Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Mass Effect 3 (PC)

Lubię to! 2

Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery

Ocena użytkowników: bardzo dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: RPG Cechy gry: TPP

Tematyka: Science-Fiction,

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 59 screenów, 10 video, 2 recenzji, 79 newsów,

« Powrót do listy recenzji

Ostatnia podróż

[ + dodaj własną recenzję ]
Recenzja dodana przez Chidder Chidder
"Mass Effect 3" był jedną z najbardziej oczekiwanych gier tego roku. Poprzednie części sprzedały się bardzo dobrze, zbierając po drodze znakomite recenzje, nic więc dziwnego, że gracze chłonęli kolejne newsy o tym tytule czy też rozkładali teasery na czynniki pierwsze. Mimo że przeszedłem wszystkie części serii łącznie ze wszystkimi DLC, starałem się wiedzieć o "Mass Effect 3" jak najmniej. Zero trailerów, żadnych screenów, a videorecenzje omijałem szerokim łukiem - wszystko po to, aby być jak najbardziej "na świeżo". Tylko akcja z zakończeniem obiła mi się o uszy. Jak wygląda trzecia część jednej z najciekawszych serii ostatnich lat? Czy warto było czekać? No i czy końcówka rzeczywiście jest tak zła jak mówią?

Originem Mass Effect stoi



O "Mass Effect 3" zrobiło się głośno jeszcze na długo przed premierą, kiedy to gruchnęła wiadomość o tym, że do poprawnego działania wymagać będzie połączenia z Origin - platformą stworzoną po to, żeby jak najbardziej przypominała dzieło Valve. Może i jestem złośliwy, no ale ja nie widzę żadnego uzasadnienia wprowadzenia tego czegoś. Jasne, Electronic Arts będzie miało więcej pieniążków, ale co dostaję ja, gracz? W sumie nic. Największą zaletą jest niewątpliwie możliwość ściągnięcia sobie zakupionych gier w dowolnym momencie i dostęp do najnowszych patchy, ale to samo mamy również w BattleNet i Steam - całe to gadanie o zbliżaniu graczy, tworzeniu społeczności w okół określonych tytułów w ogóle mnie interesuje, bo, szczerze mówiąc, nie chcę się integrować. Chcę grać i tyle. Natomiast Origin mi tego nie ułatwia: kolejne hasło i login do zapamiętania, konieczność posiadania stałego dostępu do Internetu (jedziecie na wieś? Możecie mieć problem), no i to upierdliwe sprawdzanie dostępnych dodatków po włączeniu gry. Po co, EA, po co? Warto także odnotować, że zdarzały się problemy z serwerami i niekiedy nie mogłem w ogóle się bawić.

Skoro już wspomniałem wyżej o sprawdzaniu dodatkowego contentu, to warto powiedzieć o pewnej malutkiej rzeczy, która dosyć mocno mnie zdenerwowała. Otóż do "Mass Effect 3" zasiadłem tydzień po premierze i co zobaczyłem po włączeniu Menu Głównego? Informację o tym, że już można kupić DLC zatytułowane "Z prochów". Znowu Electronic Arts wycięło fragment rozgrywki żeby go sprzedać osobno? Wiele na to wskazuje, bowiem na Normandii przez całą kampanię dla pojedynczego gracza jeden pokój pozostaje pusty i nie odbywa się w nim żadna scena czy rozmowa - zupełnie jakby czekała na gościa. Później sami fani odkryli, że nowa postać... instalowana jest od razu z grą! No kurde jego mać, EA! Oczywiście Elektronicy próbowali się tłumaczyć, że dodatek powstał w czasie późniejszym niż sama gra, że DLC dodaje misje związanie z tym bohaterem, że dostajemy przerywniki filmowe, że to, że tamto - aha, jasne. Programiście z Electronic Arts spokojnie mogli dołączyć "Z prochów" do kampanii singleplayer i myślę, że zbytnio nie opóźniłoby to premiery - no ale wtedy nie mieliby dodatkowej kasy, co nie?

Fabularne zawijasy



"Mass Effect 3" zaczyna się niedługo po wydarzeniach znanych z ostatniego DLC do dwójki i od razu muszę zaznaczyć, że początek dosyć mocno rozczarowuje. Zwłaszcza jeśli przypomnimy sobie pierwsze minuty spędzone z "Mass Effect 2": tam mieliśmy kop w szczękę, tutaj jeden wielki ziew, któremu nie pomaga nawet atak Żniwiarzy - teoretycznie najbardziej epicki moment w historii, w praktyce jednak... cóż, powiedzmy, że widzieliśmy ciekawsze wydarzenia. W pigułce historia wygląda mniej więcej tak: Shepard po wysadzeniu całego układu słonecznego ("Arrival") zostaje odsunięty od służby i czeka na proces. Podczas pobytu na Ziemi następuje (ni z gruchy, ni z pietruchy) niespodziewany atak mitycznych Reapersów na naszą śliczną planetę. Armia agresorów niszczy wszystko na swojej drodze, zabijając tysiące osób w kilka minut. Anderson przejmuje dowodzenie i nakazuje komandorowi ewakuować się do Cytadeli i wezwać pomoc. Niestety inne rasy nie bardzo chcą ratować nasze tyłki i bardziej interesuje ich ochrona rodzinnych światów (czy można im się dziwić?). Shepard musi przekonać wszystkich, że jeśli Ziemia upadnie - upadnie także cała Galaktyka. Po drodze odkrywa również plany broni o ogromnej mocy, stworzonej przez Prothean w celu anihilacji Żniwiarzy... Grzechem jest nie wykorzystać czegoś takiego, co nie?

Nie będę ukrywał, że przez pierwsze kilka godzin byłem dosyć mocno rozczarowany tym, co zobaczyłem. Fabuła jest wyjątkowo prosta i czasami ledwo co się kupy trzyma - szwy widać aż nadto widocznie. Osobiście również nie czułem tej presji czasu; ostatnie godziny galaktyki, a ja latam spokojnie po różnych planetach, rozmawiam z ludźmi, robię sobie zakupy, karmię rybki, interesuję się romansami itd. NPC zachowują się nielogicznie (pół planet stoi w ogniu a oni siedzą i plotkują przy drinkach lub bawią się na dyskotekach), podobnie zresztą jak sami scenarzyści, którzy postanowili zrobić z Sheparda... biseksualistę. EA tak bało się etykietki homofoba, że po dwóch częściach, w których komandor zachowuje się "po bożemu" (a więc romansuje tylko i wyłącznie z płcią przeciwną) dało mu możliwość zmiany orientacji i "pobawienia" się w związek homoseksualny. Zupełnie niepotrzebne. Powróciła również możliwość importowania save'ów z poprzednich części, jednak można mieć do niej pewne zastrzeżenia. Po pierwsze: niektóre postaci z jedynki czy dwójki, które spotkaliśmy na swojej drodze zostały jakby doczepione na siłę, zupełnie jakby programiści chcieli się popisać tym, ile zmiennych wzięli pod uwagę - ja nie pamiętałem połowy nazwisk, które wysłały mi maile czy zagadały mnie na ulicy. Minusem jeszcze większym jest to, że rodzima wersja całkowicie ignoruje płatne DLC do "Mass Effect 2". Polska wersja poprzedniej części nie działała z niektórymi mini-dodatkami (chyba że po scrackowaniu), więc zapomnijcie, że wydarzenia z nich będę miały jakikolwiek wpływ na fabułę. Poprzednią część gry miałem importowaną zza granicy i po przejściu takiego chociażby "Lair of the Shadow Broker" do "dwójki" w "Mass Effect 3" przez pół gry słuchałem jak to Liara (w pojedynkę) walczyła ze swoim największym wrogiem na statku kosmicznym, jak (w pojedynkę...) pomściła swego przyjaciela, lub też że posiada pewną wielką tajemnicę o Handlarzu, której jednak nie może wyjawić. Kobieto, ja tam byłem! Ja wiem o co chodzi! I takich rozmów jest dużo, dużo więcej (chociażby o projekcie "Overlord")!

Było troszkę dziegciu, teraz pora na słodzenie, bowiem czeka nas jednak sporo rzeczy, które muszą się podobać. O dialogach i filmowym montażu nie będę mówił, bowiem to element, który już od pierwszej części jest znakiem firmowym serii - tutaj jest równie dobrze i czujemy się jakbyśmy oglądali wysokobudżetowy film sci-fi. Plusem również jest to, że powraca większość znaczących postaci (tj. członków drużyny), które pojawiły się na naszej drodze, choć nie wszystkie one staną z nami do walki ze Żniwiarzami. Niektóre pojawią się w pojedynczych misjach, natomiast inne odegrają znaczącą rolę w historii Galaktyki czy też odkryją przed nami wcześniej nieznane fakty. Tutaj dla odmiany scenarzystom należą się pieśni pochwalne, bowiem misja na Tuchance z Mordinem czy też odkrycie historii Gethów razem z Legionem to najlepsze fragmenty nie tyle "Mass Effect 3", co w ogóle całej serii. Kopa w tyłek dałbym natomiast za brak Zaeeda czy Kasumi - panowie programiści zapomnieli chyba, że wystąpili oni w poprzedniej części, a szkoda, bowiem chętnie bym się dowiedział co tam u nich słychać. Brawa należą się za skalę podejmowanych decyzji: nasze wybory w trakcie rozgrywki w tej części mają rzeczywisty wpływ na Galaktykę, ponieważ swoimi decyzjami możemy unicestwić lub uratować całe rasy - "Mass Effect 3" można więc przejść na kilka bardzo różnych sposobów. Jak więc widać, fabuła trzeciej części przygód komandora Sheparda pełna jest wzlotów i upadków: niektórym wydarzeniom brakuje epickości a samej historii szaleńczego tempa, jednak od czasu do czasu scenarzyści błysną geniuszem i zaprezentują nam scenę, która wręcz ściśnie nam serce. Powiedzmy więc, że jest w miarę OK. Tylko, a może i aż. Oczywiście do momentu zakończenia rozgrywki, ponieważ tam czeka nas słynne już zakończenie.

Ech, zakończenie. Co można o nim powiedzieć, kiedy już wszystko zostało powiedziane? Kiedy w samym serwisie dzień w dzień witały nas nowe newsy o akcjach protestacyjnych? Kiedy wszystkie ciasteczka zostały już wysłane? Powiem może, co ja o nim myślę, gdyż miałem naprawdę dużo czasu ażeby ochłonąć po przejściu "Mass Effect 3". Po licznych przemyśleniach uważam, że jest wybitnie wręcz rozczarowujące. Nie ukrywam, że po spędzeniu ponad dwudziestu godzin w trybie singleplayer i wykonaniu każdej misji pobocznej spodziewałem się czegoś lepszego. Zakończenie części trzeciej jest słabe nawet jak na jedną część, a gdy dodamy do tego fakt, że przy okazji kończy ono całą trylogię, to gracz czuje się wręcz oszukany. To po to braliśmy udział w całej tej przygodzie? Po to wykonywaliśmy wszystkie te misje, poznawaliśmy ciekawe postacie, zakochiwaliśmy się, podejmowaliśmy trudne decyzje, poświęcaliśmy się, żeby na końcu nic z tego nie miało znaczenia? Nie liczyło się?! BioWare broni się, że taka była ich wizja i nic nie jest w stanie jej zmienić. Ok, rozumiem. Nie zmienia to jednak faktu, że mi się to nie podoba. Christopher Nolan podczas kręcenia "The Dark Knight Rises" powiedział, że każda wspaniała historia zasługuje na równie wspaniałe zakończenie. Ta gra go nie ma.

Strzelanka RPG? Nieee...



"Mass Effect 2" zebrało trochę gromów od wielbicieli jedynki za to, że zrezygnowano z elementów RPG, zmieniając drugą część w strzelankę. Dla mnie była to zmiana jak najbardziej na plus, gdyż dzięki temu gra nabrała tempa, którego brakowało pierwszej przygodzie Sheparda. Trójka idzie dalej tym tropem; czasami mrugnie role-playowym okiem, co nie zmienia jednak faktu, że "Mass Effect" to kosmiczna strzelanka tylko ze śladowymi elementami RPG. I tak też należy ją traktować. Przede wszystkim czeka nas więc naciskanie za spust połączone z (nieco poprawionego względem poprzednich części) systemu korzystania z osłon. Walka jest szybka, efektowna i bardzo satysfakcjonująca, głównie dzięki zróżnicowanym przeciwnikom. Niektórzy bezmyślnie, falami nacierają nas stawiając na ilość, jeszcze inni korzystają z odpowiedniej ilości szarych komórek w swoich głowach, a jeszcze inni wykorzystują swoje specjalne zdolności, aby zdobyć nad nami przewagę. Czekają nas potyczki z m.in. z najemnikami (również takimi, którzy mogą stawiać działka), zombiakami ("husk"), wszelkiej maści kosmitami czy też ogromnymi mechami. Walk nie wygrywamy tutaj brutalną siłą - liczyć się będzie wykorzystanie otoczenia oraz zdolności członków naszej drużyny.

Arsenał nie został jakoś specjalnie rozbudowany względem poprzednich części: podobnie jak wcześniej postrzelać będziemy mogli z różnego rodzaju karabinów szturmowych i maszynowych, strzelb, pistoletów, snajperek czy też broni specjalnych, znajdywanych podczas poszczególnych misji, ale nie przechodzących z ekwipunkiem poza jej obręb. Nihil novi? Niby tak, ale teraz większość "pukawek" będziemy mogli nieco bardziej modyfikować, aby poprawić ich statystyki. Większe magazynki, użycie lżejszych materiałów czy np. inne celowniki - dzięki temu możliwe będzie stworzenie ekwipunku, który najlepiej będzie pasować do preferowanego przez nas stylu gry. Jeśli mimo to ciągle nam mało, to powróciły także granaty - podobnie jednak jak w pierwszej części, są one wyjątkowo bezużyteczne i zużywałem je w zasadzie tylko po to, żeby zobaczyć jak działają. Jeśli chodzi o totalne nowości, to od teraz możemy używać w walce zwartej omni-toola, którym Shepard potrafi zadać potężny cios (najczęściej) zabijający od razu danego przeciwnika - nie jest to może jakaś wielka zmiana w systemie walki, ale niekiedy może uratować nam skórę. Od czasu do czasu będziemy także mogli skorzystać z działek stacjonarnych w walkach z przeważającymi siłami wroga - wierzcie mi, że mielenie zombiaków na krwawą miazgę wielkim karabinem jest bardzo satysfakcjonujące. Bardzo fajny dodatek.

Samą siłą ognia potyczek jednak nie wygramy - liczyć się będą również zdolności naszej drużyny. Podobnie jak wcześniej, Shepardowi mogą towarzyszyć dwie osoby, które w razie kłopotów pomogą mu cało wyjść z opresji. Podczas walk możemy wydawać im polecenia (system ten uległ nawet drobnej poprawie), jak również wykorzystywać ich umiejętności. System awansu postaci i rozwoju zdolności specjalnych uległ rozbudowie względem "Mass Effect 2" i ścieżek rozwoju jest teraz nieco więcej (choć nie tyle co w jedynce...). Bardzo często będziemy mieli także do wyboru dwie przydatne opcje, z których tylko jedną będziemy mogli zaznaczyć - koniec więc z tworzeniem uber-soldatów od wszystkiego, co moim zdaniem jest krokiem w dobrym kierunku. Szkoda tylko, że "Mass Effect 3" jest najskromniejszą częścią jeśli chodzi o liczebność samej załogi Normandii: 6 postaci (plus ewentualnie dodatkowa z DLC), w tym tylko jeden snajper i typowy biotyk, to zdecydowanie za mało. Duże rozczarowanie, biorąc pod uwagę fakt, że druga część oferowała tych postaci aż 10. I to nie licząc Zaeeda i Kasumi, którzy, jak już wspominałem wcześniej, zostali w finale całkowicie pominięci.

Autostopem przez Galaktykę



Podobnie jak w przypadku "dwójki", największą część rozgrywki stanowią misje wchodzące w skład głównej linii fabularnej. Wybuchowe, liniowe, pełne mniej lub bardziej epickich zdarzeń w większości powinny spodobać się fanom wcześniejszych przygód Sheparda, tym bardziej, że część z nich kończy się wymagającym starciem z bossem. Odwiedzimy m.in. ogromny statek Gethów, postawimy stopy na powierzchni Marsa, udamy się na rodzinną planetę Asari, powalczymy ramię w ramię z Turianami na jednym z ich księżyców czy też powrócimy na zniszczoną Tuchankę. Co jednak z tymi, którzy chcieliby powrotu do formuły "jedynki"? Dla nich BioWare przygotowało sporą liczbę zadań pobocznych (zdobywanych głównie na Cytadeli), wśród których znajdziemy klasyczne "zapychacze" w stylu idź, przynieś, pozamiataj, jak również zadania wymagające udania się na określoną planetę i przeprowadzenia małego śledztwa. Czeka nas w nich sporo gadania i, najczęściej, jeszcze więcej strzelania. W poprzednich "Mass Effectach" komandor musiał również nieco główkować podczas różnego rodzaju mini-gierek, ale w ostatniej części programiści z BioWare całkowicie z nich zrezygnowali. Moim zdaniem słusznie, ponieważ nie były one zbyt wymagające i tylko zwalniały ogólne tempo rozgrywki.

Eksploracja kosmosu to ciągle ważny element serii i nie mogło zabraknąć tego aspektu również w części trzeciej. Jako że Galaktyka jest teraz w stanie wojny, to naszym głównym zasobem jest flota, do której "zbieramy" sojuszników - nie ma żmudnego badania poszczególnych planet w celu znalezienia jakichś minerałów. Teraz liczy się tylko paliwo i siła ognia statków Przymierza. W celu znalezienia danej lokacji lub np. takiego zaginionego krążownika, układ słoneczny badamy sonarem, wykrywającym wszelkie anomalia na określonym terenie. Trzeba jednak mieć się na baczności, ponieważ im więcej używamy tego urządzenia, tym większe jest prawdopodobieństwo przybycia Żniwiarzy, a wtedy musimy brać nogi za pas i odczekać aż mapa będzie znowu bezpieczna. Z jednej strony logiczne, z drugiej jednak nieco upierdliwe i denerwujące.

Cały tryb singleplayer to zabawa na ponad 20 (!) godzin, co obecnie jest wynikiem wręcz imponującym, zwłaszcza wśród gier tego typu. Zabawa nie kończy się jednak na napisach końcowych, bowiem "Mass Effect 3" ma również... multiplayer! Nie jest on może jakoś szczególnie rozbudowany (tylko jeden tryb) ale jako zapychacz czasu nadaje się doskonale. Rozgrywka wieloosobowa nazwana jest tu Galaktyczną Wojną i przypomina nieco tryb Hordy z "Gears of War": drużyną złożoną z maksymalnie czterech graczy wykonujemy różnego rodzaju zadania na poszczególnych mapach, walcząc jednocześnie z posiadającymi przewagę liczebną oddziałami wroga. Misje mogą później wpłynąć na singleplayer, ale nie wystąpi w nich żadna postać z rozgrywki dla pojedynczego gracza - szkoda, no ale cóż zrobić? Zanim rzucimy się przeciwnikom do gardła musimy stworzyć sobie postać. Do wyboru oddano nam ludzi, Asari, Drellów, Kroganów, Salarian, Turian i Quarianki - warto przemyśleć swój wybór, ponieważ każda z tych ras posiada pewną specjalną umiejętność, która może się przydać w walce. Klasy postaci są takie same jak w singlu, zmniejszona została ilość umiejętności specjalnych i broni, bez zmian natomiast w levelowaniu postaci - maksymalny poziom jaki możemy osiągnąć to 20. W Galaktyczną Wojnę gra się zaskakująco przyjemnie, ale nie da się ukryć, że to kampania dla pojedynczego gracza jest tutaj daniem głównym - multi jest tylko (lub aż) bardzo miłym dodatkiem.

Jaki jest kosmos? Każdy widzi



"Mass Effect 3", jak większość wielkich hitów, został wydany w naszym kraju w polskiej wersji językowej. Poprzednią część, z uwagi na dubbing, pominąłem na rodzimym rynku, skupiając się na wersji zagranicznej - teraz powinienem być więc zadowolonym, ponieważ mamy do czynienia z lokalizacją kinową. Pytanie tylko co z tymi, którzy mają "Mass Effect 2" w wersji PL - osoby te na pewno przyzwyczaiły się do głosów postaci, a teraz wydawca robi krok w tył i rezygnuje z aktorów. Po co więc była cała ta kampania z wielkimi nazwiskami? Żeby naiwni kupili i zostali teraz z obsadą oryginalną? Moim zdaniem jak się mówi A, to trzeba powiedzieć też B, przy okazji dając możliwość wyboru takim osobom jak ja oryginalnej ścieżki dźwiękowej. Angielska wersja przez całą trylogię korzysta z tych samych (z kilkoma małymi wyjątkami) aktorów - czemu w kraju nad Wisłą nie może tak być? Sama lokalizacja kinowa nie jest jakoś szczególnie rewelacyjna: oczywiście większość tekstu jest przetłumaczona poprawnie, ale zdarzają się również zdania zupełnie nie pasujące do tego, co w danym momencie mówi jakaś postać. Trochę tak jakby tłumacze przerobili tekst "na sucho" nie sprawdzając kontekstu. A to, przy tak gorącej produkcji, boli.

Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną to nie ma zaskoczenia. Gra działa (znowu) na silniku Unreal Engine 3 i wygląda... no cóż, dobrze. Ładne wybuchy, kapitalny wygląd postaci (zwłaszcza w cut-scenkach), satysfakcjonujące wybuchy czy efekty "czarów", ale przy tym brak anti-aliasingu, niekiedy rozmazane tekstury i tona rozmaitych filtrów, próbujących zamaskować ten starzejący się już silnik. Dostajemy w zasadzie to samo co wcześniej, ale przynajmniej od razu lepiej zoptymalizowane. Warstwa audio też mnie nie zaskoczyła - i tutaj z tego powodu się cieszę, gdyż jest równie genialna jak wcześniej. Świetne odgłosy broni (tutaj pomogło nieco studio DICE) i w ogóle wszystkiego dookoła, znakomita ścieżka dźwiękowa, którą pomógł skomponować sam Clint Mansell ("Requiem dla snu", "Czarny łabędź", "11:14" czy "Bunkier"), no i obsada, która po pierwsze: od początku niemal w ogóle się nie zmieniła; po drugie: jeśli się zmieniła, to nie słychać różnicy; po trzecie: pełna jest gwiazd, gdyż po raz kolejny usłyszymy Setha Greena ("The Family Guy", "The Italian Job"), Martina Sheena ("Czas Apokalipsy", "Paragraf 22") czy Carrie-Anne Moss ("The Matrix", "Memento"), a do tego smaczki pokroju np. Buzza Aldrina (no wiecie, drugi człowiek na księżycu...). Rewelacja.

Koniec końców, "Mass Effect 3" to produkt, który dosyć trudno jednoznacznie ocenić, ponieważ teoretycznie posiada wszystko, co by go kwalifikowało do najwyższej noty (a oceny w sieci rzeczywiście są bardzo wysokie): kapitalną warstwę audio, bardzo długi tryb singleplayer, fabułę, która niekiedy potrafi wręcz zachwycić (ale przy tym mającą też upadki z zakończeniem na czele), epickie momenty i dobrą optymalizację. I nawet multi się udało. Zaraz po zakończeniu sam dałbym tej grze mocne 8/10. Co więc się zmieniło? Otóż, im dłużej jesteśmy po przejściu ostatniej misji, tym częściej pojawia się to dziwne uczucie swędzenia... Coś tu jest nie tak... Czy na pewno tego właśnie oczekiwaliśmy? Czy to wszystko, na co było stać EA? To już koniec? No właśnie... "Mass Effect 3" to bardzo dobra gra, ale niezbyt dobre zwieńczenie trylogii - po skończeniu rozgrywki jesteśmy po prostu rozczarowani: to nie tak miało być; to nie tak miało się to wszystko zakończyć. Z tego też względu muszę obniżyć notę o cały jeden punkt i mam nadzieję, że mnie zrozumiecie. Grałem we wszystkie części serii oraz wszystkie dodatki (prócz jeszcze tych najnowszych) i oczekiwałem, że ostatnia przygoda Sheparda wbije mnie w fotel i sprawi, że będę pisał poematy o tej serii. Źle nie było, ba!, było dobrze - ale nie genialnie. Dwójka ciągle stoi u mnie w rankingu najwyżej.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Chidder Chidder który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Sceny, które zostaną z nami na długo
+ Skala podejmowanych decyzji
+ Dynamiczny montaż
+ Długość rozgrywki!
+ Spora liczba zadań pobocznych
+ Import save'ów = ciągłość rozgrywki
+ Zmiany w systemie awansowania postaci
+ Satysfakcjonująca walka i poprawiony system osłon
+ Omni-tool i działka stacjonarne
+ Brak mini-gier
+ Niezły multiplayer
+ Dobra (choć sam silnik leciwy...) oprawa wizualna
+ Świetna oprawa audio

Minusy

  Fabuła miewa również słabsze momenty
 Rozczarowujące zakończenie
 Pominięcie płatnych DLC z poprzedniej części
 Niektóre postacie i wątki dodane jakby na siłę
 Konieczność połączenia z Origin
 Skromna załoga Normandii
 Drobne błędy w tłumaczeniu
 Płatne DLC w dniu premiery?!

dlatego Chidder
ocenia tę grę na:

7

Grafika 80%

Dźwięk 90%

Gameplay 80%



Komentarze   7

Podaj kod z obrazka: odśwież
 
bogus 1343550738000 2012-07-29


Serio jest problem z importem sejwów z PL wersji ME2? LoL. Czyli jednak ściągnięcie ANG wersji dwójki przez Origina było rozsądnym pomysłem. Bo u mnie zarówno Kasumi i Zaeed występują. Z innymi DLC też nie ma problemu, z Overlorda możemy spotkać dr Archera i jego brata, Liara nam dziękuje za pomoc, a w przypadku Arrivala to nawet nie wiem czy można było by go pominąć. Znaczy wiem, pewnie flota stacjonująca w układzie słonecznym byłaby mniejsza i mocniej by oberwała.

Czy bogus gada z sensem?
Chidder 1342879537000 2012-07-21


A widzisz, bo z tymi wersjami na PC to zawsze jakieś cuda się działy - wystarczy przypomnieć drugą część i brak działających najlepszych DLC do polskiej wersji... Podejrzewam, że tutaj właśnie jest pies pogrzebany: nie można było legalnie zagrać w wersji PL na PC w niektóre DLC, więc je pominięto w części trzeciej (tzn. gra chyba po prostu nie wykrywa ich przejścia). No ale to gdybanie tylko.

Czy Chidder gada z sensem?
1342839877000 2012-07-21


Akurat ja spotkałem i Zaeeda, i Kasumi, więc nie zgadzam się z pominięciem dlc z dwójki, czy wytkniętym przez ciebie brakiem postaci, ale grałem na PS3, więc problem miałeś raczej ty ze swoją wersją PC (za co też powinni twórcy dostać baty, ale to co innego :))

Czy gada z sensem?
Kamaner 1342808810000 2012-07-20


Taa ME3 w porównaniu do ME2 to szajs. Walka jest prosta, małe zróżnicowanie wrogów (choć walka troszke lepsza), prawie 0 dialogów z załogą w porównaniu do poprzednich części, photoshopowanie postaci na wygląd, której czekałem przez całą trylogie...
Można by tak długo. Niestety za długo ;/

Czy Kamaner gada z sensem?
Boromi 1342784195000 2012-07-20


A gdzie jest napisane o zwieńczeniu serii? Jest mowa o zwieńczeniu trylogii co, jakby na to nie patrzeć, jest zgodne z prawdą.

Czy Boromi gada z sensem?
1342783293000 2012-07-20


wszystko spoko super itp... z tym że ME 3 nie jest zwieńczeniem serii... x]

Czy gada z sensem?
Butryk 1342711218000 2012-07-19


Zgadzam się z oceną w zupełności. Dwójka była dużo lepsza.

Czy Butryk gada z sensem?

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka