Na tę platformę mamy: 3 screenów, 1 recenzji, 1 newsów,
Zabawy z Majami
[ zobacz inne recenzje 1 ] Najlepsza recenzja dodana przez
Joachim "Chimaira" Snoch
Sequel doskonałej gry przygodowej, oscylującej wokół zagadnienia Templariuszy, jest niemalże kanoniczny, jeśli chodzi o tę gałąź rozrywki. To standardowa, świetnie namalowana produkcja typu point&click. Tak, kiedyś takie gry wychodziły na kopy. Smoking Mirror doskonale wpisuje się w tę szufladkę.
Zabawa zaczyna się od mocnego łupnięcia i stopniowanego dalej napięcia, zgodnie z prawidłami mistrza Hitchcocka. Oto nasz stary znajomy, George Stobbart, i jego przyjaciółka, Nicole Collard, odwiedzają rezydencję profesora Oubiera. Niestety, na miejscu zostają zaatakowani, tajemniczy Indianin porywa Nico, zaś George zostaje sam w płonącym pokoju. No, nie całkiem sam, towarzyszy mu bowiem ogromny pająk. Oczywiście już w pierwszych krokach naszej przygody, wiemy, że będzie to coś innego. Autorzy dali sobie spokój z tajemnicami Templariuszy, zaś przerzucili się w bardziej południowo-amerykańskie rejony fabularne. Cała bowiem awantura, mimo początkowego przeświadczenia, że chodzi o handel narkotykami, silnie umiejscowiona jest w kulturze Majów. Intryga kręci się zaś wokół wspomnianego wyżej profesora oraz tajemniczej majańskiej figurynki. Przyjdzie nam zatem odwiedzić zarówno znaną już kafejkę Montfaucon, Paryż jako taki, jak też i doki w Marsylii czy co poniektóre tereny Ameryki Południowej. Miasteczko Quaramonte, dżungla czy nawet plan filmowy - cały świat stoi przed naszymi bohaterami otworem.
Podczas naszej podróży spotkamy oczywiście kilkadziesiąt postaci, z którymi można rozmawiać. Czy będzie to lekko zapijaczony ex-żandarm w Montfaucon, grupa południowo-amerykańskich grajków, tudzież obślizgły Andre Lobineau, wszyscy zapewnią wiele godzin zabawy podczas słuchania ich rozmów.
W kwestii sterowania nic się nie zmieniło. Jest to typowy prosty i intuicyjny interfejs point&click. Zbieramy przedmioty, używamy, gadamy o nich oraz robimy te wszystkie cudowne rzeczy, które czynić w oldschoolowych przygodówkach wypada. Lokacje są odpowiednich rozmiarów, nie sposób się zgubić. Ogranicza to także nasze pole manewru, zatem jeśli nawet utkniemy, zasada próbowania wszystkiego na wszystkim sprawdza się doskonale. Dlaczego? Interaktywnych elementów nie jest zbyt wiele, zatem łatwo, nawet tytanom intelektu alternatywnego, domyślić się jak ze spinacza i gumki od majtek (koniecznie Nico) zrobić telewizor. Wydaje się także, że zagadki i elementy logiczne są nieco prostsze od tych z pierwszej części, zatem gra nie powinna sprawić problemu nawet początkującym czy niżej zaawansowanym w ciągi przyczynowo-skutkowe graczom. Broken Sword II jest także nieco krótszy od swej poprzedniczki, a przy tym bardziej skondensowany, zatem na brak napięcia czy wręcz nudę narzekać nie sposób.
Gra oczywiście jest w pełni udźwiękowiona, zatem podczas rozgrywki będziemy mogli się wsłuchać w dziesiątki rozmów zarówno między głównymi bohaterami, jak też i postaciami niezależnymi. Wszystko okraszone świetnym, choć czasem nieco kapralskim humorem, z którego seria słynie od dawna. Nie jest to może poziom Monkey Island, ale nie raz, nie dwa, na twarzy gracza pojawi się głupawy uśmieszek. Listy dialogowe są jednakże napisane całkiem sprawnie i często George zaskoczy nas swoją "błyskotliwością" i niebywale "przenikliwym" myśleniem. Zaś Nico, z drugiej strony, zachwyci swoim wspaniałym głosem, bo nieważne co mówi, ważne jak mówi. A mówi z tym cudownym wodewilowym francuskim akcentem, który wywołuje mimowolne ciarki na grzbiecie.
Graficznie, drugi Broken Sword jest tym samym co poprzedniczka, a jedynie podług zasady "więcej i lepiej". Lokacje są bardziej szczegółowe, przedmiotów na nich nie sposób nie zauważyć, wszystko czyste, schludne i efektowne. Postaci są narysowane dość porządnie, animacja nie kuleje ani na moment, słowem konkretna, rzetelna robota. Są także tereny, po których się poruszamy dość specyficzne, zatem nie ma się wrażenia, że to te same rejony, tylko w innych kolorach. Autorzy postarali się o różnorodność i ciekawą wizualną prezentację odwiedzanych przez nas lokacji.
Cóż rzec na koniec? Broken Sword II to kontynuacja, która nie jest ani trochę gorsza od poprzedniczki, a czasem nawet przewyższa ją w niektórych elementach. Wszystko to, co było dobre w pierwszej części, teraz poprawiono i ulepszono. Dodatkowy plus należy się także za nową fabułę, powiązaną z poprzednim "złamanym mieczem" tylko i wyłącznie postaciami głównych bohaterów, oraz znaną wszystkim gnidą, czyli Andre Lobineau. Oby więcej takich gier, bowiem drugi Broken Sword to sequel, który, co tu dużo mówić, jest po prostu świetną grą, doskonale wpisującą się w tradycję kanonicznych gier typu point&click.
recenzja dodana przez:
Chimaira
który uważa że gra ma takie plusy i minusy
+ ładna grafika
+ świetna fabuła
+ udźwiękowienie
+ humor (w pewnym sensie)
− nieco krótsza od poprzedniczki
− dla wrażliwych - humor (w pewnym sensie)
Ocena wszystkich
recenzentów
8.0
Grafika 80%
Dźwięk 80%
Gameplay 90%
bartix3: Ooo, robak (PC)
bartix3: Rozejrzyjmy się po miasteczku (PC)
bartix3: Niezły mam widok z okna (PC)

