Terminator Salvation (PC)
Premiera Świat - 22 maj 2009 Premiera Polska - 5 czerwiec 2009
Ocena użytkowników: średnia
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Deweloper: GRIN Dystrybutor: CD Projekt
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Strzelanka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer/Multiplayer
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 18 screenów, 4 video, 1 recenzji, 3 newsów,
Budżetówka w cenie hitu, czyli jak nie dać się nabrać
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Grę łączy z filmem chyba tylko licencja, bowiem ani fabuła, ani nawet główny bohater, nijak się mają do kinowego pierwowzoru (Christian Bale nie zgodził się użyczyć swego wizerunku; może przeczuwał, co się święci?). Wymyślona na poczekaniu, wyjątkowo naciągana historyjka, która próbuje udawać dramatyczną opowieść o heroicznej odwadze i poświęceniu, średnio wywiązuje się ze swego zadania. Trzyma co prawda wszystko w kupie, wiemy po co i dlaczego, ale powód tej szalonej eskapady i pobudki, które kierują naszym herosem, są kompletnie bezsensowne. Otóż bowiem nasz szalenie męski i odważny (a przy okazji uroczo głupi) John Connor przebija się przez pół miasta do samego serca Skynetu, złomuje setki maszyn i naraża życie dziesiątek napotkanych osób tylko po to, by uratować trzech gości, którzy wbrew logice trzymają się dzielnie i wytrzymują ciągły napływ wrażych sił. Zdrowy rozsądek każe raczej przypuszczać, że padliby jak muchy, nim zdołalibyśmy obejść pierwsze gruzowisko. Gdyby ta wojna tak miała wyglądać, maszyny miałyby przegwizdane jak śniegowy bałwan w parny, letni dzień. A gdyby scenarzysta miał odrobinę oleju w głowie, nie wymyślałby podobnych bredni, a przynajmniej nie zabierałby się za to po suto zakrapianej imprezie. No, ale nie można mieć wszystkiego. Grunt, że nie zabrakło patetycznego bełkotu w rodzaju: "John, zainspirowałeś nas wszystkich do tej misji". Bleh.
Ale ale... Nie dramatyzujmy na zapas. Pomińmy na chwilę wydumane oczekiwania. Jeśli liczyłeś na nową wersję Gears of War, niesamowity rozmach i furę efektów specjalnych, sam jesteś sobie winien. W końcu nikt nie obiecywał cudów na kiju. Jeśli natomiast grałeś w Wanted i nastawiałeś się na powtórkę z rozgrywki w diametralnie odmiennym klimacie, nie powinieneś zbytnio kręcić nosem. Jak bowiem można było wywnioskować z przedpremierowych zwiastunów, nowa produkcja studia Grin jest odtwórczym rozwinięciem tamtej idei. W efekcie otrzymaliśmy krótką, liniową, prostą i sztampową grę akcji na kilka godzin (całe cztery), w której pierwsze skrzypce po raz kolejny odgrywa system korzystania z osłon. Grę niewiele bardziej rozbudowaną niż klasyczne celowniczki, wyrastającą nieco ponad poziom typowych budżetówek. Tyle że, abstrahując już od tego, czego mogliśmy się spodziewać, Terminator w ogólnym rozrachunku wypada słabiej niż wspomniany Wanted. Gorsza jest tu oprawa, fabuła, animacje. W zasadzie gorsze jest tu wszystko.
Do nierównej walki z siłami Skynetu nie stajemy sami. Nieustannie towarzyszy nam niejaka Blair, a przez scenariusz przewija się wiele innych postaci, których poczynaniami steruje komputer. Kompanii na placu boju są praktycznie nieśmiertelni, co z jednej strony cieszy, bowiem nie znoszę brać odpowiedzialności za głupią SI, która pcha moich sprzymierzeńców w krzyżowy ogień wroga. Z drugiej strony prowadzi to nieraz do dość kuriozalnych sytuacji, jak na przykład walka z jednym z trudniejszych przeciwników - T600. Do powalania tych bydlaków świetnie nadają się bomby domowej roboty. Wyobraźcie sobie, jakie było moje zdziwienie, gdy nieopatrznie posłałem jedną pod nogi mojej towarzyszki. Stojące pół metra dalej stalowe monstrum poszło na przemiał, a drobna kobietka z krwi i kości nie wyszła z tego incydentu nawet ze złamanym paznokciem. Widać twarde baby zasilają ruch oporu, więc może jeszcze nie wszystko stracone?
Konieczność zachodzenia niektórych maszyn od tyłu to dobry pretekst, by korzystać z systemu osłon. Sposoby na poszczególnych przeciwników nie są zbyt wyszukane, przez co gra dość szybko zaczyna robić się nużąca. Aerostaty to klasyczna upierdliwa drobnica, o którą potykamy się na każdym kroku. Nie stanowią w zasadzie żadnego zagrożenia, szkopuł w tym, że trzeba je wybić co do sztuki, by posunąć akcję do przodu. T-7-T, określane mianem Pająków, wystarczy połaskotać w słaby punkt na plecach, względnie potraktować zdobycznym granatem. Na T600 potrzeba nieco solidniejszych argumentów i nie ma co ukrywać, że walka z tymi modelami okazuje się w istocie najbardziej emocjonująca. Pozostają jeszcze potężne maszyny latające, występujące na tyle rzadko, że mogłyby pretendować do rangi bossów. Niestety, i tu trudno o większy banał, bowiem kilka rakietnic załatwia sprawę, o te zaś dziwnym trafem potykamy się zawsze tam, gdzie okazują się niezbędne. Teoretycznie więc niby cały czas trzeba kombinować, zachodzić od tyłu, bądź szukać mocniejszego uzbrojenia, ale w istocie gra okazuje się szalenie prosta, a fragmenty, które zmuszeni jesteśmy powtarzać, można policzyć na palcach jednej ręki.
Jak było do przewidzenia, mapy to hermetyczne, skrajnie liniowe tunele wśród ruin Los Angeles, a niemożność skoku zmusza do tego, by trzymać się wytyczonej przez twórców ścieżki. Poruszasz się pomiędzy wrakami samochodów, mijasz kolejne zniszczone budynki, ale brak szerszej perspektywy sprawia, że nie odczuwasz tej całej apokalipsy. Było nie było, świat padł na kolana pod naporem metalowego ścierwa, nasz gatunek jest zagrożony, a ty sobie strzelasz do śmiesznych robocików i kompletnie nie czujesz rozmiaru tragedii, która rozgrywa się gdzieś w tle.
Obrazu ogólnej przeciętności dopełnianą dość paskudne, niewyraźnie sylwetki postaci, martwe twarze bez wyrazu i kompletnie zwalona synchronizacja nagranego tekstu z ruchami warg postaci. Animacja również kuleje. Jedynym dopracowanym elementem w tym przypadku są sekwencje przeskakiwania pomiędzy kolejnymi osłonami; niestety na ich tle cała reszta mocno odstaje. Sam wygląd miasta także nadaje się do generalnej poprawki. Roślinność, gruzowiska, domy i wszelkiej maści pomieszczenia zamknięte wyglądają bardzo przeciętnie. Choć mamy do czynienia z duchową spuścizną po Wanted (identyczna filozofia rozgrywki), wszystko jest tu gorszej jakości. Niczym stary towar przepakowany na nowo. Niby to samo, ale lekko zalatuje stęchlizną i jakiś taki niesmak po spożyciu pozostaje.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ niezła muzyka
+ jako relaksator daje radę
+ stylowe intro
+ całkiem strawna jak na budżetówkę
− tylko że cena mówi nam co innego
− skrajnie naciągana fabuła
− krótka, banalna, liniowa, odtwórcza
− kampania na 4 godziny
Ocena wszystkich
recenzentów
5.0
Grafika 50%
Dźwięk 70%
Gameplay 50%
IPhone Trailer
przez
Marwari
Launch Trailer
przez
Marwari
Mobile Game Trailer
przez
Marwari
E. Siekiera: Chłopaki, niespodzianka! (PC)
E. Siekiera: Coście tacy spięci? (PC)
E. Siekiera: Czasem warto się przyczaić (PC)
E. Siekiera: Dajesz, konserwo (PC)

