Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Mount & Blade (PC)

Lubię to! 9

Premiera Świat - 16 wrzesień 2008 Premiera Polska - 6 listopad 2008

Ocena użytkowników: bardzo dobra

0 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu: n.a.

Deweloper: Taleworlds Dystrybutor: CD Projekt Wydawca: Paradox Interactive

 

Gatunek: RPG, Akcja/Arcade Cechy gry: TPP

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

grasz?
close

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 94 screenów, 1 video, 2 recenzji, 1 newsów,

Rycerska piaskownica

[ zobacz inne recenzje 2 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Chimaira Chimaira
Trzeba przyznać, że opisywany poniżej produkt, to rzecz bez mała unikalna. Gra strategiczna, cRPG, taktyka, RTS, a to wszystko podlane fantastyczno-historycznym sosem, w dodatku z punktu widzenia takim, jak w serii Gothic. Mało? No to jest jeszcze jedna niespodzianka - kompletna modowalność modułu gry. Mount&Blade - zapraszam.

Chimaira

Archive - Again

Mercenarii de mundo...


Akcja gry, albo by lepiej rzec - podstawowego modułu, umiejscowiona jest w fikcyjnej krainie Calradii. Jest ona nękana wojnami, napadami bandytów, potyczkami wasali, słowem - niezbyt dobrze się w niej dzieje. Zewsząd przybywają najemnicy i pospolite oprychy, by jakoś dorobić sobie w tym trudnym okresie. Jest wśród nich i bezimienny, mało komu znany, przynajmniej na początku, wojak. W niego to, lub w nią, wciela się gracz i od tej pory będzie walczył o swoje w tym nader ciekawym świecie. A trzeba wam wiedzieć, że królestwo Calradii targane wojnami, to ścieranie się kilku co większych frakcji. Vaegirowie, Swadianie, Nordowie; jest w czym, a raczej - kim, wybierać. Oczywiście nasz bohater nie należy do nikogo, jest, przynajmniej początkowo, wolnym najemnikiem. Naszym zadaniem jest uzbierać odpowiednią ilość wojska, a potem, być może, zaciągnąć się do jednej z armii calradyjskich frakcji.

Ale... Można też zostać zwykłym bandziorem, który bez ustanku napada na karawany przynależne do danych nacji. Jeśli zaś nie jesteś, drogi graczu, zbyt skory do bitki, zawsze możesz pobawić się w kupca i handlować wszelakimi dobrami, by pomnażać ciężko zarobione denary. Ostatecznie, zawsze można pomagać chłopom i lordom, wypełniając misje od nich.

Słowem, możliwości jest multum i w tym leży ogromna siła tej gry. Nie jesteśmy ograniczeni fabułą, questami czy jakimkolwiek "celem" tejże produkcji. Dostajemy do rąk ot, tytułową rycerską piaskownicę i bawimy się w niej. Co więcej, ta zabawa nie nudzi!

Homo miles


Oczywiście, jak na elementy cRPG przystało, naszą postać tworzymy od zera. Opisana jest ona czterema podstawowymi współczynnikami, jak też i masą umiejętności im przyporządkowanych. Znajdziemy tu zarówno cechy wspomagające tylko i wyłącznie naszego bohatera, jak też i podkomendnych czy ogólnie pojęte istnienie w świecie. Zatem, możemy dopakować głównego wojaka, sprawić, by był świetnym dowódcą, z ogromną drużyną, bądź też uderzyć w zdolności medyczne, które pozwolą nam szybko zebrać się po kiepsko udanej walce. Do tego nasza postać posiada także kilka trzeciorzędnych cech, które to stanowią wyznacznik jej operatywności różną bronią, zarówno białą, jak i dystansową.

Kiedy już stworzymy przyszłego rycerza, oraz pobawimy się suwakami modelującymi twarz, czas na zakupienie jakiegoś podstawowego ekwipunku. I tu prawdziwy szok, bowiem przedmiotów, którymi możemy wyposażyć naszego wojaka, jest po prostu multum. Sztylety, miecze, laski, młoty, lance, halabardy, łuki, kusze, każda z tych kategorii posiada po kilkadziesiąt różnych itemków, każdy z nieco innymi cechami. Do tego wszelakie rącze rumaki, jak i stare szkapy, które wspomogą nas na polu walki. Na koniec zaś zostawiłem najlepsze. Drużyna.

W każdej wiosce, niezależnie od frakcji, możemy podebrać kilku wieśniaków i zacząć ich mozolne szkolenie na prawdziwe wojsko. Co ciekawe, w zależności od nacji, nasi podopieczni będą się znacznie od siebie różnić. I tak na przykład Nordowie mają świetną, ciężkozbrojną piechotę, zaś Khergici - głównie konnych wojowników, nawet na najniższym poziomie doświadczenia. Tak tak, nasi milusińscy podlegają podobnym prawom, co i my. Co prawda drzewko rozwoju nie jest jakoś szczególnie skomplikowane, ale przy odrobinie samozaparcia możemy stworzyć sobie zróżnicowaną drużynę, która niejednego wroga pozbawi głowy. Czas zatem i przy tej okazji przejść do jednego z najbardziej dystynktywnych elementów gry, czyli - walki!

Bellum perpetuum


W momencie, gdy napotkamy wraże wojska, zaatakujemy zamek, bądź też zostaniemy napadnięci przez bandytów, mapa świata zastępowana jest przez losowo wygenerowane pole bitwy. I tu rozpoczyna się właściwa rozgrywka. Świat gry obserwujemy... Zza pleców bohatera! Mamy zatem do czynienia z dość ciekawą formą połączenia RTS-a z grą, było nie było, zręcznościową. Całkowitą kontrolę mamy tylko nad naszą postacią. Reszta zaś wojaków sterowana jest częściowo przez komputer, po części zaś i przez nas, bowiem możemy wydawać im proste rozkazy. Z ich interpretacją różnie bywa, ale generalnie panowie i panie dają radę i słuchają się całkiem nieźle. To kwestia RTS-owa. Cóż zaś ze zręcznościówką? Ano, wygląda to nieco jak Gothic. Nasz bohater może walczyć wręcz, szyć z łuku, czy wreszcie (moja ulubiona opcja) rozjechać bandę przeciwników za pomocą bojowego rumaka, tudzież nadziać ich na opuszczoną lancę.

Mimo tego, że walki polegają właściwie na tym samym, czyli "engage, crush, repeat", to o dziwo nie nudzą się. Można spędzić nawet i kilkanaście godzin na różnorakich potyczkach, by nagle z przerażeniem zauważyć, że właśnie za oknem dnieje. Sytuacja z życia wzięta. Boli jednakże tylko to, że nie da się zrobić totalnej masówki. O czym mowa? Ano o tym, że gdy mamy drużynę składającą się z np. sześćdziesięciu zbrojnych, to na mapie wraz z nami pojawi się tylko kilkunastu żołnierzy. Gdy wytłuczemy odrobinę wojsk przeciwnika, bądź on pozbawi życia naszych podopiecznych, na scenie pojawiają się kolejni aktorzy w roli posiłków. Smutne to trochę, bo aż chciałoby się zrobić kompletną rzeź i prawdziwie epicką bitwę. A to se ne da.

Naturam mutare difficile est?


Czas też przejść do najciekawszego elementu gry, tak uroczo pomijanego przez wszelakich recenzentów. Mount&Blade bowiem jest niezwykle modowalne. To główna i największa siła tej gry. Przejście i rozgryzienie samego modułu "Native" to kwestia kilkunastu godzin. Potem można już tylko powtarzać to, co robiliśmy wcześniej, ale na przykład z poziomu innej frakcji. A jednak! Gra posiada ogromną i oddaną społeczność, która zajmuje się konwertowaniem gry na wszelakie sposoby. Znajdziemy tu zatem mody i zmieniające nieznacznie ekwipunek, dodające nowe skórki, ale też i totalne konwersje. Wśród nich należałoby wymienić przede wszystkim Calradia at War czy Better Than None, które wprowadzają masę udogodnień i usprawnień - między innymi muszkiety i inną broń palną. Mało tego, istnieje też total mod, który zamienia całą grę w... Gwiezdne Wojny! Sic! Zamiast koni mamy speedery, zaś na mapkach walczymy z, na przykład, Tusken Raiderami. Trzeba przyznać, że twórcy Mount&Blade mieli po prostu genialny pomysł na przedłużenie żywotności gry. Problemem jest tylko opanowanie narzędzi moderskich, ale nawet gdy się samemu nie potrafi - ciągle powstają nowe modyfikacje, już i do wersji 1.0.10, czyli tej, która sprzedawana jest u nas, w Polsce. Gdy zatem znudzi się wam tłuczenie rycerzyków i bandytów, zawsze można ściągnąć kilkanaście megabajtów z internetu i zacząć futrować Tuskenów.

Conspectus et musica


Czas i na łyżeczkę dziegciu w tejże beczułce miodu. Otóż trzeba to powiedzieć wprost; grafika w Mount&Blade jest po prostu paskudna i przestarzała. Mowa tu oczywiście o ludziach wychowanych na Crysis, Far Cry czy innych high-endowych zabawkach. Mnie osobiście urzekł pewien rodzaj turpizmu w Mount&Blade, ale rozumiem, że zwykłemu graczowi może to przeszkadzać. O ile modele budynków czy choćby niebo są wykonane znakomicie, to już z postaciami bywa różnie. Wygląda to nieco tak, jakby to był pierwszy Gothic, tylko - z jednej strony troszkę brzydszy, z drugiej zaś niesamowicie urokliwy. Nieco lepiej jest na szczęście z muzyką, bowiem przygrywają nam pseudośredniowieczne kawałki. Można jednakże ją wyłączyć i zamiast tego puścić jakiś porządny pogański folk. Będzie to znacznie lepsze wyjście.

Jednak mimo tych uchybień wizualnych, w Mount&Blade da się grać bez odruchu wymiotnego. Wszystko zależy od preferencji i priorytetów. Jeśli ktoś stawia na pierwszym miejscu oprawę graficzną, ta gra nie jest dla niego. Gdyby zaś chodziło o grywalność, wtedy warto przyjrzeć się tej produkcji znacznie bliżej.

Linguam Poloniam amamus?!


Gra została wydana w Polsce przez CD Projekt, z kinową polonizacją. Cóż, trzeba przyznać, że tu na dwoje babka wróży. Z jednej strony, ogrom tekstu jest przetłumaczony poprawnie, z drugiej zaś zdarzają się makabryczne wpadki. Takie jak na przykład ta, w wyborze wyjścia z turnieju rycerskiego - obie opcje podpisane są tak samo i tylko świadomość, że odpowiedzi negatywne są z reguły "niżej", pozwala wybrać odpowiedni tekst...

Dodatkowym czynnikiem deprymującym i powstrzymującym od zakupu, jest cena. Otóż CD Projekt zażyczył sobie za Mount&Blade prawie 100 PLN. Cóż, może i gra jest świetna, ale tyle to kosztują największe hity tego roku, a nie produkcja w połowie indie, która zresztą nie jest czymś specjalnie reklamowanym.

Collectio


Ocena Mount&Blade to dość skomplikowana sprawa. Z jednej strony jest to wybuchowa mieszanka różnych gatunków gier, podlana sosem średniowiecza; taka, która daje dużo radości. Z drugiej strony dyskwalifikuje tę produkcję nader toporna grafika i czasem powtarzalność dialogów czy etapów gry. Subiektywnie rzecz biorąc, śledzę Mount&Blade od wersji 0.7x, zatem jako w pewnym sensie fan gry, oceniłbym ją na 9/10. Jednakże biorąc pod uwagę quasi-obiektywizm recenzji i jej wymiar oficjalny, jedno oczko w dół. Jest to bowiem mimo wszystko świetna i żywotna gra, która może sprawić niejednemu graczowi sporo radości, zaś psuje cały efekt właściwie tylko oprawa graficzna. Poza tym, nic tylko grać!

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Chimaira Chimaira który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Wybuchowa mieszanka
+ Wolność i swoboda
+ Modowalność gry!!!

Minusy

  Grafika trąci mychą

dlatego Chimaira
ocenia tę grę na:

8

Grafika 50%

Dźwięk 70%

Gameplay 100%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.0

Grafika 55%

Dźwięk 80%

Gameplay 95%

[ + dodaj screen ]

Kaiser: Który jest z kim? (PC)

Kaiser: Brać każdą! (PC)

Kaiser: Samotny wojownik (PC)

Kaiser: Lato, a jednak śnieżnie (PC)

Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka