Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

NecroVisioN (PC)

Lubię to! 4

Premiera Polska - 5 marzec 2009

Ocena użytkowników: dobra

1 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Science-Fiction, Wojenna, Historyczna, Horror,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 64 screenów, 3 video, 2 recenzji, 7 newsów,

« Powrót do listy recenzji

Dwie gry w jednej. Obie przeciętne.

[ + dodaj własną recenzję ]
Recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Nie do końca wiedziałem czego się spodziewać, zasiadając do pierworodnego dziecka gliwickiego studia The Farm 51. Choć nie mam nic przeciwko trywialnym oldschoolowym produkcjom, wizje twórców przedstawiane przy okazji przedpremierowych obietnic napawały mnie lekką obawą. Jak się okazało, nie bezpodstawnie.

Eugeniusz Siekiera

Dziwna to gra, powiadam, naprawdę dziwna. I szalenie nierówna na dodatek. Z jednej strony mamy do czynienia z kolejnym klonem Painkillera, bliskim mu podwójnie, bo korzystającym nie tylko z podobnej filozofii rozgrywki, ale i bazującym na tym samym silniku graficznym. Takie pozycje wciąż mają wzięcie, bo dobrze jest od czasu do czasu rozerwać się przy czymś niezobowiązującym. Wystarczyło więc odpowiednio zmiksować stare pomysły i zaserwować je w formie odświeżonego, wybuchowego koktajlu. Trudno o prostszą receptę na sukces, przynajmniej w teorii. Niestety, czasem najdrobniejsze szlify i detale decydują o tym, czy mamy do czynienia z tworem artystów, czy tylko zwyczajnych rzemieślników.

Świat, który znamy...


Akcja gry przenosi nas do roku 1916. Wojna metodycznie zbiera swe plony, zewsząd wyziera śmierć i zniszczenie. Brunatne niebo spowijają tłuste chmury, ziemią co rusz wstrząsają wybuchy, po horyzont rozciąga się cmentarzysko okopów, brudu i zmasakrowanych ciał. Wcielając się w Simona Buknera otrzymujemy miejsca w pierwszym rzędzie tego makabrycznego spektaklu. A to dopiero przedsmak szaleństwa, które wkrótce stanie się naszym udziałem.

Biorąc udział w tym całym koszmarze, obcujemy z przedziwną mieszanką wojennych FPS-ów z bezpretensjonalną sieczką w stylu przytaczanego wcześniej Painkillera. Z czasem ciała poległych nieprzyjaciół zostają ożywione przez nieznaną nam, tajemniczą siłę. Starcia z hordami nieumarłych dają z początku solidnego kopa i niezły zastrzyk adrenaliny, szczególnie, gdy przekonujemy się, jak emocjonująca może być walka w zwarciu. Pomaga w tym również system najrozmaitszych combosów, które możemy krzesać w czasie pojedynków.

Niestety, prace ręczne z pomocą bagnetu i saperki na długo nie wystarczają. Już na tym etapie rozgrywki pojawia się rzecz szczególnie niepożądana - irytacja przemieszana ze znużeniem. Nuży na dłuższą metę walka z przeciwnikiem, nużą same miejscówki. Po odrąbaniu któregoś łba z kolei sięgamy po poważniejsze zabawki i tu następuje lekkie rozczarowanie. Choć z jakimkolwiek realizmem NecroVision nie ma nic wspólnego, pukawki, które taszczymy, to rachityczne klamoty z tamtego okresu. Rzecz może i dobra w poważniejszym FPS-ie, ale gdy atakuje mnie wataha rozwścieczonych zombiaków, potrzebuję w rękach solidniejszych argumentów. Takowe oczywiście też mamy na stanie, ale amunicja do strzelby czy karabinu maszynowego kiedyś się przecież musi skończyć.

A miejscówki? Istne kobyły. Tylko co mi po mapie, której przejście zajmuje skromnie licząc godzinę z groszami, skoro w międzyczasie i tak co najmniej dziesięć razy będę gryzł piach? Wchodzimy na drażliwy temat, a jest nim wspomniany wcześniej poziom trudności. Mocno przegięty, jak na mój gust. Ja wiem, że to wojna, a na wojnie lekko nie ma i jak człowiek pięciu razy pod rząd łomotu nie zbierze, to nie poczuje tematu. Mamy co prawda apteczki, ba, mamy nawet regenerujący się pasek życia, ale czasem i to nie wystarczy. Ja nawet lubię wyzwania. Gdy jednak po każdej porażce muszę męczyć się z kilkuminutowym loadingiem, to jakoś nie jest mi do śmiechu i mam szczerą ochotę podziękować za taką zabawę. W trakcie wczytania jednego zapisu zdołałem zjeść bułkę. To była mała bułka, ale jednak...

...i ten ukryty pod ziemią


Gdzieś mniej więcej w połowie zaliczamy diametralny zwrot w scenariuszu, który wywraca dotychczasowe życie bohatera do góry nogami. Trafiamy bowiem do podziemnego królestwa wampirów, a gdy już gruntownie zwiedzimy każdy zakątek tej osobliwej fortecy, koniec końców zjedziemy wyimaginowaną windą wprost w odmęty ogni piekielnych, gdzie armia ogłupiałych demonów tylko czeka, aż ktoś skwapliwie porachuje im kostury. Doprawdy, w tej grze mamy wszystko. Armię zombiaków, wampiry, które kompletne ich nie przypominają, a po drodze trafia się nawet gadający smok, który służy swym grzbietem, dzięki czemu jest okazja załapać się na etap lotniczy. W kilku miejscach można również przejąć kontrolę nad prymitywnym mechem, co akurat było miłym urozmaiceniem, gdyż ta niepozorna konserwa okazała się dysponować niesamowitą siłą ognia.

Żeby było śmieszniej, ten fantasmagoryczny świat starano się podbudować konkretną, trzymającą się kupy fabułą. Problem w tym, że wizja szaleńca, jaką nam zaprezentowano, za cholerę kupy się trzymać nie chce. Historia jest naciągana jak obietnice polskiego rządu, a stosunkowo liczne dialogi tylko irytują, niepotrzebnie odrywając gracza od masowej rozwałki. Dodam przy okazji, że bohatera obdarowano wachlarzem standardowych cwaniackich odzywek, które niestety szybko zaczynają się powtarzać. Tomasz Kot, który użyczył głosu głównej postaci też jakoś szczególnie nie przypadł mi do gustu, ale na ten problem znalazło się odpowiednie panaceum - przy instalacji możemy wybrać wersję z dubbingiem, napisami, bądź angielską. Do wyboru, do koloru.

Wampirze podziemia są nieco ciekawsze niż niekończące się okopy i zasieki, które oglądamy podczas pierwszych godzin kampanii. Mimo wszystko i tutaj daje się we znaki pewna schematyczność i powtarzalność. Choć wizualna strona programu jest całkiem do rzeczy, nie mogę pochwalić ludzi odpowiedzialnych za design poszczególnych etapów. Sprawiają wrażenie rozdmuchanych i rozciągniętych na siłę. Gigantyczne sale, takie same korytarze, niekończące się schody. No nuda panie, nuda. W Painkillerze tego nie było, tam każdy level zaskakiwał odmienną tematyką, ciągle oglądaliśmy coś nowego. Tutaj mamy kilka ogranych motywów i liczne wariacje na ich temat.

Mimo wszystko rozczarowanie


Wraz ze zmianą klimatów, wymieniamy również przeciwników (częściowo, bo żywe trupy towarzyszą nam niemal przez cały czas), a nawet kolekcję klamotów. Z powyższym wiążą się dodatkowe umiejętności. Podstawą naszego wyposażenia staje się Ręka Cienia. Z pozoru kawał żelastwa wyposażonego w metalowe szpony, ale zaprawdę powiadam ci, "nie lekceważ potęgi mroku" (cytat z gry jakby kto pytał). Z pomocą tego cacuszka walka nabiera nowego posmaku, szczególnie, że wymiana tyczy się również pozostałych zabawek. Wampirze spluwy mają zaś to do siebie, że można je trzymać w jednej dłoni, tak więc nic nie stoi na przeszkodzie, by gromić piekielny pomiot ogniem ze śrutówki, krojąc jednocześnie na cieniutkie plasterki tych, którzy zdołali podejść bliżej. Kombinacji jest sporo, a radość w wymiany ognia jakby większa. Co więcej, z czasem możemy nawet ożywiać poległych, by walczyli po naszej stronie.

Mimo powyższych urozmaiceń NecroVision zawodzi. Widać, ze dłubali przy tym ludzie zamieszani wcześniej w proces produkcyjny Painkillera, widać to dość wyraźnie. Jednocześnie mamy do czynienia z gorszą wersją dzieła People Can Fly. Gorsze jest tu wszystko. Od naciąganej, momentami skrajnie idiotycznej fabuły, nudnych i pretensjonalnych dialogów, rozdmuchanych sztucznie map, aż po sprawy tak prozaiczne jak przegięty poziom trudności, długie loadingi oraz rozmaite techniczne babole, ze zwisami systemu na czele. Nie zrozumcie mnie źle, to nie jest zła gra. Jest po prostu niedopracowana i irytująca, a przejażdżka na smoku czy rękawica do robienia sałatek to zbyt mało, by zrównoważyć wymienione niedociągnięcia. Podobnie jak średnio atrakcyjny multiplayer (do wyboru DM, TDM, Last Man Standing i lokalna wariacja na temat CTF) oraz tryb Sali Wyzwań, pozwalający raz jeszcze zaliczać poszczególne poziomy bądź wykonywać specyficzne zadania w celu pozyskania dodatkowych bonusów. Jeśli o mnie idzie, raczej nie wrócę do NecroVision. Zbyt wiele dobrych gier powstaje, by tracić czas i nerwy przy tej produkcji. Przykro mi, tym razem nie wyszło. Zdarza się nawet najlepszym.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  silnik PK wciąż dziarsko się trzyma
+ zjadliwa muzyka
+ w krótkich dawkach smakuje nieźle
+ kilka niezłych patentów
+ nie trzeba męczyć się z kiepskim dubbingiem (angielska wersja do wyboru)

Minusy

  idiotyczna, bełkotliwa fabuła
 irytujące dialogi o niczym
 wczytujące się całą wieczność mapy
 przegięty poziom trudności
 błędy techniczne
 tacy sobie przeciwnicy i bossowie

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

6

Grafika 70%

Dźwięk 70%

Gameplay 60%



Komentarze   0

Podaj kod z obrazka: odśwież
 
brak komentarzy

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka