaciel. Czasy II wojny światowej, okupowany Paryż i duch nadziei, budzący się powoli w mieszkańcach wraz z kolejnymi sukcesami Ruchu Oporu, są tłem wydarzeń, w których przyjdzie nam uczestniczyć. To właśnie dla lokalnej partyzantki najczęściej pracujemy, choć trafia się również wiele osób postronnych, które w ten czy inny sposób chciałyby napsuć faszystom krwi.
Oprócz przyjmowania kolejnych zleceń, w rozlokowanych na terenie miasta kryjówkach mamy dostęp do handlarza bronią i garażu. Rolę waluty stanowi kontrabanda, którą otrzymujemy automatycznie po wykonaniu zadania z głównego wątku fabularnego bądź zaliczaniu celów w trybie swobodnym. Jest tego w bród, choć w tym ostatnim przypadku gros akcji sprowadza się do wysadzania wieżyczek, składów z paliwem, radarów, wozów opancerzonych i wielu innych istotnych dla okupanta instalacji. Masowa destrukcja jest przyjemna, ale nie wyobrażam sobie, by ktokolwiek był w stanie puścić z dymem każdy możliwy obiekt, tych jest tu bowiem grubo ponad tysiąc.
Początek przygody okazuje się zaskakująco liniowy, przynajmniej jak na grę oferującą otwartą strukturę rozgrywki. Był to zabieg celowy, by wprowadzić gracza w świat gry, a jednocześnie w bardzo filmowy sposób przedstawić wydarzenia poprzedzające przybycie Devlina do Paryża i motywy, które obudziły w nim palącą rządzę zemsty. Sposób, w jaki to zrealizowano, jest kapitalny, bo miast krótkiego intra, cały prolog jest serią krótkich, liniowych misji, w których aktywnie uczestniczymy. Dzięki temu od samego początku wkręcamy się w przedstawioną opowieść i autentyczne mamy ochotę dokonać krwawej pomsty.
Tyle w temacie wstępu. W momencie, gdy nasza opowieść wraca do teraźniejszości, gra czaruje nas totalną, nieskrępowaną wolnością (w granicach zdrowego rozsądku ma się rozumieć). Taki efekt udało się osiągnąć poprzez wykorzystanie kilku ciekawych patentów. Po pierwsze system wspinania się na budynki, który pozwala dostać się na dachy, te zaś z kolei często są alternatywną drogą prowadzącą do celu. Co prawda, zabawa w Spidermana nie daje tyle frajdy co w Assassin's Creedzie czy inFamous. Tyle że tam były to jedne z najważniejszych elementów kampanii, tu zaś występują w charakterze dodatkowego urozmaicenia, z którego, pomijając kilka newralgicznych momentów, wcale nie trzeba korzystać. Tym niemniej miło, że taka opcja istnieje.
Drugim motywem, pozwalającym na sporą dowolność w temacie zaliczania poszczególnych misji, są elementy żywcem wyrwane z przygód Hitmana. Do wielu sytuacji można podejść po cichu, a umiejętność skradania się i pożyczania mundurów od zabitych przeciwników pozwala na dość swobodne poruszanie się po terytorium wroga bez wszczynania niepotrzebnego alarmu (o ile nie zachowujemy się podejrzanie). System jest prosty, ale przemyślany i - co ważniejsze - zdaje egzamin na gruncie otwartej przestrzeni miasta, w której z natury rzeczy wielu sytuacji nie da się przewidzieć. Szkopuł w tym, że zabawa w sabotażystę z prawdziwego zdarzenia wymaga większej cierpliwości, przez co zapewne wielu graczy szybko zaniecha takowej strategii. Dużo prościej wbić się w samo centrum zamieszania i kroić nadbiegających przeciwników krótkimi seriami z automatu. To po prostu łatwiejsza, a przy tym szybsza metoda rozwiązywania większości problemów. Często też, mimo chęci, taktyczne podejście bierze w łeb i końcówka misji przeistacza się w masową rzeź.
Gra wciąga jak bagno, za co należy się ogromny plus. Sandboxową rozgrywkę łatwo skiepścić poprzez nagromadzenie szablonowych, odlanych z jednego wzorca questów. Wadą takowych produkcji jest również wkradający się częstokroć chaos w przypadku większych zadym. Na obie przypadłości cierpiał ostatni Red Faction czy jedno z największych rozczarowań ostatnich lat, czyli Far Cry 2. The Saboteur wychodzi z tej próby zwycięsko. Co prawda w późniejszych partiach gry, w momencie podniesienia alarmu wyższego stopnia robi się istne piekło, strzały padają z każdej strony, a fale wrogów wydają się nie mieć końca, ale i z tych sytuacji można wyjść obronną ręką. Ratuje nas system chowania się za przeszkodami (bohater automatycznie przykleja się do danej powierzchni, co czasem bywa irytujące, gdyż nie zawsze zależy nam na tej właśnie reakcji) i dość spora odporność na ołów. Devlin to prawdziwy irlandzki kozak, który bez mrugnięcia potrafi przyjąć na twarz wiadro naboi. W obliczu powyższego groteskowa wydaje się notka wyświetlana od czasu do czasu podczas ładowania kolejnej lokacji, mówiąca o tym, iż bohater nie szanuje swego zdrowia, bo zbyt często sięga po szluga. Myślę, że ilość ołowiu, którą pochłania w trakcie kilkunastogodzinnej kampanii, byłaby w stanie zebrać obfitsze plony niż rak płuc. No ale na drobny wkręt moralizatorski zawsze znajdzie się miejsce.
Oprawa jest sprawą dość dyskusyjną i trudną w jednoznacznej ocenie. Gdy przyjrzeć się z bliska poszczególnym elementom otoczenia, na wierzch wychodzą kiepskiej jakości tekstury, sklonowane budynki, marne modele postaci i średnia animacja. Jednak patrząc na całokształt i efekt, jaki udało się oddać na ekranie, gra naprawdę sporo zyskuje. Wielkie w tym zasługi filtra, który nadaje grafice charakteru, pozytywnie wpływając na klimat opowieści. Świat gry oglądamy w czarno-białych barwach, spośród których wyróżniają się jedynie żółte światła wylewające się z okien okolicznych domostw i ostra czerwień utożsamiana z faszystowskimi flagami, przepaskami na ramionach nazistów i krwią, którą im upuszczamy w nieprzyzwoitych ilościach. Wspomniany filtr odwala wprost niewiarygodnie dobrą robotę w budowaniu nastroju, a przy tym ma dodatkową, nieco bardziej praktyczną funkcję - tuszuje niedostatki oprawy. Ulice Paryża przedstawione w odcieniach szarości wyglądają wręcz zjawiskowo, a gdy z samochodowych głośników sączy się rozleniwiająca muzyka "z epoki", z gęstych burzowych chmur pada rzęsisty deszcz, klimat robi się tak wiarygodny, że niemal czujesz dym unoszący się leniwie z papierosa, którego Devlin odpala w chwilach dłuższego przestoju. Kapitalnie, po prostu kapitalnie.
Czar niestety pryska wraz z wyzwalaniem poszczególnych dzielnic Paryża. W miarę rozwoju fabuły coraz bardziej dajemy się Niemcom we znaki, niszcząc ich instalacje, mordując wysoko postawionych oficjeli, oswabadzając jeńców i robiąc tysiąc innych pożytecznych rzeczy. Wtedy też koniec końców zmieniają się nastroje mieszkańców danej części miasta, co jest symbolizowane przez przywrócenie kolorów. Czasem nawet towarzyszy temu animacja przypominająca sceny z ostatniej odsłony Prince of Persia, gdzie zarażona kraina na nowo porastała kwiatami, a słońce rzucało blask na najbliższe otoczenie. Niestety, wraz z pełną paletą barw wychodzą na wierz wszelkie niedoskonałości silnika, a misternie budowany, posępny i nieco senny klimat szlag trafia. Osobiście byłbym za tym, by opisany powyżej filtr towarzyszył nam w trakcie całego scenariusza. Może z wyjątkiem terenów wiejskich, te bowiem z oczywistych względów wyglądają nieco inaczej i krótki wypad za miasto, przejażdżka wokół ukwieconych łąk i skubiących trawę krów byłyby w tej sytuacji jeszcze milszą odskocznią niż obecnie (swoją drogą niespełnionym rzeźnikom polecam staranowanie pasącego się stadka - Carmageddon wysiada).
Czy The Saboteur spełnił wymogi, o których pisałem we wstępie? W zasadzie tak. Choć czerpie pełnymi garściami z innych produkcji i dla przypadkowego obserwatora może wydać się zgrabnym kolażem Assassin's Creeda, Mafii i Hitmana, zapożyczone elementy łączy w tak ciekawy sposób, że nie sposób odmówić mu oryginalności. Oczywiście, ma sporo pomniejszych wad, z których warto wspomnieć o kiepskiej fizyce jazdy czy braku modelu zniszczeń pojazdów. W swej wymowie ostatnia produkcja nieistniejącego już Pandemic Studios jest również dość umowna, co nie każdemu przypadnie do gustu. Bardzo stereotypowe są tu chociażby sylwetki głównych bohaterów, nie wyłączając takich detali jak akcent czy styl bycia. Ale to właśnie ta umowność sprawia, że nie traktujemy całej historii zbyt poważnie. To tylko rozrywka, ale opowiedziana w dobrym, filmowym stylu. I piekielnie wciągająca na dodatek. Zaskoczenie sezonu? Nie do końca (Batman mimo wszystko w tej kategorii wygrywa). Ale kawał solidnej, przyzwoitej produkcji jak najbardziej.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ świetny klimat
+ ciekawe zadania
+ sensownie wykorzystuje zapożyczone pomysły
+ kilka sposobów na rozwiązanie problemu
+ kapitalna muzyka
+ Paryż w odcieniach szarości wygląda zjawiskowo
− niestety czar pryska, gdy wracają kolory
− kiepska SI
− zbyt prosta
− marny model jazdy
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 70%
Dźwięk 90%
Gameplay 80%
Saboteur Teaser
przez
Woland
Belle DeNuit
przez
Moskit
Live Action Trailer 2
przez
Moskit
E3'09 Trailer
przez
Marwari
Chimaira: Widok z góry - na ciemną stronę miasta (PS3)
Chimaira: Fajny wózek... (PS3)
Chimaira: Spuszczamy się! Po linie... (PS3)
Chimaira: Proszę proszę, jakie widoki (PS3)

