Assassin's Creed 2 (PC)
Premiera Świat - 4 marzec 2010 Premiera Polska - 5 marzec 2010
Ocena użytkowników: bardzo dobra
18 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Ubisoft Montreal Dystrybutor: Cenega Polska Wydawca: Ubisoft
Gatunek: Akcja/Arcade, Przygoda Podgatunek: Skradanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Historyczna,
Na tę platformę mamy: 32 screenów, 17 video, 1 recenzji, 47 newsów,
Sequel prawie idealny
[ + dodaj własną recenzję ] Recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Tytuł urzekał rozmachem, pomysłem i fabułą, a projekty miast i wspinaczki na najwyższe budowle zdefiniowały na nowo pojęcie swobody w grach video. Szło to w parze z jakością samej oprawy, i to zarówno na płaszczyźnie czysto technicznej, jak i pod kątem artystycznym. Z drugiej strony zabrakło w tym wszystkim ekstraktu, siły, która ciągnęłaby nas dalej w fabularny gąszcz. Zróżnicowanie zadań okazało się nijakie, większość powtarzana była do znudzenia, przez co męczyły już po godzinie. Dlatego też - choć czekałem na kontynuację - mój początkowy zapał względem całej serii stosunkowo ostygł. Zupełnie niepotrzebnie, jak się okazało, gdyż dwójka to dzieło najwyższej próby.
Wraz ze zmianą czasów, wskakujemy w zupełnie nowego bohatera, nowe realia i epokę historyczną. Trudno wyobrazić sobie, by można było pokusić się o lepszy wybór, jak właśnie renesansowe Włochy, ze szczególnym uwzględnieniem największych pereł tego malowniczego kraju - Florencji, Wenecji i Rzymu; (choć to ostatnie oglądamy jedynie przelotem w finale przygody; w nadchodzącym Brotherhood będzie okazja do dokładniejszych odwiedzin). Wyżej wymienione miałem przyjemność schodzić wzdłuż i wszerz na własnych nogach, dlatego też wirtualne wycieczki pod Katedrę Santa Maria del Fiore czy na Piazza San Marco okazały się dla mnie szczególnie intrygującym doświadczeniem.
Ezio Auditore, główny bohater naszej opowieści, to postać dość kontrowersyjna. Jego rys psychologiczny i charakter zostały daleko lepiej przedstawione niż w przypadku Altaira, z drugiej zaś jest bohaterem dość antypatycznym. Zacietrzewiony, zarozumiały, klasyczny cwaniaczek, który skory do zadymy najpierw leje po mordzie, później ewentualnie zastanowi się, czy gra była warta świeczki. Jako że przedstawiona opowieść to prawdziwa perełka (choć nie obyło się również bez paru nonsensów i spiskowej teorii dziejów), pozwolę sobie pominąć szczegółowe opisy, gdyż nawet ogólnikowe potraktowanie sprawy mogłoby zepsuć zabawę tym graczom, którzy jeszcze nie mieli z grą kontaktu.
Dość powiedzieć, że nić fabularna jest niezwykle, jak na grę akcji, rozbudowana, masa tu wątków pobocznych, gwałtownych zakrętów fabularnych i nawiązań do postaci historycznych. Zapewne każdy zainteresowany już wie, że jednym z naszych sojuszników jest sam Leonardo da Vinci, jeszcze młody, ale już zdradzający symptomy późniejszego geniuszu. To on odczytuje zbierane przez nas strony kodeksu, on majstruje i udoskonala ukryte ostrza, on wreszcie w jednej z ciekawszych misji udostępnia nam prototyp maszyny latającej. To jednak dopiero wierzchołek góry lodowej.
Gra jest prawdziwą kopalnią wiedzy na temat miejsc i wybranych osób, choć robi to nienachalnie, nie edukuje pod przymusem. Kto chce, może wgłębić się w szczegóły, czytać encyklopedyczne opisy, ale to tylko dodatek do gry właściwej. Tym niemniej dzięki takowym zabiegom udało się uzyskać niewiarygodną głębię świata przedstawionego. Nie narzekałem na to w przypadku poprzedniej odsłony, jednakże w obliczu kontynuacji teraz wydaje mi się płaska i bez wyrazu. Autentycznie angażujemy się w te wszystkie machlojki i zdrady, a głównych spiskowców zdejmujemy z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku i niemałej satysfakcji.
Co sprawiło, że rozgrywka nagle nabrała głębi? Postawiono na scenariusz i bezpośrednio powiązanie z nim zadania. Kampania jest spójna, a kolejne questy, choć częstokroć powtarzalne i będące wypadkową kilku podstawowych składowych, niezmiennie bawią i dają masę frajdy, bo dzięki uzasadnieniom fabularnym mamy wrażenie, że ciągle robimy coś nowego. Myślę, że porównanie do flagowej serii Rockstara byłoby całkiem na miejscu. Ubi podszkoliło się w rzeźbieniu sandboxów, dlatego też w po jedynce i koszmarnie nudnym Far Cry 2, dało nam produkt szalenie wciągający, który z jednej strony oferuje otwartą przestrzeń, z drugiej zaś umiejętnie wszystko spina klamrą fabularną, która - pozwalając na dużą swobodę - trzyma nas w ryzach scenariusza.
Do tego dochodzi gros zadań pobocznych, w rodzaju wyścigów czy zabójstw na zlecenie. Najciekawiej przedstawiają się dość rozbudowane questy związane z plądrowaniem okolicznych grobowców w poszukiwaniu pieczęci asasynów. Idealna okazja, by podziwiać małpią zręczność bohatera, naturalnie jeśli komu mało wspinania się na najwyższe budowle miast. Bo i ten element z konieczności musiał się tu znaleźć. Podstawy sterowania pozostały w ogólnym zarysie niezmienione. Bieganie po dachach budynków nadal jest dziecinnie proste, a Ezio z gracją potrafi się wdrapać na dowolną konstrukcję. Odkrywanie mapy odbywa się analogicznie, jak w przypadku części pierwszej. Wbijamy się na szczyt jakiejś dzwonnicy, dzięki czemu poznajemy lokalizację najbliższych sklepów i misji dodatkowych.
Drobny lifting dotknął elementów związanych z walką, choć nadal jest zbyt prosto (największym wrogiem jest po raz kolejny wariująca kamera). Ba, z uwagi na liczne pomoce i dodatki, całość jest wręcz trywialnie banalna. Po pierwsze przeciwnicy to nadal kompletne młotki, po wtóre przygotowano większy wachlarz broni (podwójne ostrza rządzą), pojawiły się też miejsca, w których za odpowiednią ilość kapuchy można zaopatrzyć się w elementy pancerza. Do tego dochodzi opcja wykupienia leczniczych medykamentów oraz wynajęcia grupki zbirów, którzy będą walczyć u naszego boku. Są też sposoby bardziej subtelne, pozwalające często w ogóle uniknąć starcia, jak chociażby wysłużenie się kurtyzanami, by te odciągnęły uwagę strażników. Jest również możliwość wtapiania się w tłum przy każdej, najmniejszej nawet grupce przechodniów. W ostateczności można po prostu dać dyla, zabunkrować w jakimś stogu siana lub nawet dać nura pod wodę. To wszystko sprawia, że gra przechodzi się niemal sama, zaś śmierć dopada nas głównie wtedy, gdy po źle odmierzonym skoku lądujemy na glebie, miast sąsiednim dachu.
Pojawiły się również wątki ekonomiczne. Wprowadzone co prawda nieco na siłę, ale w sumie nie narzucające się w żaden sposób. Mamy do dyspozycji rodzinną posiadłość i architekta, który za odpowiednią kwotę zmieni walącą się ruderę w pałac. Chcesz odnowić burdel, zakupić kilka dzieł sztuki, bądź zainwestować w miejscowy zakład krawiecki? Nic prostszego. Inwestycje są w dłuższej perspektywie opłacalne, bowiem podnoszenie prestiżu niewielkiej osady przekłada się na większe wpływy, które trafiają do naszego skarbca. Tyle że nie jest to szczególnie potrzebne, bo podczas zaliczania scenariusza zbieramy taki plon, że florenami można by obdzielić pół miasta i jeszcze sporo by w sakwie zostało. Tym niemniej to kolejny dowód na to, że ekipa stawała na uszach, by na każdej możliwej płaszczyźnie oderwać się od pierwotnego schematu i jakoś urozmaicić liniowy rozwój scenariusza.
W temacie grafiki trudno doszukać się drastycznych zmian. Jest ładniej i szczegółowiej, ale to wciąż ten sam silnik, te same przestrzenie, tylko budowle i czasy inne. To źle? Cóż, z pewnością nie zbieramy już szczęki z podłogi jak podczas kontaktu z pierwszą częścią, bo gdzieś już to przecież widzieliśmy, a i czas pomiędzy jedną a drugą odsłoną obfitował w wizualne perełki (jak choćby Uncharted 2). Tym niemniej nadal jest świetnie, zwłaszcza, jeśli patrzeć na grę pod kątem artystycznym. Bo w gruncie rzeczy w nosie mam rozdzielczość tekstur, zasięg widzenia i inne techniczne bzdety. Najważniejszy jest efekt końcowy, temu zaś trudno cokolwiek zarzucić - spacer ulicami Wenecji czy szybki sprint po dachach Florencji zapada w pamięć i nie pozostawia obojętnym. Podobnie zresztą z dźwiękiem. Dubbing jest kapitalny; na szczęście tym razem wydawca nie pokusił się o pełną polonizację, a jedynie napisy.
Gdyby jeszcze wprowadzone zabezpieczenia antypirackie nie były tak inwazyjne (choć problem z zerwanym połączeniem zdarzył się raptem raz, na co przy ponad dwudziestogodzinnej kampanii można przymknąć oko). W ramach zadośćuczynienia dorzucono epizody, które w wersji konsolowej były dostępne w formie płatnych DLC. Najbardziej jednak cieszy fakt, że producent wziął do serca głosy krytyki. Nie dość, że kontynuacja jest dwa razy dłuższa, na każdej możliwej płaszczyźnie okazała się również produkcją bardziej dopracowaną oraz po prostu ciekawszą. Tak miał wyglądać Assassin's Creed od samego początku.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ wciągająca, głęboka fabuła
+ kapitalny design miast
+ bieganie po dachach nadal bawi
+ fura ciekawych misji i sporo dodatkowych opcji
+ eliminuje większość niedociągnięć z jedynki
− problemy z kamerą podczas walki
− idiotyczne zabezpieczenia antypirackie
− nieco zbyt prosta


Głęboka fabuła... osobiście się nie zgadzam, zwłaszcza po idiotycznym (moim zdaniem) zakończeniu.