The Elder Scrolls II: Daggerfall (PC)
Premiera Świat - 31 sierpień 1996
Ocena użytkowników: bardzo dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Bethesda Softworks Wydawca: Bethesda Softworks
Gatunek: RPG Cechy gry: FPP, Free Roam
Tematyka: Fantasy, Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 5 screenów, 2 video, 1 recenzji, 1 newsów,
Wszechświat na Głowie
[ + dodaj własną recenzję ] Recenzja dodana przez
Xtense
Xtense był pierwszym. Lista jest długa. Dirac Angestun Gesept.
W cudownym świecie RPGów często jest tak, że dobra historia przysłania rozgrywkę lub że mechanika gry zabija całą potencjalną zabawę. Seria The Elder Scrolls ma zaszczyt wpasować się prawie idealnie pomiędzy te dwie skrajności, zawdzięczając to swojej gigantycznej otwartości. W tym świecie, możesz spokojnie odpocząć sobie od głównej misji, zajmując się czymkolwiek tylko zapragniesz, od zwiedzania grobowców począwszy, na wyrzynaniu całych miast skończywszy. Początki tej wolności, wedle dzisiejszych standardów, są może i skromne, ale wizja - o, to jest to, na czym należy się skupić. Dlatego właśnie pochylę się dzisiaj nad tym genialnym dziełem, jakim jest druga część z serii The Elder Scrolls, czyli Daggerfall.
Flexray był drugim. Lista jest długa. Dirac Angestun Gesept.
Jako przyjaciel imperatora, zostajesz wysłany z tajną misją do państewka znanego jako Daggerfall, w dzielnicy High Rock. Duch martwego króla nawiedza nocami stolicę, krzycząc "Zemsta!" i atakując bezbronnych ludzi akurat szwendających się po ulicach. Musisz rozwiązać tę zagadkę, w razie możliwości zdobywając też list wysłany przed laty przez imperatora do królowej Daggerfall. Wyruszasz na wielkim statku, który w trakcie podróży niefortunnie wpływa w gigantyczny szkwał. Łódź zostaje przewrócona, ty natomiast ostatkiem sił dopływasz do brzegu i wczołgujesz się do jaskini będącej nieopodal. Gdy już się jako-tako ochędożyłeś, ściana jaskini zawala się, a ty zostajesz uwięziony w ciemnościach... Od tego momentu, sam jesteś odpowiedzialny za swój los.
Oczywiście, jak na porządnego cRPG-a przystało, sam tworzysz swoją postać. Do wyboru masz kilka ras, różniących się swoimi statystykami, odpornościami i słabościami. Ponadto, musisz wybrać klasę - czy to tworząc ją własnoręcznie, czy też wybierając z listy gotowych klas lub - jeśli odpowiadasz na pytania dotyczące moralności - klasa jest wybierana za ciebie. Po tej całej operacji zostajesz nareszcie wpuszczony do tego wielkiego, strasznego, ale jakże ciekawego świata, jakim jest Daggerfall i okolice... Okolice? Czyżby to było coś więcej niż tylko jedno państewko? Ależ tak! Cały świat gry to okolice zatoki Illiac, a więc coś ponad 20 państw, ze swoimi własnymi miastami, świątyniami, cmentarzyskami, jaskiniami, historią i ludnością. Ktoś mądry kiedyś w internecie z pomocą edytora policzył, jaką przestrzeń realnie zajmuje świat gry - wychodzi na to, że coś poniżej rozmiarów całych Wysp Brytyjskich. Niech to was jednak nie przeraża - 99% tej powierzchni to losowo wygenerowane lasy. To, co nas interesuje, to ten 1%, gdzie od tej pory twoje życie jest niezmiennie związane z twoimi wyborami...
Veeroos był trzecim. Lista jest długa. Dirac Angestun Gesept.
A więc tak... Otrzymałeś właśnie nieopisane pokłady wolności. Co zamierzasz z nią zrobić? Prosty umysł odpowiada natychmiast: leć, szukaj skarbów i sławy! Umysł gracza z kolei jest bardziej praktyczny: Idź się uzbrój, pozwiedzaj sklepiki, może nawet zapisz się do jakiejś gildii czy coś. Do tego drugiego umysłu właśnie powinniśmy się dostosować. Freelancing wprawdzie jest opcją totalnie możliwą, ale na dłuższą metę... fajnie byłoby pozwiedzać jakieś większe lokacje, prawda? Temu właśnie służą questy, zapisywanie się do gildii, rozmowy z NPC i tak dalej - nie tylko dadzą nam doświadczenie, pieniądze i trochę zabawy, ale i przeprowadzą nas przez największe z największych dziur w ziemi. A questów, gildii i NPC jest ci u nas dostatek. Oprócz typowej gildii magów, gildii wojowników i oczywiście różnych królów i innych nobliwych osób, możesz zostać zatrudniony przez byle wieśniaka na ulicy, przez tajne stowarzyszenia, wiedźmy, na nadnaturalnych istotach wszechświata Tamrielu (Daedrach) kończąc. Zanim jednak zostaniesz postrachem Lasu Żacholeckiego (kto pamięta? :) ), potrzebujesz doświadczenia. Tu Daggerfall oferuje niespodziankę: levelowanie postaci nie polega na typowym tam zabijaniu wszystkiego, co się nawinie, a na ćwiczeniu zdolności, które wybrałeś jako najważniejsze dla twojej postaci, czy to magiczne, czy to wojenne, czy to jeszcze inne. Gdy odeśpisz sesję nabijania zdolności, twoje oczy przywita ekran ulepszania postaci - gratulujemy, twoja postać osiągnęła kolejny poziom! Samo doświadczenie to jednak nie wszystko. Uzbrojenie to kolejna ważna rzecz, o którą trzeba zadbać. Preferowana metoda to wprawdzie zdzieranie go z trupów, świeżych lub nie, ale możesz też odwiedzić różnych sklepikarzy lub - jeśli jesteś tak ambitny - wykonać kilka misji dla Daedr. Jeśli natomiast twoja postać nosi spiczasty kapelusz, ma długą, siwą brodę i pyka z fajki kółeczka dymne, twoim pierwszym punktem programu jest odwiedzenie gildii magów, gdzie taki obiecujący młody mag, jak ty, może nie tylko kupować różne zaklęcia, ale i samemu je przygotowywać. Poza tym, możesz też zarazić się wampiryzmem, zostać likantropem lub - jeśli taka opcja Ci odpowiada - zabójcą czy złodziejem. Nie będę jednak wyliczał wszystkiego, co można w owej grze zrobić, ponieważ na to trzeba byłoby zupełnie osobnego i nader długiego tekstu, a dam głowę, że trzy czwarte z was już dawno przestało czytać. Dlatego teraz zwrócę uwagę na inny aspekt: błędy. Daggerfall znany jest ze swoich niedoróbek, które w lekkich wydaniach powodują pierdzenie dźwięku, a w ekstremalnych - wypadanie przez ściany jaskiń, a więc pewną śmierć. Początkujących z pewnością będzie to denerwować, dlatego dla nich mam radę - zapisujcie często. Im dłużej jednak się gra, tym łatwiej rozpoznać, gdzie na takie bugi można się natknąć, więc idzie się przyzwyczaić. Kwestia wprawy i cierpliwości, choć z tym drugim przy obecnym pokoleniu jest dość ciężko...
Ald był czwartym. Lista jest długa. Dirac Angestun Gesept.
Grafika w tamtych czasach może nie powalała, ale jeśli ktoś jeszcze pamięta te czasy, przypomni sobie, jak wielkie wtedy poczyniono postępy. Dlatego właśnie ujmuje mnie technologia tej gry, działając względnie szybko na ówczesnych komputerach. Najnowszy bajer tamtych lat, czyli dynamiczne oświetlenie, jest oczywiście obecny, co pozwala tym wspaniale wyrzeźbionym pikselom dopasowywać się do klimatu. Udźwiękowienie za to stoi na dość wysokim poziomie - wspaniała muzyka jest dopełniona przez ciekawie dobrany bank rozpoznawalnych dźwięków, co pozwala szybko i łatwo orientować się w niebezpieczeństwie. Jedyne może, co denerwuje nieco w obu departamentach, to cutscenki. Są zrobione w tym paskudnym staroświeckim 3D, które już wtedy było absolutnie brzydkie. Nie liczę tutaj animacji z intra, ponieważ tam grają prawdziwi aktorzy.
Sashh był piątym. Lista jest długa. Dirac Angestun Gesept.
Ostatecznie więc uważam, że Daggerfall jest grą bardzo dobrą - jak inaczej może być z kamieniem milowym w historii gier? Niestety, wizja gry okazała się zbyt, by mogli ją udźwignąć programiści - stąd niedoróbki są plagą całej tej produkcji. Właśnie dlatego ocena została obniżona na dość adekwatną moim zdaniem, choć niewątpliwie miesiące spędzone z tym tytułem ubarwiają ją. Nie należy jednak zapominać - to cudo wprowadziło w zatęchły świat cRPG-ów tak wiele nowych konceptów, że zasługuje na specjalne traktowanie. Mam rację? Oczywiście, że mam!

