Dirge of Cerberus: Final Fantasy VII (PS2)
Premiera Świat - 26 styczeń 2006 Premiera Polska - 22 grudzień 2006
Ocena użytkowników: dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Square Enix Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Square Enix
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction, Fantasy, Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 35 screenów, 3 video, 1 recenzji,
Final Fantasy VII - Epilog
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
mnq
mnq
Gackt - Redemption (DoC: FF VII OST)
Trzy lata później
Na wstępie, zanim zaczniemy dalsze rozważania, należy sobie zadać pytanie – czy mamy do czynienia z pełnoprawną kontynuacją hitu sprzed lat? Moim zdaniem zdecydowanie nie. Opisywaną grę należy traktować bardziej jako uzupełnienie, aniżeli sequel z prawdziwego zdarzenia. Historia przedstawiona w Dirge of Cerberus rozpoczyna się dokładnie w trzy lata po zakończeniu wydarzeń znanych z pierwowzoru. Choć korporacja Shinra jest już tylko złym wspomnieniem, dopiero teraz na jaw wychodzą jej najmroczniejsze sekrety.
Podczas przeszukiwania ruin kwatery głównej firmy, w tajemniczych okolicznościach ginie cała ekipa oddelegowana do tego zadania. Niedługo po tym, w różnych miejscach na całym świecie dochodzi do wielu aktów okrucieństwa. Sprawcami zamieszania są Deep Ground Soldier, nieudany eksperyment, który miał nigdy nie ujrzeć światła dziennego. Pech chciał, że stało się inaczej, i tak żądna krwi armia zaczyna wypełniać swoje przeznaczenie – zabijać. Prowodyrem całej sytuacji jest bezwzględny Weiss, który nie cofnie się przed niczym, aby osiągnąć zamierzony cel. Do walki z nowym zagrożeniem staje enigmatyczny Vincent Valentine, któremu przyjdzie odegrać decydującą rolę w tej historii.
Cała intryga rozwija się w bardzo szybkim tempie. Gracz poznaje przyczyny, dla których Vincent odgrywa kluczową rolę w przedstawieniu, w między czasie przez ekran przewijają się znajome twarze, by już po chwili nastąpił finał opowieści. Fabule Dirge of Cerberus z całą pewnością daleko do rozmachu i epickości tej znanej z Final Fantasy VII, niemniej jest całkiem strawna i znośna. Fanów „siódemki” zapewne ucieszy tych kilka smaczków związanych z tajemniczą przeszłością Vincenta. Kolejne wątki fabularne poznajemy w licznych cut-scenkach na silniku gry, które potrafią trwać nawet do kilkunastu minut.
Niech przemówi broń
Dirge of Cerberus stanowi swoistego rodzaju ewenement na gruncie serii Final Fantasy. Oto bowiem zamiast rasowego japońskiego role playa, otrzymaliśmy połączenie trzecioosobowego shootera ze zręcznościową grą akcji. Trzon zabawy stanowi zatem nieustanna bieganina, połączoną z masową eksterminacją przeciwników i zbieraniem przedmiotów. Jak to wygląda w praktyce? Całkiem nieźle, chociaż opadu szczęki z pewnością nie powoduje. Rzeczą, która od razu rzuci się w oczy jest pewna schematyczność. Pomijam to, że rozgrywka jest skrajnie liniowa. Mam tu bardziej na myśli fakt, że kolejne potyczki są takie same i mało emocjonujące, jakoś brakuje im nieco finezji.
Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest sztuczna inteligencja naszych oponentów, która pozostawia wiele do życzenia. Konfrontacja z wrogiem przypomina bardziej strzelanie do ruchomych celów, aniżeli walkę z inteligentnym przeciwnikiem. Niestety poza małymi wyjątkami, nawet pojedynki z bossami nie stanowią większego wyzwania. Kolejną rzeczą, która nie przemawia na korzyść rozgrywki, to bardzo skromny zestaw ruchów jakimi dysponuje Vincent. Poza takim standardem, jak skok i przykucnięcie, nasz bohater może wykonać szybki doskok do przeciwnika oraz zafundować mu kilka kopniaków.
Jako, że mamy tu do czynienia przede wszystkim ze strzelanką, skupmy się przez chwilę na tym aspekcie rozgrywki. Sama mechanika strzelania jest moim zdaniem zrealizowana bardzo przyzwoicie, gra posiada bowiem system, który w pewnym stopniu pomaga nam w precyzyjniejszym rozdawaniu ołowiu. Wypada również wspomnieć o prostym sterowaniu, które poza jednym mankamentem (zmiana przedmiotów w ekwipunku podczas walki) jest po prostu świetnie zrealizowane.
Naszym głównym orężem jest oczywiście broń strzelecka, której szczerze mówiąc nie ma za wiele, ale za to dostępne warianty są bardzo uniwersalne. Standardowo postrzelamy z tytułowego Cerberusa (trzylufowy rewolwer), pistoletu maszynowego, strzelby oraz możliwej do złożenia Ultima Weapon. Na samym finiszu zabawy otrzymujemy również niezwykle potężnego gnata, który każdego szeregowego przeciwnika posyła na drugi świat jednym strzałem, a walkę z końcowym bossem czyni śmiesznie prostą.
Co ciekawe, każdą broń możemy przerabiać stosownie do sytuacji oraz modyfikować, dzięki czemu wzrastają jej parametry. Poszczególne spluwy możemy wyposażać w takie bajery jak luneta, różnego rodzaju lufy oraz dodatkowe akcesoria, które poprawiają celność, siłę ognia lub zmniejszają wagę broni. Zastosowanie znalazły również słynne Materie, które pozwalają nam rzucać proste zaklęcia (kula ognia, błyskawice, lodowe bryły). Mało tego, za sprawą pewnego przedmiotu Vincent może transformować się na kilka chwil w potężną bestię (znana z FF VII Galian Beast).
Dirge of Cerberus posiada również pewne naleciałości gatunku RPG. Po zakończeniu każdego z dwunastu rozdziałów, gra przelicza nasze dokonania na punkty. Tu pojawia się moment decyzji, czy chcemy zdobytą pulę przeznaczyć na doświadczenie (rozwój postaci), czy też wymienić na pieniądze, które posłużą do zakupu lepszego ekwipunku, zapasowej amunicji i przedmiotów. Osobiście częściej inwestowałem w rozwijanie statystyk, gdyż zwiększona wytrzymałość oraz dodatkowe punkty życia są bardzo przydatne w późniejszych stadiach rozgrywki.
Na koniec jeszcze krótka wzmianka o samych etapach. Poszczególne poziomy, jak już wcześniej wspomniałem mają skrajnie liniową konstrukcję. Lokacje prezentują się całkiem nieźle, chociaż bardzo szybko zaczyna wkradać się monotonia i uczucie deja vu, ponieważ dość często przyjdzie nam biegać po tak samo wyglądających korytarzach i pomieszczeniach. W oku niejednego fana „siódemki” zapewne pojawi się łezka wzruszenia, podczas ponownych odwiedzin w takich miejscach jak Kalm, Nibelheim, czy zrujnowany Midgar. W ramach każdego rozdziału zawarte są również subquesty, które polegają m.in. na ratowaniu cywili, czy obronie jakiegoś miejsca przed wrogiem. Miłą odmianę od ciągłego biegania stanowią krótkie wstawki celowniczkowe oraz jeden etap skradankowy, gdzie przez chwilę możemy pokierować poczynaniami Caith Sitha.
Oprawa i dodatki
Wizualnie gra prezentuje się z grubsza przyzwoicie. Na pochwałę zasługują bardzo dobrze wykonane animacje postaci, które paradują po ekranie. Wszelkiej maści eksplozje, efekty specjalne towarzyszące czarom również nie budzą zastrzeżeń. Klasą samą w sobie są przepiękne wstawki filmowe, które wyglądają jak żywcem wyjęte z filmu Final Fantasy VII: Advent Children. Przysłowiowe „ale” mam jedynie do momentami bardzo słabych tekstur otoczenia, które są mało szczegółowe lub paskudnie rozmyte.
Udźwiękowienie całości stoi na wysokim poziomie. Nie będę się rozpisywał na temat odgłosów gry, czy voice-actingu, ponieważ można to podsumować bardzo krótko – solidna robota. Muzyka jak zwykle prezentuje się rewelacyjnie. W Dirge of Cerberus dominują wolniejsze i bardziej mroczne kompozycje, które świetnie się uzupełniają z klimatem całej produkcji oraz tym w kogo się wcielamy. Na potrzeby gry, swoich dwóch kawałków użyczył również japoński gwiazdor muzyki rockowej Gackt, który prywatnie jest wielkim fanem serii Final Fantasy. Mnie osobiście brakowało odświeżonych wersji starych utworów. Wizyta wewnątrz reaktora Mako, czy też w Nibelheim, aż się prosiły o oryginalne motywy z Final Fantasy VII.
Koniec końców wspomnę jeszcze słowem o materiałach dodatkowych. Wersja amerykańska, która trafiła również do sprzedaży w Europie, została wzbogacona o szereg dodatków, których próżno szukać w japońskim oryginale. Zachód otrzymał przede wszystkim pokaźny zestaw kilkudziesięciu bonusowych misji, które można odblokować po przejściu całej gry. Poza tym możemy przejrzeć galerię artów, posłuchać muzyki oraz przejrzeć sobie małe kompendium wiedzy o poszczególnych bohaterach.
Podsumowanie i ocena
Dirge of Cerberus: Final Fantasy VII to gra, której „nieco” brakuje do ideału. Niemniej jako fanowi „Ostatecznej Fantazji”, trudno jest mi nie patrzeć na tą produkcję z pewnym sentymentem. Będąc szczerym, to zasiadając do tego tytułu nie oczekiwałem zbyt wiele i w gruncie rzeczy całkiem miło się rozczarowałem. Jeśli tylko nie patrzeć na tą grę przez pryzmat wielkiej „siódemki”, to z pewnością można miło spędzić tych parę chwil przy Dirge of Cerberus. Pomimo kilku niedociągnięć, ogólny obraz gry prezentuje się całkiem przyzwoicie, oferując około piętnastu dodatkowych godzin przygody w niesamowitym uniwersum, w towarzystwie ulubionych bohaterów. Moja ocena to 7 na 10.
recenzja dodana przez:
mnq
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ przyzwoita mechanika strzelania i sterowanie
+ elementy RPG
+ niezły klimat
+ muzyka
+ strawna fabuła
+ ogólnie to ładna grafika
+ przepiękne filmiki
+ materiały dodatkowe
− liniowość
− kiepska SI
− większość bossów jest banalnie prosta
− słabe tekstury otoczenia
− wąski wachlarz ruchów
− monotonia poszczególnych etapów
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 80%
Dźwięk 90%
Gameplay 70%
mnq: Tym razem to Vincent gra pierwsze skrzypce. (PS2)
mnq: Say "hello" to my little friend... (PS2)
mnq: Wybuchy muszą być ;] (PS2)
mnq: Czas się stąd zbierać. (PS2)





















