Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Blood (PC)

Lubię to! 4

Premiera Świat - 31 maj 1997

Ocena użytkowników: bardzo dobra

2 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: FPP

Tematyka: Horror, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 31 screenów, 1 video, 2 recenzji,

« Powrót do listy recenzji

Transfuzja nostalgii

[ + dodaj własną recenzję ]
Recenzja dodana przez Jason Jason
Technika idzie do przodu, a gry razem z nią. Są coraz dynamiczniejsze, efektowniejsze, ładniejsze. Twórcy co chwilę zaskakują nas nowymi rozwiązaniami graficznymi, od których oko bieleje. To oczywiście dobrze, natomiast czasem nachodzi mnie zmęczenie tymi całym cel–shadingami, physxami czy innymi wodotryskami. Nie znaczy to oczywiście, że nie doceniam postępu, jaki zaszedł w rozwoju gier, momentami jednak mam po prostu ochotę na odrobinę klasycznej, prostej rozwałki. Co wtedy robię? Chwytam za bejsbola i idę na uli… a nie, zaraz… instaluję Blood. Przypomnijmy więc sobie dziś jedną z ostatnich i jednocześnie najpopularniejszych dwuwymiarowych gier FPP, będącą zarazem debiutancką produkcją studia Monolith.

Jason

Wait… I’m evil, I can kill whoever I want!


Tło fabularne zdecydowanie nie jest siłą gry, co jednak trudno mieć za złe, pamiętając ówczesne standardy. Trochę jednak szkoda, gdyż przy odpowiednim poprowadzeniu, historia mogła by być całkiem ciekawa. Nie ma jednak co narzekać, bo w tamtych czasach strzelanki rzadko takową w ogóle posiadały. „Intryga” Duke Nukem 3D zmieściłaby się w jednym zdaniu, a Quake nie posiadał jej na dobrą sprawę w ogóle, więc Blood i tak prezentuje się na tym tle nieźle.
Głównym bohaterem jest Caleb, jeden z dowódców kultu Cabal - tajemniczej organizacji, służącej potężnemu bóstwu zwanemu Tschernobogiem. O owym bóstwie nie wiemy za wiele, oprócz tego, że niezadowolone z pracy jaką wykonują jego generałowie, postanawia się ich pozbyć. Zarówno nasz bohater jak i jego towarzysze zostają więc zamordowani. Z niejasnych jednak powodów, jako jedyni wracamy do życia i przystępujemy do krwawej (a jakże) zemsty. Właściwa rozgrywka rozpoczyna się w momencie naszego zmartwychwstania, gdy otwiera się krypta i wychodzimy z grobu z kultowymi już słowami „I live… again.” Jak można się domyślić Caleb niezbyt pasuje do znanego i oklepanego stereotypu ratującego świat herosa. To psychopata bez współczucia, zasad i ludzkich odruchów. Największą radość sprawia mu sianie zniszczenia oraz taplanie się w krwi i bebechach swoich ofiar. Tytuł nie został nadany grze przypadkowo. Wrogowie tryskają hektolitrami posoki, ściany wymazane są czerwienią, a na hakach wiszą okaleczone ciała. Są momenty gdzie dosłownie pływamy w mieszaninie krwi, wnętrzności i odchodów. Mało która nowoczesna produkcja może przebić omawiany tytuł pod względem gore. Jedyne co przychodzi mi do głowy, to niezbyt udane Clive Barker’s Jericho.

Hey she-bitch. Let’s go.


Sama rozgrywka do skomplikowanych nie należy. Przemieszczamy się po planszach, strzelając do wszystkiego, co się rusza. Co jakiś czas trafiamy na zamknięte drzwi, które musimy otworzyć odpowiednim kluczem bądź wajchą. Ot, standard oldschoolowych strzelanek. Otoczenie, podobnie jak w Duke Nukem 3D, jest interaktywne. Możemy używać niektórych przedmiotów, co często wiąże się z zabawnym komentarzem naszego bohatera, który, podobnie jak Książe, jest dość rozgadany. Język ma zaś cięty, a humor czarny jak smoła. Żeby jednak w pełni docenić omawianą produkcję, warto mieć pewne obeznanie w horrorach. Co chwilę spotykamy się z jakimś odniesieniem do klasyków tego gatunku, zarówno w tekstach, spotykanych przeciwnikach, oraz miejscach.

No one wants to play with me.


W trakcie naszych przygód zwiedzimy wiele klimatycznych miejscówek: „wesołe” miasteczko, zakład pogrzebowy, rzeźnię, zbombardowane miasto i mnóstwo innych.
Sztuczna Inteligencja wrogów jest śladowa, mimo to, na wyższych stopniach trudności, gra potrafi skopać tyłki nawet zahartowanym w bojach weteranom. Oj tak. Na Blood naprawdę można zjeść zęby. Przeciwników jest mnóstwo, a poziom życia ma tendencję do zbliżania się ku zeru w zastraszającym tempie. Na naszej drodze staną żywe trupy, szaleni kultyści, gargulce, kostuchy, piekielne ogary i cała gama innych potworności, które z radością rozchlapywać będziemy na ścianach. Do naszej dyspozycji oddany został, szeroki i bardzo interesujący asortyment pukawek. Oprócz klasycznej dubeltówki, Thompsona czy wyrzutni rakiet, otrzymamy, na przykład, podpalający pistolet na flary, miotające wiązkami elektryczności działko Tesli, zaczarowaną laleczkę Voodoo, albo miotacz ognia złożony z… dezodorantu i zapalniczki. Korzystanie z każdej broni sprawia dużo frajdy, a efekt jest często przesadnie obrzydliwy. Krew chlapie na wszystkie strony, po podłodze walają się podroby i urwane łby, jest gorzej niż po premierze Zmierzchu.

Over the lips, through the gums, look out tummy, here I come.


Trzeba oczywiście pamiętać, w jakim środowisku graficznym się obracamy. Możecie zapomnieć o jakimkolwiek realizmie. Wszystko wygląda groteskowo i naszpikowane jest pikselami, co niektórych może odstraszyć. Przeciwnicy to płaskie sprite’y, otoczenie jest kanciaste, a perspektywa ulega częstym zakłamaniom. Taka jest jednak charakterystyka enginu Build. Siła gry nie leży w jakości narzędzi użytych przy jej tworzeniu, lecz w umiejętności z jaką zostały wykorzystane.

Strangers in the night, exchanging glances…


Warto wspomnieć o muzyce, która, w przeciwieństwie do grafiki, archaizmem aż tak nie razi. Przygrywająca w trakcie naszych przygód orkiestra, idealnie współgra z klimatem i wieczorami, w trakcie gry, potrafi czasem wywołać gęsią skórkę. Nie gorzej sprawa wygląda z oprawą dźwiękową. Odgłosy broni brzmią poprawnie, podobnie jak wybuchy. Fajnie prezentują się również głosy przeciwników, na przykład wyjękiwane przez zombie „braaaaaains…”. Panowie z Monolith na potrzeby gry opracowali nawet fikcyjny język, którym posługują się kultyści Tschernoboga. Wisienką na torcie są jednak zdecydowanie odzywki głównego bohatera, którego komentarze idealnie podkreślają czarny humor produkcji. Gratulacje należą się za to Stephanowi Weyte’owi - aktorowi dubbingującemu Caleba. Jego ponura barwa głosu i szalony śmiech do dziś pozostają w pamięci całej rzeszy graczy.

I like my hands bloody.


W dzisiejszych czasach trudniej jest docenić produkcję w stylu Blood. Nie ma co się zresztą dziwić. W erze DirectX 11, grafika omawianej tu gry wywołuje co najwyżej uśmiech politowania. Jeżeli jednak jesteście fanami horrorów z XX wieku, zmęczyło was efekciarstwo nowoczesnych produkcji i zwyczajnie chcecie przypomnieć sobie „stare dobre czasy”, to czemu by nie sięgnąć po ten trochę już spleśniały, lecz wciąż soczysty kawałek mięcha. Na pewno zagwarantuje Wam wyzwanie na wiele wieczorów, okraszone hektolitrami posoki i cudownie czarnym humorem.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Jason Jason który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  mroczny klimat
+ czarny humor
+ multum odniesień do klasyków horroru
+ gore
+ ciekawe bronie i przeciwnicy
+ fajnie zaprojektowane lokacje

Minusy

  słaba grafika

dlatego Jason
ocenia tę grę na:

9

Grafika 60%

Dźwięk 90%

Gameplay 100%



Komentarze   1

Podaj kod z obrazka: odśwież
 
mnq 1283431629000 2010-09-02


Dobra recenzja znakomitej gry. Blood to jedna z tych produkcji, do których lubię co jakiś czas powrócić by liznąć nieco jatki z prawdziwego zdarzenia :]

Czy mnq gada z sensem?

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka