Final Fantasy X (PS2)
Premiera Świat - 19 lipiec 2001 Premiera Polska - 11 maj 2002
Ocena użytkowników: bardzo dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Square Soft Dystrybutor: Sony Computer Entertainment Polska Wydawca: Square Electronic Arts (US)
Gatunek: RPG Podgatunek: Turowa
Tematyka: Fantasy, Rozgrywka: Singleplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 33 screenów, 4 video, 1 recenzji,
Final Fantasy godne XXI wieku
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Chidder
Świat Spiry
Zacznijmy od tego, iż "Final Fantasy X" jest czymś nieco innym od poprzednich odsłon serii. Mamy tu zupełnie nowy świat, system walki, system zdobywania doświadczenia itd. W poprzednich częściach (mówię tu o VII-IX) bohaterem poruszaliśmy po statycznych planszach, a kamera zawieszona była w określonych miejscach, zupełnie jak np. w takim "Resident Evil". W "dziesiątce" większość lokacji jest w pełni trójwymiarowa, a kamera nieraz podąża za bohaterem i ustawia się tak, aby widok był jak najbardziej imponujący. Od czasu do czasu bitmapy się zdarzają, ale widok jest to raczej rzadki i, powiedzmy sobie szczerze, kiepski. Przeskok z przepięknego trójwymiaru do 2D jest raczej takim ukłonem dla poprzednich trzech odsłon serii. W lewym górnym rogu pojawiła się mapka, na której zaznaczone zostały wyjścia z danej planszy oraz checkpointy. Na początku widokiem tym byłem nieco zdziwiony ale wkrótce to rozwiązanie przypadło mi do gustu, gdyż dzięki temu nie musiałem tracić czasu na szukaniu dalszej drogi.
"FFFX" jest pierwszą odsłoną serii, w której pojawili się aktorzy podkładający głosy głównym postaciom. O ich jakości będzie nieco później, teraz skupię się na zmianach wynikających z tego rozwiązania. Otóż rozmowy pomiędzy bohaterami wyglądają teraz zupełnie inaczej. Zapomnijcie o jednej kamerze pokazującej wymianę zdań i prostokątach z tekstem - teraz mamy XXI wiek! Wszystkie ważniejsze rozmowy mają formę cut-scenek na silniku gry i wyglądają po prostu świetnie. Co prawda na początku można odnieść wrażenie oglądania interaktywnego filmu, jednak po zapoznaniu się z główną osią fabularną ten pomysł przynosi same korzyści. Przede wszystkim gra ani przez chwilę się nie dłuży - każda rozmowa wyreżyserowana jest w sposób wzorcowy. Czasami przyłapywałem się nawet na tym, iż do końca nie wiedziałem czy oglądam zwykłą scenkę czy... animację. A same filmiki po prostu miażdżą. Dla fanów serii nie będzie to żadną nowością, gdyż już "XIII" i IX" sprawiały, że szczęka opadała z zachwytu. Nowi "wyznawcy" z pewnością będą jednak pod wrażeniem japońskich programistów, którzy wyczarowali niezwykle szczegółowe animacje z przepięknym "Sending" na czele.
A jak prezentuje się sama fabuła? Bohaterem "dziesiątki" jest Tidus, gwiazda blitzballa, który po pewnej katastrofie budzi się w nieznanym miejscu i czasie. Po kilku przygodach dowiaduje się, iż miasto z którego pochodzi zostało całkowicie zniszczone. 1000 lat wcześniej. Na domiar złego mieszkańcy świata w którym się znalazł (nazwanym Spira) nękani są przez potężną istotę zwaną Sin, niszczącą wszystko na swojej drodze. To właśnie Sin odpowiada za zniszczenie rodzinnego miasta bohatera i jest również, prawdopodobnie, jedyną drogą powrotną do jego czasów. Nie mając innego wyjścia, Tidus przyłącza się do grupy, której zadaniem jest pokonanie Sin i sprowadzenie Pokoju. Podczas pielgrzymki zdobędzie nie tylko oryginalnych i oddanych przyjaciół, ale również pozna smak miłości. Fabuła jak zawsze w przypadku tej serii potrafi zachwycić, zaskoczyć i wycisnąć kilka łez nawet z najtwardszych osobników. Jak w każdej części trafiają się tu zwroty akcji rodem z brazylijskich tasiemców, ale tutaj wszystko to przyjmujemy z autentycznym zaskoczeniem. Co prawda pod koniec gra traci nieco tempo (brakuje chociażby tak widowiskowej akcji jak atak Ragnaroka z "FFVIII"), ale wszystko to wynagradza najlepsze zakończenie w historii serii. Nie ma co, twórcy naprawdę mieli jaja, kończąc całą przygodę w taki sposób.
Wyprawa po skarby
Mamy więc ciekawą fabułę i nowy sposób prezentowania akcji. Czy to wszystko? Nie - to dopiero wierzchołek góry lodowej. W każdej części "Final Fantasy" mieliśmy mapę świata i poszczególne lokacje, do których mogliśmy dojść. Tutaj z dowolnej eksploracji niemal całkowicie zrezygnowano. Starsi fani na pewno w tym momencie łapią się za serce, jednak mogę was uspokoić - nie jest to zmiana na złe. Po prostu podążamy za wspaniałą historią, odwiedzając niesamowite lokacje, które nieraz są większe niż całe kontynenty z poprzednich serii. Rozmawiamy w nich z napotkanymi osobami, rozwiązujemy jakieś zagadki i popychamy fabułę do przodu. Możliwość ponownego odwiedzenia niektórych miejsc (jak również odnalezienia nowych) otrzymujemy dopiero pod koniec i służy to głównie "podpakowaniu" naszych postaci czy znalezienia lepszego ekwipunku. Część lokacji (miasteczka, osady czy świątynie) jest bezpieczna, jednak na tych otwartych (kaniony, lasy, pola itp.) czyhają na nas rozmaite potwory. Aby nie stać się pokarmem dla drapieżników warto zapisywać stan gry i to nie tylko po to żeby w razie przegranej powtórzyć daną walkę - save point służy bowiem nie tylko do zapisu, ale za darmo odnawia nam także punkty życia oraz many. Nie mamy tu więc żadnych namiotów i tym podobnych rzeczy. I bardzo dobrze: teraz kasę przeznaczamy głównie na itemy przydatne w walce.
Itemy możemy zdobywać na trzy sposoby: zabijając, kupując lub znajdując. Po walce z danym "niemilcem" wypadają z niego pieniądze lub jakieś przedmioty. W początkowej fazie rozgrywki takie itemy z odzysku jeszcze mogą nam się przydać później jednak większość z nich idzie na handel i bardziej interesujemy się samą walutą. W sklepach czy u handlarzy możemy za nią kupić zarówno broń jak i przedmioty przydatne w walce, a więc m.in. napoje, eliksiry czy granaty. Do każdej z postaci przydzielone zostały odpowiednie bronie czy elementy ochronne, tak więc jeśli jakaś rzecz nie jest potrzebna danemu bohaterowi, to nie oznacza że możemy ją dać komuś innemu. Zapomnijcie więc o uzbrojeniu Lulu w miecz czy Tidusa w różdżkę. Jeśli jesteście hardkorami, to możecie spróbować zdobyć najmocniejsze bronie w grze, jednak w ich przypadku twórcy nieco przesadzili. Samo znalezienie tych przedmiotów nie jest trudne, gorzej z ich uruchomieniem. Żeby zdobyta broń rzeczywiście była najlepsza, to potrzebujemy dwa przedmioty: "crest" i "sigil". Zdobywanie ich to już prawdziwa gra na nerwach.
Zdobycie crest/sigil to najtrudniejsze questy w grze i stworzone one zostały chyba tylko z myślą o japońskich no-life'ach. Przesadzam? To wyobraźcie sobie Thunder Plains. Jest to lokacja, w której żeby przejść na drugą stronę musimy unikać uderzeń błyskawicy. Gdy tylko niebo się rozjaśni należy szybko nacisnąć odpowiedni guzik i wtedy Tidus zrobi unik. Wiecie w jaki sposób zdobywamy tu potrzebny do upgrade'u przedmiot? Trzeba uniknąć 200 (sic!) błyskawic! Pod rząd!! Nie lepiej jest w przypadku innych postaci, tak więc dla wielu graczy zobaczenie najmocniejszych broni w grze wiązać się będzie z wejściem na YouTube. Nie wiem kto to wymyślał ale należy mu się solidny kop w tylną część ciała. Na szczęście dzięki jednej z umiejętności, każdą "słabszą" broń możemy ulepszyć, tak więc brak tych najbardziej wypasionych można jeszcze przeżyć. Ilość slotów do upgrade'ów zależy od samego przedmiotu i jeśli posiadamy odpowiednią ilość itemów to możemy sprawić, iż znacząco wzrasta siła ataku, zwiększa się nam ilość punktów HP/MP lub też jesteśmy bardziej odporni na magię. Korzystanie z odpowiedniej broni po "tuningu" nie raz pomoże nam odnieść zwycięstwo.
Walka, limity i Summony
Walka w tej odsłonie serii na pierwszy rzut oka za bardzo się nie zmieniła. Pojedynki rozgrywane są na arenach, gdzie po jednej stronie znajduje się nasza drużyna, a po drugiej przeciwnik (a przynajmniej najczęściej, bowiem niekiedy możemy danego wroga okrążyć, przez co niektóre jego ataki omijają część drużyny). Zamiast jednak systemu ATB dostajemy lepszy, nazwany CTB. Potyczki są podzielone na tury i nie mamy limitu czasowego przeznaczonego na daną akcję - brak więc presji czasu, przez co możemy dokładnie planować swoje ataki. Walki z bossami są bardziej widowiskowe i podczas niektórych starć zamiast klasycznego naparzania-ile-wlezie, możemy wykonać inną czynność. Dla przykładu zamiast atakować przeciwnika możemy uruchomić maszynę, która zada mu więcej obrażeń, lub w przypadku walki z jakimś szczególnym skurczybykiem powiedzieć mu co się o nim myśli, przez co zwiększy nam się obrona czy atak. Ciekawa sprawa. Zwłaszcza że taka czynność kosztuje nas turę i może się okazać nieopłacalna.
Znane z wcześniejszych "Finali" limit breaki zmienione zostały w overdrive'y. Nowa nazwa, jednak w zasadzie mamy do czynienia z tym samym, a więc specjalną czynnością wykonywaną przez poszczególnego bohatera. Może to być zarówno potężniejszy atak, jak również możliwość kilkukrotnego rzucenia jakiegoś czaru czy przedmiotu. Overdrive'y posiada każda z postaci a sposób ładowania paska tej umiejętności możemy zmienić w trakcie przechodzenia gry. Jeśli więc mamy w drużynie maga to możemy ustawić, aby overdrive ładował się poprzez rzucanie czarów, jeśli wojownika - poprzez atakowanie przeciwnika itp. Podczas walk z bossami nie raz uratują nam życie, warto więc dokonać odpowiednich ustawień i nie tracić ich na byle słabeuszy.
Nową nazwę otrzymały także Summony, wcześniej znane jako GF-y. Tutaj nazywane są Aeonami, a mniej obeznanym z serią, należy wytłumaczyć, iż są to potężne istoty, które możemy przywołać podczas walki aby pomogły nam odnieść zwycięstwo. W "Final Fantasy X" nie przyzywamy ich jednak tylko po to, aby zobaczyć animację ataku - zasady ich używania zostały dosyć mocno zmienione. Po pojawieniu się Aeona wszystkie postacie (prócz summonerki) znikają z placu boju, a on sam staje się kimś w rodzaju nowego bohatera na placu boju. Posiada punkty HP i MP (może więc zginąć podczas walki) i możemy nim zarówno atakować, jak i rzucać czary. Specjalny atak aktywuje się tylko w trybie overdrive o którym pisałem powyżej. Samych Aeonów nie ma w grze zbyt dużo i większość z nich otrzymujemy wraz z postępami w grze, jednak każdego z nich możemy nieco "przypakować". W menu dzięki zdobytym przedmiotom można nauczyć ich nowych umiejętności, czarów, zwiększyć siłę czy punkty obrony - troszkę jak w "Final Fantasy VIII". Zmiany w kwestii Aeonów są dosyć poważne ale wymuszają od gracza obranie odpowiedniej taktyki i dbanie o naszych wielkich sojuszników, tak więc należy zaliczyć je jako plus.
Zdobywanie doświadczenia
W poprzednich "Final Fantasy" rzeczą, która najbardziej doprowadzała mnie do szału były różnice w rozwoju postaci. Bywały takie sytuacje, gdy sporą część gry przechodziliśmy tylko kilkoma bohaterami, sprawiając że pozostała część grupy nie zdobywała doświadczenia. Po wybraniu ich w późniejszym okresie z przerażeniem stwierdzaliśmy, iż różnice w rozwoju są zbyt duże, dlatego też postacie te stawały się całkowicie bezużyteczne w walce. Najbardziej widać to było w "FFIX", gdzie w wyniku zawirowań fabularnych niektórzy bohaterowie znikali na dłuższy okres czasu, a po powrocie mieli niższy level i mniejszą siłę ataku (nie było więc sensu korzystać z ich umiejętności). W "Final Fantasy X" nie będziemy zmuszeni dokonywać wyboru kto trafi do drużyny walczącej, gdyż... w bitwach uczestniczą wszyscy! A przynajmniej mogą, gdyż to zależy tylko od nas. Podczas potyczek atakować możemy trzema postaciami, ale gdy dany bohater otrzymuje możliwość wykonania jakiegoś ruchu, to możemy zamienić go na kogoś innego. Jeśli więc rzucimy czar uzdrawiający całą drużynę i healer nie jest już nam potrzebny, to możemy zamienić go na np. warriora. Doświadczenie zdobywa postać, która wykonała jakikolwiek ruch (zaatakowała, rzuciła czar, użyła przedmiotu itd.) warto więc podczas walk korzystać ze wszystkich dostępnych członków drużyny. Jak dla mnie zmiana ta była potrzebna i bardzo się cieszę z jej wprowadzenia.
Różnic w levelach postaci nie ma nie tylko poprzez roszady na polu walki ale również dlatego, że poziomów po prostu... nie ma! Zamiast tego otrzymujemy punkty, które dają nam możliwość wykonania ruchu na "Sphere Grid", będącym czymś w rodzaju drzewka (choć w tym wypadku trafniejsze byłoby określenie "plansza") rozwoju postaci. Każdy bohater ląduje w określonym miejscu siatki i dzięki zdobytym punktom możemy dostać się do pól dających nam nowe umiejętności czy czary, zwiększających punkty życia, many itd. Pola z tymi bonusami aktywujemy za pomocą różnego rodzaju sfer, które zdobywamy podczas rozgrywki. Jest to rozwiązanie doprawdy rewelacyjne, gdyż teraz tylko od nas zależy kim będzie dana postać: czy zostanie potężnym magiem, wojownikiem z ogromną liczbą życia, złodziejem mającym możliwość przekupienia przeciwnika, a może bohaterem uniwersalnym? Ilość umiejętności jest ogromna i nie raz zdarzy się sytuacja, iż będziemy musieli dokonać ciężkiego wyboru między jedną a drugą - warto więc z góry zaplanować ścieżkę kariery danego bohatera i wybierać tylko te bonusy, które będą nam potrzebne. Sphere Grid w wersji europejskiej występuje również w postaci Expert, którą możemy wybrać na początku rozgrywki. W trybie tym wszystkie postacie zaczynają na środku planszy, tak więc mamy jeszcze większe możliwości w kreowaniu postaci - Yuna wojownikiem? Auron jako White Mage? Czemu nie!
Grafika i dźwięk
Gra wydana została w 2001 roku i graficznie prezentowała się naprawdę imponująco. Przeskok na prawdziwe 3D wyszedł rewelacyjnie i szkoda, że twórcy nie zdecydowali się na całkowite pominięcie miejscówek dwuwymiarowych. Fenomenalnie prezentują się walki, gdzie oprócz pełnych detali modeli, pojawiają się także fantastyczne efekty działania czarów czy, jak zwykle imponujące, ataki Aeonów. Niekiedy aż trudno uwierzyć, że "Final Fantasy X" ma na koncie tyle lat, gdyż ciągle jest jedną z najładniejszych gier na Playstation 2. Jedyny zgrzyt pojawia się tylko podczas śmierci jakiegoś większego przeciwnika (czy też naszego Aeona) - gdy następuje jego dezintegracja liczba klatek na sekundę drastycznie spada. No ale długo to nie trwa i po jakimś czasie można się do tego przyzwyczaić.
Równie dobrze jest ze ścieżką dźwiękową. Oczywiście głównym kompozytorem po raz kolejny został Nobuo Uematsu, ale tym razem pomagali mu dwaj równie utalentowani twórcy: Masashi Hamauzu (seria "Chocobo") i Junya Nakano ("Mystic Warriors", "Another Mind"). Efekt? Po raz kolejny otrzymaliśmy znakomity soundtrack, który z pewnością spodoba się każdemu fanowi serii. "Final Fantasy X", jak już wspomniałem na początku, jest także pierwszą częścią w historii, w której postacie w grze naprawdę mówią ludzkim głosem. Obsada dobrana została znakomicie i wśród aktorów znajdzie się m.in. John DiMaggio ("Księżniczka Mononoke", "Futurama", "Madagascar"), James Arnold Taylor ("Star Wars: The Clone Wars") czy też Tara Strong ("Spirited Away", "The Animatrix"). Wyszło naprawdę świetnie, a jako że większość osób z listy płac to zawodowi aktorzy - naturalnie.
Słówko na koniec
"Final Fantasy X" jest grą posiadającą wspaniałą fabułę, piękną oprawę, świetny system walki i rozwoju postaci, ale nie jest jednak produktem idealnym. Oprócz wad wspomnianych w tekście, osobiście uważam, że produkt Square jest zbyt łatwy. Może to przez doświadczenie (wszak grałem we wszystkie części serii) ale jedynym trudniejszym momentem w całej grze był dla mnie grind w Omega Ruins. Tylko tam regularnie spotykałem się ze śmiercią; podczas przechodzenia wątku głównego zginąłem ledwo kilka razy. Niezbyt przypadły mi do gustu również zagadki logiczne w poszczególnych świątyniach i skrajna liniowość, która nie pozwala powrócić do niektórych lokacji w celu odblokowania nowych Aeonów czy specjalnych zdolności. Nie są to jednak wady wpływające jakoś szczególnie na radość odkrywania kolejnych sekretów Spiry - to raczej minusiki sprawiające, że "FFX" jest tylko grą rewelacyjną a nie idealną. Co ciekawe, wersja europejska jest najlepszą ze wszystkich wydanych na świecie, gdyż dostaliśmy w niej możliwość stoczenia walk z dodatkowymi bossami (Dark Aeons). Jest to jednak dodatek dla prawdziwych twardzieli, gdyż taki Dark Anima ma ponad 8 milionów punktów życia. Wielu fanów jednak na pewno doceni ten bonusik, zwłaszcza że Europa rzadko bywa rozpieszczana w ten sposób. Jeśli jesteś fanem "Final Fantasy" i nie grałeś w dziesiątą część: koniecznie nadrób zaległości. Jeśli nie trawisz tego typu produkcji... Cóż, możesz dać "dziesiątce" szansę - naprawdę warto.
recenzja dodana przez:
Chidder
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Wspaniała fabuła
+ Imponujące filmiki
+ Postacie w końcu mówią ludzkim głosem!
+ Robiąca wrażenie grafika
+ Jak zwykle: świetny soundtrack
+ Sphere Grid i zmiany w zdobywaniu doświadczenia
+ System CTB
+ Aeony
+ Bonusy w wersji europejskiej
− Najbardziej liniowa część "Final Fantasy"
− Dosyć niski poziom trudności (choć niektórzy uznają to za plus)
− Questy związane z crest/sigil
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
rob32167: Ole, ole, toro! (PS2)
okon: Yuna (PS2)
okon: Auron (PS2)
okon: Tidus (PS2)





















