Still Life 2 (PC)
Premiera Świat - 3 kwiecień 2009 Premiera Polska - 18 grudzień 2009
Ocena użytkowników: dobra
2 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 16 screenów, 2 recenzji,
Komu zbrodnię, komu, bo idę do domu...
[ zobacz inne recenzje 2 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Toddziak
Cztery lata, które upłynęły pomiędzy wydaniem pierwszej i drugiej części gry, to dość dużo czasu jak dla pamięci ludzkiej, więc sequel rozpoczyna się przypomnieniem outra „jedynki”. Victoria McPherson, była agentka FBI, strzela do zamaskowanego mordercy i ten, śmiertelnie raniony, wpada do rzeki. Teoretycznie osobnik nie ma prawa przeżyć czegoś takiego, dlatego też śledztwo zostaje zamknięte. Vic czuje jednak w kościach, że to nie koniec... Akcja przenosi się trzy lata w przód. Victoria ponownie wstąpiła do FBI i pracuje obecnie nad sprawą seryjnego mordercy, szalejącego na Wschodnim Wybrzeżu. Niestety, dochodzenie nie posuwa się naprzód, co boleśnie wypomina jej na antenie dziennikarka Paloma Hernandez. Vic ze względów oczywistych nie darzy kobiety sympatią, więc gdy ta dzwoni do niej z propozycją wymiany informacji, agentka odmawia. Wkrótce pożałuje jednak tej decyzji, gdyż Paloma zostaje porwana przez zabójcę. Trzeba ją koniecznie znaleźć! Czas nie działa na naszą korzyść...
Gra toczy się właściwie na trzech płaszczyznach. Pierwsza to rok 2005, kiedy to Victoria dowiaduje się prawdy o chicagowskim mordercy. I chociaż było miło zobaczyć, że moje podejrzenia okazały się trafne, to jednak ogólnie poczułam rozczarowanie. W tym przedziale czasowym uświadczymy raptem cztery krótkie scenki, w których na dobrą sprawę niewiele mamy do roboty. Wyjątkowo biedne zakończenie tak wspaniałej historii jaką był Still Life. Esencją gry jest za to zmaganie się z nowym zbrodniarzem. I tak, sterując na zmianę Palomą, ofiarą, oraz agentką FBI, musimy przechytrzyć psychopatę, który przerobił domek na odludziu na swe pokręcone królestwo sadyzmu. Jako dziennikarka walczymy o życie w kolejnych pułapkach maniaka – nie jest może aż tak ekstremalnie jak na przykład w „Pile”, ale bez bólu się nie obędzie. Natomiast Victorią badamy wszelkie poszlaki w nadziei na przyskrzynienie drania. Drań ów okazuje się być przeciwnikiem o wiele groźniejszym, niż się z początku wydaje... Fabuła Still Life 2 jest solidna, obfituje w różnorakie zwroty akcji, choć i tak poprzednia część wydawała mi się bardziej intrygująca. Może przez to, że zło pozostawało tam mniej „namacalne”, a tutaj bezpośrednio stykamy się ze sprawcą, słyszymy jego głos. Przeciwnik niewidoczny o wiele bardziej działa na wyobraźnię, która podsuwa nam obrazy po stokroć gorsze od najdzikszych wymysłów programistów. Mimo wszystko z pewnością historia nie jest zła i fani mrocznych kryminałów powinni być usatysfakcjonowani.
Szufladki, kuferki, szafeczki, krateczki, a niech was jasna...
W kwestii mechanizmu rozgrywki trochę się pozmieniało. Nasz ekwipunek nie cieszy się już nieograniczona pojemnością, a zamiast tego musimy jakoś pomieścić się na powierzchni cztery na cztery kratki. Nie jest to łatwe, gdyż niektóre przedmioty zajmują nawet połowę tej przestrzeni. Dlatego też nie pozostaje nam nic innego jak kursować trochę pomiędzy szafkami porozmieszczanymi tu i ówdzie w domu maniaka, służącymi za składziki gratów. Frustrujące jest, gdy okazuje się, że będąc w nowej lokacji potrzebujemy nagle obiektu porzuconego godzinę wcześniej, gdzieś w otchłaniach szafy. Pół biedy jeśli pamiętamy, w której... Ograniczanie w jakikolwiek sposób ekwipunku nigdy nie wydawało mi się dobrym pomysłem, a tutaj zrobiono to w wyjątkowo wkurzający sposób. Okazjonalne buraczki, jak niemożność podniesienia „czterokratkowego” przedmiotu mimo posiadania odpowiedniej ilości miejsca, przepełniają czarę goryczy. Duży minus za denerwowanie gracza i psucie mu zabawy.
Drażniły mnie również czasówki. Jest ich zdecydowanie za dużo. Jedną czy dwie na grę jakoś przetrwa nawet takie spanikowane, zręcznościowe beztalencie jak ja jeszcze. Ale nie gdy trafiają się one w takim natężeniu. Wiadomo, każda presja czasowa zwiększa poziom adrenaliny, lecz wolałabym, by osiągnięto podobny efekt jedynie za pomocą doskonałego scenariusza, bez uciekania się do takich wspomagaczy. Na pewno wyszłoby to grze na dobre. Całe szczęście chociaż, że otworzenie ekwipunku włącza pauzę. Zawsze to więcej czasu na myślenie. I na zapisanie stanu gry, bo autosave'a przed czasówkami tu nie uświadczymy, a niepowodzenie prawie zawsze kończy się śmiercią.
Wszyscy, którzy grali w Still Life, na pewno pamiętają, iż poziom trudności zagadek ocierał się tam niekiedy o pułap „bez solucji ani rusz”. Pieczenie ciasta, otwieranie zamka czy obsługa mechanicznego pajączka do tej pory śnią się co poniektórym po nocach. W Still Life 2 twórcy spuścili trochę z tonu, co jednak wcale nie oznacza, że będzie prosto. Czeka na nas całe mnóstwo łamania głowy nad różnymi szyframi, hasłami czy innymi przeszkadzajkami. Udanym pomysłem było wyposażenie Victorii w walizeczkę speca CSI. Dzięki temu zbieramy i analizujemy między innymi próbki krwi albo odciski palców, co pozwala na natychmiastowe wyciąganie wniosków. Pomaga to lepiej wczuć się w klimat gry. Tym, co może po pewnym czasie odrzucać od ST 2, jest monotonia. Ciągle przemierzamy te same lub bliźniaczo podobne pomieszczenia, robiąc na dobrą sprawę te same rzeczy. „Jedynka” fundowała nam większą różnorodność i powiew świeżości w postaci podróży po Pradze lat trzydziestych w wykonaniu dziadka agentki McPherson. Tutaj bardzo szybko będziemy mieć dość domu psychopaty i to nie ze względu na okropieństwa, jakie tam się znajdują.
Bo to co nas podnieca, to się nazywa klimat
Still Life 2 przeniesiono w pełny trójwymiar. Niestety, gra wygląda przez to gorzej niż swoja czteroletnia poprzedniczka! Do tego ustawienie kamery zwykle nie jest najszczęśliwsze, przez co gubimy się lub mamy problemy z obraniem właściwej trasy. Ponure, ciasne korytarzyki, gdzieniegdzie zroszone krwią, nakręcają jednak klimat na tyle dobrze, że jesteśmy w stanie przełknąć wszelkie techniczne mankamenty. Zwłaszcza, że dźwięki i muzyka zostały zrobione porządnie i świetnie wpasowują się w mroczną opowieść o szaleńcu bez skrupułów. Na uznanie zasługują również liczne, dobrze wyreżyserowane cutscenki.
Still Life 2 to bardzo dobra przygodówka. Niestety, „tylko” bardzo dobra, a nie wybitna tak jak poprzedniczka. Mimo wszystko warto się nią zainteresować, jeżeli pasjonują kogoś dobre, brutalne kryminały. Podobnego klimatu zaszczucia można w grach ze świecą szukać.
recenzja dodana przez:
Toddziak
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Dwie grywalne (w obu znaczeniach tego słowa) postacie
+ Zbieranie i analizowanie dowodów
+ Klimat
+ Fabuła wciąż trzyma poziom...
− ...choć lekko obniżyła loty
− Ograniczenie pojemności ekwipunku i buszowanie po szafkach
− Upierdliwe czasówki
− Niekiedy niewygodne ustawienie kamery
Ocena wszystkich
recenzentów
5.5
Grafika 55%
Dźwięk 65%
Gameplay 50%
Toddziak: A gdzie miejsce na apelację? (PC)
Toddziak: Na to się chyba mówi "scena balkonowa" (PC)
Toddziak: A mój telefon nie ma nawet kolorowego wyświetlacza... (PC)
Toddziak: Hey, handsome... (PC)

