Gaminator. Gry online.

graj lub zgiń
Szukaj

Jesteś tutaj pierwszy raz. Bardzo nam miło. Zarejestruj się, aby zyskać dostęp do największej bazy video o grach, możliwości wrzucania swoich treści, a także do systemu podpowiadania gier – Game Connect.

Logowanie

Zamknij Wyślij uwagę
 

Mass Effect (PC)

Lubię to! 54

Premiera Świat - 6 maj 2008 Premiera Polska - 12 lipiec 2008

Ocena użytkowników: bardzo dobra

11 osób chce zagrać w tą grę

miejsce w rankingu:17

PEGI 18 Przemoc

 

 

Gatunek: RPG, Akcja/Arcade Cechy gry: Wolna kamera

Tematyka: Science-Fiction, Rozgrywka: Singleplayer

Moja ocena: 1 2 3 4 5

 

Game market

zgłoś tę grę

Na tę platformę mamy: 39 screenów, 21 video, 6 recenzji, 35 newsów,

Galaktyka u twych stóp

[ zobacz inne recenzje 6 ]
Najlepsza recenzja dodana przez Ingmar Ingmar
Na Mass Effect czekałem od chwili ogłoszenia prac. Sama obecność BioWare wydawała się dostateczną rekomendacją. A fakt, iż miał być osadzony w uniwersum sci-fi - z prawdziwego zdarzenia; nie jakieś Gwiezdno-Wojenne fantasy - i wzbogacony o kilka rewolucyjnych rozwiązań, zmienił go w wystarczający powód do zakupu konsoli... przynajmniej do momentu potwierdzenia wersji PieCowej. Premiera za nami, nastał czas odpowiedzi. Czy ME jest zapowiadanym objawieniem i punktem zwrotnym w historii RPGów? Przekonajmy się!

Adam "Ingmar" Jank

Najpierw Mars, potem wszechświat!


Rok 2148. Niedaleka przyszłość przyniosła daleko idące zmiany. Ludzkość, jakimś cudem, doleciała na Marsa. Miast zamrożonej postaci dwutlenku węgla i bakterii, "nasi chłopcy" znaleźli pozostałości po prastarej cywilizacji. Technika owych Marsjan usprawniła Ziemską na tyle, by możliwy stał się podbój kosmosu: podróże z prędkością światła, kolonizacja odległych planet, eksploatacja nieprzebranych źródeł zasobów. Wrota do nowego, lepszego życia stanęły otworem...

Obecnie mamy 2183. W ciągu niespełna czterdziestu lat zdążyło się okazać, iż wszechświat do zimnych i martwych z całą pewnością nie należy, a z pozostałości po imperium "naszych" Marsjan zdążyło już skorzystać kilka inteligentnych ras. Międzygwiezdna cywilizacja rozkwita w najlepsze i nikt nie przeczuwa nadchodzących zmian. A zmieni się wszystko. Wielki krąg życia i śmierci osiąga kulminacyjne stadium - całe istniejące życie organiczne ma zostać unicestwione. Komandorze Shepard, witamy na pokładzie!

Mass Effect wpisuje się do kanonu science-fiction i całymi garściami czerpie z co lepszych przedstawicieli. Przedstawiona wizja przyszłości jest ciekawa, ale niemiłosiernie wtórna. Nie ma tu nic nowego, innowacyjnego, świeżego. Problemy, z jakimi borykają się cywilizacje przyszłości, to stereotypy: superkorporacje nie baczące na problemy jednostki, prześladowania na tle rasowym, uliczne gangi, narkotyki, zbuntowane maszyny, etc. Na dodatek, nawet w kwestii przedstawienia owych problemów nie możemy liczyć na innowacje. ME traktuje je w dziecinny, powierzchowny sposób: "rasizm jest zły, bo jest zły i w ogóle". Otrzymujemy wysterylizowaną, sztuczną wizję świata, co akurat całkiem nieźle wpasowuje się w założenia space opery. Kolejny raz "niestety", gdyż wystarczająco wysoki poziom sztuczności również nie został osiągnięty. ;]
Mimo to "Efekt Masy" zasługuje na pochwałę: przerywa hegemonię fantasy w gatunku i daje nadzieję na przyszłość. Era quasi-średniowiecza chyli się ku końcowi. I dobrze.

Co się zaś tyczy samej fabuły: wcielamy się w Komandora Sheparda: pierwszego, ludzkiego członka "Widm" - elitarnych strażników pokoju w galaktyce, mogących działać poza granicami prawa. Wyruszamy, by dopaść niejakiego Sarena, kolegę po fachu, który postanowił dopomóc organicznemu życiu w unicestwieniu się. Jak widać - scenariusz nie rysuje się w szczególnie ciekawy sposób - ot, ratowanie galaktyki przed nadciągającą zgubą - ale został zrealizowany w mistrzowski sposób. Opowieść potrafi porwać, zaskoczyć i - co najważniejsze - przekonać, że wszechświat warty jest ratowania. Epicka w dobrym tego słowa znaczeniu.

Fabularne naleciałości


Mass Effect łączy dwa gatunki: RPG-a z taktycznych, trzecioosobowym shooterem. W praktyce otrzymujemy strzelankę z systemem rozwoju i nieco bardziej rozbudowanym zapleczem fabularnym.

Przede wszystkim - możemy modyfikować naszą postać. Dostępny jest wybór płci, wyglądu, profesji, a nawet historii. Klas mamy sześć: żołnierz, inżynier, biotyk i wariacje na ich temat. To jedyny wybór, który w większym stopniu wpływa na rozgrywkę: żołnierz sobie strzela, a biotyk potrafi jeszcze korzystać z Mocy, a właściwie - mocy (należy pamiętać, że twórcy wcale nie wzorowali się na Gwiezdnych Wojnach ;) ).

Kolejnym aspektem odróżniającym ME od zwykłego TPS-a jest system rozwoju. Za pokonywanie wrogów dostajemy punkty doświadczenia oraz ekwipunek, który pozwoli nam na eliminację silniejszych przeciwników. Standard. Oparty o jeszcze bardziej standardową realizację - zdobycie poziomu owocuje otrzymaniem kilku HP-ków oraz paru punktów umiejętności. Te, jakżeby inaczej, przeznaczamy na umiejętności, by móc o kilka procent lepiej nosić zbroję lub reanimować kolegę.

Wreszcie, ME od zwykłego shootera odróżnia możliwość doboru słów wypowiadanych przez Sheparda. Odpowiada za to system dialogów, na tyle specyficzny, by wart był odnotowania. Podstawowa zmiana - nie wybieramy gotowych wypowiedzi, a jedynie ich motyw przewodni, ogólne hasło, które nasz heros zamieni w słowa najlepiej pasujące do sytuacji. Niby czyni to rozgrywkę bardziej spontaniczną i nieprzewidywalną, lecz z drugiej strony: nie sposób oprzeć się wrażeniu, że zmiana wynika ze specyfiki grania na konsoli - czytanie z ekranu TV do wygodnych nie należy - a nie rzeczywistej chęci innowacji. Co dalej? Krok w stronę "filmowości" akcji i zbliżenia dialogu do cut-scenki. Ulepszona mimika i gestykulacja, wprowadzenie interakcji z otoczeniem, dynamiczna kamera czy profesjonalny voice acting nadały rozmowom więcej życia. Do owej "filmowości" jest nadal daleko, ale miło napisać, że twórcy podążają w dobrym kierunku. Niemalże tak miło jak w chwili dobycia gnata i wymierzenia sprawiedliwości zaskoczonemu rozmówcy. ;)

Taktyczna anihilacja klonów


Pomimo stosunkowo rozbudowanej mechaniki RPG, Mass Effect pozostaje dobrym TPS-em. Walki toczone są w czasie rzeczywistym z aktywną pauzą, pozwalającą nieco ogarnąć chaos i spróbować rozegrać sytuację nieco bardziej taktycznie. Działamy w trzyosobowej drużynie lub na pokładzie łazika-czołgu - M35 Mako. Od początku towarzyszą nam cztery rodzaje broni - pistolet, strzelba oraz karabiny: szturmowy i snajperski. Każdą z nich możemy dodatkowo modyfikować, zwiększając zasięg strzału, jego siłę lub rodzaj wykorzystywanej amunicji. Do tego dochodzą moce biotyczne i zdolności inżynieryjne, więc dostępny wachlarz możliwości powinien każdego zadowolić.

Potyczki z założenia miały być bardziej taktyczne niż widowiskowe, więc czerwoną opaskę najlepiej zostawić w szafie. Za pomocą menu pojawiającego się po aktywacji pauzy możemy wydawać rozkazy kolegom z drużyny, zmieniać ich ekwipunek lub wymuszać wykonanie danej akcji, np. skorzystanie z mocy biotycznej. Za wyjątkiem takich poleceń, kieruje nimi sztuczna inteligencja, a nam pozostaje jedynie Komandor Shepard. Jak na zawodowego żołnierza przystało - protagonista radzi sobie przyzwoicie i ma kilka sztuczek w zanadrzu. Aby schronić się przed ostrzałem możemy "przykleić się" do niemalże dowolnego przedmiotu i używać go w roli osłony. Prócz tego otrzymujemy zestaw typowych akcji: sprint, przykucnięcie, przybliżenie oraz uderzenie bronią, aktywujące się, gdy wróg zbytnio się zbliży.

A właśnie, wrogowie. Zdecydowanie są zbyt mało zróżnicowani. Na swej drodze napotkamy zombiaki, przerośnięte robale, najemników oraz całą rasę gethów, z której można wyróżnić piechurów, wieżyczki, czołgi i ciężkie zarówno do opisania, jak i trafienia, skaczące "cosie". Jakby tego było mało, każda z grup korzysta z jednego modelu (dopuszczalne różnice koloru i wielkości), więc nie sposób pozbyć się wrażenia powtarzalności.

Powtarzalne oblicze galaktyki


Panowie z BioWare oddali nam do dyspozycji naprawdę pokaźny kawał terenu. Możliwość eksploracji całej galaktyki, dziesiątek układów słonecznych, setek planet. Wizja przygniatała rozmachem. Jak to wygląda w starciu z rzeczywistością? Ubogo, by nie rzec - biednie. Owszem, rzeczywiście możemy latać po całej galaktyce. Pytanie tylko: po co?

Większość świata gry została zrealizowana według określonego schematu: każdy układ słoneczny zawiera jedno - w porywach dwa - ciała niebieskie, na których możemy wylądować. Reszta pełni rolę tła, wyposażonego w krótką notkę i tabelkę z informacjami, których nie sposób spamiętać nawet w trakcie czytania. I tak, z setek planet zostaje coś koło dwudziestu. No, dobra, pomyśleć można, wszakże dwadzieścia to nadal postęp, szczególnie w zestawieniu z KotORem. Niekoniecznie.

Przed opisaniem owej dwudziestki należy wprowadzić pewien podział - miejscówki związane z wątkiem głównym i cała reszta. Te pierwsze zostały wykonane z rozmachem - duży obszar przeznaczony do eksploracji, oskryptowane zwroty akcji oraz możliwość podjęcia zadań pobocznych. Co więcej, każdy świat związany z główną osią scenariusza jest na swój sposób odmienny - Cytadela to obszar miejski, Feros poznamy jako drobną kolonię, położoną w ruinach pradawnej metropolii, zaś Noverię charakteryzują ciasne i sterylne obszary.

Inaczej sprawy mają się z pozostałymi planetami: eksploracja każdej przebiega w dokładnie ten sam sposób. Lądujemy na pokładzie łazika-czołgu i stajemy przed - uwaga! - wyborem. Możemy poruszać się za pomocą wehikułu lub wykorzystać siłą własnych kończyn. A ponieważ eksploracja zawsze rozpoczyna się w długim i wyludnionym wozie, wybór jest o tyle zaskakujący, co bezsensowny. Kiedy z wąwozem już się uporamy, należy obrać sobie jakiś cel. Zwiedzanie znudzi się w okolicach trzeciego świata, po dokonaniu pewnego odkrycia - tak na dobrą sprawę planety niczym się nie różnią. Wykorzystany zestaw tekstur zmienia jedynie kolorystykę, a penetrowany obszar zawiera wyłącznie góry i doliny. Żadnych lasów, żadnych miast, żadnych jaskiń. Pusto. Wracając jednak do celu - kilka od początku zaznaczonych jest na mapie. Mogą to być zbiorowiska metali, zniszczone maszyny, zwłoki lub opuszczone bazy, nie mające nic wspólnego z brakiem mieszkańców. Przeznaczenia są dwa: zebranie zupełnie niepotrzebnych pieniędzy - sprzęt jest skalowany wraz z rozwojem gry, więc lepsze rzeczy się znajduje, nie kupuje - oraz zdobywanie punktów doświadczenia... Też w większości nieprzydatnych, z uwagi na specyfikę systemu rozwoju, pozwalającego na szybkie tworzenie herosów uniwersalnych.

Galaktyka od kuchni


Mass Effect jest bezpośrednią konwersją wersji z X360, więc graficznie nie odbiega od możliwości konsoli. Nowoczesne wodotryski graficzne napotykamy na każdym kroku, podobnie jak charakterystyczne, powtarzalne tekstury, budzące mniejszy entuzjazm niż dwa lata temu. Nie oznacza to bynajmniej, że ME jest grą brzydką, nie, wręcz przeciwnie, na tle obecnie dostępnych RPG-ów prezentuje się okazale. Postacie wyglądają świetnie, lokacje wykonano z należytym rozmachem, a efekty świetlne zachwycają jak za czasów pierwszego KotORa.

Nie zawodzi również oprawa dźwiękowa: pompatyczne, epickie brzmienia zadziwiająco dobrze komponują się z elektroniką, a ludziom, odpowiedzialnym za udźwiękowienie dialogów należą się owacje na stojąco. Voice acting miażdży i uwypukla różnicę między dobrą aktorską grą, a bezpłciowym czytaniem z kartki.

Na koniec wypadałoby przedstawić różnice między wersją z konsoli, a PieCyka. Pół roku czekania zostało wynagrodzone dodatkową mini-grą - co daje łącznie... dwie - oraz użytecznym menu, pojawiającym się po włączeniu aktywnej pauzy. Wydawanie poleceń towarzyszom zostało w znaczny sposób usprawnione, więc i rozgrywka sprawia wrażenia bardziej taktycznej.

Przechodząc do podsumowania: należy cieszyć się, że konwersja Mass Effect ujrzała światło dzienne. Otrzymaliśmy mocny tytuł, łączący najlepsze cechy obu gatunków. Dynamiczna rozgrywka została wzbogacona o wciągający scenariusz, innowacyjny system dialogów, rozległy świat gry oraz wyśmienitą oprawę wizualną. Niestety, ME nie jest pozbawiony wad. Planety poboczne i realizowane na nich zadania rażą schematyzmem, brakiem zróżnicowania, a przedstawione uniwersum science-fiction to zbiór stereotypów i ogranych rozwiązań. Mimo to dziewiątka. Za przerwanie hegemoni elfów i krasnali.

Podobała Ci się recenzja? Jeśli tak kliknij "graj"

recenzja dodana przez: Ingmar Ingmar który uważa że gra ma takie plusy i minusy

+ Plusy

+  Dynamiczna, epicka rozgrywka
+ Świetny scenariusz
+ Oprawa audiowizualna
+ System dialogów
+ RPG w sci-fi
+ Usprawnienia w stosunku do wersji z X360

Minusy

  Planety poboczne - monotonne i schematyczne
 Stereotypowe zaplecze fabularne

dlatego Ingmar
ocenia tę grę na:

9

Grafika 90%

Dźwięk 100%

Gameplay 90%

Ocena wszystkich
recenzentów

8.3

Grafika 86%

Dźwięk 83%

Gameplay 88%

[ + dodaj screen ]

Ingmar: Antyczne zabudowania. (PC)

Ingmar: W ogniu walki. (PC)

Ingmar: Dialog z kolegą z teamu. (PC)

Ingmar: Duże, naelektryzowane i unosi się nad ziemią. Aż żal niszczyć. (PC)

Postacie [5]

Shepard
Krogan
Saren
  • Nazwa: Saren
  • Typ: Osoba
Salarian
Geth
  • Nazwa: Geth
  • Typ: Rasa
Przejmij panowanie nad grą

Teraz

Użytkownicy, którzy lubią tę grę:

Gaminator.tv

Projekt dofinansowany ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka