Pro Evolution Soccer 2010 (PC)
Premiera Świat - 22 październik 2009 Premiera Polska - 23 październik 2009
Ocena użytkowników: dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: Konami Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Konami
Gatunek: Sportowa
Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Na tę platformę mamy: 33 screenów, 3 video, 1 recenzji, 9 newsów,
Gol za golem, czyli powrót króla
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
OsaX Nymloth
Z miejsca powiem, że gra w obie konkurencyjne produkcje, to zupełnie inne przeżycia – woda i ogień. Jedna jest powolna niczym skacowany ślimak, druga olśniewa dynamizmem rodem z telewizyjnych relacji. Dzieło EA Sports straszy kiepskimi animacjami i często paskudnymi teksturami, podczas gdy gra od Konami prezentuje się tak dobrze, że można się zastanawiać, czy to nadal tylko gra, czy też przypadkiem włączyliśmy TV. Powitajcie króla wirtualnej piłki nożnej: Pro Evolution Soccer 2010!
Golasso!
Zanim jednak zabrzmią fanfary na część PES-a, warto byłoby uzasadnić te peany we wstępie. Twórcy po niezłej, acz nie znakomitej, edycji z poprzedniego roku postanowili w pewnym sensie wrócić do starszych wersji swojej produkcji, poprawiając tu i tam drobne błędy oraz sprawiając, że na PeCetach lepszego tytułu piłkarskiego się nie znajdzie. W efekcie PES ponownie jest tą samą gra, w której esencją jest szybka akcja, błyskawiczne rajdy skrzydłami, techniczne sztuczki i efektowne gole.
Zanim jednak przejdziemy do samej rozgrywki, warto kilka słów napisać na temat samych trybów gry. Przede wszystkich, uwagę przykuwa możliwość rozegrania sezonu Ligi Mistrzów, a to na bazie pozyskanej rok temu licencji. Te kilkanaście miesięcy, które upłynęły od debiutu tego trybu, zostało dobrze spożytkowane i cała zabawa w nim jest wprost przesycona atmosferą piłkarskiego święta. Pomagają w tym efektowne wstawki okraszone oficjalnym hymen LM, prezentowane przy okazji rozpoczęcia gry, przejścia fazy grupowej oraz, oczywiście, dojścia do finału. Aż ciężko się oprzeć iluzji, że to nie gra, tylko prawdziwe rozgrywki, kiedy widzi się te wszystkie tabelki i oficjalne grafiki Ligi Mistrzów, a na dokładkę - cały czas słyszy przeróbkę hymnu. W zasadzie jedyną rzeczą, której można by się przyczepić, jest niepełna lista zespołów, które grają w tegorocznej edycji tych elitarnych rozgrywek. Wynika to oczywiście z nadal dość wąskiego grona licencji, którymi dysponuje Konami, przez co z miejsca odpadają zespoły chociażby z Niemiec. Trochę również szkoda, że zabrakło drużyny z Cypru, z naszymi rodakami w składzie. Zwłaszcza że z powodzeniem można poprowadzić do triumfu zdecydowanie mało znaną w Polsce Unireę Urziceni. Dla pocieszenia, mamy przynajmniej jeden polski zespół w postaci Wisły Kraków, chociaż sam nie obraziłbym się na możliwość pogonienia Rafy Benitesa, Mourinho i reszty paczki Lechem Poznań.
To ile tych bramek w końcu jest?
Oficjalna licencja na rozgrywki Ligi Mistrzów (oraz Ligi Europejskiej, która jednak nie jest bezpośrednio dostępna do rozegrania z menu głównego) to oczywiście nie wszystko, co oferuje PES 2010. Jak zwykle mamy możliwość rozegrania dowolnego, pojedynczego spotkania (preferowany żywy przeciwnik, radocha nieporównanie większa), opcja swobodnego treningu oraz gra po sieci. Można również poprowadzić wybraną drużynę w rozgrywkach ligowych i pucharowych, czyli nihil novi. Obszerniejszego omówienia wymagają dwa pozostałe tryby: Master League oraz Become a Legend.
Pierwszy z nich to coś na kształt znanego z konkurencji trybu menadżerskiego, w którym wybraną jedenastkę prowadzi się do sukcesów na arenie międzynarodowej, a w konsekwencji do zostania Najlepszym Zespołem Świata. I nie oznacza to bynajmniej, że wyjściowa banda piłkarzy utrzyma się na swoich miejscach do końca gry. Od gracza zależą nie tylko bezpośrednie wyniki drużyny na boisku, ale również czuwanie nad zadowoleniem sponsorów, pilnowanie dobrego stanu klubowej kasy, szukanie nowych talentów oraz podpisywanie umów z wartościowymi piłkarzami, pozbywając się jednocześnie kopaczy już niepotrzebnych w klubie. Jak więc widać, nie ma przerostu formy nad treścią, a odpowiednie upomnienia i sporo tekstu instruktażowego pozwalają na bezstresowe zarządzanie ulubionym zespołem. Gracz nie ma tak naprawdę wpływu na przesadnie wiele opcji (np. negocjacje z piłkarzami są przeprowadzane przez scoutów, gracz tylko wskazuje cele i ewentualnie potwierdza kontrakt), to w grze nie czuć specyficznego uczucia niedosytu. W zasadzie najważniejszymi rzeczami, którymi zajmuje się menadżer w PES 2010 są transfery, decyzje kadrowe, wybór odpowiednich dyrektorów i specjalistów od treningów oraz decydowanie o sposobie szkolenia poszczególnych piłkarzy. To ostatnie zostało zorganizowane w dość ciekawy sposób: każdy kopacz dysponuje ustaloną odgórnie pulą punktów, którą przeznacza na trening poszczególnych elementów, takich jak podawanie, drybling czy też umiejętności bramkarskie. W treningu zawarto również opcję wynajęcia paskudnie drogiego specjalisty, który może przydzielić grajkowi jedną (maksymalnie 12 na piłkarza) z dostępnych kart zagrań, która definiuje, że np. taki Messi to świetny drybler, a Ferdinand nie odczepi się od rywala, nawet jakby ten fikał dzikie koziołki.
Become a Legend to druga odsłona kariery pojedynczego zawodnika, która ma swój odpowiednik w serii FIFA pod nazwą Be-A-Pro (Zostań Gwiazdą). I w zasadzie każdy, kto grał w Pro Evolution Soccer 2009, wie, czego się spodziewać. W skrócie: gracz tworzy swoje alter ego, którym następnie kieruje w sportowej karierze profesjonalnego kopacza łaciatej - od nieopierzonego młodzika, po weterana zawieszającego buty na kołku. Sam proces kreacji kopacza jest prosty, jednocześnie pozwalając na całkiem spore modyfikacje podstawowego modelu. Po zaklepaniu młokosa i wybraniu jego ulubionej pozycji, przychodzi czas na pierwszy poważny test: mecz dwóch zmyślonych (znaczy, kompletnie nikomu nie znanych) drużyn, na którego podstawie mogą wpłynąć pierwsze oferty transferowe do wybranej na początku ligi. I tak się toczy gra, od klubu do klubu, aż osiągnie się swoje marzenie, czyli możliwość występu w trykocie ulubionego zespołu. Po drodze oczywiście trzeba walczyć o uznanie trenera, który, tak jak w życiu, wybiera osiemnastkę meczową wedle własnego uznania, a grajek może co najwyżej pomarudzić i nie przyjść na trening – co zresztą nigdy nie pomaga. Rozgrywając mecze ligowe lub pucharowe (tudzież grając treningi, a mecze pierwszego zespołu oglądając w telewizji) gracz zdobywa doświadczenie i rozwija swoje umiejętności. Oczywiście pierwsze dni, a nawet tygodnie to upierdliwe granie na treningach, po których następuje wyczekiwany moment włączenia do meczowej 18. Stamtąd już tylko wypada czekać, aż pod koniec meczu trener da szansę młodemu a zdolnemu. Potem wszystko zależy od niego – jeśli dobrze się spisze, może znajdzie się w wyjściowym zestawieniu? Zawali bramkę, to pewnie długo będzie oglądał mecze z trybun. Na drodze kariery są również przystanki na zgrupowania reprezentacji, z którą można pojechać na ważną imprezę, a już samo powołanie jest całkiem niezłym bodźcem motywującym.
Jest galaktycznie
Na papierze wygląda dobrze, ale cokolwiek sucho. Ważne jest w końcu nie tylko to, ile można zrobić w menusach, ale to jak się gra w najnowsze Pro Evolution Soccer. I pod tym względem, produkcja Japończyków nie ma żadnej konkurencji. Konami nie podzieliła graczy na PeCetowców i konsolowców. Dostarczyła i jednym, i drugim ten sam, świetny produkt. Produkt, który ocieka klimatem piłkarskiego spektaklu od samego intra, w którym akcje przenoszą się błyskawicznie spod jednej bramki pod drugą, a piłkarze czarują techniką i cudownymi golami. Nowy PES jest szybki i dynamiczny, wyprzedzając na tym tle swojego poprzednika. Zwiększono kontrolę nad piłkarzami, którzy reagują szybko i zazwyczaj tak, jak oczekuje tego gracz. Podania nie tam, gdzie chciałem zdarzały się sporadycznie i to na tyle rzadko, że szybko o nich zapominałem. Sama kontrola gracza nad piłką jest wręcz z innej galaktyki w porównaniu z FIFA 10, gdzie sprawiała wrażenie przyklejonej do nogi. Tutaj często decydują centymetry o powodzeniu dryblingu, piłka potrafi zatrzymać się na podłożonej nodze i pofrunąć naturalnie tam, gdzie mało kto by się spodziewał. Nawet najlepszy drybler nie da rady kilku obrońcom rywali, bowiem zawsze znajdzie się czyjaś noga dokładnie tam, gdzie piłka. Tym, co czaruje w sposobie poruszania się zarówno piłki, jak i piłkarzy, jest realizm. Ten potęgowany jest masą świetnych animacji, które rzadko kiedy się powtarzają, a które są tak naturalne i piłkarskie, że łatwo pomyśleć, iż to jakaś transmisja w TV. Wrażenie to potęgują zachowania piłkarzy i sędziów, którzy wykonują gesty zrezygnowania, kłócą się po brutalnym faulu rywala lub szaleją z radości wraz ze strzelcem gola. Naprawdę miło się patrzy, jak kopacze się zastawiają z piłką albo zwodzą obrońcę samym balansem ciała.
Warto jeszcze zauważyć zmianę w poziomie trudności, na który dużo narzekało się przed rokiem. Ustawiając domyślny skill rywala spodziewałem się, że przy pierwszym lepszym meczu dostanę kilka bramek w plecy, nie wychodząc nawet z własnej połowy. Okazało się, że jest zgoła inaczej, bowiem programiści poświęcili trochę czasu na lepsze zbalansowanie poziomów trudności. Regular to w zasadzie poziom nawet ciut zbyt łatwy w porównaniu do ubiegłorocznego PES-a, ale już przerzucenie się na jeden z dwóch najwyższych leveli sprawia, że każda strata może mieć kluczowe znaczenie dla losów spotkania, a każdy mecz jest zacięty, jakby był finałem o puchar świata.
Glorrisimo!
Swoją dominację PES 2010 potwierdza w zasadzie wszędzie tam, gdzie zawiodła FIFA 10. Tyczy się to również grafiki, która jest ładna i szczegółowa, nie razi po oczach plastikiem i płaskimi, wręcz rozpikselowanymi powierzchniami, jak dzieło EA Sports. Graficy postarali się nie tylko o realistycznie wyglądającą murawę (która rzeczywiście sprawia wrażenie trawiastej) i piękne stadiony. Przede wszystkim zadbali o to, by piłkarzy naprawdę dało się rozpoznać bez spoglądania na nazwiska naszyte na trykoty. Żaden fan piłki nożnej nie powinien mieć najmniejszych problemów z rozpoznaniem najbardziej znanych piłkarzy świata - czy to Torresa, Messiego, czy Gerarda i Cristiano Ronaldo. Nawet kopacze mniej znani potrafią być wykonani co najmniej przyzwoicie, zwłaszcza jeśli ich klub występuje w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów. W zasadzie jedyną uwagę w kwestii grafiki można mieć do trybun: te są o wiele ładniejsze niż u konkurencji, ale nadal psują trochę realizm wizualny. O animacjach już wspomniałem: jest ich masa i wszystkie zachwycają naturalnością i autentycznością - bez względu na to, czy chodzi o zwykły wślizg, paradę bramkarza, czy też gol strzelony nożycami.
Krok w krok za grafiką podąża audio, czyli odgłosy kopnięć, przyśpiewki kibiców, komentarze i muzyka w menusach. Naprawdę, nawet gdybym chciał, to nie miałbym się za bardzo do czego się przyczepić. Odgłosy dochodzące z trybun są naprawdę dobre, a uśmiech na mej wrednej twarzy wywołało to, jak kibice po strzelonej bramce dobrą minutę skandowali nazwisko Amauriego. Również komentatorzy w osobach nieśmiertelnego Marka Lawrensona oraz Jona Championa są w formie i całkiem trafnie opisują boiskowe zmagania – przeczepić mógłbym się w zasadzie tylko do tego, że kwestie po kilku godzinach gry powtarzają się coraz częściej, ale nie drażni to aż tak bardzo, żeby z miejsca komentarz wyłączyć. W kwestii muzyki, to Japończycy postawili na żywe, rockowe granie, które prezentuje się znacznie ciekawiej od tego, co zaproponowali spece z EA. Jest przyjemnie, lekko i zachęcająco do rozegrania jeszcze jednego spotkania.
Podsumowując, Pro Evolution Soccer 2010 jest królem. I to nie tylko z tego względu, że konkurencja w tym roku zaniemogła. Nawet gdyby na PC sprowadzić konsolową edycję FIFA 10, to ta raczej nie miałaby szans w starciu z dziełem Konami, które powróciło z siłą oczekiwaną przez fanów. Dynamizm, szybkość, znakomite animacje i wrażenie autentycznego, piłkarskiego spektaklu – to wszystko znalazło się w nowej produkcji. Dodajcie do tego niezły edytor, zróżnicowane tryby gry, niezmienione, intuicyjne sterowanie, a otrzymacie pełny obraz najlepszej gry piłkarskiej dostępnej na komputery osobiste. Diament ten nie jest jednak bez skaz, a to nie tylko za sprawą już wspomnianych minusów - nie wiedzieć czemu, Konami dość mocno pokpiło kwestię transferów (Cleber w Wiśle, a Sneijder w Realu?), jednak ten problem powinien zostać rozwiązany przy okazji następnych aktualizacji. Nie mam jednak wątpliwości, że PES 2010 to dla fanów pozycja obowiązkowa. Zachęcam do wybrania się do sklepu, a sam wracam do tworzenia Lecha i zawojowania Europy.
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Grywalność!
+ Animacje!
+ Grafika i udźwiękowienie
+ Tempo akcji
+ Złudzenie oglądania meczu w TV
+ Niezły komentarz
+ Ulepszone tryby gry
+ Liga Europejska oraz kilka nowych licencji
+ W zasadzie niezmienione, intuicyjne sterowanie
+ Lepsze zbalansowanie poziomów trudności
− Zgoła nieaktualne składy
− Drobne problemy z wykrywaniem kolizji
− Bramkarze na niższych poziomach potrafią reagować jakby byli z okręgówki
− Nadal mało licencji na tle rywala
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 80%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
OsaX Nymloth: Leo Messi jak zwykle ulubieńcem fanów (PC)
OsaX Nymloth: Fotorealizm osiągnięty? (PC)
OsaX Nymloth: Cannabaro może i młodzieniaszkiem już nie jest, ale w obronie się przydaje (PC)
OsaX Nymloth: Liga Mistrzów niczym z tv (PC)
Postacie [1]
- Nazwa: Leo Messi
- A.K.A.: Leo Messi
- Typ: Osoba

