Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

John Woo presents: Stranglehold (PC)

Lubię to! 6

Premiera Świat - 18 wrzesień 2007 Premiera Polska - 21 wrzesień 2007

Ocena użytkowników: bardzo dobra

4 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

 

 

Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP

Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 60 screenów, 7 video, 2 recenzji, 6 newsów,

Wielka draka w chińskiej dzielnicy

[ zobacz inne recenzje 2 ]
Najlepsza recenzja dodana przez E. Siekiera E. Siekiera
Ładuje się kolejny przerywnik. Czarna limuzyna wjeżdża na teren posiadłości. Starszy, niższy mężczyzna prowadzi związaną kobietę, a uzbrojony po zęby goryl upewnia się, czy nikt ich nie śledzi. Znikają we wnętrzu pobliskiej budowli. Chwilę później na pierwszym planie pojawia się samochód terenowy. Siedzący za kierownicą Azjata ma wściekłość i determinację wypisaną na twarzy. Jakiś zbir z wyrzutnią rakiet posyła w jego kierunku wybuchową niespodziankę. W ostatnim momencie wyskakuje z rozpędzonego auta, rzucając się szczupakiem w stronę najbliższej osłony i posyła w stronę stojących dalej drabów grad kul. W tym samym czasie samochód eksploduje, zaś tajemniczy mściciel... stoi jak kołek.

Eugeniusz Siekiera


Zaraz zaraz, to już gra właściwa! Trudno się dziwić memu zaskoczeniu. Cut-scenki stworzono w całości w oparciu o silnik gry i gdyby nie ostrzejsza i ładniejsza grafika podczas samej rozgrywki, trudno byłoby obydwa elementy w jakikolwiek sposób rozróżnić. Ale nie czas na dywagacje. Chwytam za gryzonia, celuję, krótka seria w głowę załatwia sprawę typka z rakietnicą. Z naprzeciwka wybiega tuzin kolejnych. Każdy to świr i kamikadze, bo zamiast kryć się i czaić, walą do mnie jak na strzelnicy, nie przejmując się, że ja też mam w zanadrzu silne argumenty. Ich głupota jest moim wybawieniem. Wskakuję na poręcz, w biegu trafiam kolejne makówki, które pękają jak dorodne owoce. Na koniec spowalniam czas, by rozkoszować się widokiem toru każdego wystrzelonego przeze mnie pocisku. Ostatni typ stoi daleko, ale to też nie problem. Wykorzystuję jedną z wielu możliwości mojego pupila, robię zbliżenie, z sadystycznym zacięciem celuję w szyję. Pada strzał. Kamera żwawo podąża za pędzącą kulą, po chwili gość chwyta się za rozprute gardło, próbując nieudolnie zatamować fontannę ciemnoczerwonej krwi. Pada na glebę, a ja rozkoszując się widokiem zdewastowanego otoczenia, szacuję straty.

Interaktywny film


Taki jest Stranglehold. Kto zna filmy Johna Woo, ten wie, czego spodziewać się po grze, sygnowanej jego nazwiskiem. Akcja, akcja, jeszcze więcej akcji. Nie ma czasu na myślenie, czy rozmowy z bohaterami niezależnymi. Z przerywnika filmowego jesteśmy od razu wrzuceni w wir walki i chwila zastoju może kosztować nas życie już na samym starcie. Warto dla porządku zaznaczyć, że Stranglehold jest zarazem nieoficjalną kontynuacją Dzieci Triady - zdaniem wielu najlepszego filmu cenionego reżysera. Poznajemy więc kolejne perypetie inspektora Tequili (głosu i wizerunku postaci użyczył Chow Yun-Fat), który nieustannie, balansując na granicy prawa, zadziera z bardzo podejrzanymi typami. Oczywiście jego brutalna krucjata przez morze krwi i trupów jest w jakiś tam sposób umotywowana, ale kto by się przejmował szytą grubymi nićmi intrygą? Nie o nią tu przecież idzie.

Mistrz destrukcji


Pod względem konstrukcyjnym rozgrywka jest prosta jak stylisko łopaty i niemalże kopiuje standardy, znane z gier pokroju Serious Sam. Z okrzykiem na ustach wbiegamy do danej lokacji, z każdej strony zalewa nas fala wrogów (w pewnym momencie przyuważyłem, jak materializują się na moich oczach), my zaś, w akompaniamencie rykoszetujących kul i tysięcy odłamków, sypiących się z każdej strony, posyłamy ich wszystkich do diabła. Gdy zetrzemy z powierzchni ziemi absurdalną liczbę typków spod ciemnej gwiazdy, program automatycznie zapisuje stan gry, my zaś, korzystając z chwili spokoju, możemy wziąć głęboki oddech i podziwiać symfonię destrukcji, jaką przed chwilą modelowo zagraliśmy. Gdy znudzi nas oglądanie, ruszamy dalej, do kolejnego zaułka czy pomieszczenia, a tam cała zabawa zaczyna się od nowa.

Prosta, wyświechtana do granic przyzwoitości konwencja, mogłaby wydać się monotonna i na dłuższą metę nużąca, ale Stranglehold ma ukrytego asa w rękawie i poznajemy go już po pięciu minutach obcowania z grą. Chaos, jaki siejemy na mapkach, miażdży absolutnie wszystko, co mieliśmy okazję oglądać do tej pory. W kategorii interaktywności otoczenia i efektownej rozwałki Stranglehold po prostu wykosił całą konkurencję krótką serią z automatu. Praktycznie każdy element da się rozłupać na części składowe. Drewniane drzwi sypią się w drzazgi, trafiony kulą półmisek z bananami zalewa otoczenie deszczem owoców, zawieszone wyżej elementy spadają z łoskotem, miażdżąc głowy pechowców stojących tuż pod, szyby idą w drobny mak, uszkodzone automaty w kasynie wypluwają lśniące żetony, a betonowe filary pod ostrym ostrzałem dosłownie chudną w oczach. Pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno człowiek podniecał się jak dziecko snopami iskier i tynkiem odpadającym ze ścian w F.E.A.R. Oczywiście ogromna w tym wszystkim zasługa Havoka, który chyba jeszcze w żadnej grze nie miał tyle do roboty.

Szukanie dziury w całym


Wszystkie minusy, które za chwilę wymienię, są na dobrą sprawę nieco naciągane, z drugiej zaś strony każdy z nich stanowi odrębną rysę na wizerunku całości, przez co opisywanej dziś grze daleko do produkcji idealnej. Po pierwsze rozgrywka nie ewoluuje w żaden znaczący sposób. Mnie co prawda gra nie znudziła (może dlatego, że jest tak krótka, ale o tym za chwilę), ale biorę poprawkę na to, że nie wszyscy będą zachwyceni robieniem przez kilka godzin dokładnie tego samego. Od pierwszej do ostatniej minuty jesteśmy zajęci obracaniem w proch kolejnych pomieszczeń i sianiem chaosu w szeregach wroga. Sama fabuła toczy się gdzieś obok, w formie przerywników filmowych (nawiasem mówiąc całkiem zgrabnie wyreżyserowanych), jednakże podczas samej gry nijak nie mamy na nią wpływu. Cel jest prosty i klarowny - sprowadź do parteru każdego, kto się nawinie i nie daj się zabić. Resztą zajmie się już program.

Drugi zarzut tyczy się długości kampanii. Biorąc pod uwagę ilość miejsca na dysku, które zajmuje Stranglehold (ponad 13 giga to nie w kij dmuchał, przyznacie chyba), spodziewałem się rozgrywki co najmniej dwa razy dłuższej. Tymczasem gra gdzieś tak po 5 godzinach powitała mnie radośnie napisami końcowymi. Gry zręcznościowe w ostatnich latach zrobiły się zabawą na jedno popołudnie, ale zawrotna liczba siedmiu etapów w Strangleholdzie to już pewna przesada. Tym bardziej przy zaporowej cenie, jaką wydawca zażyczył sobie za ten tytuł.

Trzecia sprawa to kwestia czysto techniczna, bo dotycząca grafiki. Co prawda mam komfort psychiczny grać na karcie, której póki co nie potrafi porządnie zadusić żadna gra, ale na rozmaitych forach nie brakuje komentarzy pod adresem fatalnej optymalizacji i rozmaitych błędów, które z niezrozumiałych przyczyn nie pozwalają uruchomić gry na komputerach spełniających z nawiązką wymagania zalecane. Ja tego rodzaju problemów nie uświadczyłem, ale liczba niezadowolonych pozwala bezpiecznie założyć, że takowe faktycznie występowały. Gra napędzana jest przez niezwykle wydajny i chyba najpopularniejszy silnik ostatnich miesięcy - Unreal Engine 3.0. Niestety Stranglehold nie prezentuje poziomu znanego z Gears of War czy BioShocka. Grafika z początku wcisnęła mnie w fotel, ale niektóre z późniejszych map pozostawiły po sobie pewien niedosyt. Gra jest pod tym względem nierówna; obok dopieszczonych do granic wnętrz restauracji, kasyn czy targowiska, trafiamy na teren chicagowskiego muzeum, gdzie poza imponującymi szkieletami dinozaurów nie bardzo jest co oglądać. Ostatnia misja pod tym względem również na kolana nie rzuca.

Urozmaicenia są w cenie


Cieszy za to co innego - różnorodność owych miejscówek. Jak wspomniałem, etapów jest zaledwie siedem, ale są stosunkowo rozbudowane i - co ważniejsze - szalenie zróżnicowane. Nie ma tu uczucia deja vu, które nieustannie towarzyszyło mi podczas zaliczania Lost Planet. Tutaj każda kolejna miejscówka jest inna od poprzednich. To oczywiste, że jedne przypadną wam do gustu bardziej, inne mniej, ale zawsze możemy być pewni, że w kolejnym etapie czekają na nas zupełnie odmienne klimaty.

Rozgrywkę wzbogacają również specjalne zdolności naszego bohatera. Wszystkie zostały podporządkowane jednej, spajającej całą rozgrywkę idei - by maksymalnie umilić grającemu niekończącą się rozwałkę. I tak, oprócz wyeksploatowanego do granic możliwości bullet-time, Tequila potrafi bezproblemowo poruszać się po wąskich kładkach/gzymsach/poręczach (niepotrzebne skreślić), bujać się na żyrandolu, prując jednocześnie w rozdziawione pyski nadbiegających oponentów, prowadzić ostrzał zza osłony, odbijać się od ścian, a na specjalne okazje pozostają Tequila Bomb. Już wyjaśniam, o co chodzi.

Najciekawsze egzekucje są najlepiej premiowane. To zaś przekłada się na widoczny w lewym dolnym rogu specjalny wskaźnik, który - odpowiednio naładowany - pozwala skorzystać z jednej z czterech specjalnych umiejętności. Wspomnę o dwóch, z których sam najczęściej korzystałem. Pierwszą jest leczenie nadwątlonego zdrowia, drugą zaś specjalny tryb precyzyjnego strzału, który przybliża obraz tak, byśmy mogli dokładnie przycelować w wybraną część ciała znacznie oddalonego od nas przeciwnika. Oprócz tego wszystkiego, pozostają jeszcze proste, ale niezwykle pomysłowe Standoffy, podczas których zostajemy otoczeni przed grupkę zbirów. Tutaj liczy się przede wszystkim refleks - mamy dosłownie chwilę, by pozbyć się każdego z przeciwników, unikając jednocześnie wystrzelonych przez nich kul.

Prostota i banał nie zawsze są wadą


Wszystkie wymienione powyżej pomysły pasują do gry jak ulał i bardzo korzystnie wpływają na grywalność tego tytułu. Ale nie oszukujmy się, w gruncie rzeczy mamy do czynienia z produkcją trywialną, prostą, skrajnie liniową i do bólu schematyczną. To wbrew pozorom nie jest wyliczanka kolejnych wad. Takie gry też są przecież potrzebne, na szczęście Stranglehold nie próbuje udawać, że jest czymś więcej. Od pierwszej do ostatniej minuty (która nadchodzi niestety zdecydowanie za szybko) Stranglehold trzyma się ogólnie przyjętej koncepcji i z żelazną konsekwencją realizuje wszystkie związane z nią patenty. Dzięki temu otrzymaliśmy bardzo grywalny produkt. Tutaj nie ma miliona nietrafionych pomysłów, które by wrzucono na siłę. Gwoździem programu jest wszak rozwałka i wokół tego skupiają się wszystkie elementy składowe produkcji - tempo akcji, fizyka, możliwości bohatera oraz miażdżąca interaktywność. Warto więc przymknąć oko na oczywiste skądinąd uproszczenia i zagrać, kilka godzin relaksującej zabawy zapewnione.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: E. Siekiera E. Siekiera który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  jak dobre kino akcji
+ w żadnej grze destrukcja nie była tak efektowna
+ świetnie zbalansowane umiejętności bohatera
+ przyzwoita oprawa

Minusy

  gra na raz
 dla niektórych będzie zbyt liniowa i trywialna
 skandalicznie krótka kampania

dlatego E. Siekiera
ocenia tę grę na:

8

Grafika 80%

Dźwięk 80%

Gameplay 80%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 80%

Dźwięk 75%

Gameplay 80%

[ + dodaj screen ]

quaz: Ekran tytułowy Stranglehold (PC)

quaz: Wirujący Tequila w sekwencji tytułowej (PC)

quaz: Tequila w ujęciu podbródkowym (PC)

quaz: Tequila z frontu w herbaciarni (PC)

Postacie [5]

Inspector Tequila
FN Minimi
  • Nazwa: FN Minimi
  • A.K.A.: M249 SAW
  • Typ: Broń
Desert Eagle
Beretta 92FS
H&K MP5K
  • Nazwa: H&K MP5K
  • A.K.A.: Kurz, Kurczak
  • Typ: Broń
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka