Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Red Faction: Guerrilla (PC)

Lubię to! 6

Premiera Świat - 15 wrzesień 2009 Premiera Polska - 18 wrzesień 2009

Ocena użytkowników: dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

PEGI 16 Online Przemoc

Deweloper: Volition Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: THQ

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Tematyka: Science-Fiction,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 1 screenów, 22 video, 1 recenzji, 22 newsów,

« Powrót do listy recenzji

Demolka na Marsie

[ + dodaj własną recenzję ]
Recenzja dodana przez OsaX Nymloth OsaX Nymloth
Wydaje się, że o Guerrilli wiemy już wszystko. Przed samą premierą tego głośnego tytułu byliśmy raczeni różnymi materiałami, apetycznymi screenami i rozbudzającymi wyobraźnię filmikami, które kazały nam wierzyć, że nadchodzi Gra Wielka. I rzeczywiście, takowa przybyła – o czym najwcześniej przekonali się posiadacze konsol, a teraz przekonują się PeCetowcy

OsaX Nymloth

Guerrilla może i nie okazała się być kamieniem milowym w historii gier akcji, ale za to otrzymaliśmy produkt, który spodoba się każdemu fanowi rozwałki, kopiącej po jądrach adrenaliny i watah zażartych jak stado głodnych psów wrogów. Teraz, kiedy na polski rynek trafiła PeCetowa edycja najnowszego Red Faction, warto przyjrzeć się, jak prezentuje się na blaszakach możliwość zrównania całych miast z ziemią.

Here I come!


Akcja gry toczy się, jak już zapewne wiecie, po wydarzeniach znanych z poprzednich dwóch odsłon serii. Od tamtego czasu Mars trochę się zmienił: planeta stała się zdecydowanie bardziej przyjazna formom życia opartym na węglu, bez obaw można oddychać na powierzchni, a gdzieniegdzie, nieśmiało zaczyna się pojawiać roślinność. Ludzie budują niewielkie miasteczka, przerzucają mosty nad potężnymi rozpadlinami, głębokimi czasami na kilka kilometrów, górnicy wydobywają co ojczulek Mars kryje w swym wnętrzu. Brzmi zbyt sielankowo? I tak jest w rzeczywistości, bowiem nad dobrobytem planety i jej mieszkańców (chociaż nad tym drugim można by się zastanawiać) czuwa potężna organizacja, EDF. Żołnierze noszący ich barwę nie byliby aż tacy źli - w końcu ktoś musi pilnować porządku, bronić cywili przed niebezpieczeństwami i ogólnie robić groźne miny - gdyby nie jeden szkopuł – dranie rozpanoszyli się do tego stopnia, że planetę uważają za swoją własność, a górników i innych mieszkańców spoza EDF za niemalże niewolników. Oczywiście, cała ta kontrola jest na rękę wielkim korporacjom, które ani myślą wypuścić z ręki dochodowego interesu. W takie właśnie miejsce trafia gracz, aktualnie znany pod nazwiskiem Mason, który przybywa na czerwony glob celem pomagania bratu w robocie i znalezienia swego miejsca we wszechświecie. Plany jednak biorą w łeb, braciszek okazuje się być członkiem ugrupowania Red Faction, a EDF bierze naszego protagonistę na cel pod byle fałszywym pretekstem. Pozbierawszy się z czerwonej, marsjańskiej ziemi oraz otrzepawszy z kurzu, gracz może zrobić tylko jedno: dołączyć do partyzantów i wyzwolić planetę.

I w tym momencie na scenę wkracza chyba najważniejsza zmiana w mechanice rozgrywki: Guerrilla nie jest już typową, mniej lub bardziej liniową strzelanką z dodatkiem niezłej destrukcji, jak poprzedniczki. Zamiast tego ekipa Volition stworzyła marsjańskiego sandboxa, nie od parady porównywanego do poprzedniego projektu studia, czyli Saints Row 2. Charakterystyczny, czerwony glob został podzielony na kilka prowincji, na których rozmieszczone są różne zadania, warte uwagi miejscówki, źródła minerałów i tym podobne obiekty. Początkowo wszystkie lokacje są kontrolowane przez siły EDF i tylko od gracza zależy, jak długo ten stan rzeczy będzie się utrzymywał. Poprzez wykonywanie głównych zadań fabularnych, misji pobocznych oraz niszczenie kluczowych struktur wrogiej organizacji, zmniejszają się wpływy EDF w danej prowincji. Kiedy te spadną do zera, można przystąpić do operacji wyzwolenia, po której można z dumą unieść w górę młot i zakrzyknąć: niechaj żyje wolny Mars!

Zadania składające się na główną oś fabularną są dość zróżnicowane, tak samo jak misje poboczne, które można wykonywać w dowolnym momencie – wszystkie one mają jednak jeden wspólny mianownik. Jest nim demolka, tudzież rozwałka, destrukcja & rozpie*dol [dostawiłem gwiazdkę dla porządku, bądźmy kulturalni - przyp. KoZa]. Prawdziwą solą, skarbem i esencją Red Faction: Guerrilla jest druga wersja Geo-Moda, który wraz z silnikiem fizycznym od Havoca zapewnia niespotykane nigdzie indziej wrażenia i możliwości demontażu. Nie ma w tej grze struktury, której nie można by zniszczyć, chociażby zwykłym młotem, nie mówiąc już o bardziej zaawansowanych zabawkach. No dobra, znajdą się ze dwa wyjątki od tej reguły. Niszczenie budowli nie jest w żadnym stopniu oskryptowane, wszystkie obliczenia związane z fizyką są realizowane w czasie rzeczywistym, co daje olbrzymie wręcz możliwości. Można za pomocą kilku dobrze rozmieszczonych ładunków wybuchowych zrównać z ziemią okazały budynek, z pomocą potężnego młota naruszyć konstrukcję nośną jakiegoś mostu i obserwować jak ten zawala się pod własnym ciężarem. Nie raz i nie dwa wykorzystuje się wysokie kominy albo wyniosłe wieże strażnicze, odpowiednio niszcząc ich konstrukcję w taki sposób, aby zwaliły się na inną budowlę, jednocześnie grzebiąc pod gruzami wrogów. Można również zastawić pułapkę na przejeżdżający konwój EDF i zablokować drogę, zawalając pomost. Tak naprawdę, pierwsze godziny spędzone przy Guerrilli to nic innego, jak napawanie się możliwościami w dziedzinie destrukcji – takiej wolności w niszczeniu mienia publicznego nie mieliśmy w żadnej innej produkcji. Mason znaczy swoją drogę kolejnymi ruinami, smętnymi kikutami fundamentów i tonami gruzu, spod których spoglądają ku górze metalowe rury i belki. Oczywiście, fabuła i fakt, że Red Faction teoretycznie jest ruchem partyzanckim, schodzi na drugi plan. Bądźmy bowiem szczerzy: historia pełni tutaj jedynie wygodną wymówkę do szerzenia chaosu w kolejnych miejscówkach i podczas gry w zasadzie nie zwraca się na nią uwagi.

Did you see my hammer?


Kiedy już gracz przestanie dla zabawy rozwalać własną bazę i zaprzestanie wysadzania w powietrze wszystkiego, co odstaje na centymetr od ziemi, przychodzi czas na rozejrzenie się po świecie. Główne sektory Marsa prezentują się całkiem nieźle, każda dzielnica ma lekko zmodyfikowany wygląd i "filtry" nakładane na ekran, co pozwala uniknąć pewnego znużenia krajobrazem. Ma się rozumieć, że Mars nadal jest bardziej koloru rdzy niż błękitu oceanu lub wiosennych liści, ale obecność zimniejszego Eosu i lekko zielonkawej Oasis należy zdecydowanie policzyć na plus. Wspomniałem wcześniej o misjach pobocznych, więc kilka słów o nich: w każdym sektorze znaleźć można od kilku, do kilkunastu dodatkowych zadań, które pozwalają na zmniejszenie wpływów EDF w okolicy, zwiększenie morale mieszkańców (przez co są bardziej skorzy do pomocy Red Faction) oraz zdobycie cennego złomu, służącego jako lokalna, partyzancka waluta, za którą kupuje się nowe zabawki lub ulepsza już posiadane. Same zadania dzielą się na kilka typów: ochrona przed atakiem EDF, przeprowadzenie szturmu na jakąś ważną strukturę, odbijanie zakładników czy też moje ulubione zajęcie w postaci rozwalania wrażych pojazdów i ostrzeliwania z działka np. materiałów propagandowych w postaci bilboardów. Każdy z typów misji jest zrealizowany całkiem nieźle, pozwalając bez problemu wyszaleć się lub odpocząć od fabuły, pomagając partyzantom w mniej ważnych sprawach. O dziwo, wykonywanie po raz dziesiąty tego samego typu zadania nie nuży, jak miało to miejsce w takim Far Cry 2. Sam z chęcią robiłem wszystkie misje poboczne, darując sobie jedynie przejażdżki konkretnym pojazdem do bazy na czas.

Skoro już o pojazdach mowa, to jak się już zapewne domyślacie, Mason całego Marsa na piechotę nie przejdzie – własny środek transportu znany jako 'buty' również jest w użyciu, ale korzysta się z niego zdecydowanie rzadziej niż z możliwości wpakowania się do jakieś puszki na kółkach. Podczas procesu wyzwania planety spod jarzma EDF, gracz ma okazję zasiąść za kierownicą kilkunastu typów pojazdów, od cywilnych, futurystycznych osobówek, po śmieciarki, pojazdy opancerzone, czołgi i ciężkie roboty wywleczone z kopalni, które można śmiało określać mianem mechów. Cały ten złom jest bardzo przydatny, ułatwia nie tylko transport z punktu A do punktu B oraz zapewnia dodatkową siłę ognia, ale (niestety) pozostawia pewien niedosyt. Z pewnością wpływ na to ma niezbyt ciekawy model jazdy w słabszej, bo marsjańskiej, grawitacji, gdzie skok na kilkadziesiąt metrów i miękkie wylądowanie na dnie wąwozu nie jest niczym niezwykłym. Problem w tym, że jazda nawet takim czołgiem nie jest specjalnie satysfakcjonująca, a o wiele większą frajdę sprawia machanie młotkiem na piechotę. Trochę lepiej prezentują się etapy, kiedy uda się dorwać do jakiegoś kroczącego robota, który samą swoją masą potrafi przebijać się przez wielkie budynki niczym pocisk z automatu przez kartonowe pudełko.

Na szczęście Mason nie jest zmuszony do korzystania z tych pojazdów za każdym razem, kiedy chce coś rozwalić. Poza wspomnianym młotem, dostępnym w kilku coraz mocniejszych wersjach, za zdobyczny złom (i wykonywanie zadań), otrzymuje dostęp do coraz to nowych broni. Czego tam nie ma! Miny zbliżeniowe, idealne na zasadzki, detonowane zdalnie ładunki wybuchowe, wyrzutnie granatów i rakiet albo i ostrzy do pił tarczowych. Poza tym są jeszcze strzelby, karabiny Gaussa i inne automaty, które przydają się tylko na początku do anihilacji zbyt nachalnych piechocińców. Kto by jednak brał na misję pistolet, kiedy można wziąć rakietnicę i kilka pocisków dużego kalibru pod pachę, które rozwiążą nawet kilka problemów na raz? Wiedzieć zaś wam trzeba, że kwestia wyboru broni jest dość ważna, bowiem Mason to nie żaden Poważny Sam, który nosi cały arsenał w kieszeni. Jednocześnie przy sobie nasz bohater może mieć cztery pukawki (z czego jednej, młota, pozbyć się nie sposób), a tym samym zestaw dostępny na początku dość szybko się zmienia, a w miarę postępów w grze Mason ma pod ręką coraz pokaźniejsze zabawki.

They're coming from above


W zasadzie gra w Guerrillę ma jedną, dość poważną bolączkę, poza średnio udanym modelem jazdy. Jest nią samo EDF, które irytuje nie tyle dość słabą Sztuczną Inteligencją, co ilością żołdaków. Wskaźnik zainteresowania Masonem przez panów w mundurach jest pięciostopniowy: od zerowego po krwiożercze poszukiwania czołowego partyzanta na Marsie wszelkimi dostępnymi środkami. A te potrafią być naprawdę pokaźne: w przeciętnej aferze np. podczas demontażu posterunku wojsk EDF, Mason jest wręcz otaczany przez przytłaczające ilości wrogów, często respawnujących się tam, gdzie w żadnym razie nie powinni się byli dostać. Zabawa jest jeszcze weselsza, kiedy do akcji wkraczają opancerzone transportowce z zamontowanymi na nich działkami oraz milusia flota powietrzna specjalizująca się w bombardowaniu partyzantów. Rozróby są tak wielkie i często chaotyczne, że Mason ginie niemalże hurtowo – dlatego też brawa należą się programistom, którzy zaprojektowali rozsądny i skuteczny system autozapisów. Po śmierci Masona czeka jedna z dwóch możliwości: odrodzenie w najbliższej bazie Red Faction lub (w przypadku zgonu podczas wykonywania misji) cofnięcie się do miejsca przyjęcia zadania, tudzież punktu automatycznego zapisu. Powtórzę się, ale chwała Volition za system zapisywania gry - save w dowolnym momencie na szczęście również jest obecny, ale ni razu z niego nie skorzystałem. Aż dziwne, zważywszy moje PeCetowe przyzwyczajenia do klawisza odpowiedzialnego za quick save. Wracając do chaosu większych walk, zauważyłem że najlepszą taktyką na zniszczenie Bardzo Ważnego Budynku jest atak samobójczy: spowodowanie jak największych strat, wykorzystując cały dostępny arsenał, następnie zgon i odrodzenie w bazie, gdzie można spokojnie uzupełnić straty w amunicji oraz wybrać następny cel.

Where two moon rises


Partyzanckie wysadzanie fabryk i niszczenie całych fortec EDF po kryjomu wymaga odpowiedniego przedstawienia - i o takowe twórcy się postarali. Red Faction: Guerrilla nie jest graficznym majstersztykiem na miarę GTA IV, nie zachwyca widokami jak Far Cry 2, ani nie poraża artyzmem rodem z BioShocka. Guerrilla jest po prostu ładna, ze szczególnych uwzględnieniem wybuchów, latającego wszędzie żelastwa, gruzu spadającego na głowę i przerażającego piękna walących się struktur. Kiedy spojrzy się na całość, a nie tylko na fizykę i fenomenalny model uszkodzeń, na jaw wychodzi produkcja ładna i nic ponad to. W sumie, to ciężko to uznać za minus: raczej trudno się spodziewać, aby Mars był miejscem zapierającym dech w piersiach krajobrazem.

Podobnie jak grafika prezentują się wszelakie dźwięki: od skrzypiących, metalowych elementów zawalającego się budynku, poprzez wystrzały, a na odgłosach stąpania po kamiennym podłożu kończąc. Nieźle prezentuje się muzyka, nastrojowa, symfoniczna i tworząca tło, bez wybijania się na pierwszy plan – przyznam jednak szczerze, że zwróciłem na nią uwagę dopiero po wyzwoleniu trzech sektorów. Pewne zastrzeżenia można mieć w stosunku do głosów postaci, które zostały profesjonalnie nagrane, ale czasami brakuje im dramatyzmu. Dosyć kiepsko wypada spokojny i wyraźnie znudzony głos partyzanta, który właśnie jest przygwożdżony ogniem artyleryjskim i lada moment zginie. Inna sprawa, że po pewnym czasie wszystcy NPC-owe giną w mrokach pamięci krótkotrwałej, tak samo jak ich kwestie.

Mars, my home!


Polska wersja Red Faction: Guerrilla została zrealizowana profesjonalnie, jako spolszczenie kinowe – bardzo dobrze. Nie wyobrażam sobie bowiem, aby marsjańscy osadnicy klęli po polsku albo rozmawiali w naszym ojczystym języku. Sama polonizacja jest solidna, bez fajerwerków, a CD Projekt zrobił dobrą robotę. Zaś ocena samej gry jest dosyć trudna, bowiem nie da się ukryć, że Guerrilla to produkcja jednego pomysłu, który został zrealizowany znakomicie. Szkoda jednak, że autorzy nie pokusili się o większe urozmaicenie zadań albo nie stworzyli lepszego modelu jazdy, zwłaszcza czołgami. W kategorii gier akcji, Guerrilla zdecydowanie się wybija najlepszym modelem zniszczeń na rynku – osobiście mam nadzieję, że Geo-Mod znajdzie zastosowanie w kolejnych produkcjach, niekoniecznie tych spod znaku marsjańskiego młota. Pewnym minusem jest jeszcze multiplayer, który w wersji na PC chyba nie istnieje – podczas kilku prób ani razu nie udało mi się znaleźć gry, do której mógłbym dołączyć. Sprawę ratuje możliwość zabawy w ekipę rozbiórkową, czyli włączenie wybranej mapy z ulubioną bronią i plecakiem, po czym oddanie się radosnej destrukcji. Miłośnicy zdobywania aczików również powinni być zadowoleni – nie miałem żadnych problemów z ich zdobywaniem via Games for Windows Live. Dodajcie do tego dobrą optymalizację oraz nieźle zaprojektowane sterowanie, przygotowane z myślą o duecie myszka-klawiatura i macie pełen obraz, jakim jest Red Faction: Guerrilla.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: OsaX Nymloth OsaX Nymloth który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Geo-mod!
+ Radocha z rozwalania, której nie zaznasz w żadnej innej grze
+ Geo-mod + Havoc!
+ Niezła grafika oraz muzyka
+ Dosyć zróżnicowane misje, które nie znudzą się nawet za 10. razem
+ Tryb ekipy rozbiórkowej
+ Wspominałem o Geo-modzie 2.0?
+ Przyzwoite zróżnicowanie Marsa

Minusy

  Średnia Sztuczna Inteligencja oraz respawny wroga w ilościach hurtowych
 Ostatnia misja to lekkie przegięcie ;)
 Postacie płaskie jak kartka papieru i tak samo interesujące, brak im dramatyzmu

dlatego OsaX Nymloth
ocenia tę grę na:

8

Grafika 70%

Dźwięk 70%

Gameplay 80%



Komentarze   6

Podaj kod z obrazka: odśwież
 
dziubus554 1256229055000 2009-10-22


osobiescie to ta gre polecam, gdyby nie MALA!! ale to na prawde mala ilosc misji i to ze gra sie robi monotonna pod koniec to jest to na prawde ciekawa kontynuacja

Czy dziubus554 gada z sensem?
dziubus554 1256227747000 2009-10-22


osobiescie to ta gre polecam, gdyby nie MALA!! ale to na prawde mala ilosc misji i to ze gra sie robi monotonna pod koniec to jest to na prawde ciekawa kontynuacja

Czy dziubus554 gada z sensem?
Doombek 1256211319000 2009-10-22


@Arkan - do pracy, zarabiać a nie na konkursy liczyć;P

Czy Doombek gada z sensem?
Arkan 1256208006000 2009-10-22


z kasą to zawsze problem, ale moze na gamim bedzie w jakims konkursie nie?

Czy Arkan gada z sensem?
Gracz 1256138228000 2009-10-21


Aj, recenzja narobiła mi smaczka. Cholera, nie mam kasy.

Czy Gracz gada z sensem?
Arkan 1256137207000 2009-10-21


fajna, musze sobie kiedyś pograć

Czy Arkan gada z sensem?

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka