Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Castlevania: Lords of Shadow (PS3)

Lubię to! 1

Premiera Świat - 5 październik 2010 Premiera Polska - 29 październik 2010

Ocena użytkowników: bardzo dobra

0 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Konami

 

Gatunek: Akcja/Arcade Cechy gry: TPP

Tematyka: Horror, Fantasy,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 22 screenów, 4 video, 1 recenzji, 15 newsów,

Castlevania: Lords of Shadow pod nożem

[ zobacz inne recenzje 1 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Boromi Boromi
Skok w trzeci wymiar nigdy nie jest łatwy, jednak – o ironio, największe wyzwanie stanowi dla tych tytułów, które karmią graczy właśnie skakaniem. Stara dobra Wania próbowała odmienić swe oblicze już kilka razy, jednak zawsze skutek nie był do końca zadowalający. Zobaczmy więc, jak prezentuje Lords of Shadow – najnowsza Castlevania, która Castlevanią wcale być nie miała...

Zobacz również videorecenzję Boromiego!


Bohater w którego się wcielimy, to Gabriel Belmont. Nie należy on jednak do rodu pogromców wampirów, który do tej pory swoistą osią dla tej serii. Gabryś to podrzutek, który przed laty został odnaleziony w progach Bractwa Światła. Imię zostało mu nadane na cześć wiadomego archanioła, zaś nazwisko czy może raczej przydomek wybrał sobie ze względu na umiłowanie gór. Nie to jednak jest najważniejsze. Gdy go poznajemy, Gabriel jest szukającym zemsty wdowcem. Jako członek bractwa ma za zadanie usunąć z tego świata tytułowych trzech Władców Cienia. Przy okazji dowiaduje się, że stoi przed nim szansa zdobycia Maski Boga - artefaktu zdolnego przywrócić do życia jego ukochaną. Na jego drodze oprócz standardowych niemilców, napotkamy też szereg innych osobliwych postaci, jak porozumiewającą się telepatią Klaudię i jej czarnego rycerza w lśniącej zbroi, czy nawet Babę Jagę, która jakimś cudem uniknęła spalenia żywcem przez pewnego chłopca-psychopatę.

Jeżeli zaś chodzi o sam gameplay, to ma on z klasyczną Castlevanią niewiele punktów wspólnych. Gra zmieniła się w – co tu kryć - typowego slashera. Główną bronią naszego rycerza jest wielofunkcyjny krzyż bojowy. Swoją drogą – jakie to szczęście, że ludzie w pewnym wieku nie sięgają już po gry... Zapewniam, że gdyby co gorliwsi w wierze trzymali za pazuchą urządzenie z ostrzem na łańcuchu i trzonkiem zakończonym kołkiem osinowym, to szyja każdej modlącej się kobiety byłaby bezpieczna. Czym zakończyłaby się próba jej ugryzienia, czy - o zgrozo - zgaszenia na niej papierosa – możecie sprawdzić w grze. Combat system udał się naprawdę wyśmienicie. Starcia są wymagające a przy tym w trakcie walki mamy bardzo dużą swobodę w doborze ciosów. Gabriel błyskawicznie wykonuje przejścia między kombinacjami czy unikami, co podnosi dynamikę starć. Te pierwsze nabywamy w menu gry za punkty doświadczenia uzyskiwane po pokonaniu wroga czy zrealizowaniu dodatkowych celów danego epizodu. Przy tym, same kombosy wydały mi się ciekawsze niż w, bliźniaczym pod paroma względami God of War. Panowie z MercurySteam pokazali, że Japońską fantazję można z powodzeniem zastąpić Europejską. W nasze ręce dostaniemy również relikwie, pełniące funkcje broni czy power-upów. Miłośnicy wampirzej serii poczują się jak w domu: Gabriel w trakcie swej podróży będzie między innymi ciskał sztylety oraz wylewał pod odnóża wrogów wodę święconą. Powróci także doskonale znane przyspieszenie, czy podwójny skok.

Wszystkie dobrodziejstwa testować będziemy na zastępach wrogów. Bardzo przyjemną sprawą jest bestiariusz, w którym zarówno zgłębimy wzbogacające grę ciekawostki o napotykanych potworkach, jak i dowiemy się, czym najskuteczniej ukrócić ich marną egzystencję. Twórcy wyraźnie usiłowali ubrać dwuwymiarowe pokraki w nowe szaty i muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Starych znajomych możemy rozpoznać nie tylko po aparycji ale i animacjach, czy samych technikach ataku.

I tu właśnie wychodzi na wierzch olbrzymia zaleta nowej Wani, mianowicie: przystępność. Patrząc z perspektywy osoby, która nie miała okazji rozsmakować się w tej serii, wcześniejsze Castlevanie 3D były raczej produkcjami trudnymi do przełknięcia. Tym razem jest inaczej: w Lords of Shadow dobrze będzie się bawił każdy miłośnik nawalane (a tych jest na pęczki). Fani mogą czuć się nieco oszukani, gdyż faktycznie – bezpośrednio, nowa odsłona z serią ma niewiele wspólnego. W żadnym wypadku jednak się od niej nie odrywa, serwując wiele nawiązań do wcześniejszych gier. Od wspomnianych wrogów, przez epizodyczne postaci a na całych lokacjach skończywszy. Jest jeszcze coś, co w bardzo przyjemny sposób łączy tradycję z nowoczesnością: backtracking. Nie gra on tu (jak to w poprzedniczkach bywało) kluczowej roli, jednak aby wymaksować dany poziom, najczęściej będziemy zmuszeni do niego powrócić, gdy fabuła wyposaży nas w power-upa umożliwiającego dostanie się w jakiś dotychczas niedostępny zakamarek planszy.

Właśnie, plansze! Słodki Jezu, ależ ta gra ma design! Castlevania: Lords of Shadow to zdecydowanie najpiękniejsze, najlepiej zaprojektowane cyfrowe ruiny na których postawiłem swe cyfrowe stopy. Te detale, ta gra świateł... i tekstury! Znam siebie i doskonale wiem, że jeżeli gra ma gdzieś jakąś nieostrą powierzchnię, to ja dostanę nią prosto w nos. Wyglądałem, płakałem, szlochałem... wszystko na nic – MercurySteam stworzyło grę, która nie ma brzydkich tekstur. Co nie oznacza oczywiście, że w kwestiach wizualnych jest idealnie. Spore zastrzeżenia mam odnośnie betonowej kamery, która w trakcie walki jest koszmarnie irytująca. Filmowość filmowością, ale sytuacja w której gracz musi obiegać arenę dookoła tylko po to, żeby w ogóle zobaczyć wroga, to jakaś tragiczna pomyłka. Drugim babolem jest animacja, która mimo że przeważnie chodzi bardzo płynnie, to ma od czasu do czasu tendencje do nieprzyjemnych przeskoków. Hm, aby jednak nie było nieporozumień – widok zaścielonych zżółkłymi liśćmi ruin, czy rozrywanych w ferworze walki ksiąg bibliotecznych, zwróci Wam wszystkie niedogodności z nawiązką.

Sporo mówiło się o znanych voice-acterach, którzy mieli skutecznie zasilić listę płac. Powiem tyle: podkładającego głos protagoniście Roberta Carlyle'a wolałem w roli zombie z „28 Tygodni Później”. Rola narratora i postaci pierwszoplanowej przypadła Patrykowi Stewardowi, który akurat sprawdza się całkiem nieźle. Paradoksalnie jednak – większość pozostałych aktorów spisuje się lepiej od tej dwójki i to właśnie oni niejako ratują dobre imię voice actingu. Jeżeli natomiast chodzi o muzykę, to nie można jej odmówić klasy wykonania, jednak moim zdaniem niektórym utworom brakuje nieco unikalnego charakteru. Dziwi niemal zupełne odejście od klasycznych motywów, które - odpowiednio przerobione, byłyby piękną ozdobą dla gry. Tymczasem dostaliśmy dobry, nastawiony na epickość, choć też dość standardowy soundtrack.

Natomiast sama rozgrywka w Lords of Shadow to bardzo udany miks typowej rzeźni z uwypukloną sekcją platformową. Możecie spalić mnie na stosie za herezje, jednak moim zdaniem system walki jest tu zwyczajnie ciekawszy od tego z God of War. Walki z bossami nie mają może tego rozmachu, co we wspomnianej produkcji Sony, jednak też w znacznie mniejszym stopniu opierają się na Quick Time Eventach. Należy też zauważyć, że nowa Castlevania jest produkcją całkiem długą i naprawdę skutecznie motywującą do szlifowania wyników w poszczególnych lokacjach. Samo przejście, bez zaglądania w liczne zakamarki plansz, zajmie Wam około 15 godzin. Po tym czasie pozostanie jednak znacznie więcej do roboty, niż w typowym slasherku. Dużą zaletą jest też sama opowieść z bardzo konkretnym twistem fabularnym i interesującą narracją. Gdyby nie kilka potknięć, naprawdę byłby to cichy kiler tej jesieni z prawdziwego zdarzenia. Najbardziej uwiera w trakcie gry felerna kamera, z którą MercurySteam poradziło sobie zwyczajnie słabo.

Cóż - nikt nie spodziewał się hiszpańskiej inkwizycji – to prawda. Tego, że nowa Castlevania, zrywająca z tradycją i przygotowywana przez mało doświadczone (hiszpańskie!) studio okaże się być tak udana – tego też nie sposób było przewidzieć. A jednak – czujne oko Hideo Kojimy zrobiło swoje i otrzymaliśmy naprawdę bogatą rąbankę. Z pewnością znacznie więcej czerpie ona z gatunku, niż do niego wnosi, jednak czyni to z taką gracją, że spokojnie można jej to wybaczyć. Programistom udało się stworzyć ciekawą i realną alternatywę dla pozostałych bogów wojny. Za to należą im się gromkie brawa i 8 z wielkim plusem w metryczce. Castlevania: Lords of Shadow to świetna, choć niepozbawiona wad produkcja, która skrywa zarówno spore pokłady grywalności dla laików, jak i nieco smaczków dla obeznanych w serii Konami. Amen.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Boromi Boromi który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Przepiękne lokacje
+ Mięsisty gameplay w klasycznym sosie
+ Wyważone tempo rozgrywki i poziom trudności
+ Solidny czas gry

Minusy

  Z rzadka - zarywająca animacja
 Szwankująca kamera (to już częściej)

dlatego Boromi
ocenia tę grę na:

8

Grafika 90%

Dźwięk 70%

Gameplay 80%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 90%

Dźwięk 70%

Gameplay 80%

[ + dodaj screen ]

mnq: Pękł niczym balon (PS3)

mnq: Jeszcze trochę i będę na górze (PS3)

mnq: Zaczynamy zabawę (PS3)

mnq: Kolejne piekielne ścierwo prosi się o łomot (PS3)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka