TimeShift (PC)
Premiera Świat - 30 październik 2007 Premiera Polska - 15 listopad 2007
Ocena użytkowników: dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 40 screenów, 4 video, 1 recenzji, 1 newsów,
Cztery wymiary zabawy
[ + dodaj własną recenzję ] Recenzja dodana przez
sir Mik
Michał sir Mik Grabacki
Na szczęście okazało się, że Saber Interactive znalazł nowego sponsora, który mocno sypnął kasą i zainwestował w ten niemalże zapomniany projekt. Gotową w zasadzie już gierkę wzięto na nowo w obroty i tak dopieszczono, że teraz prawie w niczym nie przypomina owego niefortunnego dema z ubiegłego roku. Zmieniło się wszystko - od grafiki, silnika, aż po fabułę.
Ta ostatnia jest na pierwszy rzut oka bardzo typowa. Mamy ściśle tajny ośrodek badawczy i złego, genialnego naukowca, który próbuje wykorzystać go do własnych, oczywiście równie podłych celów. Brzmi to trochę jak początek banalnego amerykańskiego komiksu lub następny odcinek Atomówek, ale jednak pozory mylą.
Okazuje się, że ów bardzo zły naukowiec prowadzi zaawansowane badania i próbuje zbudować wehikuł czasu. W końcu udaje mu się stworzyć specjalny kombinezon, dający możliwość przemieszczania się w czasie. Jak łatwo się domyślić, wykorzystuje go, aby cofnąć się w przeszłość, gdzie zmienia bieg wydarzeń tak, iż staje się jednym z najpotężniejszych ludzi na świecie. Po drodze doktorek niszczy jeszcze swoje laboratorium, chcąc pozbyć się świadków i możliwej konkurencji. Oczywiście jesteśmy jedyną osobą mogącą go powstrzymać. Wcielamy się w postać naukowca, pracującego w laboratorium Aidena Krone'a (bo tak nazywa się nasz czarny charakter), który jako jedyny przeżył wybuch kompleksu. Przed eksplozją udało mu się jednak założyć na siebie drugi z prototypowych kombinezonów (prototypowy znaczy tutaj: "nieco niesprawny"). Dzięki temu nasz śmiałek przeżywa katastrofę i rusza, aby odnaleźć dawnego szefa i skopać mu tyłek.
Brzmi ciekawie? Na początku rzeczywiście tak jest. Cała historia zaczyna się jak dobry film - od wielkiego wybuchu. Potem powinno być już tylko lepiej - lepiej jednak wcale nie jest. Im dłużej gramy, tym cała nić fabularna staje się coraz bardziej prosta i nudniejsza. Wszystko jest do bólu liniowe i przewidywalne. Nie spotkamy nigdzie żadnych wyraziście rozrysowanych postaci, zaś wszystkie zadania, jakie stawia przed nami gra, są dosyć prosto wytłumaczone, bez zbytniego wchodzenia w szczegóły. Widać, że cała historia jest tu tylko tłem do wyrzynania kolejnych wrogów. Jedno się jednak autorom udało - oddanie świata, w którym panuje anarchia i jedyną siłą jest wszechmocna korporacja, a wielkie niegdyś metropolie chylą się ku upadkowi. Dołóżmy do tego zaawansowaną technologię, mechy, szczyptę cyberpunku, a otrzymamy naprawdę klimatyczny koktajl.
Cały nastrój dodatkowo podkreśla świetna grafika. Granie w Timeshift to prawdziwa uczta dla oczu - niesamowitej jakości tekstury, oświetlenie, cieniowanie... Świetnie oddano zwłaszcza strukturę materiałów; widać ich chropowatość, wszystkie wgłębienia, czy nawet delikatne wzory... Nie gorzej prezentuje się też woda i wszystkie efekty cząsteczkowe oraz eksplozje (a tych jest tutaj sporo). Animacja postaci również może wzbudzić zazdrość u konkurencji. W grze zastosowano najnowszą wersję silnika fizycznego Havok, odpowiedzialnego za rag doll. Wszystkie postacie i całe otoczenie zachowuje się więc naprawdę realistycznie, chociaż mamy ograniczoną możliwość demolowania poziomów. Trzeba także dodać, że gra jest wyjątkowo krwawa i brutalna. Czasami, patrząc na "ślady" pozostałe po zabitych chwilę wcześniej wrogach, pozostaje się tylko zastanowić, czy naprawdę ludzie mają w sobie aż tyle krwi ;-). Do świetnej grafiki dochodzi też świetna muzyka. Dobrze wpasowuje się ona w klimat całości, ostro zagrzewa nas do walki i - co najważniejsze - słyszymy ją tylko wtedy, kiedy to jest potrzebne, a więc nie męczy. Jednym słowem: miodzio!
Dosyć jednak opisywania, niech przemówią statystyki - w czasie gry zwiedzimy dwadzieścia cztery różne lokacje. Od miast, tajnych baz, kanałów, otwartych przestrzeni, aż po fabryki najnowszego sprzętu bojowego, czy biurowiec korporacji pana Krone. Levele są ciekawie zaprojektowane, a niektóre naprawdę robią duże wrażenie. Oczywiście wszystko to jest pełne wrogich żołnierzy, strażników, futurystycznych komandosów, cyborgów; po drodze spotkamy nawet wielkie roboty bojowe. Postrzelać do tego wszystkiego można m.in. z pistoletów, strzelb czy karabinów maszynowych. Znajdziemy jeszcze kuszę, rakietnicę, działko energetyczne i nieodłączną w każdej tego typu grze snajperkę. Jak widać - żadnych rewelacji i niespodzianek. Nie pogniewałbym się też, gdyby owego sprzętu było trochę więcej. Warto również wspomnieć, iż jednocześnie możemy nosić tylko trzy różne giwery.
Co jednak z tą słynną i szumną innowacyjnością oraz rewolucją wśród FPS? W zasadzie powinno się o niej napisać na samym początku recenzji. Gdyby bowiem nie szumnie zapowiadana możliwość "kontrolowania czasu", to Timeshift przeszedłby raczej niezauważony na rynku. Cały haczyk polega tutaj właśnie na tym, że możemy wykorzystać czas do naszych celów. I nie chodzi wcale o banalny bullet time, znany chociażby z Maxa Payne lub poniekąd z F.E.A.R. Tutaj to my jesteśmy panami czwartego wymiaru! Gra pozwala nie tylko spowolnić upływ czasu, ale go zatrzymać, czy nawet... cofnąć! Chyba nie muszę tłumaczyć, jak znacząco takie rozwiązanie potrafi wpłynąć na rozgrywkę...
Przykłady? Proszę bardzo! Musicie na przykład dostać się do budynku pilnie strzeżonego przez wroga. Wiecie, że nie macie szans - atak bezpośredni to wejście wprost pod muszkę i pewna śmierć. Co zrobić z taką sytuacją? Po prostu zatrzymujemy czas, włazimy spokojnie do środka, likwidujemy wrogów i przywracamy normalny upływ czasu. No właśnie, w przeciwieństwie do reszty gier, w których możemy nim manipulować, tutaj, gdy zatrzymujemy lub spowalniamy akcję, to efekt ten działa tylko na otoczenie! My poruszamy się dalej normalnie! Takie rozwiązanie daje nam naprawdę masę możliwości. Można unikać pocisków i wybuchów, planować zwariowane akcje, o których w normalnych FPS'ach nawet by się nam nie śniło. Kultowa stała się już scena z jednego z trailerów, w której widzimy, jak nasz bohater zatrzymuje czas, podbiega do wroga, wyszarpuje mu z rąk strzelbę i rozwala nią kilku żołnierzy stojących obok. Po chwili czas wraca do normy, zatrzymane dotąd w locie pociski ruszają i kilku nieprzyjaciół efektownie przenosi się do innego świata. Takich smaczków i możliwości Timeshift daje nam naprawdę wiele.
Zatrzymywanie i spowalnianie czasu to jednak nie wszystko. Gra pozwala nam nawet, jak już wspomniałem, go cofnąć. Aby jednak nie było za prosto, możemy to zrobić tylko w określonym momencie zabawy. Idziemy korytarzem, który nagle zaczyna się zawalać; okazuje się, że nie możemy podążać dalej. Nic jednak prostszego - cofamy czas o kilka sekund i przedostajemy się na drugą stronę, zanim znów nastąpi wybuch i zanim przejście zostanie ponownie zasypane gruzem.
Czasami natrafimy nawet na proste zagadki logiczne. Nie jest to wprawdzie Portal, ale zawsze coś...
"Zabawa z czasem" daje tutaj naprawdę sporo radości; tylko, że niestety szybko się nudzi. Na początku kombinujemy i bawimy się świetnie, ale im dłużej gramy, tym staje się to nudniejsze. Od pewnego momentu gra wygląda już jak każdy zwykły FPS. Chodzimy, strzelamy, zabijamy... Po prostu nie chce się nam używać specjalnych zdolności - nie musimy. Wszystko można bowiem załatwić prościej i szybciej standartowymi metodami. Manipulowanie czasem i kombinowanie, mimo że widowiskowe, okazuje się zwykłym bajerem, który przydaje się tak naprawdę tylko w najbardziej ekstremalnych sytuacjach.
Jak pewnie większość z Was, oczekiwałem po Timeshift rewolucji. Tymczasem wielkiej sensacji nie ma - gra oferuje wprawdzie sporo ciekawych pomysłów, jednak to za mało, aby można było mówić o trzęsieniu ziemi w branży.
No i co z tego? Po co nam rewolucja - gra się przecież dla frajdy, a Timeshift zapewnia jej masę. Ma wszystko, co trzeba: świetną grafikę, ciekawe lokacje, ogromną grywalność oraz parę interesujących, nowatorskich pomysłów. Tylko tyle? A może "aż tyle"? Zdecydujcie sami.
Jedno jest pewne - w Timeshift naprawdę warto zagrać!

