Legend: Hand of God (PC)
Premiera: nie znamy jeszcze daty premiery
Ocena użytkowników: dobra
0 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu: n.a.
Na tę platformę mamy: 29 screenów, 2 video, 1 recenzji,
Diablo dla (bardzo) ubogich
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
E. Siekiera
Eugeniusz Siekiera
Co dalej, mówić chyba nie trzeba. Członkowie bractwa zostają wycięci w pień, a jedynym przypadkowo ocalałym okazuje się Targon, na barkach którego spoczywa przyszłość całej krainy. By zatrzasnąć raz na zawsze wrota do piekielnej otchłani, musi zdobyć potężny artefakt zwany Ręką Bogów. Tyle, że ten z uwagi na drzemiące w nim moce został przed laty rozbity na trzy części, które naturalnie teraz musimy skompletować. W ten oto sposób po raz kolejny niewiele umiejący młokos otrzymuje zadanie walki z całą hordą, podczas gdy znacznie potężniejsi sojusznicy, których z czasem spotyka na swej drodze, nie robią nic sensownego poza dłubaniem w nosie i wydawaniem kolejnych rozkazów. System przynieś, podaj, pozamiataj, a przy okazji uratuj świat od niechybnej zguby jest dość często wykorzystywany, a Legend nie jest niestety wyjątkiem od tej reguły. Całość nie jest przesadnie rozbudowana, brak też fabularnych zakrętasów czy emocjonujących zwrotów akcji (nie licząc może końcówki, ale i to było do przewidzenia). Ot, ganiamy z jednego krańca mapy na drugi za kolejnymi częściami artefaktu, od czasu do czasu przyjmując schematyczne i proste zlecenia poboczne.
Fabułę Legend można ocenić na dwa sposoby. Z jednej strony uczciwie wywiązuje się ze swego zadania, dając wystarczający pretekst, by ganiać po świecie i rzezać potwory. Z drugiej zawodzi, gdy uwzględnimy, że stoi za nią autorka scenariusza do Dungeon Siege II i Gears of War. Nie, żeby te tytuły były jakoś szczególnie odkrywcze w zakresie opowiadanej historii, ale mimo wszystko po zaliczeniu Legend czuję pewien niedosyt.
Tyle w temacie historii. Jak zaś przedstawia się sama rozgrywka? Powiedzieć, że mamy do czynienia z nieudolnym klonem ponadczasowego dzieła Blizzarda, to nic nie powiedzieć. Inspiracje są oczywiste, choć z drugiej strony trudno im się przesadnie dziwić. Wszak, jeśli już ściągać, to od najlepszych. Nie mamy wpływu na wybór rasy, bowiem bohaterem naszej opowieści jest wspomniany Targon. Na szczęście, nie ogranicza to w żaden sposób specjalizacji. Na samym początku przygody decydujemy o wyborze dwóch z pięciu dostępnych ścieżek (droga sprytu, siły, magii, natury i wiary). Wybrana kombinacja określa klasę postaci (przykładowo droga siły i wiary daje nam paladyna, z kolei postawienie na magię i naturę uczyni z nas łucznika żywiołów). Do poszczególnych ścieżek przypisano drzewka rozwoju z niezbyt imponującą liczbą umiejętności (każdą z nich można rozwijać maksymalnie do dziesiątego poziomu). Naturalnie punkty do rozdysponowania otrzymujemy po zdobyciu kolejnego poziomu doświadczenia. Dodatkowo po każdym levelu podnosimy też współczynniki postaci (składają się nań siła, zwinność, kondycja i inteligencja). System, jak widać, jest mocno uproszczony nawet w stosunku do stareńkiego Diablo II, więc z opanowaniem wszystkiego nie będzie miał problemu gracz stawiający pierwsze kroki w omawianym gatunku. Doświadczonych miłośników h'n's zniechęcić może niewielka ilość poszczególnych umiejętności, przypadających na każdą z dróg rozwoju. Szkoda również, że zostały one kiepsko przemyślane pod kątem bojowej przydatności, bowiem wiele z nich okazuje się kompletnie zbędna.
Ciekawym rozwiązaniem jest kursor w kształcie elfki, która tym samym staje się nieodłączną towarzyszką w naszej eskapadzie. Dodać należy, że nie służy jedynie za wizualny bajer czy ruchomą pochodnię, pozwalającą rozeznać się w ciemnych lochach. Małe skrzydlate cholerstwo o imieniu Luna jest przy okazji strasznie pyskate i wygadane, a liczne słowne przepychanki pomiędzy nią a naszym herosem miały zapewne na celu urozmaicić żmudne wędrówki. Zabieg się udał? Częściowo. Problem bowiem w tym, że Luna ma dość ograniczony zasób odzywek, więc stosunkowo szybko wyczerpuje swój podstawowy repertuar i to, co w zamierzeniu miało być zabawne, z czasem zaczyna irytować. Gdy po raz kolejny słyszysz o słomie wystającej z butów, bądź amulecie dodającym +2 do inteligencji, masz ochotę złapać ją i wyrwać skrzydełka. I to pomimo, że przemawia słodkim aż do obrzydzenia głosem Joanny Jabłczyńskiej (choć i tak jest ona najjaśniejszą stroną tej polonizacji, niektórzy aktorzy zdecydowanie przesadzają z dramaturgią). By nie było, że tak marudzę, czasem jej komentarze okazują się przydatne, bowiem często informuje nas, gdy na ziemi wyląduje jakiś cenny przedmiot bądź radzi napoić się miksturą leczniczą, gdy zdrówko spadnie poniżej określonego poziomu. W ferworze walki czasem człowiek zapomina kontrolować na bieżąco takie rzeczy, więc wskazówki naszej małej skrzydlatej przyjaciółki bywają pomocne.
Bestiariusz, choć dość obfity, jest równie sztampowy, co przedstawiona tu opowieść. Neutralnymi rasami są elfy, krasnoludy i ludzie, tłuczemy się zaś z orkami, trollami, goblinami, demonami, gargulcami, nieumarłymi, tłustymi pająkami, rozmaitymi gatunkami miejscowej fauny i całą masą podobnego ścierwa. Plusem są z pewnością spore gabarytowo monstra w rodzaju smoka czy kilku pomniejszych bossów. Nie idzie to niestety w parze z rozmachem świata. Brak większych miast i niezwykle skąpo zaludnione osady czynią z Aris krainę nieco pustawą, a przez to mało wiarygodną.
W temacie samej walki warto wspomnieć o Cinematic Combat System, którym twórcy dość mocno się szczycili. O co chodzi? O przypasowanie konkretnej animacji walki do danego przeciwnika (większych bydlaków bohater siecze z doskoku) bądź krótkiej sekwencji dobijania wroga. Niestety, średnio sprawdza się to w praniu, szczególnie w tym ostatnim przypadku, bowiem często sekwencja aktywuje się odrobinę za późno, a więc w momencie, gdy przeciwnik od dobrych dwóch sekund gryzie piach. Doceniam starania, by tchnąć nieco finezji w fechtunek, ale jak już coś robić, to dobrze.
Optymalizacja to słowo twórcom kompletnie obce. Nawet na mocnym sprzęcie gra potrafi solidnie chrupnąć, szczególnie w obliczu manifestacji rozszalałej przyrody (śnieg lub rzęsisty deszcz). Owszem, jak na hack'n'slasha w rzucie izometrycznym (można co prawa maksymalnie przybliżyć kamerę, ale nie znam nikogo, kto w ten sposób grałby w produkcje diablopodobne) grafika prezentuje się schludnie. Może nie jest to poziom Titan Questa, ale niewiele brakuje. Łąki na nizinach, leśne trakty, spalona słońcem pustynia, wysokie góry czy wioski rybackie odmalowano na naszych oczach całkiem zmyślnie, jednak nic, co widzimy na ekranie, nie usprawiedliwia tak absurdalnych wymagań sprzętowych. Gra pod tym względem mogłaby konkurować z Crysisem, co jest chyba wystarczająco wymownym przykładem.
W ogólnym rozrachunku Legend wypada nieco powyżej przeciętnej. Do zachwytów daleko, a zabawę w powtarzanie wytartych klisz widać aż za bardzo. Do tego dorzućmy drobne niedoskonałości, które radości z rozgrywki może nie psują, ale rzutują na ogólny wizerunek programu (niewidzialne ściany, błędy w animacji, brzydkie okna ekwipunku etc.). Mamy jednak do czynienia z grą, której można wiele wybaczyć. Pomimo oczywistej wtórności przy Legend łatwo połknąć bakcyla "jeszcze jednego poziomu". Klikanie na monstrach wciąga i odpręża, a wyprawy po ciekawsze uzbrojenie zdarzają się dość często, szczególnie, że oferta miejscowych handlarzy jest okrutnie uboga. W przypadku produkcji ekipy Master Creating zabrakło rozmachu, wrażenia uczestnictwa w wielkiej przygodzie i ostatecznego szlifu, pozwalającego odróżnić grę przyzwoitą od dzieła wybitnego. Diablo II to miał. Legend niestety nie. I choć się stara, robi to dość nieudolnie.
recenzja dodana przez:
E. Siekiera
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ przyjemnie odpręża
+ nie na tyle długa, by znużyć
+ niezła muzyka i przyzwoita grafika
+ różnorodność miejscówek
+ gadający kursor
− sztampowa fabuła
− słabo rozbudowane drzewka rozwoju i sporo nieprzydatnych skilli
− niewiele questów pobocznych
− skopana optymalizacja
− Cinematic Combat System lubi nawalać
Ocena wszystkich
recenzentów
7.0
Grafika 70%
Dźwięk 70%
Gameplay 70%
KoZa: To właśnie nasz bohater (PC)
KoZa: Pierwszy rozczłonkowany zombie - teraz już będzie z górki. (PC)
KoZa: Co, też chcesz być Jedi? (PC)
KoZa: Tu jeszcze żyje... (PC)

