Dragon Age: Początek (PC)
Premiera Świat - 3 listopad 2009 Premiera Polska - 6 listopad 2009
Ocena użytkowników: bardzo dobra
10 osób chce zagrać w tą grę
miejsce w rankingu:46
Deweloper: BioWare Dystrybutor: EA Polska Wydawca: Electronic Arts
Gatunek: RPG Cechy gry: Wolna kamera
Tematyka: Fantasy,
Game market
zgłoś tę grę
Na tę platformę mamy: 98 screenów, 32 video, 3 recenzji, 50 newsów,
Nastała Era Smoka!
[ zobacz inne recenzje 3 ] Najlepsza recenzja dodana przez
OsaX Nymloth
Pośród morza plugawego mroku
Kiedy nadzieja w sercu zamiera
Gdy życie zanika mgłą w szklistym oku
Usłyszysz, jak wiatr ich szczątki poniewiera
Pośród burz zamętu, złowróżbnej ciemności
W godzinie najczarniejszej, spośród murów Ostagaru
Wtedy to promyk światła wśród ruin zagości
I Szara Straż wyruszy na ratunek kraju
OsaX Nymloth
Kroniki głosiły nadejście ery Smoka – ery, która miast najświetniejszą, najczarniejszą się okazała dla całego Fereldenu. Odparcie ostatniej Plagi ponad cztery wieki temu nie zakończyło na dobre zagrożenia, jakim były Mroczne Pomioty. Siódemka Dawnych Bogów, mimo że niepełna, nadal sprawowała rządy głęboko pod powierzchnią ziemi, czekając na moment, w którym mogłyby rozpuścić hordy plugawych pomiotów. Skalani grzechem pychy, wyruszyli ku słońcu, aby skazić ziemię, zanieczyścić wody i zniszczyć wsie i miasta. Pod Ostagarem nadzieja nasza czeka, ukryta pod płaszczami Szarej Straży, od wieków stojącej na warcie i chroniącej Ferdelden od zła.
Od pierwszych zapowiedzi Dragon Age można było wyczuć wokół tego tytułu coś, co wyróżniało go spośród innych produkcji. Niewątpliwie widoczna była aura pewnej dorosłości, świata brutalnego i pozbawionego paladynów bez skazy ni zmazy. W końcu, po tylu latach mieliśmy dostać pełnoprawnego RPG-a, z krwi i kości, który nie postawi na uproszczenia, nie podzieli wszystkiego na czerń i biel oraz pozwoli na wczucie się w postać, którego fani nie mogli doświadczyć od lat. Czy twórcy osiągnęli swój cel? Cóż, nawet jeśli ktoś miał wątpliwości, to ekipa BioWare skutecznie je rozwiewa w ciągu pierwszych kilku godzin gry w Dragon Age: Początek.
Fereldenu pola złote i góry wzniosłe
Na początek kilka słów wstępu o fabule, która może z powodzeniem zostać zakwalifikowana do kategorii dark epic fantasy. W wielkim skrócie, bez zdradzania wątków rzecz można, że powstałe w wyniku drugiego grzechu ludzkości Mroczne Pomioty, raz po raz zagrażają światu, wychodząc na światło dzienne z mrocznych czeluści matki ziemi. Co jakiś czas prowadzeni są przez upadłe bóstwa, określane mianem Arcydemonów, a czas ich ataku nazywany jest wówczas Plagą. Zaś gracz, chcąc nie chcąc, z tej czy innej przyczyny będzie musiał stawić czoła temuż zagrożeniu krótko po tym, jak zostanie zwerbowany w szeregi Szarych Strażników – organizacji, której członkowie, bez względu na pochodzenie i status społeczny, zrywają ze swoją przeszłością i wszelkimi przywilejami, aby walczyć z Pomiotami, chcąc ostatecznie położyć kres zagrożeniu, które w każdej chwili może pochłonąć cały świat.
Kiedy myśli się o poprzednich grach tego zasłużonego, kanadyjskiego studia, zapewne niejeden gracz pomyśli sobie o słynnych Lochach i Smokach, czyli systemie RPG D&D na którego mechanice i uniwersum opiera się gros produkcji BioWare, że wspomnę tylko sagę Baldur's Gate oraz serię Neverwinter Nights. W przypadku Dragon Age sytuacja jest jednak odmienna, bowiem nie mamy do czynienia z grą na licencji, a autorskim światem twórców. Świat ten, mimo że zdecydowanie młody, jest zaskakująco kompletny, a znajdowane w trakcie gry książki i zwoje pozwalają na poznanie rozmaitych historii, zarówno Fereldenu (w którym toczy się większa część gry), jak i krajów ościennych. Podczas badania Głębokich Ścieżek, głęboko pod powierzchnią ziemi warto dowiedzieć się u krasnoludzkich Rzeźbiarzy, czym owe Ścieżki są i kiedy powstały. Świat wykreowany posiada również własny panteon bogów, najczęściej fałszywych, tudzież upadłych oraz Stwórcę, pretendującego do miana jedynego boga, który opuścił w gniewie swe dzieci, a ludzkość próbuje bezskutecznie powrócić do jego łask. Poza tym, są oczywiście rasy, takie jak nieznające żadnych bogów i wyznające odwieczny Kamień krasnoludy, opuszczone i w dużej mierze poniewierane przez ludzi elfy, tajemnicze qunari mające imperialistyczne zapędy oraz oczywiście ludzie, wraz z ich królestwami i żądzami.
Opowiedz o swym Pochodzeniu, a powiem Ci dokąd zmierzasz
Jak już się rzekło, ras w świecie Dragon Age: Początek mamy kilka, z których przy tworzeniu swojego alter ego wybrać możemy człowieka, elfa lub krasnoluda. Wybór ten jednak nie ogranicza się tylko do ustalenia wyglądu oraz dostosowania pod wybraną ścieżkę rozwoju (o których za chwilę). W zależności od rasy, zmieni się podejście różnych NPC-ów do bohatera, co może czasami ułatwić (lub wręcz utrudnić) wykonanie jakiegoś zadania. Poza tym, decyzja na takiego krasnoluda to nie prosta operacja zmiany wzrostu i charakteru na zdecydowanie bardziej gburowaty: każda z ras wymaga bowiem podania swego pochodzenia, co ma wpływ na rozpoczęcie swej przygody. Na przykładzie przywołanego już krasnoluda, można wywodzić swoje pochodzenie od jakiegoś bogatego i uznanego rodu szlacheckiego, lub mianować się bezkastowcem, gardzonym przez innych przedstawicieli brodatego ludu i uznawanego za niegodnego Kamienia. Wybór swego pochodzenia jest ważny, bowiem definiuje ono sposób, w jaki bohater zapoznaje się ze światem. Ot tacy magowie, chociażby byli z rodu samego króla Fereldenu, i tak trafią pod nadopiekuńcze skrzydła Kręgu Maginów, gdzie złym okiem łypać nań będą templariusze, gotowi ściąć młodziaka przy byle podejrzeniu o praktykowanie zakazanych sztuk magicznych.
Koniec końców jednak, droga każdej postaci znajdzie się w punkcie, w którym zakończy się bezbolesne poznawanie świata, a zacznie brutalna wojna. Z momentem zwerbowania do szeregów Szarych Strażników, bohater trafia do starożytnej i zdecydowanie podupadłej twierdzy Ostagar, która w domyśle obecnego króla, ma stać się symbolem końca Plagi. Rzeczywistość oczywiście drastycznie zweryfikuje wszelkie zapędy do glorii i wiecznej chwały, dając okazję graczowi do wyruszenia w szeroki świat celem zebrania armii zdolnej pokonać zagrożenie. To ma się rozumieć zadanie wybitnie nie łatwe, bowiem na drodze napotkać można nie tylko przeżartych korupcją polityków (którzy nie zawahają się przed użyciem Strażnika jak pionka w swojej politycznej grze), spaczonych magów, ale również problemy nienawiści rasowej, kwestie religijne oraz zwykłych bandytów, gotowych poderżnąć każdemu gardło w zamian za garść miedziaków.
Głusza to wielka jest, przez wiedźmy i gorsze stwory zamieszkana
Wybór rasy to ma się rozumieć, nie jedyny wybór, jakiego należy dokonać podczas procesu kreowania przyszłego Szarego Strażnika. Fundamentalne znaczenie ma klasa, czyli ścieżka rozwoju, w której specjalizować się będzie bohater. Do wyboru są trzy podstawowe zawody: wojownik, mag oraz łotrzyk. Wydawać by się mogło, że takie zawężenie do trzech stereotypowych klas to strzał z łuku we własną stopę, ale BioWare nie byłoby sobą, gdyby nie miało w tym pewnego celu, którym jest paradoksalnie, zróżnicowanie klas. Weźmy na przykład takiego maga: ze względu na różne szkoły magii, skupić się on może na dwóch, góra trzech wybranych filozofiach używania magii. W ten sposób stworzyć można zarówno kogoś na wzór nekromanty, wysysającego energię magiczną prosto ze zwłok swoich wrogów i trzymającego pod ręką nieumarłego sługę, jak i uzdrowiciela oraz typowego miotacza kul ognia i innych zamieci. W przypadku wojownika można zdecydować, czy będzie szkolił się we władaniu mieczem i tarczą, czy też pójdzie drogą siejących zniszczenie broni dwuręcznych. Już same możliwości zróżnicowania postaci w ramach tej samej klasy są niezłe, ale naprawdę wesoło robi się w momencie osiągnięcia 7. i 14. poziomu doświadczenia – wtedy to bohater może wybrać sobie jedną z czterech specjalizacji, dających nie tylko pewne premie do statystyk, ale również odblokowujących nowe umiejętności. W ten sposób takiego maga można zamienić w zwalczanego przez Zakon Maga Krwi, albo potężnego Zmiennokształtnego potrafiącego w bojowym szale przybrać formę roju insektów lub niedźwiedzia. Z racji tego, że można wybrać sobie dwie specjalizacje, nic nie stoi na przeszkodzie, aby stworzyć połączenie potęgi Magii Krwi z mistycznym wojownikiem, wywodzącym się z kultury dawnych elfów. Co jednak ciekawe, aby móc wybrać sobie jedną z dodatkowych dróg, należy ją pierwej odblokować. Można to uczynić na różne sposoby, raz wystarczy odpowiednio obłaskawić członka własnej drużyny, który np. jest Templariuszem, innym razem należy wybyć w podróż do samej Pustki lub wykonać złożone zadanie. Takie podejście sprawia również, że w niektórych przypadkach bardzo ciężko jest odblokować wszystkie możliwe specjalizacje, co z kolei zachęca do przejścia gry inną postacią i klasą.
Do oberży, coby gardło przepłukać!
Ray Muzyka z BioWare w pewnym momencie prac nad Dragon Age, nazwał swoją nową produkcję duchowym spadkobiercą kultowego Baldur's Gate. I coś w tym jest, bowiem jakem fan gatunku, od dawna nie zdarzyło mi się tak bardzo zatracać poczucia czasu w jakimkolwiek komputerowym fabularniaku. Ostatnio podobny symptom jeszcze jednego questa miałem bodajże jakąś dekadę temu, kiedy triumfy święciły produkcje nieodżałowanego Black Isle Studios. Tymczasem Dragon Age przywraca wiarę w odrodzenie gatunku, w którym bardziej niż grafika liczy się ciekawy świat, masa historii i dobrze zbudowane postacie oraz przemyślana fabuła. Do tego gra oferuje dziesiątki, a nawet setki godzin świetnej zabawy – nawet po niemal 50 godzinach od rozpoczęcia rozgrywki, nadal znajduję rzeczy do zrobienia i takie, które chciałbym poznać. Czyżby renesans cRPG był możliwy? Dragon Age daje na to nadzieje.
Wystarczy spojrzeć chociażby na drużynę, która może składać się maksymalnie z czterech osób (wliczając gracza) oraz jakiegoś pomniejszego sługi w przypadku magów. Kandydatów na przyszłych herosów można odnaleźć w różnych miejscach, a każdy z nich jest na swój sposób inny oraz posiada własny charakter i rozumuje w specyficzny dla siebie sposób. Oznacza to, że taki Alistair nie będzie zachwycony, jeśli gracz odmówi uratowania pechowych wieśniaków, ale za to bardzo się ucieszy, kiedy wspomoże jakąś szlachetną sprawę. System sympatii (w skład którego wchodzą również opcje romansowania, nawet z przedstawicielami tej samej płci) do lidera pozwala jednak nie tylko na takie proste stwierdzenia lubię/nie lubię – zdarzyć się może, ze dana postać zirytuje się postępowaniem gracza i go zaatakuje, albo nawet wyzwie na pojedynek o przywództwo w grupie! To jednak nie wszystko, postacie potrafią również wchodzić w relacje pomiędzy innymi członkami drużyny, często tocząc żywiołowe dyskusje, a nawet wdając się w romanse. Zupełnie jak w staruteńkim Baldurze, aż się łezka zakręcić w oku może.
Przyjemność z gry jest tym większa, że BioWare wzorem swojej poprzedniej produkcji, którą był Mass Effect postawiła na iście filmowy sposób prowadzenia fabuły, która mimo, że niezbyt odkrywcza, to dobrze spełnia swoją rolę (chociażby dzięki temu, iż w grze znaleźć można masę rozmaitych ksiąg). Na wszelkiego rodzaju przerywniki filmowe patrzy się z nieskrywaną przyjemnością, a już szczególnie na zrealizowane z niemalże hollywoodzkim rozmachem sceny bitewne. Specyficzny styl prowadzenia kamery obecny jest również w zwykłych rozmowach, co zdecydowanie wzbogaca doświadczenia płynące z gry – zapomnijcie o stojących jak kołek dwójce jegomości, przerzucających się kolejnymi opcjami z drzewka dialogowego. Tutaj postacie (przynajmniej w pewnym sensie) żyją, gestykulują, obrażone zrobią groźną minę, a w potrzebie z rozpaczą na twarzy będą szukać pomocy.
Skorom rzekł już coś o pomaganiu innym, to wypada wątek dokończyć. Liczba zadań dostępnych do wykonania w Dragon Age jest całkiem spora, zapewniając wiele godzin dodatkowego krążenia po Fereldenie, wybijania dezerterów lub przygotowywania mikstur i odnajdywania dziwnych zwierzaków. Dzięki sporej ilości misji nie związanych z główną osią fabuły, żywotność gry zdecydowanie wzrasta – pomocy wymagają bowiem nie tylko prości wieśniacy, którzy mogą się odwdzięczyć za łaskę co najwyżej dobrym słowem i poleceniem opiece Stwórcy, ale również gildie skrytobójców, a nawet potężnego Zakonu. Poza nimi, w każdym ważniejszym miejscu znaleźć można tablice (tudzież worki i listy) z wykazem płatnych robocizn pokroju grupy niedźwiedzi pożerających kupców na trakcie, za których wykonanie zgarnąć można trochę dodatkowego grosza. Nie ma jednak co liczyć, że podczas gry wykona się wszystkie zadania. Część z nich będzie po prostu niedostępna, dopóki nie wykona się innych żmudnych questów, inne będą wymagać zdrady albo odnalezienia konkretnej osoby, mogącej rzucić na dany wątek nowe światło. Ponadto bardziej rozbudowane misje nierzadko mogą być wykonane na kilka sposobów, których czasami nie idzie rozdzielić na proste 'ubicie złych' oraz 'ubicie tych dobrych'. Co więcej, metoda zakończenia sprawy potrafi mieć wpływ nie tylko na wynagrodzenie, ale również na inne czynniki: zamordowanie opętanego przez demona dziecka możnego arla może sprowadzić na kark gniew matki oraz własnych towarzyszy broni, jednocześnie blokując dostęp do poznania tajników magii krwi. Z drugiej strony można narazić się na gniew kogoś jeszcze potężniejszego, albo pozwolić pewnemu Magowi Krwi na odpokutowanie swych win.
I właśnie takie konsekwencje, wraz z bogactwem świata i dbałością o detale sprawiają, że Dragon Age nie jest przeżyciem na raz, ani nawet na dwa razy. BioWare po raz kolejny zdołało stworzyć świat, który reaguje na poczynania gracza, jednocześnie nie dając się prosto podzielić na biel i czerń. Do tego jest to świat pełen często dziwnych, a tym samym ciekawych postaci (mówiące wierszem drzewo, będące od wieków domem potężnego ducha to tylko jeden z przykładów), a samo zgłębianie bibliotek i szukanie nowych kodeksów potrafi zająć dobre kilka godzin. Szkoda tylko, że w tym wszystkim zatarło się kilka elementów, takich jak traktowanie elfów przez ludzi – nawet mój elfi mag tylko kilka razy spotkał się z przejawami niechęci na tle rasowym. Owszem, to tylko kosmetyka, ale jak wiadomo, diabeł tkwi w szczegółach.
Magią go, magią!
Jak świat światem, tak żaden cRPG nie może obyć się bez masy przedmiotów, czarów, zdolności i innych cudów, czekających na odkrycie przez przechodzącego bohatera. Zbieracze złomu, czyli ekwipunku rozmaitego nie powinni być rozczarowani: do znalezienia lub kupienia jest spora kolekcja pancerzy, tarcz i butów, od prostych skórzanych rękawic, po dalijskie dzieła sztuki oraz legendarne napierśniki. Wśród broni wybór jest teoretycznie trochę mały (miecze, topory, kostury, sztylety, buławy, łuki i kusze oraz wersje dwuręczne dwóch pierwszych), ale w ogniu walki fakt ten jakoś nie przeszkadza. Narzekać można w zasadzie tylko na fakt, że wizerunki wszelakich pancerzy w oknie ekwipunku wyglądają niemal identycznie – na szczęście założony komplet stalowej zbroi na postaci prezentuje się wystarczająco okazale, aby nie była to wielka wada, ponad kosmetyczny szczegół. Osobną grupę przedmiotów stanowią prezenty: itemy z tej kategorii można podarować towarzyszowi, co ma wiadomy wpływ na jego odczucia względem bohatera. Im bardziej dopasowany prezent, tym większa będzie wdzięczność obdarowanego, zaś niektóre przedmioty związane są z zadaniami danej postaci, a ich odnalezienie zdecydowanie pozytywnie wpływa na towarzysza, dlatego warto poświęcić kilka chwil na rozmowy z członkami drużyny.
Sama stal to jednak za mało, aby pokonać Plagę, dlatego też w walce użyć należy również potęgi magii oraz umiejętności każdego z członków drużyny. Zaklęcia podzielone zostały na kilka szkół, których każda posiada kilka ścieżek, w ramach której można odblokowywać kolejne, coraz potężniejsze czary. Przykładowo magowie skupiający się na siłach żywiołów mogą po kolei poznawać zaklęcia bazujące na ogniu: od prostego uderzenia ognia, poprzez wzmocnienie broni sojuszników o ten element, aż po potężną kulę ognia i ognistą burzę, zdolną spopielić całą grupę wrogów. Mechanika Dragon Age została zaprojektowana w sposób wymuszający na graczu przemyślany rozwój postaci, bowiem nie ma żadnego sposobu na to, aby w odpowiednim stopniu poznać tajniki każdej ze szkół. Poza zaklęciami, niewątpliwie potężnymi i potrzebnymi w każdej większej rozróbie, postaci mogą korzystać ze swoich talentów i umiejętności. Wojownicy używający tarczy potrafią nią przywalić upierdliwemu przeciwnikowi prosto w twarz, nokautując tym samym na pewien czas. Łotrzyk zaś może zająć się wytwarzaniem trujących wywarów, które z pewnością znajdą uznanie w oczach zabójców oraz zastawiać wymyślne pułapki – oczywiście pod warunkiem posiadania odpowiednich elementów i składników.
Era Smoka to nie przelewki
Pod względem graficznym, Dragon Age: Początek jest cokolwiek nierówne, ale w ogólnym rozrachunku gra z pewnością może się podobać. Zwłaszcza w gatunku, w którym grafika nie jest przecież najważniejsza. Przede wszystkim na uznanie zasługują modele postaci i potworów, które wykonano z dużą dbałością o szczegóły – wystarczy spojrzeć na dopracowane twarze oraz te wszystkie zbroje i elementy pancerza, które nie przenikają się wzajemnie przy każdej okazji, jak ma to miejsce w masie innych produkcji. Na tym tle trochę dziwnie wyglądają jednak miecze i tarcze przewieszone przez plecy, które momentami po prostu lewitują za postacią. Czasem też zdarzy się słabszej jakości tekstura, ale by takową dojrzeć trzeba się trochę rozejrzeć kamerą po okolicy. Zastrzeżeń za to nie można mieć w stosunku do efektów czarów, zwłaszcza tych potężniejszych. W Dragon Age kula ognia jest naprawdę potężnym czarem, który nie tylko wybucha ognistym inferno, ale również rozrzuca przeciwników wokół strefy wybuchu. Miło patrzy się również, jak wrogowie zostają zamrożeni w chwili zamachu, a następnie rozbici na tysiące kawałeczków. Tym jednak, co naprawdę urzeka w grafice, jest artyzm i pewne 'wysmakowanie', którego mogłaby pozazdrościć niejedna produkcja bardziej zaawansowana technicznie.
Na zdecydowanie wyróżnienie zasługuje świetna ścieżka dźwiękowa – muzyka towarzysząca zwiedzaniu Fereldenu i walce z Plagą jest imponująca i można śmiało porównać ją do OST-ów z wielkich produkcji fantasy rodem z Hollywood. Przeczepić nie można się również wszelakich odgłosów, które wykonane zostały jak należy. Marudzić pod nosem za to zdarzało mi się nieraz podczas słuchania niektórych kwestii dialogowych: niestety, ale część zatrudnionych aktorów talentu i wczucia w rolę wykazało mniej więcej tyle, co przeciętny burak cukrowy, a emocji w nich równie wiele, co w asfalcie. Na szczęście całokształt pełnej polonizacji jest całkiem niezły, kilka osób zdecydowanie zawyża średnią, co zasługuje na pewną pochwałę – zwłaszcza, że w grze absolutnie wszystkie dialogi są mówione. Nie ma się jednak co łudzić, że nasza polska wersja dorównuje oryginalnej – angielscy aktorzy spisali się o niebo lepiej, chociażby w przypadku Oghrena, którego w naszym rodzimym języku znieść nie można. Gwoli spolszczenia w warstwie tekstowej, to i tutaj nie uniknięto kilku drobnych potknięć, takich jak zupełnie pomieszane ścieżki dialogowe (postać mówiła zupełnie co innego, niźli napisano na ekranie) lub drobne rozbieżności pomiędzy tekstem słyszanym, a czytanym. Błędy te jednak nie są przesadnie irytujące i można założyć, że zostaną wyeliminowane przy okazji którejś aktualizacji.
Ekipa BioWare stanęła na wysokości zadania również w kwestii interfejsu, który jest na tyle prosty i intuicyjny, że z miejsca wiadomo gdzie czego szukać i ani przez chwilę nie trzeba się zastanawiać, jak np. odnaleźć listę umiejętności. Okno ekwipunku umożliwia filtrowanie przez kilka kategorii, a każdy nowy przedmiot jest otoczony złotą obwódką pomocną przy sprawdzaniu świeżo zdobytego sprzętu. Sama eksploracja nie nastręcza żadnych problemów, a wersja na PC posiadą tą dodatkową zaletę, że umożliwia nie tylko sterowanie znane z serii Neverwinter Nights, ale również przełączenie się na widok pseudo-izometryczny oraz kontrolę nad każdym członkiem drużyny z osobna, niczym w grach opartych na silniku Infinity. Pozwala to zarówno na podziwianie np. krasnoludzkiego miasta głęboko pod powierzchnią ziemi, jak i bardziej strategiczne podejście do szczególnie trudnych bitew, których w Dragon Age nie brak, bowiem liczba potężnych potworów jest całkiem spora. Podczas starcia można oczywiście w dowolnej chwili włączyć aktywną pauzę, aby w spokoju przeanalizować sytuację i wydać odpowiednie rozkazy podwładnym. W kwestii walki dodać jeszcze należy, że twórcy zastosowali całkiem nieźle spisujący się system taktyki, który pozwala w pewnym stopniu na zautomatyzowanie starć. Każda z postaci w drużynie posiada pewną liczbę taktycznych slotów, które można wykorzystać do zaprogramowania odpowiednich zachowań, takich jak leczenie postaci, której żywotność spadnie poniżej 50% lub włączenie danego trybu potężnych ciosów w przypadku ataku słabo opancerzonych oponentów. Dla leniwych autorzy zaimplementowali kilka gotowych schematów, które można dowolnie edytować i zapisywać, a zdolni stratedzy mogą stworzyć małe, bojowe perpetuum mobile, przy którym nie będą musieli nawet palcem kiwnąć, aby wygrać bitwę.
Do boju i ku chwale!
Nie ma co ukrywać, Dragon Age: Początek to pozycja, którą musi poznać każdy fan gatunku. W czasach, kiedy najbardziej liczy się grafika, a taki Fallout 3 zawiera śmiesznie małą liczbę zadań i denną fabułę, ekipa BioWare pokazuje, jak powinien wyglądać cRPG z krwi i kości. Udowadniają, że świat nie musi być jednostajnie czarny i biały, a gra nie musi unikać niektórych trudnych tematów. Dragon Age pokazuje, że gatunek nie umarł, a kto wie, może zwiastuje tak bardzo wyczekiwany renesans?
recenzja dodana przez:
OsaX Nymloth
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ Grywalność!
+ Wciąga jak ruchome piaski
+ Dobra grafika
+ Świetna ścieżka dźwiękowa
+ Istna filmowość
+ Zróżnicowane zadania, które można ukończyć często na kilka sposobów
+ Interakcje pomiędzy towarzyszami
+ Romans z Morrigan ;)
+ Ciekawe postacie
+ Świat gry, pełen historii i smaczków
+ Drobne easter eggi ;)
− Nie stwierdzono poważniejszych błędów
− Momentami zdarzają się błędy w polonizacji oraz słabiej dobrane głosy postaci
− Na bardzo upartego: bohater (prawie) niemowa
Ocena wszystkich
recenzentów
9.0
Grafika 80%
Dźwięk 90%
Gameplay 90%
Ingmar: Ponuro i pochmurno. (PC)
Ingmar: Szkic przedstawiający wojownika. Wygląd ma dość orientalny. (PC)
Ingmar: Kolejny szkic. Przedstawiona kobieta ma być jedną z towarzyszek, choć na razie nic nie jest pewne. (PC)
Ingmar: Cały czas ta Aurora... (PC)

