X-Men Origins: Wolverine (PC)
Premiera Polska - 1 maj 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
1 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Dystrybutor: Licomp Empik Multimedia Wydawca: Activision Blizzard
Gatunek: Akcja/Arcade Podgatunek: Bijatyka Cechy gry: TPP
Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer
Na tę platformę mamy: 39 screenów, 7 video, 1 recenzji, 2 newsów,
Nowy rzeźnik w mieście
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Nie mam żadnych wątpliwości, że jedną z nich jest najnowsze dzieło Raven Software. Choć X-Men Origins: Wolverine powstał na licencji filmu, fabuła gry nie jest jego wierną kopią, a uzupełnieniem. Scenariusze zgrabnie się przeplatają, jednakże wątki ledwie zarysowane w filmie, tu zostały należycie rozwinięte. Dawne dzieje Logana to całkiem dobrze opowiedziana historia, której z przyjemnością wysłuchają nawet ludzie nieotrzaskani w uniwersum X-menów, jednak to nie fabuła jest tu najważniejsza.
Wiemy doskonale, że o dobrego slashera na blaszakach ciężko. Jeszcze trudniej o takiego, który nie okazałby się kiepską konwersją z całym bagażem wad płynących z tego tytułu. I tu z pomocą przychodzą chłopaki z Ravena, którzy po mistrzowsku wywiązali się ze swego zadania - stworzyli tytuł, który cechuje dynamika i rozwiązania rodem z najlepszych konsolowych serii, a jednocześnie jest w pełni przystosowany do PC, co oznacza nie tylko doskonałą optymalizację, ale i przystępne, intuicyjne sterowanie. Intuicyjne do tego stopnia, że nawet nie pomyślisz o odkurzeniu pada.
X-Men Origins: Wolverine przypomina z grubsza God of War. Rzecz jasna zarówno główny bohater jak i realia mamy zupełnie inne, ale obydwie produkcje łączy więcej, niż mogłoby się wydawać. Po pierwsze w jednym i drugim przypadku mamy sprawdzony i świetnie wyważony mix elementów zręcznościowych i walki. Skakania po platformach, wspinania się na półki skalne, zjeżdżania po linach czy przesuwania kamiennych bloków nie brakuje, ale pełnią rolę swoistej przyprawy, luźniejszego przerywnika pomiędzy kolejnymi masakrami. Po wtóre zarówno Kratos, jak i poczciwy Rosomak, to istne maszynki do mięsa, chodzące kosiarki, które z wrogów robią szaszłyki w ekspresowym tempie, a do tego czynią to z taką gracją i finezją, że za same cut-scenki i kilkusekundowe przerywniki na silniku gry należy się Oscar.
Wolverine to prawdziwy mistrz ostrzy, który robi, co mu się żywnie podoba, nie wyłączając kilkumetrowych skoków i przerabiania śmigłowców na złom. W powietrzu. Zachwyca siła oraz szerokie spektrum możliwości bohatera. Ciosów jest cała masa (a dodatkowo można twórczo wykorzystać otoczenie, nabijając przeciwników na co popadnie), choć nie są to sekwencje combosów, do jakich przyzwyczaił nas Devil May Cry. System walki jest tutaj znacznie prostszy (do większości kombinacji wystarcza jeden, dwa przyciski), a dzięki intuicyjnemu sterowaniu, już po kwadransie jesteśmy w stanie kroić, ciąć i szatkować dowolne ilości mięsa armatniego. Dosłownie. By dodatkowo urozmaicić rozgrywkę, zaimplementowano drobne elementy RPG. Dzięki systemowi rozwoju bohatera w miarę postępów zdobywamy kolejne poziomy doświadczenia, co z kolei pozwala nam poprawiać statystyki i pozyskiwać nowe umiejętności. Dlatego też postać z początku przygody dość radykalnie różni się od tej, w którą wcielamy się pod koniec.
Wolverine w wydaniu Ravena to chodzący czołg. A raczej - z uwagi na jego szybkość - mknąca torpeda, której nikt i nic nie jest w stanie zatrzymać. Zapomnij o ugrzecznionej wersji znanej z kinowego obrazu. Logan na ekranie monitora zamienia się w bezwzględnego, ekstremalnie brutalnego zakapiora, który wydaje się niezniszczalny, potrafi przyjąć na klatę głowicę nuklearną, a w przerwie na papierosa udekorować okoliczne ściany flakami tuzina uzbrojonych po zęby najemników. W trakcie kilkugodzinnej kampanii utoczysz może krwi, rozerwiesz setki ciał, wyrwiesz tysiące kończyn, a przeciwnik nie pozostanie ci dłużny. Pociski będą rozpruwały twe ciało, wyrywając strzępy skóry i mięsa do gołych kości, jednak cudowna moc autoregeneracji uszkodzonej tkanki sprawi, że nawet po łomocie stulecia już po chwili poczujesz się jak nowo narodzony.
Jeśli czegoś mi tu zabrakło, to epickich starć z bossami. Tych, którzy są, sprowadzamy do parteru bez większych problemów, nie wyłączając finalnego pojedynku. Na tym tle pozytywnie wyróżnia się olbrzymi robot, który mógłby się siłować na rękę z painkillerowskim Necrogigantem, tak duże jest to bydle. Ale nawet z nim wygrywamy z palcem w nosie. Prawda jest taka, że Wolverine nie ma sobie równych i powali każdego, w dowolnej konfiguracji i ilości. Musiałby się chyba utopić w krwi wroga, by polec na placu boju. To piekielnie dynamiczna, a przy tym satysfakcjonująca produkcja. Nie w tym znaczeniu, że piekielnie trudna, przez co po każdym etapie czujesz się, jakbyś o własnych siłach wczołgał się na Mount Everest. Dwa razy. Chodzi tu bardziej o dziką radość z rozwałki. Kolejne punkty scenariusza zaliczasz w tempie ekspresowym, a dłuższe przestoje zdarzają się tylko wtedy, gdy idziesz po coś zimnego do lodówki. Zwolenników szaleńczych wyzwań z pewnością nie ucieszy fakt, że nie jest to zbyt wymagający tytuł, ale jako zwyczajny relaksator, przy którym można się odstresować po męczącym dniu i wyżyć za wszystkie czasy, dzieło Ravena spisuje się idealnie.
Program hula na cenionym Unreal Engine 3, który po raz kolejny dowodzi, że jest niezwykle plastycznym i uniwersalnym narzędziem, nadającym się do wymodelowania praktycznie każdej lokacji. Doskonale spisuje się na otwartych przestrzeniach jak i w klaustrofobicznych, ciasnych korytarzach. Cieszy ogromne zróżnicowanie odwiedzanych miejscówek. Dachy olbrzymich biurowców, parna dżungla, starożytne, najeżone pułapkami świątynie, las przysypany śniegiem, tajne laboratoria, olbrzymie bazy i tak dalej, i tak dalej. Bez względu na środowisko, w którym rozgrywa się dany etap, gra niezmiennie zachwyca oprawą, milionem detali (ale z oczywistych względów dżungla prezentuje się lepiej, niż sterylne bazy) i świetną optymalizacją. Nawet w momentach największych zadym animacja nie zwalnia poniżej pułapu płynności. Charakterystyczny dla tego silnika efekt połysku wszelkich powierzchni i rozmycia jest rzecz jasna obecny, jednak zupełnie nie przeszkadza, choć to naturalnie rzecz gustu. Czasem tylko tekstury lubią doczytać się z niewielkim opóźnieniem, ale na szczęście nie było to zjawisko nagminne.
Grając w Wolverine'a, przypomniałem sobie, co znaczy dobra "egranizacja". I tu chyba tkwi rozwiązanie problemu związanego z kiepską jakością większości gier bazujących na filmowych licencjach. Są robione przez partaczy. Studia, które nie mają żadnego konkretnego doświadczenia. Wystarczyło przekazać pałeczkę starym wyjadaczom, którzy z niejednego pieca chleb pałaszowali. Jeśli po zagraniu w Quake'a 4 straciłeś wiarę w Ravena, spróbuj swych sił w ich najnowszej produkcji. Udowodnili, że nie stracili zapału i chęci, co więcej, wciąż potrafią tworzyć niesamowicie grywane tytuły. Jak dla mnie największe zaskoczenie sezonu. Tym niecierpliwiej wypatruję na horyzoncie Singularity i Wolfensteina.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ slasher niemal doskonały
+ świetne animacje
+ imponujące miejscówki, dobra oprawa
+ krwawa, brutalna, efektowna, dynamiczna
+ akcja nie zwalnia ani na moment
+ wyważony podział na walkę i sekcje platformowe
+ system rozwoju bohatera
− w sumie gra na raz
− kamera czasem fiksuje
− chciałoby się bardziej epickich starć z bossami
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 90%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Kostek: Banjiii.. (PC)
Kostek: Wolverine atakuje (PC)
Kostek: Pij mleko będziesz wielki (PC)
Kostek: Ostre jak brzytwa.. (PC)

